W szponach fejsbuka

W straszliwie nudnym flejmie na swoim blogu, red. Orliński z właściwym sobie wdziękiem hejterzy fejsbuka, drżąc z obawy przed Evil Korpo, które żeruje na danych pozostawianych przez internautów, by następnie odstąpić je za jakiś multimegagrosik pazernym reklamodawcom. Cytując:

Gdybym był na Facebooku, to zarabiałby na takich ludziach jak ja, na przykład wyświetlając im teraz reklamy kompletu felgi+opony zimowe do SUV albo promocje biletów lotniczych do Paryża. Wiedząc, jakie mam samochód i dokąd zdarza mi się latać, mogliby targetować reklamy dokładnie pode mnie, więc z kolei reklamodawcy za taką stargetowaną reklamę mogliby dobrze płacić (pokazanie Tobie reklamy opon zimowych nie jest warte nic, ale pokazanie mi – już tak).

Abstrahując od tego, że nie widziałem żadnej reklamy na fejsbuku, like, nigdy, nie licząc tych umieszczanych przez kogoś na profilach, jak również od dobrych paru lat nie widziałem żadnej reklamy w internecie, bo w końcu po coś są te wszystkie Adblocki, tak mnie naszło na zastanowienie, co te złe korpo o mnie wie i jaki profil reklamobiorcy może stworzyć.

Po kolei:

Znajomi. Doliczyłem się ich po ostatniej czystce 234, a układ sił wygląda mniej więcej tak:

Legenda: Zlecenia, to ci którzy mnie utrzymują w ten czy inny sposób; TTDKN to moje aktualne internetowe kółko dyskusyjne i sieć sprzężonych z nim blogów, obecna w większości również w tutejszej blogrolce; Kim są ci wszyscy ludzie, to kilka znajomości spoza sieci oraz kolejne awatary, których tożsamość jest mi w większości obca i obojętna, za to podoba mi się co wrzucają na profile, bo czasem robię z tego notki na bloga; tłumacze to po prostu tłumacze. Zawartość postaci publicznych przyzerowa – nie licząc Pana Boga i kilku mikrocelebrytów, którzy piszą książki lub rysują komiksy, czyli, to be brutally honest – zupełnie nieistotnych i nieatrakcyjnych marketingowo. Przydatność dla reklamodawcy – nikła – może mi sprzedawać słowniki lub soft tłumacki, ale to już mam, nie sprofiluje mnie po znajomych, bo nic ich tak właściwie nie łączy, poza tym, co opisałem w legendzie oraz faktem, że kiedyś kliknąłem tak lub wysłałem do nich zaproszenie.

– Zdjęcia – największy punkt obaw red. Orlińskiego, lękającego się szantaży via fotki, do których prawa ma fejsbuk. Okej, no to dajmy się skompromitować zdjęciami: mam ich w sumie na profilu 95, wrzuconych bez szczególnej kategoryzacji. Czego się z nich można dowiedzieć: że jestem krańcowym narcyzem dotkniętym obsesją na punkcie własnej twarzy, bo największy album nazywa się Many Faces of Marceli Szpak i zawiera dokładnie to, o czym mówi tytuł (jak na razie 35 fotek), jest w nim również najbardziej kompromitujące zdjęcie jakie mi kiedykolwiek zrobiono, powstałe podczas domowych zabaw z żoną, która się uparła, że przypominam jej Lenina z książeczki czytanej w dzieciństwie i postanowiła to uwiecznić:

Drugi album to totalny burdel, wypełniony krzywymi zdjęciami z koncertów, wizerunkami kota Carlosa i psa Durnia, screenshotami z sieci i kilkoma fotografiami żony, bo lubię się chwalić tym, że mam najładniejszą żonę na świecie:

niszcząc tym samym w zarodku jakiekolwiek szanse na internetowe romanse i ewentualna późniejszą kompromitację. Aha i są też w tym albumie dwa zdjęcia z red. Orlińskim, zrobione w czasie spotkania, które prowadziłem. Żadna fota nie jest otagowana, bo nigdy mi się nie chciało, jeśli pojawiam się na fotach u znajomych, uprzejmie proszę, żeby mnie odtagowano (raz).

Wartość dla reklamodawcy – fejsbuk może np zgodnie z paranoicznymi podejrzeniami red. Orlińskiego odsprzedać fotki mojej żony jakimś łowcom ładnych kobiet do reklam. Żonie się nigdy nie chciało w tych kategoriach starać, a tak, to kto wie – może będzie kariera? Targetując pod to, co da się wyciągnąć ze zdjęć, powinni mi reklamować żarcie dla psów i kotów, zatyczki do uszu, bilety na koncerty oraz różne dermatologiczne maści i kremy, dzięki którym pozbędę się syfów z twarzy. Gdyby red. Orliński był otagowany na obu zdjęciach, mogliby mi również spróbować wcisnąć jego książkę.

Dane osobowe – z których wiadomo, że nazywam się Marceli Szpak, jestem żonatym mężczyzną, mam 33 lata, wyraźnie określone poglądy polityczne:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=bVgp_KNxXrw[/youtube]

oraz religijne:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=inIuYren8jg[/youtube]

Zły Zuckerberg i jego siepacze znają również mojego maila, o tego: blindlibrarian@gmail.com – z jakiegoś jednak powodu nigdy mi niczym nie zaspamowali skrzynki, za to Red Tube, na którym maila nigdy nie podawałem i owszem, robi to regularnie, dzięki czemu wiem, że powinienem śnić o większym penisie i tanich żonach z Rosji. Następnym razem powstrzymam się przed wpisywaniem w ich wyszukiwarkę big cock i russian amateurs. Albo i nie.

Grupy i lajki – prawdziwy raj dla reklamowego profilera, setki danych na temat tego, co lubię, na co kręcę nosem, jakie mam poglądy, w co się angażuję, a co mnie tak właściwie jebie. No to jedziemy:

Co lubię:

Zdolny reklamodawca stargetuje pode mnie internetowy komiks o urokach eutanazji, skażony abstrakcyjnym poczuciem humoru.

Czego słucham:

Z tego da się wyciągnąć reklamy płyt i czasopism zajmujących się kilkoma bliżej niedefiniowalnymi rodzajami muzyki, problem polega jednak na tym, że płyty dostaję darmo albo ściągam, a papierowych czasopism nie czytam od dobrych paru lat, bo wszystko, co ciekawe i tak jest w sieci (jeśli nie ma, oznacza to tylko, że nikogo nie zainteresowało na tyle, żeby zrobić choćby jpga). Te same dane zdolny profiler wyciągnie sobie z mojego konta w last.fm, które też ma swoje za uszami, jeśli chodzi o ochronę prywatności userów i będą one dokładnie tak samo bezużyteczne w starciu z wyznawanym przeze mnie dogmatem, że nagrana muzyka powinna być za darmo, a okazją do płacenia artyście jest tylko i wyłącznie koncert.

Co czytam:

Nic tak właściwie. Reklamodawca z rynku księgarskiego nawet na mnie nie spojrzy. Być może wyczuje jakąś niekonsekwencję, widząc, że sporą część podgrupy Zlecenia wśród znajomych stanowią różne wydawnictwa, ale z profilu wynika, że książki nie da mi się sprzedać prawie żadnej. A już po polsku to na pewno nie.

Co oglądam:

Filmy

Seriale

Też właściwie nic, ale tu przynajmniej pojawia się jakieś pole do popisu dla sprytnego reklamodawcy, niestety rozbija się to o kilka dogmatów, których w profilu nie ma wprost – między innymi o to, że nienawidzę kina, czyli reklama biletu na premierę będzie przestrzelona, jak również o to, że nie mam w domu telewizji (w sensie kabelek), co sugeruje, że z serialami zapoznaję się w inny sposób.

Tego wszystkiego można się jednak dowiedzieć analizując moje lajki. Więc się dowiedzmy:

A teraz przeanalizujmy portret Marcelego: seksista, narkoman, biseksualista, Ślązak, mieszkaniec Katowic, leser, wielbiciel latynoskiej kuchni, ateista, nikotynista, fan komiksów i gier, mieszkaniec Warszawy, członek mniejszości, fan sztuki nowoczesnej i niemieckich reżyserów, wyznawca Kościoła Spaghetti, element Żydokomuny, ewolucjonista, człowiek, który chciałby wsadzić papieża do więzienia a Kaczyńskich do dupy, odczuwający potrzebę wysyłania kur mailem, socjalista (i to walczący), marzący o wyeliminowaniu genu sierści u ludzi, uwielbiający Hudba zadarmo, potrawy ze smacznych zwierząt, cipki, cycki i pukanie bublinkových fólií.

Ja naprawdę marzę o świecie, w którym jakiś reklamowy profiler będzie mógł spełnić te wszystkie moje potrzeby. Mam nadzieję, że ten wpis mu to ułatwi, prosiłbym jednak o brak zdziwienia, gdy zdarzy się tak, że znowu niczego nie kupię. Staram się nie dawać Marcelemu Szpakowi żadnych pieniędzy, bo się nie umie z nimi obchodzić. Co jest jakby przyrodzoną cechą wszystkich postaci fikcyjnych. Jeśli Zuckerberg potrafi wcisnąć komuś taką ilość szumu informacyjnego i wmówić mu, że da się na tym zarobić, to ja mam dla niego tylko dobre słowo i wielkie hola hombre! bo robi dobrą robotę, dojąc kapitał, który mógłby w innym przypadku pójść na coś autentycznie szkodliwego. A tak wszystko zamyka się w kręgu fikcyjnych ofert składanych fikcyjnym wytworom

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

99 Responses to W szponach fejsbuka

  1. carmody says:

    ładne in your face. bardzo ładne.

    plus rozmawiałem niedawno z kolegą, co to mocno siedzi w technicznych aspektach sieci i nowych technologii w ogóle. To znaczy do porannej kawy czyta sobie np. o budowie algorytmów zbierających dane z różnych serwisów, agregujących tagi itd. I rzucił, że tak naprawdę zbudowanie jasnego i przydatnego profilu usera w celu wepchnięcia mu kontentu lub skutecznego uczynienia klientem na podstawie jego tagów, lajków i innych takich jest niemożliwe. Bo agregacja tego wszystkiego i przetwarzanie potem odbywa się na poziomie bardzo ogólnym. Obecne algorytmy są w stanie zebrać tytuł filmu, który lubisz/embedujesz/dodajesz_dodajesz_do_ulubionych i na jego podstawie podsunąć podobne nazwą. Podsuną też podobnie otagowane filmy lub kanały. Nie wyłapią natomiast dlaczego masz polewkę z filmu „forfiter”, bo nie ma możliwości wyłapać z rzędu zero jedynek konkretnych pierwiastków humoru, które cię bawią. Podsunie Ci więc przeróbki forfitera lub filmy z gadami z Discovery, ale nie poda innego filmu, z innej bajki, ale o podobnym humor factor. Bo danych kontekstowych jest zbyt wiele. Kolega mówił, że jakieś gugle czy inne giganty kombinują nad tym od dawna. I że w raportach stoi, że to może za 20 lat się uda. Może nie.
    To wszystko ponoć. Ale potwierdza cały powyższy wpis.

  2. Pijak says:

    o! zauapalem sie ze swoim niegrajacym blogiem na bezplatna reklame w mkk ;o)

  3. miskidomleka says:

    Pora powszechnych najazdów na zbuka nagle nadeszła*? Varga też się wypłakuje http://wyborcza.pl/1,75968,8570338,Duch_Swiety_na_Facebooku.html – a ja w ogóle nie wiem, o co płacze. Czy myślał, ża PapaRatzi, Stalin i Duch Święty mają autentyczne, własne i wyłączne profile na FB?

    * o film idzie może? Może należałoby wtedy zapytać, czemu teksty Vargi i Orlińskiego nie mają nagłówka „Reklama” ;-)

  4. Marceli says:

    tak, myślę, że The Social Network trochę pobudziło ludzi do wydania opinii. Co jest dobre, bo film akurat bardzo blisko wybitności, może nie najlepszy jaki w tym roku widziałem, ale prawie.

  5. czescjacek says:

    Mnie też bardzo interesuje, czy realnie biorąc podesłanie stargetowanego spamu to jest teh worsest, co wg WO Facebook może nam zrobić (o ile za 20 lat nie zostaniemy Obamą), ale nie odważyłem się u niego spytać.

  6. Barts says:

    Lol, no właśnie mnie też trochę bawią strachy WO, bo w końcu co zły Zuckerberg się o mnie dowie? Że lubię Firefly’a, kobiety, mam 30 lat i ze dwie setki znajomych? Scaaaary. Zdjęcia okołoimprezowe z różnymi dziewczętami? Zdjęcie na którym trzymam się za rączkę z grubym Włochem i robimy do siebie słodkie oczka? Zdjęcie z śliczną dziewczyną w basenie? Bi maj faking gest, jeśli kiedykolwiek będę zajmował w społeczeństwie pozycję, na której mi to może zaszkodzić, to bardzo mi tak dobrze. Naprawdę nie rozumiem tych lęków.

  7. O.O says:

    sorry Marceli, ale Ty nie jestes od odbierania reklam, ale – jak widac – od ich generowania. jak pisze carmody, zestawienie slow facebook i kupa w jednym tekscie googlom nic nie mowi, ale +1 do indeksu jest. wazne, ze po nazwisku, jak to mawiaja. to raz.

    dwa, tak jak 10 lat temu nikomu nawet nie snilo sie, ze mozna polaczyc 500mln ludzi we wspolna grupe znajomych pod szyldem jednego portalu, tak nam, dzisiaj, trudno przewidziec w jaki sposob wydoja nas zle korporacje. albo zwykli ludzie. piszemy historie, to i podreczniki. fb to nie amazon, tragetowac nie bedzie.

    ale, zobacz inaczej:
    wybory, kierowanie zasobami w celu najefektywniejszego zasiedlenia stolkow i gdzie zaatakuje polityk? tam, gdzie ma szanse cos ugrac (mniejsza o technikalia). i prosze, myslisz sobie: jak ten lokalny dzialacz sensownie gada. 

    statystyka. liczy sie statystyka, a w niej fb jest calkiem ddobry. jako jednostka, ze swoim zdaniem, hobby itp nic nie znaczysz. licza sie masy i projektowanie na podstawie ‚flu trends’.

    a przy okazji:
    – house of leaves, mocne i smaczne. dzieki za zajawke, warto sie bylo pokusic.
    – the social net, Finchera filmy bywaja rozne tresciowo, ale zarzucic im zlego wykonania nie sposob.

  8. Marceli says:

    sta­ty­styka. liczy sie sta­ty­styka, a w niej fb jest cal­kiem ddo­bry. jako jed­nostka, ze swoim zda­niem, hobby itp nic nie zna­czysz. licza sie masy i pro­jek­to­wa­nie na pod­sta­wie ‘flu trends’.

    kiedy ja to wiem i nie przeraża mnie to tak samo, jak nie przeraża mnie rachmistrz spisowy. I w jednym i drugim przypadku podaję dane świadomie nieprawdziwe, lub nieweryfikowalne, bo jakby Bogini Eris nam wszystkim nakazała, że robienie burdlu w statystykach, to podstawowe zadanie każdego pojedynczego człowieka. Jeśli chcą się częstować moim bełkotem i budować na jego podstawie i podstawie podobnego bełkotu generowanego przez innych jakieś ogólne modele, to proszę bardzo. Tyle, że z rzeczywistością będa one miały tyle wspólnego, co wcale. Oczywiście jest pewnie spora grupa ludzi, która traktuje profile netowe, jako miejsce prezentacji swojego TRU JA, no ale to już ich problem, że nie stosują nawet najmniejszych mechanizmów obronnych, sami sobie zasłużyli na reklamy opon do SUVa

    i pro­sze, myslisz sobie: jak ten lokalny dzia­lacz sen­sow­nie gada.

    jeśli będzie lokalny, to zanim cokolwiek sobie o nim pomyślę, to pewnie spróbuję umówić się na wywiad :)

  9. yawn says:

    próbuję sobie wyobrazić co FB mógłby uczynić z wizerunkiem WO i nie przychodzi mi do głowy nic co odbiegałoby od tego, co do tej pory uczyniło z nim logo, hbo, kursy dobrego wychowania, ba, nawet sam blog powinien być poligonem dla speców od reklamy. słowem nic nowego, nic zdrożnego.

  10. O.O says:

    oj, nie zostaniesz juz prezydentem ;)

    dodam jeszcze, ze fb/nk/pokrewnych uzywa uks, komornik, kk, zleceniodawca, sasiad i ryszard c.
    jako jeden z w/w musze potwierdzic skutecznosc inwigilacji, stad sam profilu juz nie mam. ale zgadzam sie z Toba, ze nawet przyjemne i wygodnie jest gdy taki amazon podrzuca dobre tytuly, a milosnikow golej baby w koncu jest kilka miliardow.

    ale jak kiedys komus podpadniesz.. ;)

  11. Marceli says:

    ale jak kie­dys komus pod­pad­niesz.. ;) 

    To będzie musiał zacząć od odkrycia jak się naprawdę nazywam (dość proste, do znalezienia na blogu), gdzie naprawdę mieszkam, a tego z żadnego profilu się nie dowie, bez bardzo szczegółowego przeglądania praktycznie wszystkich wpisów. Na blogu jest ich ponad tysiąc, na forum gazeta pl ok 20 tysięcy (pod 3 nickami),na kilku innych forach też się z parę tysięcy uzbiera, na fejsbuku po kilka dziennie, a sam wiesz, jak słabo się browsa tamtejsze archiwum. Powodzenia. Nie chciałbym takiej roboty.

  12. O.O says:

    sprawdz, czy np tel nie geotaguje fotek. jesli ten jeszcze nie, to kolejne juz beda.

    generalnie, podzielam zdanie, tylko mysle, ze warto byc swiadomym ryzyka. w koncu wszyscy wiemy, ze kanary wsiadaja, gdy ten jeden jedyny raz zapomniales biletu.

  13. Nachasz says:

    Czym zrobiłeś mapę znajomości? Zdaje się, że znajduję się w środku grawitacyjnym TTDKNu ^^

  14. eli.wurman says:

    Cześć, jesetm Eli. Nie kumam internetowego handlu i fejsbukowej dramy.

  15. Nachasz says:

    To będzie musiał zacząć od odkry­cia jak się naprawdę nazy­wam

    Już wiem, że wrogowie ptaków uważają, iż twoje poczucie humoru jest zupełnie zgniłe, a pozorne luzactwo przykrywa brak kompetencji ^^J

  16. Tomash says:

    aplikacja „social graph”

  17. Tomash says:

    bo nie jeździsz SUVem, więc nie mogą w ciebie targetować reklam opon zimowych, więc nie załapujesz się na drama train

  18. eli.wurman says:

    Kartę miejską mogą mi reklamować. Jadę sobie spokojnie tramwajem, a oni wszyscy w tych korkach. #sercesiękraja #not

  19. ewenement says:

    No proszę, Love actually masz w ulubionych filmach – a ja pamiętam jeszcze, kiedy przy jakiejś notce o Curtisie (bodajże przy The Boat..) wspominałeś, że nie widziałeś.

    Niniejszym poczułam się bardzo doświadczonym bywalcem bloga ;-)

  20. Gammon No.82 says:

    Drama train jeździ na zimowych?

  21. Negrin says:

    Also, co jest w zasadzie strasznego w reklamie opon do SUV-a? Ja trochę nie kumam strachu przed profilowanymi reklamami. Szczerze mówiąc: bring it on! Skoro jesteśmy zdani na oglądanie reklam (sprawdzić, czy nie Ad Block), to po co mam dostawać reklamy środków na powiększenie pałki, skoro pałkę rzecz jasna mam do kolan? To ja zdecydowanie wolę opony do mojego hipotetycznego SUV-a. Toż najbardziej irytujące w reklamach (dowolnych: internetowych, telewizyjnych, pocztowych, you name it) jest to, że ktoś próbuje mi sprzedać gówno, którego nie potrzebuję. Dotarcie z reklamą do potencjalnie zainteresowanego klienta to nie tylko marzenie reklamodawcy; otrzymywanie reklam wyłącznie produktów potencjalnie interesujących to również marzenie konsumenta (oczywiście przy założeniu, że nieotrzymywanie reklam w ogóle nie wchodzi w grę). I nawet niekoniecznie trzeba się kryć za fikcyjnymi postaciami jak Marceli.

    A co do ryzyka trafienia do sieci kompromitującego kontentu, to Fejsbuk jako evil korpo oczywiście nic do tego nie ma. Ot, jedyna jego wina, że za jego pomocą można rozesłać kompromitujący kontent całemu światu. No, można się tylko bać, że ktoś nas otaguje – i choćby dlatego wypada mieć konto, coby o tym wiedzieć i w razie czego usunąć taga.

  22. Gammon No.82 says:

    Nie. W reklamach najbardziej irytujący jest [*] fakt reklamowania.

    [*] Oczywiście z mojego czysto subiektywnego punktu widzenia.

  23. Marceli says:

    No właśnie chyba po Twojej polecance i Carmody’ego pod tamtą notką się wreszcie przełamałem (filmy z Love w tytule – nie poważamy, omijamy) i mi wszedł pełny zachwyt :)

  24. Marceli says:

    sprawdz, czy np tel nie geo­ta­guje fotek

    W sprawie telefonu: http://www.ultramaryna.pl/mkk/?p=2250 (zdjęć też nim nie robię, mam przy sobie częściej aparat niż telefon), a geotaging to zło

    uż wiem, że wro­go­wie pta­ków uwa­żają, iż twoje poczu­cie humoru jest zupeł­nie zgniłe

    Now – the question: trafiłeś na wpisy kogoś, kto mnie zna czy na trolle? Ja wiem, a z zewnątrz się nie da odróżnić.

    Also, co jest w zasa­dzie strasz­nego w rekla­mie opon do SUV-a

    Żeby było uczciwie, to red. Orliński nie obawia się reklam, tak tylko wykorzystałem cytat, żeby pociągnąć notkę. A odpowiadając na pytanie – nie po to moja profil użytkownika ffoxa waży 240mb z wszystkimi plugami, żeby mi wyświetlała coś czego nie chcę i co mnie nie interesuje:)

  25. czescjacek says:

    tak nam, dzi­siaj, trudno prze­wi­dziec w jaki spo­sob wydoja nas zle kor­po­ra­cje

    Argument z „trudno przewidzieć” ma taką wadę, że faktycznie trudno przewidzieć. Może za 20 lat stanie się coś, że ludzie bez Fejsa będą mieli bardziej przejebane, niż ludzie z.

  26. Negrin says:

    Żeby było uczci­wie, to red. Orliń­ski nie oba­wia się reklam, tak tylko wyko­rzy­sta­łem cytat, żeby pocią­gnąć notkę.

    No nie wiem, mnie tak wyglądało, jakby się właśnie obawiał. (Wiesz, czytałem sobie całego flejma, ja dużo lurkuję). A już przynajmniej, jakby to w jego oku było Złe.

    A odpo­wia­da­jąc na pyta­nie — nie po to moja pro­fil użyt­kow­nika ffoxa waży 240mb z wszyst­kimi plu­gami, żeby mi wyświe­tlała coś czego nie chcę i co mnie nie inte­re­suje:) 

    No ale to trochę nie o to chodzi. Ja wiem, że pluginy i bukwico, ale to jest już Twój własny wybór. Natomiast pytanie było inne: co jest złego w spersonalizowanej reklamie? Bo jak dla mnie to właśnie jest krok ku lepszemu nie tylko z punktu widzenia reklamodawcy, ale i potencjalnego klienta. W momencie, kiedy personalizacja staje się naprawdę skuteczna, reklama przestaje być ino bólem w dupie, a staje się… no nie wiem, przydatną informacją. Jasne, że albo z niej skorzystam, albo nie, ale przestaje mnie wkurzać, że reklamują mi krem do powiększania szlonga. Zresztą pod notką u WO jest taki komć: plopli 2010/11/05 02:57:02. I tam jest kilka przykładów reklamowego wykorzystania fejsbucha. Ja nie wiem, czy to miało być na postrach, czy nie – ale IMO to całkiem fajne jest.

  27. Marceli says:

    staje się… no nie wiem, przy­datną infor­ma­cją

    Jak dla mnie – trochę wtórną informacją. W sensie mam znajomych dobranych mniej więcej tak (nie że świadomie, samo się jakoś podobierało), że zrobił mi się z fejsa (i blipa) doskonały agregat treści i rekomendacji, z najlepszym mechanizmem selektywnym, bo ludzkim – i w sporej części są to ludzie, którzy ‚wiedzą’, co mnie może zainteresować i dokładnie to podsuwają – bo się interesują tym samym. Nie potrzebna mi do tego dodatkowa oferta, wygenerowana przez automat na podstawie profili tych znajomych i naszych wspólnych lajków. Jeśli lajknę jakiś sklep/księgarnię/wydawnictwo to robię to właśnie po to, żeby mieć na wallu ich ofertę, świadom, że mnie zaspamują, ale tego właśnie chcę. od innych tego nie chcę w żadnej formie.

  28. Gammon No.82 says:

    Natomiast pytanie było inne: co jest złego w spersonalizowanej reklamie?

    Powtórzę: prywatnie uważam, że wszelka reklama to ZUO.

    Bo jak dla mnie to właśnie jest krok ku lep­szemu nie tylko z punktu widzenia reklamodawcy, ale i potencjalnego klienta. W momencie, kiedy personalizacja staje się naprawdę skuteczna, reklama przestaje być ino bólem w dupie, a staje się… no nie wiem, przydatną informacją.

    Tego własnie nie rozumiem. Przydatną informacją O CZYM? Załóżmy, że jarasz szlugi marki „Skarpetki hutnika po nocnej zmianie”.
    Jeśli system zidentyfikuje cię jako jaracza Shpnz, dostaniesz spersonalizowaną reklamę Shpnz. Czego się z niej dowiesz?
    Jeśli system zidentyfikuje cię jako jaracza w ogólności, dostaniesz spersonalizowaną reklamę szlugów „Majtki zapaśnika”. Czy to będzie dla ciebie bólem w dupie (bo jakiś półgłówek próbuje cię odciągnąć od Jedynej Ulubionej Marki, a do tego zabiera ci 37 sekund życia)? Czy raczej będzie powiewem wolności (bo daje ci Świętą Możliwość Wyboru Szlugów, przy zcym tracisz zaledwie 37 sekund życia).

    Jasne, że albo z niej skorzystam, albo nie, ale przestaje mnie wkurzać, że reklamują mi krem do powiększania szlonga.

    Ale czemu jesteś pewien, że go nie potrzebujesz/nie będziesz potrzebował w przyszłości?

  29. Nachasz says:

    Now — the question: tra­fi­łeś na wpisy kogoś, kto mnie zna czy na trolle? Ja wiem, a z zewnątrz się nie da odróżnić.

    Jeśli sądzić po nicku, to chyba na trollującego znajomego.

  30. Barts says:

    Ej, a mnie tylko robi chmurkę znajomych bez połączeń, jak zrobiliście połączenia?

  31. Negrin says:

    Powtó­rzę: pry­wat­nie uwa­żam, że wszelka reklama to ZUO.

    No ale dlaczego? Pytam serio: skąd niechęć do reklamy jako takiej? (Czyli: nie mylić z niechęcią do kiepskiej reklamy albo źle stargetowanej reklamy). I uwaga: pytam nie o uzasadnienie lajtowego stwierdzenia typu „ja nie potrzebuję reklam, bo wolę rekomendacje znajomych”, ale kategorycznego: „wszelka reklama to zło” (nawet jeśli poprzedzonego asekuracyjnym „prywatnie uważam”).

    Tego wła­snie nie rozu­miem. Przy­datną infor­ma­cją O CZYM?

    No właśnie o szlugach „Majtki zapaśnika”. Może o nich wcześniej nie słyszałem. Albo może na fejsbuchu producent MZ zapoda myka z gatunku „odpowiedz na głupie pytanie, to dostaniesz Majtki zapaśnika w komplecie z majtkami zapaśnika”, więc może spróbuję. Anyway, idzie o to, że spersonalizowana reklama ma większą szansę dotrzeć do odbiorcy z czymś potencjalnie przydatnym niż niespersonalizowana. I teraz tak: nie każdy jest taki superman, że sam sobie spersonalizował grono znajomych i whatnot. Ja na przykład też za bardzo reklam nie potrzebuję, bo większość rzeczy, które mnie interesują, interesują mnie niecasualowo. Ale to ja (czy też ja i Wy). Ale przeciętny Zenek to chodzący casual – a to Zenek napędza strategie Big Korpo, nie Gammon, Marceli i Negrin. Więc się pytam: czy to źle, że Zenek dostanie info o czymś, co go może zainteresuje? Jasne, że to info jest po to, żeby wyciągnąć z niego kasę – ale Zenek jest gotów ją wydać i dostać za nią coś, co lubi. So what’s the big deal?

    Ale czemu jesteś pewien, że go nie potrzebujesz/nie będziesz potrze­bo­wał w przy­szło­ści?

    Stary, czy Ty widziałeś mojego szlonga?!

    A bardziej serio, za to mniej o moim szlongu: sure, ja wiem, że niespersonalizowane reklamy mogą z kolei uderzyć w nieuświadomione potrzeby albo wręcz wytworzyć nowe. Dlatego ogólnie nie hejterzę reklam (choć żeby nie było, blokuję gdzie się da), natomiast wiadomo, że im bardziej od czapy, tym mniej skuteczna, a bardziej wkurza.

  32. sheik.yerbouti says:

    pry­wat­nie uwa­żam, że wszelka reklama to ZUO.

    Albowiem Nie Mówią Całej Prawdy?

  33. bart says:

    Kartę miej­ską mogą mi rekla­mo­wać. Jadę sobie spo­koj­nie tram­wa­jem, a oni wszy­scy w tych kor­kach. #ser­ce­się­kraja #not 

    Czekaj czekaj, jak Korwin zostanie prezydentem miasta, to ci te tory powyrywa z ulic. Zębami, kurwa, jak będzie trzeba.

    Ponoć dogania HGW w sondażach. Internetowych, rzecz jasna.

  34. Gammon No.82 says:

    Pytam serio: skąd niechęć do reklamy jako takiej?

    Nie wiem. A skąd niechęć do zapachu mokrego psa jako takiego? Jedni to lubią, inni nienawidzą.

    No właśnie o szlugach “Majtki zapaśnika”. Może o nich wcześniej nie słyszałem. Albo może na fejsbuchu producent MZ zapoda myka z gatunku “odpowiedz na głupie pytanie, to dostaniesz Majtki zapaśnika w komplecie z majtkami zapaśnika”

    Ba, do kremu powiększającego mogą dodawać paczkę gumek. Zimowych.

    więc może spróbuję. Anyway, idzie o to, że spersonalizowana reklama ma większą szansę dotrzeć do odbiorcy z czymś potencjalnie przydatnym niż niespersonalizowana.

    Ale sama idea spersonalizowania jest trochę niejasna. Powiedzmy, że Wielki Personalizator zauważył, że od lat, stosunkowo często, kupuję farby akrylowe. Co w takim razie miałby mi spersonalizowanie reklamować? Farby akrylowe tej samej firmy? Innej firmy? Kolory ciepłe zamiast zimnych? Farby artystyczne zamiast modelarskich? Olejne zamiast akrylowych? Do malowania ścian? Masę do szpachlowania tychże? Cegły? Kruszywo? Pędzelki (jakie)? Blejtramy (zagruntowane, czy nie)? Figurki do Warhammera? Poradnik „jak malować techniką laserunkową”? „Jak zarabiać sprzedając landszafty z jeleniem”? „Jak postarzać wizualnie nowe przedmioty”? Biografia Rubensa? Biografia Hitlera? A może po protu reklama „kup krem powiększający, będzie ci łatwiej ruchać modelki”?

    Ale przeciętny Zenek to chodzący casual — a to Zenek napędza strategie Big Korpo

    Ależ ja jemu nie bronię ani BigKorpom nie bronię. Nich sobie interakcjują.

    nie Gammon, Marceli i Negrin.

    Ale ja sobie rezerwuję tylko niechęć do reklam.

    Więc się pytam: czy to źle, że Zenek dostanie info o czymś, co go może zainteresuje?

    Ale to jest pytanie do Zenka.

    Stary, czy Ty widziałeś mojego szlonga?!

    Był wystawiony na Fejsbóku? To nie widziałem.

    ja wiem, że niespersonalizowane reklamy mogą z kolei uderzyć w nieuświadomione potrzeby albo wręcz wytworzyć nowe.

    Ano właśnie. Nie odmawiam reklamodawcom prawa do uderzania i wytwarzania. Ale wolę w tym nie brać udziału.

    Dlatego ogólnie nie hejterzę reklam (choć żeby nie było, blokuję gdzie się da)

    Ja nie biegam po świecie z krzykiem „nienawidzę reklam”. Czasem mi się tylko wypsnie, że nie lubię korzystać.

    natomiast wiadomo, że im bar­dziej od czapy, tym mniej skuteczna, a bardziej wkurza.

    Mam wrażenie, że kwestia skuteczności, a kwestia niewkurzania mogą być trochę niezależne. W sensie, że dopuszcam możliwość istnienia reklamy, która do niczego nie zachęci, ale nie wywoła też chęci rzutu jajkiem.

    A teraz przepraszam, ale jestem zmuszony wydalić się.

  35. Gammon No.82 says:

    Albowiem zalatuje sierścią mokrego psa.

  36. Marceli says:

    Pytam serio: skąd nie­chęć do reklamy jako takiej

    Moja jest czysto moralna i estetyczna i się akurat zgadzam z red. Orlińskim, co się nosił kiedyś z sygnaturką, że za pracę w reklamie powinni rozliczać dokładnie tak samo, jak za stalinizm (mimo tego, albo może właśnie przede wszystkim dlatego, że praca w reklamie generuje jakąś 1/3 moich miesięcznych dochodów). A resztę opowie Ci artysta Banksy:

    [img]http://3.bp.blogspot.com/_U1Unbf6HVBw/RsAAZ4JJdoI/AAAAAAAAAqs/jlwDMER1viE/s400/Banksy-adv+quote-Rm116.png[/img]

  37. fan-terlika says:

    Strasznie pierdolicie. Pierwsza rzecz, samo narzekanie na reklamy na FB to pierdolenie. Wpasowane w stronę, stoją sobie z boku, trzeba się postarać, żeby je w ogóle zobaczyć. Druga rzecz, większość, ale taka znacznie znaczna większość, reklam na FB to reklamy fanpejdżów. Trzecia rzecz, powiązana z drugą, to nikt nikogo nie targetuje po tym, że ma SUVa i event w Paryżu, to mu zaproponują składankę Daft Punk na drogę. Teoretycznie to sobie mogą, ale to kosztuje taki hajs, że jest całkowicie nieopłacane i używają tego tylko nooby albo zachłyśnięci technologią.
    Poza tym, 100% racji panie Negrinie, o co kurwa chodzi, przecież spersonalizowane reklamy to jest zajebista rzecz i mokry sen cyberdziewcząt i cyberchłopców. Przecież to jest to samo, co proponowane zespoły na laście. Prawda, że takie proponowane zespoły na laście są zazwyczaj chuja warte, że zespołów się szuka po ludziach prawdziwych, nawet tych nieznajomych, jak sąsiedzi, ale ludziach, ale bo to chujowy mechanizm i który nic o tobie nie wie. W idealnym założeniu spersonalizowanej reklamy Oni wiedzą o tobie dużo więcej i hell, mogą przecież nawet skanować twoich znajomych i odwalać za ciebie robotę przeszukiwania co oni tam. Tak tak, nadal najlepszy sposób zdobywania kontentu to przez dostawanie rekomendacji od znajomych blabla, ale nikt przecież tej opcji nie usuwa. A te reklamy to nie są przecież akwizytorzy wpierdalający się do domu, a te małe prawieniewidoczne tabelki gdzieś z boku twojego profilu. OH NOES. Reklamy na FB, te w sensie ady, są przesz w top3 user friendly. Można sobie je wyjebać klikiem i nie ma, jak nawet klikniesz, to nic ci się nie dzieje, nic automatycznie nie lajkujesz, po prostu odwiedzasz. No i jak w odległej przyszłości, roku 2000, będą naprawdę ueberspersonalizowane, to balsam, balsam.
    Prawdziwa chujnia jest w reklamach ukrytych, wiralach, które łapią setki tysi użytkowników nieświadomych reklamy. Ale o tym kurwa nikt, tylko o jebanych tabelkach, że opony dla SUVa, weźcie kurwa.

    A co do prywatności, to fapanie nad prywatnością i jej bronienie jest jak płacz prawicowców nad OMG TRACIMY SUWERENNOŚĆ NARODU.

  38. Negrin says:

    Sorry, gadanie takie.

    Ad rem:
    Estetyczna – to rozumiem, że chodzi o _złą_ reklamę. Same as zła sztuka i złe wszystkoinne.

    Moralna – nigga pliz. Od tego budujemy odpowiednie kodeksy reklamy, przepisy, bugwico, coby dać kopa w dupę kłamliwej, nieuczciwej i jakiej tam jeszcze reklamie. Zostaje nam cała reszta. Problem?

  39. Gammon No.82 says:

    gada­nie takie

    Jak wszystko, co na blogach.

    Ad rem: Este­tyczna — to rozu­miem, że cho­dzi o _złą_ reklamę. Same as zła sztuka i złe wszystkoinne.

    Zła sztuka kurzy się na zapleczach galerii. Zła reklama jebie w oczy z płotu.

    Moralna — nigga pliz. Od tego budu­jemy odpo­wied­nie kodeksy reklamy, prze­pisy, bugwico, coby dać kopa w dupę kłam­li­wej, nie­uczci­wej i jakiej tam jesz­cze rekla­mie.

    Serio, budujesz jakieś kodeksy reklamy? A kto jest Brudnym Harrym ich enforcementu?

  40. Marceli says:

    to rozu­miem, że cho­dzi o _złą_ reklamę

    Każda reklama to zła_reklama, zwłaszcza jeśli jest dobra technicznie, najeżona zajebistymi pomysłami i wykonana przez powiedzmy reżysera z aktualnego top tenu. Jest zła dlatego właśnie, że powoduje drenaż pomysłów, odsysa najciekawsze idee, nie dlatego, że są zachwycające, albo skłaniają do myślenia, tylko po to, żeby sprzedać komuś coś, co mu jest najczęściej zupełnie niepotrzebne. Reklama odbiera znaczenie ideom i obrazom, które można by było wykorzystać do czegoś zupełnie innego, zagrabia kolejne lajfstajle, nie dając niczego w zamian, kradnie tożsamości, zmieniając je na gadżety i brandy, przemodelowuje archetypy, robiąc z nich pozbawione jakiegokolwiek znaczenia ikony produktów… i mogę tak jeszcze przez najbliższe 17 ekranów, ale powinienem właśnie pisać zgrabne promo, po którym jakaś pani uzna, że przydałaby jej się awangardowa koafiura stworzona przez mistrza grzebienia i nożyczek, który płaci mi za to, żebym wmawiał ludziom, że jest najbardziej mistrzowski z mistrzowskich

    Od tego budu­jemy odpo­wied­nie kodeksy reklamy, prze­pisy, bugwico, coby dać kopa w dupę kłam­li­wej, nie­uczci­wej i jakiej tam jesz­cze rekla­mie

    hehehehehehe. Wszystkie te ograniczania sprowadzają się do prostego dogmatu: staraj się nie ciulać w żywe oczy, cała reszta półprawd, ściem, peryfraz, hiperboli i pozostałych terminów ze słownika propagandy jest wciąż na twoje usługi i jak je wykorzystasz, to twoja sprawa.

    prze­cież sper­so­na­li­zo­wane reklamy to jest zaje­bi­sta rzecz i mokry sen cyber­dziew­cząt i cyber­chłop­ców. Prze­cież to jest to samo, co pro­po­no­wane zespoły na laście. Prawda, że takie pro­po­no­wane zespoły na laście są zazwy­czaj chuja warte, że zespo­łów się szuka po ludziach praw­dzi­wych, nawet tych nie­zna­jo­mych, jak sąsie­dzi, ale ludziach, ale bo to chu­jowy mecha­nizm i który nic o tobie nie wie.

    Jakieś mam dziwne wrażenie, że sam sobie odpowiedziałeś analogią do lasta i polecanych.

  41. Gammon No.82 says:

    A co do pry­wat­no­ści, to fapa­nie nad pry­wat­no­ścią i jej bro­nie­nie jest jak płacz pra­wi­cow­ców nad OMG TRACIMY SUWERENNOŚĆ NARODU.

    Prywatność, w przeciwieństwie do Suwerenności Katolickiego Narodu Polskiego bywała dotąd wartością jakoś tam docenianą w okolicach ttdkn-u.

  42. karmakomcia says:

    Bardziej wkurwiające są reklamy na Esensji niż na FB.

  43. Negrin says:

    Jest zła dla­tego wła­śnie, że powo­duje dre­naż pomy­słów, odsysa naj­cie­kaw­sze idee, nie dla­tego, że są zachwy­ca­jące, albo skła­niają do myśle­nia, tylko po to, żeby sprze­dać komuś coś, co mu jest naj­czę­ściej zupeł­nie nie­po­trzebne.

    No po prostu Tyler Durden się znalazł. Mówisz tak, jakby dzisiaj kreatywne umysły pracowały na zamówienie za dutki, a kiedyś to, panocku, same ideały. A weź. W dawnych czasach bogate buce płaciły najlepszym artystom za trzaskanie daremnych portretów rodowych czy innych tam cudów na zamówienie, a jak jeden z drugim nie chciał się sprzedać, do dłubał coś tam w piwnicy i przymierał głodem. A ten, co klepał zamówienia, co najwyżej potrafił przemycić w nich coś zajebiście swojego, jednocześnie wypełniając prikaz fundatora następnego obiadu. Co więcej, jak wielkiemu artystowi starczało czasu, to w przerwach między zleceniem a zleceniem dawał upust nieposkromionej wenie.

    Coś mniej więcej jak dzisiaj – reklama najeżona świetnymi pomysłami i zrobiona przez top reżysera jednocześnie zachwala produkt i ma wartość dodaną. Inaczej nie robiliby w kinach nocnych maratonów, gdzie reklama jest praktycznie całkowicie oderwana od funkcji pragmatycznej (bo tych, co przyleźli do Multikina w centrum Warszawy naprawdę nie interesuje, jaki napój sprzedają w Tajlandii), więc w sumie staje się – wait for it – samą sztuką. Więc może zamiast szlochać nad tym, że reklama kradnie sztuce najlepszych zawodników, trzeba by uznać, że niech już tak będzie, i zacząć chodzić na te nocne maratony?

    Sorry, ja wiem, że Ty tak serio (w sensie że od serca), ale jakieś takie straszne emo załapałeś. Niby wiem, o co Ci chodzi, ale to takie dęte strasznie. Prawdziwa Sztuka nigdy nie miała łatwo i dalej nie będzie miała. Deal with it.

  44. Marceli says:

    Niby wiem, o co Ci cho­dzi, ale to takie dęte strasz­nie

    jak każde emo. i tak, oczywiście masz rację, że jest to sytuacja wkurwiającego mecenasa, dzięki któremu wogle coś jest możliwe i który ma swoje wymagania,
    najczęściej zupełnie inne niż wykonawca. Still – poproszę o prawo do hejterzenia tego układu, bo da się o nim powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest dobry. Z trzech wierzchołów tego trójkąta: zleceniodawca-wykonawca-odbiorca dwa biorą w dupę, z czego ostatni najgorzej, bo często zupełnie nieświadomie. Moje czarne, anarchistyczne serce się przeciw temu buntuje (cichutko skamląc i tłukąc kolejne zlecenia:)

  45. Negrin says:

    Zła sztuka kurzy się na zaple­czach gale­rii. Zła reklama jebie w oczy z płotu.

    Zła sztuka jebie w uszy z radia. Albo skądkolwiek. Zła sztuka as in pretensjonalne bohomazy to szczegół. Za to zła sztuka as in kilasta popkultura jest wszędzie. I gorsze to niż kilasta reklama, bo kilasta reklama przynajmniej nie próbuje udawać czegoś więcej.

    Serio, budu­jesz jakieś kodeksy reklamy? A kto jest Brud­nym Har­rym ich enfor­ce­mentu?

    Ja nie, ale przydałoby się. Zresztą coś tam jest, tylko może słabo enforcowane. Może do enforcowania powinno się konkretniej wziąć państwo, nie wiem. Słuchaj, nie sprzedam Ci przecież gotowego patentu, bo to nie miejsce, a ja nie jestem do tego predysponowany. Ale jeśli nie ma ciała enforcującego, to może powinno powstać, zamiast burzyć się na reklamę jako taką. No po prostu nie kumam tego.

  46. Marceli says:

    Ale jeśli nie ma ciała enfor­cu­ją­cego, to może powinno powstać, zamiast burzyć się na reklamę jako taką

    hmmm, nie ma, bo być nie może (w sensie sa tam jakieś rady etyki i tym podobne ciała pobierające kasę z naszych podatków), ale nie da się przeskoczyć podstawowej sprzeczności – nie można wymuszać prawdomówności w dziedzinie, która w 100% opiera się na kłamstwie. to tak, jakbyś chciał od księdza wymagać, żeby choć raz w życiu powiedział prawdę o Królestwie Niebieskim.

  47. Negrin says:

    Tylko że Ty byś w zamian chciał raj na ziemi: nie robimy reklam, robimy sztukę. Ale przecież reklamy też były zawsze. Natomiast mam takie wrażenie, że jeśli dzisiejszy błyskotliwy reklamiarz ma parcie na swobodny pozareklamowy wyraz, to nawet ma możliwość je realizować, nie?

    A że odbiorca jest robiony bez wazeliny? A czy to aby nie jest trochę tak, że z upływem lat ludzie (ok, poza tymi najbardziej ciemnymi zapewne – ale ich niestety trudno chronić, bo jak nie reklama ich wycycka, to sam sprzedawca albo coś) nabierają dystansu do reklamy? W sensie że przestają być bezkrytyczni and stuff.

  48. Marceli says:

    prze­stają być bez­kry­tyczni and stuff

    miło by było, gdyby tak było, ale nie jest. zawsze się znajdzie jakiś knif, na który da się zahaczyć klienta tak, że nawet nie będzie o tym wiedział (między innymi dlatego, w życiu bym nie odpowiedział przecząco na pytanie czy kupiłem coś pod wpływem reklamy – pewnie, że kupiłem, mnóstwo rzeczy, nawet o tym nie wiedząc). Mogłem jej nawet nie widzieć, nie słyszeć, ale ona już zrobiła swoje, przedzierając się do moich filtrowanych i jakoś tam strzeżonych kanałów – poprzez znajomych, przypadkowe strzępki podsłuchanych treści, wnioski wyciągnięte pozornie samodzielnie z netowych dyskusji. Pole do manipulacji jest naprawdę nieograniczone, a te dobre reklamy (czyli złe w sensie evil) robią to naprawdę mistrzowsko. Dlatego właściwie jedynym, co mogę zrobić, to odciąć się od bezpośredniego strumienia treści reklamowych (co robię) i starać się ich nie rozpowszechniać – między innymi dlatego pod tagiem animacja nie uświadczysz tutaj filmów reklamowych (z jednym, jedynym wyjątkiem, bez którego nie mogłem zrobić pewnej notki), choć znam co najmniej kilkadziesiąt, które bez bólu nazwałbym wybitnymi. Ale są evil – sprzedają produkt, nie idee. Drobne, puste gesty, które pozwalają mi się poczuć, jakby mnie nakręcił Zanussi :)

  49. fan-terlika says:

    Jakieś mam dziwne wra­że­nie, że sam sobie odpo­wie­dzia­łeś ana­lo­gią do lasta i pole­ca­nych

    Ale się musicie zdecydować, czy flekujecie, bo chujowy mechanizm i źle poleca, czy odwrotnie, omg, on za dużo o mnie wie, opony!!!

    Pry­wat­ność, w prze­ci­wień­stwie do Suwe­ren­no­ści Kato­lic­kiego Narodu Pol­skiego bywała dotąd war­to­ścią jakoś tam doce­nianą w oko­li­cach ttdkn-u.

    Ale co z tym?

  50. Marceli says:

    Ale się musi­cie zde­cy­do­wać, czy fle­ku­je­cie, bo chu­jowy mecha­nizm i źle poleca, czy odwrot­nie, omg, on za dużo o mnie wie, opony

    Opony to WO, nie my. Ja flekuję głównie dlatego, że mam świadomość, że na podstawie stworzonego przeze mnie osobiście mojego własnego sieciowego profilu nie da mi się niczego polecić, bo profil to nie ja, tylko konstrukcja z literek i obrazków, pozbawiona jakiejkolwiek siły nabywczej. Niestety reklamy trafiają do mnie, a nie do fikcyjnego Marcelego S, bo zupełnie przypadkiem mieszkamy pod tym samym IP.