Piękny stary człowiek

To jest taka książka, o którą obrażają się żony w ostatni dzień wakacji, bo zamiast na lajcie spędzić czas z nimi, ułatwiając koszmar jutrzejszego powrotu do pracy, leżysz w wyrze jak kłoda, reagując na każda próbę kontaktu delikatnym weź się odjeb, kochanie, czytam chcę skończyć i nie dajesz się przez bite 6h oderwać, tylko automatycznie wsadzasz do ryja kolejne fajki i chłoniesz.

To nie jest tak, że Tomasz Stańko jest dla mnie szczególnie ważny jakoś, choć pewnie i tak jest moim ulubionym jazzmanem, z tych których już nie słucham, ale za to, co zrobił mi Peyotlem, kiedy w liceum po raz pierwszy szukałem na poważnie jakiejś muzyki dla siebie, takiej która coś mi robi, a nie tylko sobie pitoli nieszkodliwie w tle, albo daje się wyryczeć na koncercie i tak ma u mnie pomniczek trwalszy od spiżu, bo to akurat Peyotl stał się u mnie płytą rytualną do odsłuchiwania na samym początku dorocznych kwasowych tripów (a Tribute to Jack Johnson Milesa je rytualnie kończy), materiałem, który wprowadza w świat przepięknego pojebania, takiego, jakiego nigdy bym nie potrafił z siebie wykrzesać, bo na niczym nie gram, ale gdybym grał, to właśnie tak. I tak trzyma się mnie ten Stańko od dobrych 18 lat, z lekkimi odskokami, macaniem innych płyt, krótkotrwałym zachwytem Freelectronic i długotrwałym aranżowaniem romantycznych wieczorów z żoną przy dźwiękach z Soul of Things, z częstymi powrotami do najbardziej kacowej płyty świata jaka znam, czyli Matki Joanny i nieco rzadszymi, ale też intensywnymi odsłuchami Balladyny. Nie znam większości z tego, co nagrał, nie czytałem z nim pewnie żadnego wywiadu, bo rzadko czytam wywiady z muzykami, są nudni z reguły i nic na to nie pomaga, w życiu bym nie powiedział, że jestem fanem.

No ale kurwa jestem. Od dziś nie ma szans na wyparcie. Ja się błyskawicznie zakochuję w pięknych ludziach, a Stańko jest PRZEPIĘKNY w tym wywiadzie rzece, jest cudownym egotykiem i megalomanem w pełni świadomym tego, że to co osiągnął zawdzięcza tylko i wyłącznie sobie, temu, że w paru momentach osiągnął najautentyczniejsza zen-wyjebkę na wszystko dookoła i robił swoje, tak jak chciał. Oczywiście wiem, ze to może być poza, w końcu taki wywiad rzeka, zatytułowany w dodatku autobiografia momentalnie wymusza skojarzenie z autobiografią Milesa, ustawiając Stańkę w tej samej lidze i to, co w tym wszystkim najpiękniejsze, to to, że obie książki kopią w głowę dokładnie tak samo – opisując osobowości, których nie sposób ogarnąć, które same się nie ogarniają, ale doskonale sobie z tym własnym nieogarnięciem radzą, tworząc jakieś niesprecyzowane cele i dążąc do ich osiągnięcia bez jakiejkolwiek spiny. Są w tej książce kawałki, które mógłbym wyciągnąć z własnego łba, jak 12 letnia dziewica przepisać je sobie do sztambucha ozdobionego różowymi jednorożcami i innymi symbolami fallicznymi, no ale autentycznie koleś mi rzuca w druku prosto w twarz kawałkami z czegoś, co jak dotąd uznawałem za prywatną filozofię życiową:

Oczywiście, w chuj w tej książce mówi o muzyce, używa mądrych określeń prosto z podręczników kompozycji, z których gówno rozumiem, bo nigdy nie chciałem niczego wiedzieć o muzyce, nie chcę jej rozkładać na części jak książki czy filmy, z którymi już nie potrafię inaczej, chcę, żeby była czysta, pozwiedzowa, emocjonalna, kompletnie pomijała mózg, bo mózg mi tylko przeszkadza w słuchaniu, ale nawet te kawałki nie nużą, słucha się go (czyta) jak kumpla pierdoły z zajawką o której musi ględzić, bo to jest JEGO zajawka, najważniejsza, a ja właściwie mam samych takich kumpli, więc przywykłem, czegoś się od nich nawet uczę czasem. Z tej książki niczego się nie nauczę, za to wbiła mnie w potwierdzenie słuszności własnego programu życiowego (a raczej słuszności braku takiego programu), wywlokła na wierzch jakieś moje intuicje na temat życia wszechświata i całej reszty, pogłaskała mnie po mózgu tak pięknie jak opowieść Milesa o Milesie i w dodatku zrobiła to ustami starego kolesia, który nawet na sekundę nie pozuje na guru, po prostu popierdala luźną rozmowę z dziennikarzem (i tu duża wiązka pochwał w stronę Księżyka, do którego stosunek mam emocjonalny, bo to w końcu na jego tekstach w Antenie Krzyku się uczyłem czytać i zrozumiałem, że nigdy nie chce tak pisać o muzyce tak jak on, a tu zamienia się w perfekcyjnego dyrygenta, który nawet na sekundę nie próbuje przytłoczyć bohatera swoją muzyczna erudycją i nawet jak wchodzi we własne odloty i zaczyna nawijać o Le Monte Youngu, to służy to tylko temu, żeby wpuścić Stańkę w kolejną improwizację, podrzucić mu temat, na który muzyk może się nakręcić i pociągnąć).

Wyrywa z butów te paręset stron. Istnieje poważna obawa, że przeciągu paru lat stanie się ta książka kultowym towarem wśród młodych polskich ćpunów, ich Coehlo i Whartonem, oprawionym w opowieści o ćpaniu, dupach i jazzie, bo wszystkie trzy tematy zapodane są bez żadnej moralizatorki, a pan Tomasz nie udziela nikomu dobrych rad, tylko mówi o sobie i życiu bez słowa ‚wyhamuj’, co się piętnastolatkom zawsze w chuj podoba, no ale taki już los opowieści o wybitnych osobowościach – ktoś w końcu sobie z nich tworzy sztampowy wzorzec i podaje dalej, aż do kompletnego rozmydlenia. I w sumie nawet bardzo by mnie taki los tej książki ucieszył, bo zawsze to zdrowiej, gdy dzieciom pierdoli w głowie pan Stańko niż pan ksiądz, czy pan polityk. Właściwie jedna z ważniejszych książek edukacyjnych jakie się ukazały po polsku w ostatniej dekadzie, podręcznik przetrwania siłą woli i tekst, z którym podbiję do pana Stańki, jak tylko pojawi się okazja, żeby pierdolnął mi autograf, jak 12 letniej dziewczynce. Chcę go mieć na swoim egzemplarzu, tak samo jak chciałbym autograf Milesa na jego biografii i podpis Waitsa na cedeku Swordfishtrombones. Nigdy w życiu nie chciałem żadnych innych autografów.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=kQihWUBzsTI[/youtube]

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

10 Responses to Piękny stary człowiek

  1. Esssio9 says:

    eeetam, ćpun i pijak. no to i złodziej. a o rocznicowej akademii nic?
    p.s. jak znajdę niedawną z nim rozkładówkę w jakiejś kobiecej gazecie, to zatrzymam dla ciebie. se powiesisz. ;)

  2. iammacio says:

    damn! że Księżyk tak potrafi wyczilować? jestem zaskoczony i zamawiam knige;]

  3. dr Charles Kinbote says:

    Piękny nam zrobiłeś koniec wakacji.

  4. sheik.yerbouti says:

    O, jak będziesz brał podpis Toma na SFT – weź i dla mnie. Zresztą, wziąłbym na prawie każdej jego płycie.

  5. lewar says:

    kup i pożycz. bo na mojej liście mastbajów jest od 2 miesięcy, ale dopiero po fajkach i bilecie miesięcznym.

  6. macio says:

    a co ja biblioteke prowadze? ;p

  7. makowski says:

    no: dobra książka bo o mnie też napisali ;–)

  8. Marceli says:

    i w dodatku chwalą :)

  9. makowski says:

    [img]http://pracownia52.pl/www/?page_id=799[/img]

  10. makowski says:

    tato: chwalą nas… (a dalej znasz ;–)