W krainie słodkorożców

Mama zawsze mówiła, że słodkorożce są do dupy.

– Fuj, zostaw – powtarzała. – Tu masz, Dostojewski, wielki pisarz, a nie jakieś konie z chujami na czołach.

Nauczycielka w szkole to samo: – Słodkorożce? Chyba kpisz. MICKIEWICZ, chłopcze, MICKIEWICZ, ten to dopiero miał wyobraźnię.

Więc ostatecznie nauczyłem się nie wychylać. Fascynujące opowieści o słodkorożcach, publikowane przez wychodzący od 1982 roku miesięcznik „Słodkorożec” pozostawały przez lata moją cichą tajemnicą, podobnie jak to, co przeczytałem w książkach, zajmujących się zagadnieniami ze świata słodkorożców. Szybko zauważyłem też, że za każdym razem, kiedy próbowałem wspomnieć o poznanych w ten sposób historiach, następowała chwila skrępowanego milczenia …aha, mhm i niepewnych spojrzeń… a potem wracaliśmy do gadania o cyckach albo filmach z Brucem Lee. Słodkorożce nie miały wzięcia. Skazywały na ostracyzm. Tak naprawdę gorzej mogło być tylko wtedy, gdy przyznałeś się publicznie do czytania komiksów – tu słodkorożce wygrywały tym, że opowiadano o nich głównie przy pomocy liter, choć oczywiście charakterystyczne okładki, pełne słodkorożców wyposażonych w blastery, śmigających po nieskończonych galaktykach, również budziły pełne politowania uśmieszki. „Jak ty możesz czytać takie bzdury, to przecież wszystko zmyślone”.

Nie dałem się zniechęcić. Rosnący pod ścianą stos egzemplarzy miesięcznika „Słodkorożec”, szybko dorobił się towarzystwa w postaci nieco mniejszych stosów „Małego Słodkorożca”, który, choć przeznaczony dla najmłodszego czytelnika, zamieszczał czasem równie świetne historie o słodkorożcach, jak jego ‘dorosły’ odpowiednik; wkrótce doszły do nich także egzemplarze największego skarbu, najbardziej morderczej kombinacji tematów, jaka kiedykolwiek pojawiła się na polskim rynku prasowym – magazynu „Komiks-Słodkorożec”. Traktowane jak najcenniejsza zdobycz, hołubione i czytane po sto razy, chowane przed wszystkimi, o których wiedziałem, że darzą pogardą słodkorożce, czyli zasadniczo – wszystkimi. Dorzuciwszy do tego książki, okazało się że pomiędzy 8 a 18 rokiem życia wychowywały mnie głównie historie o słodkorożcach. Jakaś inna literatura też, ale bardziej na zasadzie ‘jak tylko skończę to nudziarstwo, wracam do Guslaru [pomniejsza kraina słodkorożców]”. Zupełnie o tym nie wiedząc, ewoluowałem w fana: kompletowałem biblioteczki ulubionych autorów, walczyłem ze zszywkami, żeby poskładać powieści w odcinkach z miesięcznika „Słodkorożec”, czytałem każdy numer od okładki do okładki, nie pomijając wierszy i listów do redakcji.

I to właśnie w tym dziale miesięcznika „Słodkorożec” odkryłem istnienie takiego zjawiska jak fandom. Okazało się, że miłośnicy słodkorożców lubią się skupiać stadnie. Co właściwie od zawsze mi wystarcza, żebym się zrobił podejrzliwy. Czytając kolejne relacje z konwentów [konwent: spotkanie miłośników słodkorożców, połączone z wyszynkiem i rękoczynami], patrząc na czarno-białe zdjęcia ludzi, których krzaczaste brody zdawały się zrastać ze swetrami, dowiedziałem się mnóstwa różnych rzeczy, których naprawdę nie chciałem, nie potrzebowałem wiedzieć. Teraz mogę to już przed sobą przyznać – fandom mnie wystraszył. Ci kolesie byli naprawdę dziwni. Mieli na przykład przez jakiś czas teorię, że każda opowieść o słodkorożcach to METAFORA i że służy ona do walki z Systemem (a System był ten poprzedni, zły, nie ten Zły System, co teraz). Z książki o mrówkach potrafili zrobić 15 postulatów Solidarności, w książce o robotach znajdowali Wielki Traktat o Zniewoleniu (w dodatku gnostycki) i praktycznie nigdy ich nie obchodziło, czy dany tekst jest fajny, tylko to, czy Przystaje Do Wyobrażeń. To oni decydowali przez jakiś czas czy jakieś opowiadanie można w ogóle zaliczyć do opowieści o słodkorożcach (miewali chwile, kiedy nie pasowały im historie dziejące się po lasach i zamkach, bywały okresy, kiedy za gatunkową historię o słodkorożcach mógł zostać uznany tekst który co najmniej 10-krotnie używał słowa Polska, długo nie przyjmowali do wiadomości, że horror to też forma opowiadania o słodkorożcach). I chcąc nie chcąc, trzeba było się tym przejmować, bo to fandom decydował o tym co się wydaje i co będę czytał, zasilając stopniowo szeregi redakcji teraz już „Nowego Słodkorożca” (trzy zdania temu zmienił się System, a wraz z nim tytuł miesięcznika), oraz kolejnych pism, takich jak chociażby „Słodkorożec z Popiołów”, który na długie lata został moim ulubionym. To fandom wywołał mody, obwieszczał gwiazdy i dyktował warunki, żrąc się przy tym tak niemiłosiernie, że do połowy lat 90-tych, w pismach o słodkorożcach znaleźć było można głównie jakieś pojebane kombatanckie polemiki i kontrpolemiki, a na jedno genialne opowiadanie w stylu „Miasta Aniołów” Russela, przypadało dziesięć pisanych przez ludzi z pseudonimami typu Baruch Soplica, w których Polska wygrywała, przegrywała lub remisowała w jakiejś wojnie z czymś złym.

Podziękowałem. Fandom skutecznie mnie przepłoszył. Z rozpędu kupowałem jeszcze „Nowego Słodkorożca” aż do końca tysiąclecia, w międzyczasie, mimo unikania edukacji ogarnąłem dwa najważniejsze języki w świecie słodkorożców na poziomie umożliwiającym czytanie, więc w końcu dałem sobie spokój. Ballard, Aldiss, Noon, Bradbury, Dick, Gibson, Sterling, Resnick, Bułyczow, Strugaccy, Pielewin doskonale obywali się bez fandomowego kontekstu, a skazany dotychczas na jeden język nagle odkryłem, że mam przed sobą takie zasoby lektury, że szkoda czasu na wyłuskiwanie tekstów z magazynów, które 70% miejsca poświęcały na pierdolenie o niczym.

I na tym by się pewnie wszystko skończyło, gdyby nie to, że oczywiście, pisać mi się zachciało. Wiadomo – o słodkorożcach, bo o czym tu innym, nic innego nie daje takiej radochy i możliwości. Nie jestem taki, żeby się od razu pchać gdzieś między redaktory, od kilku lat codziennie ktoś gdzieś redaguje jakieś moje teksty i naprawdę czasem marzę o tym, żeby nikt przy nich nie grzebał, bo po to sobie napisałem zdanie na jedenaście linijek, żeby takie właśnie było, więc po okresie pisania i wyrzucania, nastąpił okres pisania i wrzucania na mój kochany blogasek, służący do wydalania liter, których danego dnia nie zdążyłem wydalić w pracy. Napisałem jedno – hej, fajne, powiedziały komentarze. Napisałem kolejne – komentarze zaczęły się powtarzać. Napisałem kilka, w tym parę chujowych i bardzo chujowych, o których komentarze powiedziały – hej, fajne, wreszcie napisałem „Obcego”. Komentarze powiedziały – ty, weź to zgłoś do dorocznej nagrody fandomu na Małego Słodkorożca.

I tu następuje dramatyczne zawieszenie akcji, bo znów pojawia się to słowo: fandom.

– Yyy, może jednak nie? Bo wiecie, po pierwsze jestem z internetu, a to jest nagroda za papierowe słodkorożce, po drugie: fandom. Nie jestem fandom.

W rozmowach zakulisowych streszczam przytoczoną powyżej teorię, jak widzę fandom, co spotyka się z gwałtowną reakcją: ależskąd!, my też jesteśmy fandom i wcale to tak nie wygląda. Współczesny fandom słodkorożców to sami mili ludzie (sprawdzić czy nie furrysi) i kilku pisarzy-wariatów, głównie przez wódkę i politykę. Nie daję się jakoś długo przekonywać, bo w końcu insajderzy, prawda, pewnie wiedzą lepiej, a na dodatek po latach stukania w klawiaturę, to właściwie mam ochotę na jakąś nagrodę, a nie tylko pieniądze i pieniądze. No i wiadomo – zadawnione marzenia, że kiedyś będę pisał o słodkorożcach. Chwilę później mam fanpejdża na fejsie i zostaję jego adminem, w czym się gubię, bo wolałbym być sobą, kolega robi mi plakat na bloga i bęc.

Dla zwiększenia napięcia powinienem napisać teraz, że zapominam o całej akcji, a przedwczorajsza nominacja spada na mnie jak GROM Z JASNEGO NIEBA, ale chuja tam oczywiście, bo patrzę w statystyki i widzę, że każdego dnia kilka osób wchodzi na „Obcego”, więc nawet jak nie wierzę, że będą nominować, to się cieszę, że przynajmniej czytają. Okazało się jednak że nominowali (raz jeszcze dziękuję) i „Obcy” znalazł się w konkursie na Małego Słodkorożca.

Fandom w większości okazał się taki, jak opowiadali insajderzy: przeczytał, zrobił meh, starebyło, lub się ucieszył, że fajne, ale okazało się też, że stara szkoła nie zginęła tak całkowicie. W ciągu ostatnich 48 godzin dowiedziałem się, że dopuszczanie takich opowiadań jak „Obcy” zachęci każdą Kasię z rurzowego blogaska do publikowania na sieci swoich tekstów o słodkorożcach i namawiania psiapsiółek by na nią głosowały, co ODBIERA POWAGĘ NAGRODZIE, że teksty z internetu, to prosta droga do tego, by następne edycje nagrody zostały zdominowane przez fanfiki, w których Batman Supermanowi i potem jest ciąża oraz problemy z copyrightami, że wreszcie niegodnym prawdziwego fana słodkorożców jest jakiekolwiek promowanie swoich tekstów, bo właściwie nie wiem czemu, ale podejrzewam zadawnionego świra z konspiry, kiedy mrówki zwalczały System i nie należało o tym mówić głośno, bo zamkną. Pojawił się też ARGUMENT OSTATECZNY: że nie jestem fandom i się nie godzi, żeby tak ktoś z zewnątrz.

Z czym się oczywiście częściowo zgadzam. Nie jestem fandom. Jestem słodkorożcem. Nie jestem z zewnątrz.

Kasia z rurzowego blogaska też nie jest z zewnątrz, wystarczy tylko by miała coś do powiedzenia o słodkorożcach.

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

27 Responses to W krainie słodkorożców

  1. kolega Tetrix says:

    Więc zasadniczo powinieneś w przyszłym roku dostać za tę notkę nominację do Zajdla w kategorii non-fiction, której oczywiście nie ma.
    A tymczasem będę się zajebiście cieszył z tego, że i mój głos przyczynił się do Sukcesu.

  2. nienietoperz says:

    Brawo, brawo, brawo.

  3. AJ says:

    1. Nie rozumiem, dlaczego słodkorożce.
    2. „ARGUMENT OSTATECZNY“ jest inwalidą — nie jesteś fandom, jesteś autor.

  4. Marceli says:

    no bo się zaczęło od cytatu: „Pewna dziewczynka, nazwijmy ją Kasią, trafi na blog Szpaka i zobaczy, jak to fajnie mieć opowiadanie i być nominowanym. Napisze więc monumentalną „Wyprawę Słodkorożca” (…) Zbierze koleżanki, psiapsióły i kolegów z klasy i dopnie swego.

    Do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla nominowane będzie opowiadanie „Wyprawa Słodkorożca”.

  5. SX says:

    Dostałeś nominację do Zajdla, toś tera fandom. Witamy wśród Słodkorożców!

  6. AJ says:

    A może jednak pomyśli o wielkich penisach?

    Niech sobie zrobią nominowanie za okazaniem legitymacji.

  7. JeRzy says:

    Nie czytałem „Obcego”. Ba, nie czytałem żadnego z nominowanych opowiadań, z „Żarem” w FWS włącznie, bo czytam głównie to, co recenzuję, czyli w 99% rzeczy zagraniczne, albo to, co tłumaczę, czyli również w 99% rzeczy zagraniczne (chyba, że polski autor pisze kulawo i trzeba go przełożyć z jego dialektu na ludzki – też się zdarza). Jedyny minus opowiadań z blogów i serwisów internetowych widzę taki, że rzadko kiedy przechodzą one jakikolwiek odsiew bądź redakcję.

    Ludzie krytykują. Zawsze będą krytykować, bo łatwiej jest przypieprzyć niż pochwalić, a tym bardziej niż zrobić coś konstruktywnego samemu. Wiem, bo doświadczenie i obserwacja uczą, że liczba pochwalnych określeń w recenzjach jest ograniczona w porównaniu z malowniczą gamą zjebów, jakie można zrzucić na kiepski utwór.

    W przypadku Zajdla (nota bene, gratuluję nominacji!) ludzie są przewrażliwieni, bo prestiż starej i cenionej nagrody podupadł w ostatnich latach. Bo mówi się, że niektóre środowiska głosami wspierają znajomych autorów, nawet jeśli akurat trafił im się gorszy tekst. Że Pcim Dolny głosuje na pisarza, którego nikt w Pcimiu (i poza nim) nie czytał, ale pisarz zaapelował, więc trzeba swojakowi pomóc. Że wyniki coraz mniej mają wspólnego z realnym poziomem nominowanych tekstów, a coraz więcej z plebiscytem popularności. I tak dalej… Jest w tych głosach jakaś cząstka prawdy, jest cząstka przesady. Kiedy zmienia się sytuacja, pojawia się nowy czynnik, w ślad za nim idą też pytania, jakie będą tego długofalowe konsekwencje.

    A Ty za bardzo bierzesz do siebie coś, co odnosiło się do dużo szerszego zagadnienia i narastających wątpliwości, które towarzyszą Zajdlowi od ładnych kilku lat (a stanowią po prostu urok demokracji). Tym bardziej niepotrzebnie mirmiłujesz, że opinie o Twoim tekście, na ile się z nimi zetknąłem, obejmują spektrum od pozytywnych do „nihil novi” – takich zdecydowanie negatywnych nie zaobserwowałem. Moja rada: wrzuć na luz i pozwól działać naturze.

    Pozdrawiam.

  8. Jakub Ćwiek says:

    Oj stary, całą tę dyskusję i jęczenie na Twoją nominację śledziłem, nawet uczestniczyłem i uważam, że zupełnie w złym kierunku kierujesz teraz swoje armaty. Bo nie fandom tylko pojedynczy ludzie, którzy do niego należą przyczepili się do Twojej nominacji. I inni, z tego samego fandomu, jej bronili. Więc nie generalizuj i nie mirmiłuj. Nawet jeśli robisz to całkiem zgrabnie.

  9. Marceli says:

    obiecuję, że po raz pierwszy i ostatni biorę udział w niesymetrycznym flejmie, gdzie muszę wrzucić odpowiedź na kanał publiczny, zamiast jak człowiek odpowiedzieć 3 osobom zainteresowanym, którym musieliście w związku z tym odpowiadać Wy, za co bardzo dziękuję.

  10. Ausir says:

    Więc nie gene­ra­li­zuj i nie mir­mi­łuj

    No nie powiedziałbym, że Marceli jakoś strasznie generalizuje na temat fandomu, przecież napisał, że „Fan­dom w więk­szo­ści oka­zał się taki, jak opo­wia­dali insaj­de­rzy: prze­czy­tał, zro­bił meh, sta­re­było, lub się ucie­szył, że fajne”.

  11. panopticum says:

    Ale oburzenie, że sobie ludzie robią jaja z poważnej nagrody to chyba odwieczna sprawa. Od Fandomu się nawet nie odbiłem, ledwo mnie musnął poprzez jakieś wtręty w „Magii i Mieczu”, że Parowskiemu się nie podoba, że Brzezińska Zajdla dostała i dobrze mu tak.

  12. rm says:

    jak dla mnie, napisałeś tu coś w chuj lepszego od „obcego”. aż dzięki.

  13. Boni says:

    Ale bo to jest ogólny burdel organizacyjno-nazewniczy. Jest fandom rozumieniu najszerszym, czyli pół miliarda czy miliard ludzi, którzy obejrzeli opowieść o rodzinie Sweetwalkerów w częściach sześciu, czy innego „Słodkorożcowładcę pierścieni”, itp. i nawet lubią te słodkorożce. Jest znacznie węższa grupa, która na dodatek, przeważnie pokątnie i socjopatycznie, zaczytuje się literkami i obrazkami o słodkorożcach (ale zaczytuje się tak bardzo w porównaniu z common people, że kiedyś żonie w magisterce wyjebło ich całkiem poza ankietę, krzywą Gaussa i znany kosmos) – to przeważnie geeki i nerdy, fani słodkorożców, ale z nory dupy nie ruszą. Czyli to Marcel z notki. No i jest jeszcze znacznie węższa grupa, która nie jest aż tak nerdowo socjopatyczna, że rusza dupę na konwenty, do klubu, itp. się organizuje. No i jest jeszcze węższa grupa, która w ramach powyższego się organizowania dostała ch… wie skąd i po co (no dobra, wiadomo, z stadności małp naczelnych) epifanii że to oni i być może tylko oni mają misję, wizję, debeściactwo, i są uprawnieni; a po 10 czy 20 latach – dostali zajoba bardziej, przynajmniej niektórzy. No i se ci najwężsi rozdają nagrody podpierając się tymi o stopień szerszymi, marudząc i narzekając na nieunikniony konflikt interesów i „zasobów”.

    A że o wszystkich mówi się fandom słodkorożców, no to co poradzić, jakby chcieć wszystko dokładnie odróżniać, to by słów brakło. I po co.

  14. malakh says:

    Tekst nietrafiony. Była dokładnie JEDNA osoba, która przyczepiła się, że dostałeś nominację, a nie jesteś z fandomu. Ta osoba to M.S., pozostał w tym zresztą osamotniony, bo nikt go nie poparł, kilka osób wyraźnie się odcięło (w tym ja, jakby co – służę cytatem), kilka kolejnych wytłumaczyło mu, że pierdzieli głupoty.

    Na Dardę też nie narzekano dlatego, że z poza fandomu, ale dlatego, że ludzie dostawali meile czy tam wiadomości na facebooku zachęcające do głosowania na jego tekst. Przypadkowi ludzie, nie tylko lajkujący jego profil itp.

    I w twoim przypadku, w mojej ocenie, doszło do czegoś podobnego, bo na głosowanie naganiano matkiciociewujkówdziadków (służę cytatem z fanpejdża), którzy zapewne fantastyki nie czytają, o Zajdlu nie mają pojęcia, ale meile posiadają, więc mogą nabić głosy.

    I dokładnie o to chodzi, co wielokrotnie powtarzałem. Zważ, że dodałem dwa wpisy na FB. Pierwszy tylko i wyłącznie o twoim opowiadaniu, w którym je oceniłem. Kropka. Nie narzekałem, że z poza fandomu, nie marudziłem, że z bloga. Bo mało mnie to obchodziło.

    Później trafiłem na fanpejdż „Zajdel dla Obcego” i to mnie zdenerwowało. Tego typu akcje, choć zgodne z regulaminem, uważam za wykorzystywanie słabości nagrody.

    I o to się rozchodzi. Nie o tekst, nie o ciebie, ale o fanpejdż.

    Pozdrawiam,

    M.

  15. mrw says:

    I o to się roz­cho­dzi. Nie o tekst, nie o cie­bie, ale o fanpejdż.

    Aha, tylko nie. Fanpage Powergraphu, który wystawił w sieci opowiadania PG i zachęcał do głosowania na nie, w ogóle Ci nie przeszkadzał. Natomiast w dissie promocji „Obcego” odpłynąłeś w „Słodkorożce”.

  16. malakh says:

    Wejdź na fanpejdż PG i wskaż mi, gdzie tam naganiano na głosowanie przypadkowe osoby.

  17. Marceli says:

    Póź­niej tra­fi­łem na fan­pejdż “Zaj­del dla Obcego” i to mnie zde­ner­wo­wało. Tego typu akcje, choć zgodne z regu­la­mi­nem, uwa­żam za wyko­rzy­sty­wa­nie sła­bo­ści nagrody.

    Tego właśnie w sumie nie rozumiem. Jeśli tekst jest zgodny z regulaminem (o słodkorożcach) i jeśli jest znikąd (na przykład z bloga) lub miejsca do którego nie zaglądają fani słodkorożców to fanpejdż jest chyba naturalnym sposobem, żeby do nich dotrzeć? W notce napisałem dlaczego raczej nie wysyłam opowiadań do miejsc, gdzie mogli by dotrzeć do nich fani słodkorożców, a jak już pojawił się pomysł na nominację, to dotarcie do ludzi spoza grupy która tu zagląda w miarę regularnie, stało się dość istotne.

    Nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł w tym roku zresztą, przecież – Kuba Ćwiek również robił coś podobnego, różni nas jedynie to, ze Kuba reklamował swój tekst, opublikowany na papierze.

    I w twoim przy­padku, w mojej oce­nie, doszło do cze­goś podob­nego, bo na gło­so­wa­nie naga­niano mat­ki­cio­cie­wuj­ków­dziad­ków (służę cyta­tem z fan­pej­dża), któ­rzy zapewne fan­ta­styki nie czy­tają, o Zaj­dlu nie mają poję­cia, ale meile posia­dają, więc mogą nabić głosy.

    Trochę musiałbym Ci wytłumaczyć, ze to hasło (którego nie wymyśliłem) jest równie poważne, jak ja, cały ten blog i moje pisanie, ale wyjdzie z tego kolejnych 10 tysięcy znaków mirmiłowania, więc może nie. Wydawało mi się, że strona która reklamuje się głównym hasłem ‚Polaku nie bądź Pulokiem”, raczej od razu wywołuje wrażenie, że nie do końca wszystko trzeba na niej traktować poważnie, ale może to właśnie jest grzech, że nie byliśmy poważni, a to przecież poważny temat, nagroda.

    A przy okazji, cała dyskusja uświadomiła mi, że właściwie prawdziwym i jedynym sukcesem „Obcego”, będzie to, jeśli za rok czy dwa w nominacjach do Zajdla 50% opowiadań napiszą słodkorożce z internetów i zdołają je wypromować choćby fanpejdżami. I wierzę, że będą to równie dobre teksty, co te, które pojawiają się na papierze.

  18. malakh says:

    Było założyć fanpejdż „Obcego” i promować tekst, zachęcając do czytania.

  19. mrw says:

    „Wejdź na fan­pejdż PG i wskaż mi, gdzie tam naga­niano na gło­so­wa­nie przy­pad­kowe osoby.”

    Ninja, plz. Jakie przypadkowe osoby? „Obcy” to opowiadanie s.f. Jak ktoś nie czyta s-f, to przez nie a) nie przebrnie b) nie da faka za nagrodę. Akcja promocyjna „Obcego” była od fanów s.f. dla fanów s.f. i o tym jest tekst, pod którym dziś dyskutujemy.

  20. Marceli says:

    no więc nie wiem, może jestem naiwny, ale naprawdę wierzę, że ludzie głosują PO przeczytaniu, a nie dlatego, że autor fajnie wychodzi na zdjęciach. A cały Twój atak na ten pomysł opiera się na założeniu, ze na pewno nie czytali, głosują na autora. Ze zrozumiałych mam nadzieję przyczyn, wierzę, że nie masz racji.

  21. panopticum says:

    Może przy promowaniu trzeba się krygować i pisać z jakąś taką nieśmiałością.

  22. Boni says:

    Może przy pro­mo­wa­niu trzeba się kry­go­wać i pisać z jakąś taką nieśmiałością.

    A pewnie, przecież to Pani Nauczycielka ew. Odpowiedzialna Głowa Rodziny wystawia oceny i promuje, a nie, że ktoś sam się ocenił i uznał, że się wypromuje, kto to widział taki chaos, ruję i porubstwo. A potem te wszystkie dzieciaki osiągają wiek rozrodczy a nawet dorosły, ale mają rozumki nieodwracalnie spierdolone systemem edukacji i wychowania przez ocenianie, i marudzą w temacie jakiegokolwiek autopromowania się polityków, biznesmenów, autorów, ludzi.

  23. malakh says:

    Obyście panowie mieli rację, oby głosy oddane na „Obcego” w pełni pochodziły od osób, które tekst przeczytały, głosowały dlatego, że się podobało, a nie dlatego, że był spęd no i znajomemu można pomóc zdobyć nominację do nagrody. Oby. Serio.

    Ja twierdzę swoje, wy swoje. Let’s agree to disagree i żyjmy dalej.

  24. Ausir says:

    Oby­ście pano­wie mieli rację, oby głosy oddane na “Obcego” w pełni pocho­dziły od osób, które tekst prze­czy­tały, gło­so­wały dla­tego, że się podo­bało, a nie dla­tego, że był spęd no i zna­jo­memu można pomóc zdo­być nomi­na­cję do nagrody. Oby. Serio.

    Fajnie by było, gdyby tak było ze wszystkimi głosami. Ale w tego typu plebiscycie nie da się tego wykluczyć przecież także w przypadku innych autorów. Nawet na takiego Dukaja mogą oprócz fanów głosować też znajomi, bo go lubią.

  25. Shadow says:

    Fajny tekst, nawet jeśli nie do końca się z nim zgadzam. Malakh popadł w jedną skrajność, ty naturalnie odpowiedziałeś tym samym. Niemniej wydaje mi się, że z tego całego zamieszania wyjdzie więcej dobrego niż złego.

  26. AJ says:

    Ja na przykład w pewnym momencie pożałowałem oddania głosu, bo nie czuję specjalnej więzi z fandomem, ale właśnie „Obcy“ był jedynym (niezupełnie, ale nie ma co wchodzić w szczegóły) utworem z list pomocniczych Ausira, który czytałem, i dlatego go nominowałem.

    I tak, jak pisze Ausir, oby wszystkie głosy oddane na wszystkie utwory w pełni pochodziły od osób, które tekst przeczytały i im się podobał. Serio.