Bafty
Categories: animacja
ogłosili (tydzień temu), więc jako klasyczny przypadek award junkie, co to głównie nagrodami się kieruje przy doborze filmów, szybko się przeturlałem przez listę nominacji, z radością stwierdzając, że widziałem wszystko oprócz Avatara, więc mogę kibicować An Education i dotoczyłem się do kategorii animowanych szortów i zrobiło mi się smutno trochę. Bo chyba jakiś kryzys u Brytów nastał, bo zgłoszono zaledwie trzy tytuły, z czego dwa to wyraźnie króciaki dla dzieci.
Z trzech filmów w całości tylko jeden wpadł w ogólnodostępną sieć, ale to dobrze, bo raz — jest długi (30 minut) i dwa najpewniej wygra. Wskazują na to takie dyskretne przesłanki, jak widownia w skali 9 milionów ludzi siedzących przed telewizorem w Dzień Choinki i wpatrzonych w BBC, oraz fakt, że książkowy pierwowzór The Gruffallo sprzedał się jak na razie w 3,5 milionach egzemplarzy, został ogłoszony najlepszą dobranocką w dziejach przez słuchaczy BBC i rozpętał bardzo zyskowną franszyzę zabawek, pierdołek, układanek.
No i fajny jest, co tu dużo mówić. Z liczącej jakieś 700 słów książeczki udało się wyciągnąć sensowną historię o sprytnej myszy i wymyślonej bestii, dzięki której gryzoń wydostaje się z opresji, przynajmniej do chwili, gdy bestia okazuje się całkiem realna. Przyzwoita, kolorowa animacja, wyraźnie wycelowana w młodsze dzieciaki zachwycone Ratatouillem (też się zachwycałem, żeby nie było) i przepis na hiciak gotowy. A dla dorosłych, żeby nie marudzili, przynajmniej faceci — jak zwykle cudowna Helena Bonham Carter jako głos wiewiórczej narratorki. (Uwaga techniczna: jak zwykle przy azjatyckich hostach warto kliknąć i odczekać parę minut, aż się pasek nabije, bo inaczej można dostać spazmów od plejerowej czkawki)
Drugi z nominowanych dziecięcych obrazków to Happy Duckling, który zdążył już zgarnąć kilkanaście różnych nagród za animację dla najmłodszych i wygląda przecudnie, doprowadzając do perfekcji animowaną wycinankę i łącząc ją z klimatem książek z ruchomymi obrazkami. Tu można go zobaczyć w całej 9 minutowej okazałości (po niekłopotliwym zalogowaniu), a na zachętę trajler.
A z trzeciego — Mother of Many — znalazłem tylko trajler, co nie cieszy, bo zapowiada się obrazek z gatunku, który lubię, znaczy animowany reportaż oparty na autentycznych nagraniach. Tym razem jest to stworzona we fleszu historia jednego dnia z życia akuszerki, odbierającej kolejne porody. Zachęcacz wygląda zachęcająco, jeśli film się gdzieś pojawi w całości, to go tu wstawię.


Pogłaskaj









Brak komentarzy