Ufff

Najazd na bloga związany z nominacją do Zajdla wreszcie przybrał jakieś ogarnialne rozmiary, co oznacza, że zaglądają tu teraz już tylko ci sami co zawsze, a ja mogę wyjść spod koca, którym się nakryłem, stwierdziwszy, że nie ma co zniechęcać potencjalnych głosujących (dzięki wszystkim, którzy chociaż przez sekundę się nad tym zastanawiali!) kolejnymi notkami o strasznej muzyce, pojebanych animacjach i moich osobistych przemyśleniach na tematy wszelakie, zwłaszcza, że w ostatnich tygodniach miałem wahania nastroju pomiędzy kurwa a mać i ochotę do pisania głównie wulgarnych notek na temat rzeczywistości. Nagrodę dostał Jakub Ćwiek, co godne jest i sprawiedliwe, Obcy stał się natomiast inspiracją do dyskusji w wykonaniu trójki sympatycznych młodzieńców, którzy próbują sobie wyjaśnić dlaczego moje opowiadanie im się nie podoba, chociaż im się podoba. Kończąc okołonominacyjne refleksje: jebać wyścig o nagrody, aż do przyszłego roku, kiedy to sobie tego Zajdla wygram (bo wjechali mi na ambicję, no, nic na to nie poradzę, tylko muszę sobie wymyślić nową osobowość i miejsce publikacji bo Szpak się zużył), a teraz wracamy do poważnych tematów.

A poważne tematy są takie:

– jest nowa notka premium(c) na Dwutygodniku, w której znęcam się czule nad Habibi Craiga Thompsona

– jakoś na dniach w tym samym miejscu będzie kolejna notka premium (C) tym razem o Wielkim Atlasie Ciot Polskich i trudnej sztuce remiksowania literatury w historie obrazkowe.

– wyszła wreszcie cegła, nad którą pracowałem całą zeszłą jesień, więc jeśli chcielibyście mi pomóc w pozbyciu się egzemplarzy autorskich, to Allegro wita was.

– ale najważniejsze jest to, że po dwunastu latach fanbojstwa, mendzeniu komu się dało i gdzie się dało, prowadzeniu pałacowych intryg i uczestniczenia w spotkaniach towarzyskich, wreszcie zobaczyłem na żywo Gonzalesa. I jest tak, że 2012 w ogóle pod względem koncertów jest dla mnie wybitny, ale to, co się wydarzyło w czwartek w Szybie Wilson było dobitnym utwierdzeniem się w przekonaniu, że nie ma Boga nad Chilliego i że jeśli kiedykolwiek poszedłbym do muzyka, żeby mi napisał autograf na cyckach, to tylko do niego (oczywiście nie poszedłem). Nie ma sensu się rozpisywać, po prostu zobaczcie 40 minut ze 120 i zapłaczcie, że was tam nie było.

[youtube]http://www.youtube.com/playlist?list=PL8D9C96EEBD3C2D70[/youtube]

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

4 Responses to Ufff

  1. bartoszcze says:

    New Marceli Szpak, Emile Ajar polskiej fantastyki!

  2. fabulitas says:

    Chilliego zazdroszczę.

  3. urbane.abuse says:

    Powinnaś. Hell of a gig.

  4. chybaty says:

    chillu mistrz. teksty o prawicowej muzyce notowałem w telefonie.