mar 07, 2010
Notka o Alicji
Categories: Bez kategorii
rozwijała się od wczoraj, po to żeby się dzisiaj zwinąć, skulić w kątku i kulturalnie zdechnąć, cicho szepcąc:
- Disney dla dzieci. Sto razy już pisałeś czemu nie lubisz.

rozwijała się od wczoraj, po to żeby się dzisiaj zwinąć, skulić w kątku i kulturalnie zdechnąć, cicho szepcąc:
- Disney dla dzieci. Sto razy już pisałeś czemu nie lubisz.

Fighting for big issues in a small, individual way
Blog serwisu www.ultramaryna.pl



17 komentarzy
Tak na szybko przeleciałem dzisiaj newsy, ale wydaje mi się ze Logorama dostała swojego Oskara, zgadza się?
Mam wrażenie, że ta nowa twarz Marcelego Szpaka (facebook,blip) to objaw twojego odwyku od papierosa. Przyznaj, zamieniłeś fotkę, bo na starej byleś z papierosem w ustach. login99195(Cytuj)
Tak. Na tym zresztą skończyłem oglądać relację, ucieszony fest, tak jak i z tego, że El Secreto de sus ojos dostało chopka za zagraniczny. Ale żeby nie było różowo, to oczywiście z dużych animacji musiał wygrać słaby UP, a nie genialny Amazing Mr Fox.
Co do fotki, to zmieniam średnio raz w miesiącu (narcystyczne obsesje objaw nr 1) i chyba tylko na dwóch awatarach ever miałem peta (na ostatnim nie:)A odwyk nie jest jednak tak różowy, bo oczywiście zapomniałem dokupić liquidu, a jak się skończył, to bliżej było po normalne fajki :) Marceli(Cytuj)
brejn, ty rzucasz????? dobrze doczytałam? No niemożliwe.…..to Ci się nie uda;) ale powodzenia życzę, jeśli to fakt.
Okropnie podoba mi się to zdjęcie i napis na tiszercie;) chiara76(Cytuj)
nieno, rzucanie nie jest przewidywane, jak lubię papierosy:) Podjąłem próbę przestawienia się na fajki elektroniczne, które nie dymią, mniej trują i nie wkurwiają otoczenia, po prostu dostarczają nikotyny, ale na razie idzie mi tak sobie — w sensie w każdym momencie mogę wrócić do normalnych i przy nich zostać Marceli(Cytuj)
a, rozumiem…u nas w tesco widziałam stosiko z e-fajkami. ja i tak jako przeciwnik , to wiesz, że generalnie mam w odwłoku, ale już myślałam, że świat się kończy, Brejn fajki rzuca i miałam jakieś podsumowania robić, ale spoko, wszystko kręci się dalej, jak trza;) chiara76(Cytuj)
I tak oto przefiutałeś szansę na to, żebym się z Tobą zgodził :> Nice going, sir. Negrin(Cytuj)
A no bo tak sobie siedziałem, myślałem, gadałem z zoną, co nam sie podobało, co nie i im bardziej mi ciśnienie rosło, tym latwiej było mi się zorientować, że wszysko, co złe w tej Alicji, to disney w formie czystej, tej, której nie cierpię od zawsze, począwszy od klucza kolorystycznego, przez wyjęte z dupy gadające pocieszne zwierzątka, cukrowanie wszystkich drastyzmów, kastrowanie wszystkiego, co wykracza poza aparat pojęciowy dziesięciolatka, słaby szacunek do literackiego oryginału i wyraźne hamowanie odjazdów Burtona w stronę Ciemnej Strony Mocy, które by się przecież w tym filmie sprawdzały idealnie. To co powstało, to jest tylko podrasowana wersja tej kiczowatej kobyły z 51 r., przetłumaczona na technologię na którą dają sie nabierać dzisiejsze dzieciaki. Marceli(Cytuj)
Szczerze mówiąc, to wcale nie w tym jest problem, bo (choć się z tym pewnie nie zgodzisz) filmy Disneya potrafią mieć serce — przynajmniej na poziomie “dla dzieciaka”. A ta “Alicja” nie ma serca.
Ha, dobre! Nie podobało nam się, a i tak pewnie moglibyśmy się posprzeczać ;) Negrin(Cytuj)
Jak próbujesz przez ‘brak serca’ opisać to, że ten film jest skalkulowanym, wymierzonym, wybadanym produktem, to tak — pełna zgoda. Cała magia gdzieś pryska w momencie kiedy kot z Chesire po raz pierwszy szczerzy zęby i okazuje się kretyńskim stworzeniem z dziecięcych plakatów, tym razem nie w sztylpach.
Burton w tym filmie to jest Burton od Planety Małp, sparaliżowany przez oryginał i wymagania wytwórni, reżyserujący kompletnie bezpiecznie, przeźroczyście, całkowicie schowany za disneyem i potrzebą dostarczenia produktu, który zwróci milionmegabaksów i da się rozparcelować na pluszaki, albumy z naklejkami i wiktoriański zestaw w Macu.
W sumie z całego filmu mnie cieszy to, że Wasikowska mogła sobie pobiegać i powyglądać, bo po tym co grała w pierwszej serii In Treatment wybitnie jej się nalezy jakieś szersze rozpoznanie. Marceli(Cytuj)
też mi się nie podobało, ale gdzieś pisałeś, że napisy do dupy. w sensie tłumaczenie, jak rozumiem. dlaczego? jakuzz(Cytuj)
Tydzień później, to już mało pamiętam, ale z rzeczy, które utknęły — wyjęty z odwłoka Trupi Koncerz, który z trzy, lub cztery razy zmieniał nazwę, dziwaczna wersja Dżaberłaka, nie trzymająca się żadnego z dotychczasowych tłumaczeń, tylko brzmiąca jak miks Kozak ze Stillerem i Słomczyńskim, uzupełniona jakimiś kompletnie niezrozumiałymi wstawkami, parę dziwnych przekręceń w grach językowych, które kompletnie nie grały po polsku (słowa-walizki zmienione w słowa torby z przypadkowymi sylabami). Ale (zastrzeżenie) — kino, czyli tak naprawdę najgorsze warunki do oglądania i analizowania filmu, zwłaszcza pod kątem tłumaczenia, więc jakoś konkretnie nie chcę się czepiać, musiałbym mieć te napisy przed sobą, więc to tylko takie ogólne uwagi, dlaczego mniej więcej po 10 minutach przestałem je czytać, reagując tylko na to, co jakoś wybitnie mi zazgrzytało.
podejrzewam, że dystrybutor przyoszczędził i nie skorzystał z żadnej dostępnej wersji, a bidny tłumacz/ka uszył co umiał, patrząc kątem oka we wszystkie tłumaczenia, próbując się nie wyłożyć. Po mojemu nie do końca wyszło, ale pewnie stojąc przed czyms takim, wcale bym nie zrobił lepiej :) Marceli(Cytuj)
właśnie prawie nic nie przeczytałam, bo kino plus te pierdolone okulary żłobiące mi rowy przy uszach, dlatego ciekawa jestem, jak było. Btw, Kozak = Jolanta Kozak? jakuzz(Cytuj)
Si. Wszyscy potwornie jebią jej tłumaczenie Alicji dla Prószyńskiego, a ja nie do końca wierzę, że tłumaczka tego kalibru mogłaby puścić nieprzemyślanego kiksa — zresztą netznajoma tłumaczka, która chodziła na jej wykłady twierdzi, że pani Kozak potrafi zgrabnie wytłumaczyć wszystkie swoje decyzje. Ale znam tylko fragmenty (m-dzy innymi Dżaberłaka właśnie) Marceli(Cytuj)
też miałam z nią zajęcia i do ulubionych nie należały (miała jakiś dziwny system plusów i minusów, wtf? to nie test z matematyki). aż sobie znajdę tę Alicję, też nie znam. jakuzz(Cytuj)
heh, ja to się serio czasem cieszę, że się nie wdrażałem w tłumaczenie poprzez studia, bo rzeczywisty kontakt z niektórymi nazwiskami wielbionymi za tłumaczenia, mógłby być cokolwiek przyciężki(inna znajoma tłumaczka ma klasyczny imprezowy zestaw hardcore Robert Stiller stories, po których wszystko opada:). Ale na przykład z jej Przekładu literackiego jako metafory parę nołhałów mi się ciągle przydaje. Marceli(Cytuj)
że odgrzebię wrzutę sprzed wieków, ale dopiero teraz obejrzałem.
imo burton jednak w cwany sposób tu przemyca swój odchył w stronę mroczności — ja zajebiście zawieszam się na próbie określenia opozycji dobro-zło w tym filmie, a jak próbuję się odwiesić, to wychodzi, że biała królowa to über-evil character (por. bohater grany przez Palina w ‘Brazil’), a czerwona królowa tak naprawdę mogłaby być tą dobrą: bo 1) najpierw ma dorby powód, żeby się wkurwić, bo mimo że starsza, przegrywa z siostrą (któa cały czas jest evil, o czym świadczy choćby makijaż :)), a później 2) ma wątpliwości, świadczące o potencjale do zmiany.
więc teraz nie wiem, czy to celowo tak było pomyślane, czy przez przypadek. jeśli celowo, to zajebisty film, jeśli przypadkiem, to jednak chujowy.
a w ogóle najlepszy jest cały morał: warto marzyć i śnić, po to, żeby zostać białym kolonizatorem i oprawcą innych ras
;)
innit? wierzbi(Cytuj)
A to jest ładna interpretacja, co ratuje ten film na swój sposób, faktycznie. Biała Królowa to tak właściwie jedyna ‘jakaś postać’ i faktycznie jest niepokojąca z tym swoim trupim odchyłem. Marceli(Cytuj)