Prostota

Categories:  eyecandy

Eyecandy w wer­sji dabyl­fi­czer, w rolach głów­nych znany arty­sta, któ­rego nie lubię, oraz arty­sta nie­znany, któ­rego jestem skłonny polu­bić. Obu łączy zaś to, że do swo­jej muzyki dobrali obrazki oparte na pro­ściut­kich pomy­słach i to cał­ko­wi­cie wystar­czyło, żeby powstały nie­sa­mo­wi­cie hip­no­tyczne klipy.

Pierw­szy, to David Sylvian, któ­remu tele­dysk do Small Metal Gods zro­bił Hiraki Sawa, prze­mon­to­wu­jąc nieco pomysł ze swo­jej podobno zna­nej i nagra­dza­nej pracy Dwel­ling. I jak cał­ko­wi­cie nie rozu­miem feno­menu Sylviana, poza Dead Bees on a Cake nie byłem w sta­nie zdzier­żyć żadnej jego płyty do końca, a w dys­ku­sję na Ziemi Niczy­jej na temat nowego albumu wpa­try­wa­łem się, jak w prze­pisy na wspa­niałe danie ze zde­chłego kota, to ten coraz mniej roz­trzę­siony wokal, w połą­cze­niu z obłęd­nie spo­koj­nym, wręcz powol­nym obraz­kiem, gdzie minia­tu­rowe samo­loty prują przez czarno-biały pokój, zgry­wa­jąc się z oszczęd­nymi dźwię­kami gitary, jakoś na maksa mi pod­szedł. Dużo pustki i wyci­sze­nia, taki tele­dysk w stylu zen. Jak cała płyta jest taka, to chyba się prze­mogę.

W tema­cie dru­giego obrazka napi­sać za dużo nie mogę, bo ani o zespole Casta­nets wcze­śniej nie sły­sza­łem (maj­spejs jed­na­ko­woż pod­po­wiada, że być może warto to nad­ro­bić), ani twórca tele­dy­sku, Ryan Irvin, niczym szcze­gól­nym się nie wsła­wił. A oczko na kli­pie zawi­sło głów­nie dla­tego, że lubię pro­ste, geo­me­tryczne abs­trak­cje, tyle, że tutaj to się po chwili skoń­czyło, zastą­pione dzi­waczną, bez­tre­ściową, ale nie nudną ani­ma­cją, pełną prze­ni­ka­ją­cych się kolo­rów, kształ­tów i cyta­tów wizu­al­nych, ide­al­nie zespo­lo­nych z nastro­jem kawałka. Dobry hip­no­tyczny kalej­do­skop pod lekko zmu­to­wa­nego cyberbluesa.

Pogła­skaj
Poślij w kosmos:
  • Wykop
  • Blip
  • Facebook
  • Twitter
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • Tumblr
  • Netvibes

12 komentarzy

  • At 2009.10.12 22:06, pagaj said:

    Sylvian -> cała płyta jest taka, z tym, że “Small Metal Gods” jest zde­cy­do­wa­nie naj­przy­stęp­niej­sze. im dalej, tym cię­żej. (Cytuj)

    • At 2009.10.12 23:02, Mariusz Herma said:

      Zawsze myśla­łem, że to ja jestem skraj­nym przy­pad­kiem podat­no­ści na wpływ aury przy dobie­ra­niu bie­żą­cej muzyki, ale widzę, że to Ty jesteś mistrzem.

      Dziwi mnie tro­chę, że “Dead Bees” Ci wcho­dzi, a star­sze (pół)piosenkowe rze­czy nie — Gone to Earth czy Secrets Of The Beehive.

      To nie była aby Twoja pierw­sza płyta Sylviana? (u mnie tak to cza­sem działa, dla­tego pytam) (Cytuj)

      • At 2009.10.13 00:27, Marceli said:

        potrze­buję jakiejś moty­wa­cji, żeby kli­kać w milion pli­ków nowej muzy na under­ne­cie, więc widok za oknem mi wystar­cza, jak mi się muzyka zgrywa z kolo­rami na nie­bie, to się cie­szę i wkręcam :)

        Dead Bees solowo było pierw­sze, wcze­śniej tylko jakieś poje­dyn­cze kawałki Japan, ale ani jedno i dru­gie jakoś nie zachwy­ciło, w sen­sie cie­ka­wostka, koleś z pomy­słem, ale nie moja bajka, za dużo teatru na poważ­nie, potem jesz­cze coś tam podzio­ba­łem, bo co chwilę ktoś chwa­lił, ale też bez więk­szych efek­tów, tro­chę jak pink floj­dzi, kom­plet­nie nie tego szukam.

        za to nikt nie ogląda dru­giego obrazka, a ja się w casta­nets ofi­cjal­nie zako­cha­łem… (Cytuj)

        • At 2009.10.13 09:46, Mariusz Herma said:

          To powy­żej 8/10, ale na maj­spej­sie już jest bar­dziej kan­cia­sto, nawet te nowe kawałki :-( (Cytuj)

          • At 2009.10.13 11:27, Marceli said:

            No mnie umi­lili wczo­raj wie­czór i pół nocy nad korektą, w związku z czym wylą­do­wali w fol­de­rze “zosta­je­cie.” Po szyb­kim i na razie dość powierz­chow­nym odsłu­chu cało­ści bez waha­nia mogę pole­cić tylko In the Vines z 2007, choć na każ­dej pły­cie jest parę kawał­ków, które zmu­szają do ode­rwa­nia się od roboty i zro­bie­nia uuuu, no fajne, fajne. (Cytuj)

            • At 2009.10.14 10:30, cycletrack said:

              no nor­mal­nie w świe­cie zaczy­nam sięo cie­bie bać!podoba ci się numer sylvian, helios to geniusz, no nie wie­rze:)
              albo masz pro­blem z przy­zwy­cza­je­niem sie do jesien­nej depre­chy, albo kurzysz za słaby sztof:) (Cytuj)

              • At 2009.10.14 11:32, Marceli said:

                Ej no, prze­cież zawsze mia­łem gdzieś ten odchył mete­opa­tyczny, a Rich­tera to razem nawet katowaliśmy.

                W’ogle to sorry, że nie dotar­łem, ale oka­zało się, że ja wtedy mia­łem jechać do Miko­łowa, nie do Gal­witz i ze to nie w tę stronę jest (Cytuj)

                • At 2009.10.14 11:39, cycletrack said:

                  no wiem że jesień:) wiem:)
                  nie ma za co, to fak­tycz­nie tro­chę nie w tą stronę:) ale czego posłu­chać dzi­siej­szego dnia na paź­dzier­ni­kowy śnieg to już nie ma poję­cią! chyba zapo­dam slayer’a w aucie! pa pa:) (Cytuj)

                  • At 2009.10.14 11:40, Marceli said:

                    Pan Ame­ri­can — 360 bypass.
                    Na pierw­szy śnieg, zawsze. (Cytuj)

                    • At 2009.10.20 18:41, Mariusz Herma said:

                      Okej. In The Veins zna­ko­mite jest wprost. (Cytuj)

                      • At 2009.10.20 18:41, Mariusz Herma said:

                        In the Vines” (Cytuj)

                        • At 2009.10.20 18:43, Marceli said:

                          to vine aku­rat ide­al­nie wcho­dzi w veins, więc wcale nie aż taka pomyłka:) (Cytuj)

                          (Required)
                          (Required, will not be published)

                          Chcesz dodać obrazek do komentarza? Kliknij i wstaw link.

                          WP SlimStat