Wytnij/Wklej 2

No dobra, niby miałem zostawić informacje o muzyce Ziemi Niczyjej, ale nie podejrzewam, żeby się kolega zainteresował reedycją tej akurat płyty, więc dzielę się radosnym niusem znalezionym dziś na Analogicznie – Mikrofony Kaniony wracają! I to jest zdecydowanie dobra wiadomość, bo być może dzięki temu wydaniu kolejnych parę osób dotrze do chyba najfajniejszej kapeli lat 80-tych, odpowiedzialnej również za jeden z moich ulubionych teledysków ever:

Zamówić to można na stronce wydawnictwa W Moich Oczach za jedyne 27 i serio, oprócz wydanej przez nich Siekiery, to jest to klasyczny masthejw. Wreszcie się skończy połączone z cichym wkurwem odsłuchiwanie jedynych istniejących ripów, na których procent szumu sporo przekracza procent muzyki.

Wracając do literek: złe ludzie z Telegraph postanowili wypromować nieco The Lost Symbol Dana Browna. Metodę obrali sobie trochę nietypową, ale słuszną – wyrywając z poprzednich dokonań autora 20 najgorszych zdań, takich po których odkłada się książkę z westchnieniem muj borze. Jako, że cała moja przygoda z Brownem składała się z setek takich westchnień oraz zabawy w przypominanie sobie, w jakich przewodnikach po miastach czytałem te same nudne informacje sprzedawane przez Browna, jako największe tajemnice, to i artykuł cieszy. No bo jak tu nie szczerzyć mordy:

The Da Vinci Code, chapter 5: Only those with a keen eye would notice his 14-karat gold bishop’s ring with purple amethyst, large diamonds, and hand-tooled mitre-crozier appliqué.

The Da Vinci Code, chapter 4: A voice spoke, chillingly close. „Do not move.” On his hands and knees, the curator froze, turning his head slowly. Only fifteen feet away, outside the sealed gate, the mountainous silhouette of his attacker stared through the iron bars. He was broad and tall, with ghost-pale skin and thinning white hair. His irises were pink with dark red pupils.

Więcej

Lost Symbola oczywiście sobie też zamówię wnet, bo nic lepszego tanie sensacje potwierdzające wszystkie najgorsze opinie o tanich sensacjach.

A na deser, jak zwykle książka za darmo, jak zwykle eSeFy, a dokładniej wybór najlepszych tekstów nagrodzonych Locusem

Po kliknięciu w widgeta, przenosi na podgląd i można sobie poczytać między innymi najlepszy tekst Gene Wolfa – Śmierć doktora Wyspy, opublikowany sto lat temu w Fenixie, Maneki Neko Sterlinga, rewelacyjne Niedźwiedzie odkrywają ogień Terry’ego Bissona (też było po polsku, ale w Asimovach, których nikt nie kupował i nie czytał, kolejnego Teda Chianga, oraz parę tekstów autorów, co się zawsze dobrze sprzedają, jak LeGuin, Connie Willis czy Neil Gaiman. Naprawdę maks sensowna antologia.

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

15 Responses to Wytnij/Wklej 2

  1. kolega Tetrix says:

    To sobie jeszcze od Bissona znajdź Bears Discover Smut, a na dodatek The Book of Billy. I przy odrobinie szczęścia oprzytomniejesz i Browna nie kupisz, i świat będzie piękniejszy i lepszy.

  2. Marceli says:

    A chętnie, bo tak sobie to pisałem i mi wyszło, że do kupy to może znam z 3 jego opowiadania i tylko to jedno utknęło tak mocno we łbie. A Browna kupię tak czy srak, mam z nim to samo co z Barkerem, czyli obaj są mi w stanie prawie za każdym razem udowodnić, że nie ma tak złych powieści, żeby nie mogły byc jeszcze gorsze.

  3. kolega Tetrix says:

    No to ja już zgłupłem: jest jakaś kurna światowa Shit Magnets League, co wtryniła ci legitymację i musisz teraz płacić za szroty i oglądać Na Wspólnej z divixów, bo jak nie, to ci się przestaną kłaniać? (No i tak ci zależy na tym, żeby ci się Shit Magnetsi kłaniali?)

    A, fak, pomerdało mi się, Bears Discover Smut to napisał Michael Bishop jako tribute dla Bissona… I wisi na scifi.com, więc technicznie masz zlinkowane.

  4. kolega Tetrix says:

    O, z cyklu odtruwanie, na gutenbergu wylądowały „The Boats of Glen Carig” Williama Hope Hodgsona. I to jest pure awesome.

  5. Marceli says:

    Nah, złe ksiązki mają taką samą wartość, jak dobre książki.

    Przykładowo – bierzesz Streibera (30 stron do końca. Mać! Październik miesiącem radosnej deliry!) i zanim do niego sięgniesz, to żyjesz w przekonaniu, że wiesz, jak wygląda zły eSeF, że po późnych odlotach VanVogta, fatalnej stylistyce Dicka, brednioteoriach Asimova nic cie juz nie zaskoczy. Ale to nieprawda jest, bo to cały czas jest zły eSeF pisany przez dobrych ludzi, którzy w najlepszych momentach wiedzieli o czym chcą pisać i na czym polega pisanie (plan minimum – sprawnie złożone zdania).

    A przy takich ludziach typu Streiber, Brown, Barker (post- Books of bloodowy, zaczynam zreszta podejrzewać, że mu to jakiś ghostwriter napisał) odkrywasz świat pisarzy nie mających pojęcia o składni, gramatyce, stylistyce, kompozycji, budowaniu klimatu, rozkładach napięcia. Masz po prostu gości, którzy albo lecą schematem z Creative Writting courses (i to jest wyższa półka, tu dostajesz np takiego Cobena, czy Alex Kavę) oraz tru samorodne talenty, takie jak Brown czy Streiber, które wiedzą o pisaniu tyle, że klawiaturę mieć trzeba i skądś podpatrzyć szkielet. A potem oklejają szkielet każdym gównem, jakie im przyjdzie do głowy, tworząc tak pocieszne, pokraczne plastelinowe golemy, że nie sposób się nie zachwycić na zasadzie – jakim cudem to kurestwo żyje.

    Brown ma tą przewagę, że miał redaktorów i ich robotę widać, mój misio Streiber sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem, pono nikomu nie zezwala zmienić nawet przecinka i to jest naprawdę tak wysoka szkoła hardkoru, że całkowicie przewartościowuje wcześniejsze oceny o złej literaturze, o dobrej przy okazji też. To jest to samo, co przy porniolach – musisz zobaczyć 100 tysięcy fatalnych amatorskich samoróbek, żeby móc w pełni docenić Rona Jeremy’ego.

    EDIT: thanx za Hodghsona. Ostatnio porwany edukacyjną weną, chciałem młodemu od mojego brata wkręcić Carnackiego, bo synek akurat ma okres paranormalny, duchy, zjawy i silent hill na pleju, więc wujo pomyślał, a masz, czytaj klasykę nie głupoty. Zdechł po 30 stronach… :(

  6. Z Mikrofonami to chyba się telepatycznie połączylim, bo od dwóch godzin zgłębiam newsy, przetwarzam jutuby i kombinuję, skąd tu zdobyć koncert sprzed dwóch tygodni.

  7. Marceli says:

    O jeżu, koncert MK! To nie tuby, to live trzeba koniecznie. Organizujemy jakis komitet?

  8. Praca wre. Odpowiednie czynniki zostały zmotywowane. Pierwsze doniesienia w poniedziałek. Patrza se:

  9. Marceli says:

    Matkobozzzzzzzka. Ja to koniecznie chcę live zobaczyć! Na razie wygląda, że nasłuchali się przez lata Leningradu.

    Oftop – czy ty Heniu najdroższy będziesz może butował Aphexa na Sacrum? Bo się właśnie dziś pozbyłem wejściówki na rzecz spłakanego dziewczęcia.

  10. Problem podstawowy jest taki, że chopacy są rozsiane po świecie całym i namówieni zostali na ten jeden jedyny koncert. Ale jak się mówi raz, to co szkodzi powiedzieć dwa, nie?
    Aphexa nie robię, bo na razie nie ruszam się na żadne koncertowe wycieczki.

  11. Marceli says:

    No no, mnie starczy jeden, choćby i w miejskim domu kultury w warszawie (końgresówki raczej nie zapełnią:)

    A co do aphexa, to trudno, się pocieszam tym, że jak przyjedzie za następne 10 lat, to bedzie grał dokładnie tak samo:)

  12. Zdążyłem dziś zwyzywać połowę swoich ziomali, że nic mi nie powiedzieli o tym reunion ofda 21.senczury. Na szczęście na bank będzie audio. A może i wideło.
    A Aphexa nagram za 10 lat, bo słusznie prawisz.

    Oftop: Ten Hitler jest tak głupi, że aż rzeczywiście śmieszny.

  13. Pan Pijak says:

    no inie zapomnijcie o source – http://mikrofonykaniony.blogspot.com/
    ja zapomnialem i na koncert nie pojechalem…

  14. Marceli says:

    O własnie, link do żródła. Dzieki!

  15. Słusznie nie przypuszczałeś. A to ciekawe info jest.