Nowa Muzyka 2010 – 1

Kasandryzm się jednak nie sprawdził, a Lou Rhodes live wcale nie była taka zła. Koncert zasadniczo byłby lepszy bez niej, albo przynajmniej bez mikrofonów do śpiewania, no ale nie można mieć wszystkiego na raz, zwłaszcza, że do czystego, szczerego zachwytu wystarczyłaby sama sala i tak właściwie mam wrażenie, że cokolwiek by w niej grało, to i tak wyszedłbym mocno uszczęśliwiony. Programowo nie chodzę na koncerty muzyki poważnej, bo edukacja szkolna wyrobiła we mnie odruch, że jeśli na scenie jest w chuj ludzi w garniturach, to należy jak najszybciej zamknąć oczy i przespać takie wydarzenie, dlatego też do nowej auli Akademii Muzycznej w Katowicach trafiłem po raz pierwszy.

I ojacie!

Jak będą miał kiedyś w trzy dupy zbędnych pieniędzy, to zamówię u kogoś dokładnie taki sam projekt pokoju do słuchania muzyki. Budynek, który z zewnątrz budzi dość sporą wrogość w większości znanych mi katowiczan w środku okazał się być genialnym, drewnianym puzderkiem, olbrzymim pudłem rezonansowym, w którym słychać absolutnie każdy, nawet najdelikatniejszy dźwięk (ile razy tak naprawdę w trakcie wykonań live udało wam się usłyszeć glockenspiel? a tam było słychać każde uderzenie i każde zjechanie palcem po strunach)*. W takich warunkach właściwie można słuchać wszystkiego, nawet muzyki, która idealnie nadawałby się na śniadaniową plejlistę radia Suicidal Girls, czyli dokładnie to, co zaprezentowała pani Rhodes.

Mój podstawowy problem z tą panią polega na tym, że jak w LAMB miała wokal poprzykrywany różnymi elektronicznymi ustrojstwami, to potrafiła mnie zarazić jakąś emocją. Po przestawieniu się na folkowo-kameralno-akustyczne instrumentarium, gdzieś to jednak wyparowało i gdyby nie teksty, nie potrafiłbym ogarnąć, czy piosenka, która właśnie prezentuje ma być smutna, wesoła i czy w ogóle miała wzbudzać jakieś wzruszenia. Bo nie wzbudza. Wszystkie są mocno rozsnute i rozmemłane, harcersko-ogniskowe i tak właściwie ratowali je przede wszystkim obaj muzycy – wiolonczelista i – zdecydowanie najbardziej – kontrabasista (foto by Aga, więcej tu)

To właśnie dzięki nim najciekawszym fragmentem występu była chwila, gdy pani Rhodes przestała śpiewać, zajęta przestrajaniem gitary, a obaj panowie weszli w trzyminutową improwizację na kontrabas i wiolonczelę. Gdyby cały koncert był taki, to oszalałbym z zachwytu. Niestety na kolejny zachwyt musiałem poczekać aż do drugiego bisu, kiedy to pani Lou namówiona przez publiczność, zabrała się do wykonania swojego największego hiciaka (stworzonego oczywiście dla LAMB), czyli Gabriela. I wtedy właśnie się okazało, że nie jest smutnym automatem do wykonywania poprawnych piosenek, tylko artystką, która potrafi fatalnie skiksować swój sztandarowy numer i wyjść z tego obronną ręką, zasługują po raz pierwszy na naprawdę żywiołowe oklaski.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=HaduEkL7IR0[/youtube]

– Marcelek – odezwała się pani Żona, gdy wyszliśmy – ściągnij mi płytę tej pani…
– Ależ kochanie – spojrzałem jej prosto w oczy, przyjmując mentorski ton – przecież to nudne.
– Wiesz, czasem mam wrażenie, że ty to się chuja znasz na tej całej muzyce. Sama se ściągnę.

Kurtyna.


* już wiem, że moim tegorocznym największym marzeniem muzycznym, jest to, żeby zapowiadany przy okazji Festiwalu Ars Cameralis koncert Laurie Anderson odbył się dokładnie w tej sali.

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

7 Responses to Nowa Muzyka 2010 – 1

  1. Anonim says:

    myślisz, że drewniany pokoik znacząco poprawi ci odsłuch mp3 z lapka? :D
    Esssio9

  2. Marceli says:

    Zaraz tam z lapka, do słuchania muzyki jest przeciez osobny komputer, poskładany tylko do słuchania muzyki.
    Widzimy się tudej?

  3. Anonim says:

    się widzimy. strutym co prawda, ale być muszę.
    Esssio9

  4. sheik.yerbouti says:

    Jakie miłe słowa, jak spotkam kolegę, które projektował tę salę u TK (like, całą, to jego domena etc. etc.) to przekażę zachwyty.

  5. Dr Judym says:

    To cię pani żona podsumowała :) Tyle że dla mnie wokal tej pani jest dość nudny również na poprzednich albumach, spokojnie znajduję sobie coś ciekawszego.

  6. miskidomleka says:

    Byłeś w Wawie w studio im. Lutosławskiego na Woronicza, na terenie TVP?
    http://www.polskieradio.pl/studio/lutoslawski.aspx

    A co przesypiania koncertów poważki… cóż, niegłupią masz żonę ;-)

  7. 20_miles_to_highland says:

    @”Mój podstawowy problem z tą panią polega na tym,(…)” itd do końca akapitu – mam to samo. Mało tego – nawet w Lamb nie wszystko mi się podobało, w sumie z całego dorobku zmontował bym jakis jeden nawet nie podwójny album, niemniej zazdroszczę odsłuchu na żywo przede wszystkim z racji przebywania w przestrzeni przyjaznej homosapiensowemu narządowi słuchu. Co do wypowiedzi pani Żony – Twój argument z pozoru racjonalny, tak naprawdęf orsował osobiste odczucia estetyczne. Dostałeś za swoje ;)