The Man From Earth

Categories:  Cinema Torrent

Naj­lep­sze filmy znaj­duje się raczej w dziw­nych miej­scach, które z fil­mami mają nie­wiele wspól­nego. Na wzmiankę o The Man From Earth tra­fi­łem na blogu Roz­plą­tu­jąc Tęczę, który jest zupeł­nie o czym innym, bo o nauce, a jeśli już filmy poleca, to raczej doku­menty (też sen­sowne). Nie­stety — blog o nauce, to blog o nauce — opis The Man From Earth jest na tyle solidny, żeby mnie zachę­cić (ale ja oglą­dam wszystko, bez jakiejś szcze­gól­nej zachęty), nato­miast nie jest na pewno reklamą, na jaką ten film zasługuje.

Otóż w rekach przed­się­bior­czego dys­try­bu­tora, naj­pierw­sza reklama Czło­wieka z Ziemi, musia­łaby się zaczy­nać od zarzu­ce­nia podwój­nej przy­nęty — skan­dal i tajemnica.

Skan­da­li­zu­jący obraz histo­rii ludz­ko­ści! Film ujaw­nia­jący wię­cej tajem­nic niż Kod Leonarda! Czy to co wiemy o naszej prze­szło­ści wyda­rzyło się naprawdę?!

Po takiej zajawce, trzeba by było przy­kroić jakiś sprytny tra­iler. Tu nie­stety ofi­cjalna zajawka nie daje rady, bo podob­nie jak autor Roz­plą­tu­jąc Tęczę, nie pró­buje zachę­cić do filmu popcor­now­ców, uda­jąc, że MfE to taki teatr tele­wi­zji, dzie­jący się w jed­nym pomieszczeniu.

Tra­iler

A prze­cież wystar­czy to lekko prze­mon­to­wać i dorzu­cić kilka kolej­nych haseł do pod­grza­nia atmosfery:

Kim byli naj­więksi pro­rocy w dzie­jach ludz­ko­ści? Czy zor­ga­ni­zo­wane reli­gie to wypa­cze­nia histo­rii?! Co naprawdę mówili Budda i Jezus?! Czy żyjemy według moral­nego kodeksu jaski­niow­ców?! Czy ONI są wśród nas?!

Następ­nie w press pac­kach, roz­sy­ła­nych seryj­nie do naj­więk­szych mediów w kraju, dobie­ramy gustowny zestaw cyta­tów np:

I can give you the ten com­mand­ments in ten words: “Don’t, don’t, don’t, don’t, don’t, don’t, don’t, don’t, don’t, don’t.”

Czy chce­cie usły­szeć stresz­cze­nie Nowego Testa­mentu w stu słowach?”

i pusz­czamy deli­katna suge­stię, że film doty­czy jed­nego z naj­bar­dziej wycze­ki­wa­nych wyda­rzeń reli­gij­nych w dzie­jach całego gatunku ludzkiego.

Roz­pę­tuje się afera, wie­rzący pikie­tują kina (jak nie przy­mie­rza­jąc banda powtór­nie naro­dzo­nych, która spi­kie­to­wała wątki poświę­cone temu fil­mowi na imdb*), biskupi grzmią o szar­ga­niu war­to­ści, twoi reli­gijni rodzice ofi­cjal­nie palą dysk z tym fil­mem, żebyś nie uległ sza­tań­skim pod­szep­tom, tłumy walą do kina nakrę­cone kon­tro­wer­sją i wycho­dzą po 30 minu­tach, z roz­ie­wa­nymi mor­dami i wes­tchnie­niem: kurwa, ja pier­dolę, ale nuda!

Więc wła­ści­wie to dobrze się stało, że The Man from Earth nie doro­bił się takiej pro­mo­cji, hula sobie w wol­nym obiegu, dostępny cał­kiem za darmo, nikt go wła­ści­wie nie rekla­muje i dla­tego tra­fie­nie na niego jest takim prze­pięk­nym zasko­cze­niem. To nie jest film bez wad — nie­wielki budżet, nie­naj­lepsi akto­rzy, krę­ce­nie w stylu Teatru Tele­wi­zji, całość ma zresztą bar­dzo wyraźną, teatralną, trzy­ak­tową struk­turę prze­ciętą inter­lu­diami, wszystko dzieje się w jed­nym pomiesz­cze­niu i nawet przez chwilę nie pró­buje uda­wać, że jest czymś wię­cej niż sfil­mo­waną roz­mową kilku osób. Ale to jak ta roz­mowa pły­nie, zasłu­guje na wszyst­kie moż­liwe nagrody.

Po odwa­le­niu reli­gij­nych kon­tro­wer­sji, które z jed­nej strony mogłyby przy­cią­gnąć do kin tłumy, z dru­giej jed­nak prze­szka­dzają wyraź­nie w sku­pie­niu się na tym, czego ten film wła­ści­wie doty­czy. A pod­sta­wowy pro­blem wyło­żony w tym obrazku, to pyta­nie o to, czy uwie­rzy­li­by­śmy komuś, kto opo­wiada cał­ko­wi­cie nie­wia­ry­godną z punktu dzi­siej­szej nauki histo­rię, któ­rej jed­nak nie można sfal­sy­fi­ko­wać żadną z nauko­wych metod, a opo­wia­dacz jest tak dosko­nale przy­go­to­wany, że potrafi roz­wiać wszyst­kie wąt­pli­wo­ści. Tu auto­rzy robią coś po pro­stu cudow­nego — biorą naprawdę rewe­la­cyj­nego opo­wia­da­cza, który buduje swoją nar­ra­cję w spo­sób per­fek­cyjny, z wszyst­kimi moż­li­wymi chwy­tami pozwa­la­ją­cymi się odbiorcy wcią­gnąć (cli­fhan­gery w odpo­wied­nich momen­tach, fał­szywe kul­mi­na­cje, tajem­nice w tajem­ni­cach, twi­sty umo­ty­wo­wane udo­ku­men­to­wa­nymi wyda­rze­niami histo­rycz­nymi) i sta­wiają mu naprze­ciw grupkę naukow­ców, spe­cja­li­stów w swo­ich dzie­dzi­nach: badaczkę tek­stów biblij­nych, bio­loga, antro­po­loga, psy­cho­loga. Każdy z nich pró­buje ugryźć tę opo­wieść od strony swo­jej branży, każdy w końcu musi się jej pod­dać. I to chyba najfajniejszy/najstraszniejszy (w zależ­no­ści od prze­ko­nań) wnio­sek z tego filmu — racjo­nalne myśle­nie nie ma naj­mniej­szych szans w star­ciu z dopra­co­waną nar­ra­cją, nawet jeśli wie­rzymy w rozum i pozna­nie naukowe, to wciąż jeste­śmy jaski­niow­cami przy ogni­sku, zdol­nymi oddać kawał naj­lep­szego mię­cha, lub naj­mniej kudłatą babę z ple­mie­nia każ­demu, kto będzie potra­fił wytłu­ma­czyć świat, jako spójną całość i ubrać to wszystko w fascy­nu­jąca opo­wieść. Film rów­nie dobrze pod­waża zasady myśle­nia magicz­nego, jak i myśle­nia nauko­wego, nie pozwala się zaszu­flad­ko­wać pro to czy anty tamto, za to robi jedno — przy­mu­sza do choćby chwi­lo­wego zasta­no­wie­nia się nad kwe­stiami, które raczy­li­śmy uznać za oczy­wi­ste. I dla­tego warto.

Dostępny jest cał­kiem darmo tu (rapidy) i tu (tor­rent), a ja na koniec mogę tylko dołą­czyć do prośby autora Roz­plą­ta­nej Tęczy — wrzuć­cie auto­rom jakiś gro­sik. Naprawdę zro­bili film, za który warto zapłacić.

* nie czy­tać przed oglą­da­niem, mogą popsuć zabawę.

2 osób uznało, że da się to czy­tać.
Poślij w kosmos:
  • Wykop
  • Blip
  • Facebook
  • Twitter
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • Tumblr
  • Netvibes

4 komentarzy

  • At 2009.11.12 19:34, pijotr said:

    Ładna sprawa. Uwiel­biam S-F tego typu. Zero efek­tów i bar­dzo zgrabna nar­ra­cja w jed­nym pomiesz­cze­niu [podob­nie jak ‘New Rose Hotel’]. ‘MfE’ jest też swoją drogą fajną jazdą etno­lin­gwi­styczną — odpo­wied­nie ope­ro­wa­nie języ­kiem i odro­bina suspen­sion of dis­be­lief potrafi prze­no­sić skały. (Cytuj)

    • At 2009.11.13 16:39, Mariusz Herma said:

      Tra­fi­łem na to jakieś dwa lata temu i połkną­łem bez wycho­dze­nia po her­batę, bo film spraw­nie zro­biony, a pomysł wybit­nie taki, jakie lubię.
      Tyle że gdzieś w poło­wie rzecz się łamie, siada, a sta­nąć z powro­tem na nogi pró­buje przez pod­krę­ce­nie zasko­czeń. I tak z nie­złej gim­na­styki dla mózgu robi się gim­na­styka dla warg (uśmie­chy mam na myśli). Ale pole­cić — polecę. (Cytuj)

      • At 2009.11.13 16:49, Marceli Szpak said:

        Tro­chę tak, ale mnie się aku­rat podo­bało to wej­ście w reli­gijne zaskoczki, bo pozwo­liło na rzu­ce­nie paru zdań, co to się w fil­mach z rzadka poja­wiają :) (Cytuj)

        • At 2010.07.15 17:59, fan-terlika said:

          Ach, ten Jezus cały czas wisiał w powie­trzu. I sam w końcu nie wiem, czy to dobrze, że się poja­wił, czy źle.
          Any­way, wła­śnie też ostat­nio roz­wa­żam nad wyż­szo­ścią nar­ra­cji nad prawdą i nad fety­szy­za­cją tejże. Tak samo patrze­nie na życie jak by to była książka, że why kurwa not.
          Choć gdy­bym nie mógł zada­wać kolej­nych pytań itp, a był­bym jedy­nie bier­nym obser­wa­to­rem, to na pod­sta­wie opo­wie­ści, którą tam zaser­wo­wał, to chyba bym mu nie uwie­rzył. W sen­sie, za dużo głu­pich pytań, a bar­dzo bra­ko­wało tych mądrych. Prze­cież od razu na usta mi się cisnęła seria pytań, na które byłby w sta­nie odpo­wie­dzieć. No ale nic. (Cytuj)

          (Required)
          (Required, will not be published)

          Chcesz dodać obrazek do komentarza? Kliknij i wstaw link.

          WP SlimStat