Na wyraźną prośbę kolegi Obłego testowałem ostatnio dobór muzyki rowerowej, tak właściwie trochę wbrew sobie, bo dla siebie raczej nie robię skradaków, zdecydowanie częściej szukam całych płyt, które mogę wkręcić w uszy pedałując niespiesznie po okolicy i rozpędzając się od czasu do czasu, żeby skoczyć sobie ze schodków czy murka i sprawdzić, czy kastracja to naprawdę takie wielkie halo i tragedia. Żeby nie było nieporozumień, żaden ze mnie wyczynowiec, styl jazdy mam raczej taki
(- kolor, dredy, wymyślne wdzianko, wypasiony rower i Arizona), dlatego muza mi się najlepiej sprawdza rozbujana, choć oczywiście skradak zawiera też kilka wałków, przy których zdarzało mi się ostro zdyszeć na prostej. Rytmicznie ułożony jest tak, że najpierw 12 minut delikatnej rozgrzewki na bujakach, przy których się dobrze robi slalomy pomiędzy spacerującym tłumem, potem muzyka do zjazdów i ścigania się z parkowymi radiowozami, partia zatytułowana roboczo “zawał serca” i końcówka, która się trochę uspokaja, a trochę próbuje wykrzesać ostatnie zapasy energii przed zjazdem na ławkę i sięgnięciem po peta.

Tracklist:
01 — M.I.A. — Paper Planes
02 — Jovanotti - L’Ombelico Del Mondo
03 — Manu Chao — Rumba de Barcelona
04 — Smokey Bandits - Revolucion Valiente
05 — Kid Loco — Here Comes the Munchies
06 — Rubin Steiner - Another Record Story
07 — Ленинград - Хуямба
08 — Soil & Pimp Sessions — Satsuriku New Wave
09 — Gogol Bordello — Immigrant Punk
10 — Squirell Nut Zippers — Hell
11 — Kimya Dawson - The Competition
12 — O.M.F.O. — Trans Balkan Express
13 — Sporto Kantès — Lee
14 — Kaizers Orchestra — Bak Et Halleluja
15 — Fingathing - Walk in Space
TPD nr 16 — I Want To Ride My Bicycle (57 min/95MB)
Dla tych, którzy się obawiają o zdrowie, brak kondycji i tym podobne, poniżej w ramach teasera najostrzejszy kawałek z całego skradaka. Jeśli uznacie, że to Was nie zabije, to reszta Wam też krzywdy większej nie zrobi.
Skradak w pełni przetestowany na zwierzętach.












