Jakbym miał wybierać tekst, który w największym stopniu wpłynął na moje poglądy polityczne (a raczej ich brak), to pewnie poza Jedynym i Jego Własnością Maxa Stirnera oraz Hakimem Beyem, cała reszta jest albo bezpośrednią jumą z Trylogii Illuminatus, albo jakimś kryptocytatem z tegoż dzieła, zremiksowanym pod wpływem innych książek, które zdążyłem od tamtego czasu przeczytać. To między innymi stamtąd ukradłem sobie dogłębne przekonanie o tym, na czym polega rewolucja i kto nadaje się na jej jedyny symbol:
Simon declared that “cultural revolution” was more important than political revolution; that Bugs Bunny should be adopted as the symbol of anarchists everywhere; that Hoffman’s discovery of LSD in 1943 was a manifestation of direct intervention by God in human affairs; that the nomination of the boar hog Pigasus for President of the United States by the Yippies had been the most “transcendentally lucid” political act of the twentieth century; and that “mass orgies of pot-smoking and fucking, on every street-corner” was the most practical next step in liberating the world from tyranny.
Symbol dwa dni temu skończył 70 lat, co dla każdego rewolucjonisty jest raczej zabójcze i dla Bugsa też było, dziś jest tylko kolejną franszyzą Warnerów, jednak jego pojawienie się 27 lipca 1940 r. było kopem w twarz establishmentu.
Bo co tutaj mamy? Opresyjne państwo pod postacią Elmera, które próbuje, jak to państwa, uzbrojone w regulacje myśliwskie i strzelby, wykończyć spokojnego, nikomu nie wadzącego królika, który sobie normalnie żyje w norce. Elmer jako przedstawiciel władzy myśli, że ma do tego prawo, ba tak właściwie się nawet nad tym nie zastanawia, ma mundur, nie musi myśleć, prawo do prześladowania innych zdaje mu się czymś całkowicie naturalnym, niezbywalnym i przyrodzonym.
Oczywiście wiemy, że to nieprawda, gdyby nie strzelba (państwowy aparat opresji), Elmer byłby nikim, jego prawa nie miałyby żadnego znaczenia, może je egzekwować tylko przemocą, nic za nimi tak naprawdę nie stoi. I tu właśnie pojawia się anarchistyczna moc królika, który nie wierzy w takie prawa, za to wyznaje prawo do samostanowienia i decydowania o tym, gdzie powinna być jego norka i kto może mu zakłócać spokój.
W odróżnieniu od Państwa-Elmera, Bugs nie ucieka się do przemocy, wykorzystuje spryt i rozum, by pokazać kompletną nieskuteczność praw narzucanych przez państwo. Po kolei — pokazuje bezużyteczność broni, wiążąc na niej kokardkę; dekoduje całkowitą bezradność państwa w procesie identyfikacji swoich obywateli i ich potrzeb; atakuje jego skostniałą heteronormatywność (zauważcie, że bronią po jaką najczęściej sięga w tym odcinku jest Big Wet Kiss, wpędzający Elmera w kompletne pomieszanie, które z czasem będzie się jeszcze zwiększało, ponieważ Bugs nader często sięga po przebierankę i walczy z systemem jako radykalna drag queen); wreszcie cynicznie parodiuje postawę wszelkich świętych, męczenników i innych idiotów gotowych “umrzeć za sprawę” (wszystko jedno jaką), ustawiając się pod drzewem i dając swoją pierwszą wielką, oscarową scenę śmierci.
Ten schemat powtórzy się w jeszcze wielu odcinkach, Bugs będzie walczył z każdym opresyjnym systemem (choć, niestety nie ma co ukrywać, zostanie też włączony do działań propaństwowych i wysłany na wojnę), stosując metody, które przez lata inspirowały różnorodnych anarchistów, od chicagowskich surrealistów po Anarchist Pie Throwers, którzy przywracają buców rożnej maści do rzeczywistości, obrzucając ich ciastem. Jego metody, to klasyczna ścieżka trickstera, rozsiewnika zamętu i chaosu, bez ustanku testującego racjonalność wszelkich sztucznych praw i reguł, reprezentowanych czy to przez Elmera, czy Yosemite Sama czy faszystowskiego Daffy’ego, który stanowi jego całkowite przeciwieństwo i jest archetypiczną reprezentacją propaństwowego, prawicowego przygłupa, który każdemu chciałby narzucić swoja pojebana wizję świata, gdzie wszyscy seplenią. Jako trickstera nie interesują go sztuczne rozróżnienia między prawdą a kłamstwem, dobrem a złem, jest w tym sensie postacią bardzo stirnerowską — jedynym, który dba tylko o swoje dobro, wiedząc, że nic innego się nie liczy i że tylko w ten sposób może też pomagać innym.
Co ważniejsze jednak, jego anarchia zawsze musi być celowa — przeciw komuś. Nie może być czysta kreacją chaosu, lub próbą podkręcenia sobie ego, co najlepiej widać w chyba najbardziej anarchicznym odcinku klasycznych Merrie Melodies — Rebel Rabbit — jedynym, w którym Bugs przegrywa swoją walkę.
Vezi mai multe video din Animatie
To właśnie tutaj najlepiej chyba pokazano, że konieczność ograniczania własnej wolności nie bierze się znikąd, że są prawa i reguły z którymi nie ma sensu walczyć na własna rękę, ponieważ państwo, system, dysponuje niewspółmiernie wielkimi środkami reakcji i taka walka z góry skazana jest na przegraną. Ten odcinek (chyba mój ulubiony w ogóle), udowadnia, że jedyną skuteczną metodą jest zamęczanie jednostek, konwertowanie każdego buca po kolei, walka z pojedynczymi przedstawicielami chorego państwa, takimi jak Elmer czy Sam (symbolizujący anarchię, która przerodziła się w jednoosobową dyktaturę).
Bugs Bunny — uczy, bawi, wychowuje. Zgodnie z naukami Beya tworzy tymczasowe strefy autonomiczne i walczy przy pomocy poetyckiego terroryzmu. I tak naprawdę, pomimo skończonych 70 lat, nadaje się na wychowawcę i przewodnika tysiąckroć lepiej niż jakikolwiek papież, polityk czy prorok. I oby tak było jeszcze przez następne sto lat.
(A zupełnie poza tematem, przypominam o Konkursie, który kończy się jutro. Jeszcze zdążycie coś wymyślić, choć konkurencja jest ostra)











