To nie jest serial

o tym, jak brytyjski premier odbył stosunek seksualny z żywą świnią na oczach milionów widzów, choć właśnie tego dowiecie się z absolutnie każdej recenzji Black Mirror. To nie jest serial, w którym pomysł zmuszenia polityka do uprawiania seksu ze zwierzęciem przed kamerami TV jest jakoś szczególnie drastyczny, albo bardziej chory, niż pomysły, na których stoi pięć pozostałych odcinków. To nawet tak naprawdę w ogóle nie jest serial, chyba, że do nazwania czegoś serialem wystarczy wam wspólny scenarzysta pięciu na sześć opowiedzianych w Black Mirror historii oraz dwa główne tematy, przewijające się przez wszystkie odcinki: władza ekranów i upokorzenie. To nie jest serial, bo równie dobrze można zacząć oglądanie od ostatniego, środkowego lub losowego odcinka i pozbyć się w ten sposób problemu z świnią i premierem, który zasłonił wielu recenzentom całą resztę i dlatego zapominają najczęściej napisać, dlaczego Black Mirror jest rewelacyjne.

To, że Charlie Brooker uwielbia się zajmować w swoich produkcjach współczesną manią podglądactwa i życia oglądanego za pośrednictwem ekranów, to już wiemy. Jego pierwsza próba ataku na postawy kreowane przez nowe media ma już siedem lat, Screenwipe jest nieco młodsze, a całkiem niedawno zgarniał pochwały za Dead Set – pięcioodcinkową historię o wjeździe zombiaków na plan Big Brothera. Wiemy też, że Brooker nie wstydzi się jechania po bandzie i kontrowersji – w końcu to on był głównym scenarzystą legendarnego odcinka Brass Eye’e, poświęconego pedofilii, po którym widownia wybuchła 3 tysiącami skarg, tabloidy zaczęły świętą wojnę, a serial już nigdy nie powrócił. A tego, co Brooker sądzi o telewizji, mogliśmy się dowiedzieć chociażby z poniższego szorta:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=BsVeO1NO4qA&feature=share[/youtube]

Dotychczas jednak wszystkim jego produkcjom brakowało jakiegoś drobiazgu, błysku geniuszu, żeby je uznać za 100% udane. Black Mirror to zmienia. Wyzwolony z sztywnych formatów serialu z powracającymi lokacjami, postaciami i gagami, Brooker proponuje antologię fantastyki bliskiego zasięgu, takie historie, które mogą się wydarzać już dziś, a biorąc pod uwagę rozwój technologiczny, na pewno zaczną się wydarzać za jakieś 5 minut od dziś. Treść pierwszego odcinka już znacie: to właśnie ten, w którym brytyjski premier próbując zachować się jak człowiek, posuwa w telewizyjnym studio dorodną różową świnkę. W odcinku drugim poznajemy historię Binga i jego zuniformizowanych znajomych, marzących o zrobieniu kariery w najpopularniejszym brytyjskim talent show. Część trzecia, jedyna której nie napisał Brooker, bierze bardzo klasyczny punkt wyjścia – możliwość rejestracji i odtwarzania wspomnień – i wychodzi z niego wprost w kameralną dramę o rozpadającym się związku, zdominowanym przez bzdury z przeszłości. Dramą zaczyna się także drugi sezon – pierwszy odcinek zaczyna się pogrzebem, a potem przekształca w opowieść o cyber żałobie i nowym rynku usług, związanych z wspominaniem ukochanych zmarłych. Po tym wszystkim odcinek piąty, czyli drugi drugiego sezonu wygląda z początku na totalną wpadkę, przez 40 minut jestem przekonany, że zamiast kolejnego Black Mirror ściągnąłem niskobudżetowy horror, ale końcowy twist przywraca wszystko do normy: dalej jesteśmy w chorym świecie Charliego Brookera. I jeszcze jest odcinek jak na razie ostatni, faktycznie najlepszy, jedyny który powinien obejrzeć każdy, nawet jeśli nie macie najmniejszej ochoty na resztę tej serii. Tu Brooker naprawdę odpala wszystko, co ma w zanadrzu i pod postacią opowieści o szukającym sławy aktorze, sterującym niebieskim animowanym misiem ze sporym kutasem i niewyparzoną mordą, atakuje cały współczesny system medialno-polityczny, pokazując w jaki sposób polityka stała się częścią przemysłu rozrywkowego i jak bardzo z tego powodu wszyscy jesteśmy w piździe. The Waldo Moment to jest coś, co każda telewizja powinna puszczać w kółko przed wszelkimi wyborami, 45 minut takiej telewizji, że jednocześnie chcesz się śmiać, płakać, klaskać, napierdalać butem w ekran bo każda minuta tej historii, każdy dialog to najczystsza prawda, która nie pozostawia złudzeń, że ty też odpowiadasz za to całe gówno.

Co łączy te historie? Wspólny filtr kolorystyczny, czołówka, Brooker, ekrany oraz upokorzenie. Ekrany dominują w każdym odcinku, dyktują cele i zachowania wszystkich bohaterów, wpędzają ich w krańcową depresję, pośredniczą w każdym kontakcie międzyludzkim i organizują rzeczywistość w tej antologii. Tu już nie ma mowy o uzależnieniu od ekranów: monitorów, smartfonów, telewizorów, tabletów, tu stały się one tak niezbędne, jak oczy, ręce, uszy, bycie na ekranie, poprzez ekran to tak właściwie jedyna forma bycia, egzystencji, wszystko, co na ekranach się nie mieści, po prostu przestaje istnieć, a to co się na nich pojawia, zaznaje ponadludzkiego wyolbrzymienia. I to właśnie jest źródłem upokorzeń wszystkich bohaterów. Wróćmy na sekundę do tego odcinka z premierem i świnią: tak naprawdę to jest bardzo klasyczna opowieść o księżniczce i smoku oraz dzielnym herosie, skłonnym poświęcić naprawdę wiele by ocalić zagrożoną kobietę. Tyle, że tym razem nie ma smoka do zaszlachtowania – jest świnia do wyruchania i czterdziestomilionowa widownia z telefonami, chętna na audiotele. Heroizm przemienia się w show, naprawdę trudna decyzja staje się jeszcze trudniejsza, ponieważ całość wydarzenia musi zostać pokazana na ekranach, końcowy akt bohaterstwa zamienia się w totalne upokorzenie.

I tak jest w KAŻDYM odcinku. Pochodzące z ekranów marzenia, fobie, fantazje są nieustającym źródłem cierpień dla wszystkich bohaterów, tylko one są w stanie pobudzić ich do działania i to one w końcu sprowadzają na każdego z nich ostateczny upadek. Przekaz jaki płynie z serialu? We’re doomed. Daliśmy sobie nieodwracalnie najebać w głowach i nie ma już odwrotu. Charlie Brooker mistrz.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=iHgEJeINo-Y[/youtube]

Black Mirror: pierwszy przebłysk brytyjskiego geniuszu serialowego w tej dekadzie.

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

10 Responses to To nie jest serial

  1. ekolog says:

    Do ogólnego obrazu twórczości Brookera dodałbym genialne felietony, które przez parę lat pisał weekendowym dodatku telewizyjnym Guardiana oraz jego obecną twórczość w tejże gazecie. Co tydzień odbiera mi wiarę w ludzkość.

  2. Marceli says:

    zdecydowanie tak, dzięki.

  3. xtcm says:

    Ej, to przecież ten Charlie Brooker. Przecież znam typa, chociażby z tego skeczu: How to Report the News –

    Gdyby ten jego szoł – Newswipe nie traktował głównie o telewizji (hu kerz?) to oglądałbym.

  4. mirek says:

    widzę, że ominęła mnie druga część afery z „newsem o gazie” Chajzera-juniora – zrzynka jest ewidentna

  5. urbane.abuse says:

    „France, Luxembourg, Romania … it’s like James Bond, but deader and dumber and minced up and eaten.”

  6. panopticum says:

    Dzięki za notkie. Nawet nie wiedziałem, że Charlie Brooker zrobił „Dead Set”. Bardziej go kojarzę z regularnie zasysanych felietonów w Guardianie. No i parę tubek zaznaczyłem na „watch later”, ale tego nigdy nie ogląda się później przecież.

  7. Marceli says:

    jest metoda na watch later! jeśli schowasz więcej niż 50 tubek, przeznaczasz jedno popołudnie na ich szybki przegląd (działa o ile nie jesteś chory na głowę i nie zaznaczasz całych filmów, co mi się niestety zdarza)

  8. 20_miles_to_highland says:

    właśnie obejrzałem oba sezony. mózg rozjebany na dobre kilka miesięcy, faith in humanity (włączając mnie) lost

  9. Piotrek says:

    O tak, zdecydowanie. Black Mirror to serial znakomity, a mówię to będąc po seansie dwóch pierwszych odcinków. Świetne, po prostu. Mam nadzieję, że i trzeci utrzyma równie wysoki poziom.

  10. Uszaty Fotel says:

    Zapraszam do wymiany wrażeń na temat serialu, okazją do którego jest specjalny odcinek świąteczny: http://uszatyfotel.pl/2014/12/22/%E2%96%88%E2%96%88%E2%96%88%E2%96%88%E2%96%88%E2%96%88%E2%96%88/