Notka o Alicji

Categories:  Bez kategorii

roz­wi­jała się od wczo­raj, po to żeby się dzi­siaj zwi­nąć, sku­lić w kątku i kul­tu­ral­nie zdech­nąć, cicho szepcąc:

- Disney dla dzieci. Sto razy już pisa­łeś czemu nie lubisz.

1 osoba uznała, że da się to czy­tać
Poślij w kosmos:
  • Wykop
  • Blip
  • Facebook
  • Twitter
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • Tumblr
  • Netvibes

17 komentarzy

  • At 2010.03.08 10:48, login99195 said:

    Tak na szybko prze­le­cia­łem dzi­siaj newsy, ale wydaje mi się ze Logo­rama dostała swo­jego Oskara, zga­dza się?

    Mam wra­że­nie, że ta nowa twarz Mar­ce­lego Szpaka (facebook,blip) to objaw two­jego odwyku od papie­rosa. Przy­znaj, zamie­ni­łeś fotkę, bo na sta­rej byleś z papie­ro­sem w ustach. (Cytuj)

    • At 2010.03.08 10:53, Marceli said:

      Tak. Na tym zresztą skoń­czy­łem oglą­dać rela­cję, ucie­szony fest, tak jak i z tego, że El Secreto de sus ojos dostało chopka za zagra­niczny. Ale żeby nie było różowo, to oczy­wi­ście z dużych ani­ma­cji musiał wygrać słaby UP, a nie genialny Ama­zing Mr Fox.

      Co do fotki, to zmie­niam śred­nio raz w mie­siącu (nar­cy­styczne obse­sje objaw nr 1) i chyba tylko na dwóch awa­ta­rach ever mia­łem peta (na ostat­nim nie:)A odwyk nie jest jed­nak tak różowy, bo oczy­wi­ście zapo­mnia­łem doku­pić liqu­idu, a jak się skoń­czył, to bli­żej było po nor­malne fajki :) (Cytuj)

    • At 2010.03.08 12:10, chiara76 said:

      brejn, ty rzu­casz????? dobrze doczy­ta­łam? No niemożliwe.…..to Ci się nie uda;) ale powo­dze­nia życzę, jeśli to fakt.
      Okrop­nie podoba mi się to zdję­cie i napis na tiszer­cie;) (Cytuj)

      • At 2010.03.08 12:12, Marceli said:

        nieno, rzu­ca­nie nie jest prze­wi­dy­wane, jak lubię papie­rosy:) Pod­ją­łem próbę prze­sta­wie­nia się na fajki elek­tro­niczne, które nie dymią, mniej trują i nie wkur­wiają oto­cze­nia, po pro­stu dostar­czają niko­tyny, ale na razie idzie mi tak sobie — w sen­sie w każ­dym momen­cie mogę wró­cić do nor­mal­nych i przy nich zostać (Cytuj)

      • At 2010.03.08 12:33, chiara76 said:

        a, rozumiem…u nas w tesco widzia­łam sto­siko z e-fajkami. ja i tak jako prze­ciw­nik , to wiesz, że gene­ral­nie mam w odwłoku, ale już myśla­łam, że świat się koń­czy, Brejn fajki rzuca i mia­łam jakieś pod­su­mo­wa­nia robić, ale spoko, wszystko kręci się dalej, jak trza;) (Cytuj)

        • At 2010.03.09 19:43, Negrin said:

          I tak oto prze­fiu­ta­łeś szansę na to, żebym się z Tobą zgo­dził :> Nice going, sir. (Cytuj)

          • At 2010.03.09 19:57, Marceli said:

            A no bo tak sobie sie­dzia­łem, myśla­łem, gada­łem z zoną, co nam sie podo­bało, co nie i im bar­dziej mi ciśnie­nie rosło, tym latwiej było mi się zorien­to­wać, że wszy­sko, co złe w tej Ali­cji, to disney w for­mie czy­stej, tej, któ­rej nie cier­pię od zawsze, począw­szy od klu­cza kolo­ry­stycz­nego, przez wyjęte z dupy gada­jące pocieszne zwie­rzątka, cukro­wa­nie wszyst­kich dra­sty­zmów, kastro­wa­nie wszyst­kiego, co wykra­cza poza apa­rat poję­ciowy dzie­się­cio­latka, słaby sza­cu­nek do lite­rac­kiego ory­gi­nału i wyraźne hamo­wa­nie odjaz­dów Bur­tona w stronę Ciem­nej Strony Mocy, które by się prze­cież w tym fil­mie spraw­dzały ide­al­nie. To co powstało, to jest tylko pod­ra­so­wana wer­sja tej kiczo­wa­tej kobyły z 51 r., prze­tłu­ma­czona na tech­no­lo­gię na którą dają sie nabie­rać dzi­siej­sze dzie­ciaki. (Cytuj)

            • At 2010.03.09 22:02, Negrin said:

              Szcze­rze mówiąc, to wcale nie w tym jest pro­blem, bo (choć się z tym pew­nie nie zgo­dzisz) filmy Disneya potra­fią mieć serce — przy­naj­mniej na pozio­mie “dla dzie­ciaka”. A ta “Ali­cja” nie ma serca.

              Ha, dobre! Nie podo­bało nam się, a i tak pew­nie mogli­by­śmy się posprze­czać ;) (Cytuj)

              • At 2010.03.09 22:13, Marceli said:

                Jak pró­bu­jesz przez ‘brak serca’ opi­sać to, że ten film jest skal­ku­lo­wa­nym, wymie­rzo­nym, wyba­da­nym pro­duk­tem, to tak — pełna zgoda. Cała magia gdzieś pry­ska w momen­cie kiedy kot z Che­sire po raz pierw­szy szcze­rzy zęby i oka­zuje się kre­tyń­skim stwo­rze­niem z dzie­cię­cych pla­ka­tów, tym razem nie w sztylpach.

                Bur­ton w tym fil­mie to jest Bur­ton od Pla­nety Małp, spa­ra­li­żo­wany przez ory­gi­nał i wyma­ga­nia wytwórni, reży­se­ru­jący kom­plet­nie bez­piecz­nie, prze­źro­czy­ście, cał­ko­wi­cie scho­wany za disneyem i potrzebą dostar­cze­nia pro­duktu, który zwróci milion­me­ga­bak­sów i da się roz­par­ce­lo­wać na plu­szaki, albumy z naklej­kami i wik­to­riań­ski zestaw w Macu.

                W sumie z całego filmu mnie cie­szy to, że Wasi­kow­ska mogła sobie pobie­gać i powy­glą­dać, bo po tym co grała w pierw­szej serii In Tre­at­ment wybit­nie jej się nalezy jakieś szer­sze roz­po­zna­nie. (Cytuj)

          • At 2010.03.14 12:51, jakuzz said:

            też mi się nie podo­bało, ale gdzieś pisa­łeś, że napisy do dupy. w sen­sie tłu­ma­cze­nie, jak rozu­miem. dla­czego? (Cytuj)

            • At 2010.03.14 13:10, Marceli said:

              Tydzień póź­niej, to już mało pamię­tam, ale z rze­czy, które utknęły — wyjęty z odwłoka Trupi Kon­cerz, który z trzy, lub cztery razy zmie­niał nazwę, dzi­waczna wer­sja Dża­ber­łaka, nie trzy­ma­jąca się żadnego z dotych­cza­so­wych tłu­ma­czeń, tylko brzmiąca jak miks Kozak ze Stil­le­rem i Słom­czyń­skim, uzu­peł­niona jaki­miś kom­plet­nie nie­zro­zu­mia­łymi wstaw­kami, parę dziw­nych prze­krę­ceń w grach języ­ko­wych, które kom­plet­nie nie grały po pol­sku (słowa-walizki zmie­nione w słowa torby z przy­pad­ko­wymi syla­bami). Ale (zastrze­że­nie) — kino, czyli tak naprawdę naj­gor­sze warunki do oglą­da­nia i ana­li­zo­wa­nia filmu, zwłasz­cza pod kątem tłu­ma­cze­nia, więc jakoś kon­kret­nie nie chcę się cze­piać, musiał­bym mieć te napisy przed sobą, więc to tylko takie ogólne uwagi, dla­czego mniej wię­cej po 10 minu­tach prze­sta­łem je czy­tać, reagu­jąc tylko na to, co jakoś wybit­nie mi zazgrzytało.

              podej­rze­wam, że dys­try­bu­tor przy­osz­czę­dził i nie sko­rzy­stał z żadnej dostęp­nej wer­sji, a bidny tłumacz/ka uszył co umiał, patrząc kątem oka we wszyst­kie tłu­ma­cze­nia, pró­bu­jąc się nie wyło­żyć. Po mojemu nie do końca wyszło, ale pew­nie sto­jąc przed czyms takim, wcale bym nie zro­bił lepiej :) (Cytuj)

            • At 2010.03.14 14:45, jakuzz said:

              wła­śnie pra­wie nic nie prze­czy­ta­łam, bo kino plus te pier­do­lone oku­lary żłobiące mi rowy przy uszach, dla­tego cie­kawa jestem, jak było. Btw, Kozak = Jolanta Kozak? (Cytuj)

              • At 2010.03.14 14:53, Marceli said:

                Si. Wszy­scy potwor­nie jebią jej tłu­ma­cze­nie Ali­cji dla Pró­szyń­skiego, a ja nie do końca wie­rzę, że tłu­maczka tego kali­bru mogłaby puścić nie­prze­my­śla­nego kiksa — zresztą net­zna­joma tłu­maczka, która cho­dziła na jej wykłady twier­dzi, że pani Kozak potrafi zgrab­nie wytłu­ma­czyć wszyst­kie swoje decy­zje. Ale znam tylko frag­menty (m-dzy innymi Dża­ber­łaka wła­śnie) (Cytuj)

              • At 2010.03.14 15:02, jakuzz said:

                też mia­łam z nią zaję­cia i do ulu­bio­nych nie nale­żały (miała jakiś dziwny sys­tem plu­sów i minu­sów, wtf? to nie test z mate­ma­tyki). aż sobie znajdę tę Ali­cję, też nie znam. (Cytuj)

                • At 2010.03.14 15:10, Marceli said:

                  heh, ja to się serio cza­sem cie­szę, że się nie wdra­ża­łem w tłu­ma­cze­nie poprzez stu­dia, bo rze­czy­wi­sty kon­takt z nie­któ­rymi nazwi­skami wiel­bio­nymi za tłu­ma­cze­nia, mógłby być cokol­wiek przyciężki(inna zna­joma tłu­maczka ma kla­syczny impre­zowy zestaw hard­core Robert Stil­ler sto­ries, po któ­rych wszystko opada:). Ale na przy­kład z jej Prze­kładu lite­rac­kiego jako meta­fory parę noł­ha­łów mi się cią­gle przy­daje. (Cytuj)

                • At 2010.03.19 00:17, wierzbi said:

                  że odgrze­bię wrzutę sprzed wie­ków, ale dopiero teraz obejrzałem.

                  imo bur­ton jed­nak w cwany spo­sób tu prze­myca swój odchył w stronę mrocz­no­ści — ja zaje­bi­ście zawie­szam się na pró­bie okre­śle­nia opo­zy­cji dobro-zło w tym fil­mie, a jak pró­buję się odwie­sić, to wycho­dzi, że biała kró­lowa to über-evil cha­rac­ter (por. boha­ter grany przez Palina w ‘Bra­zil’), a czer­wona kró­lowa tak naprawdę mogłaby być tą dobrą: bo 1) naj­pierw ma dorby powód, żeby się wkur­wić, bo mimo że star­sza, prze­grywa z sio­strą (któa cały czas jest evil, o czym świad­czy choćby maki­jaż :)), a póź­niej 2) ma wąt­pli­wo­ści, świad­czące o poten­cjale do zmiany.

                  więc teraz nie wiem, czy to celowo tak było pomy­ślane, czy przez przy­pa­dek. jeśli celowo, to zaje­bi­sty film, jeśli przy­pad­kiem, to jed­nak chujowy.

                  a w ogóle naj­lep­szy jest cały morał: warto marzyć i śnić, po to, żeby zostać bia­łym kolo­ni­za­to­rem i oprawcą innych ras
                  ;)

                  innit? (Cytuj)

                  • At 2010.03.19 10:33, Marceli said:

                    A to jest ładna inter­pre­ta­cja, co ratuje ten film na swój spo­sób, fak­tycz­nie. Biała Kró­lowa to tak wła­ści­wie jedyna ‘jakaś postać’ i fak­tycz­nie jest nie­po­ko­jąca z tym swoim tru­pim odchy­łem. (Cytuj)

                  (Required)
                  (Required, will not be published)

                  Chcesz dodać obrazek do komentarza? Kliknij i wstaw link.

                  WP SlimStat