Cronos

Czyli film, który warto obejrzeć, żeby się dowiedzieć dlaczego Jezus był robakiem, a zbawienie ludzkości tkwi w insektach. I to w sumie jedyne, co z niego pozostaje w głowie, czyli jak na horror c-klasse, nie jest źle. Cronos to pierwszy długi metraż Guillerma del Toro, pana od nieoglądanego Labiryntu Fauna i ponoć fajnych Hellboy’ów (ponoć, bo z powodu niechęci do koszmarnych bredni Mignioli, nigdy mnie nie natchło, żeby oglądać je w wersji ruchomej) i cały jego urok opiera się na ładnych obrazkach, sporej dawce obrzydlistwa i naprawdę niezłym pomyśle wyjściowym.

Otóż bowiem śledzimy dzieje tajemniczego mechanizmu opracowanego przez XVI-wiecznego alchemika, które to mechanizm cuda różne sprawia, między innymi oferuje długowieczność, prawie że gratis. Prawie że bo trzeba się przy tym na dietę wampirzą przestawić, a to protagoniście opowieści nie całkiem pasuje, mimo że niedobór posoki objawia się tym, że skóra schodzi z niego całymi płatami, a jedyną osoba patrzącą nań bez obrzydzenia, jest nieletnia wnuczka, której stopniowe gnicie i przemiana dziadka w zombie w niczym nie zaburza optymistycznej wizji świata, nawet gdy musi przypierdolić komuś szpadlem. Ot, rezolutna 4 latka, która potrafi się znaleźć i tak właściwie jedyna normalna postać w tej historii.

Trajla:

Sam mechanizm powinien wzbudzić głębokie wzruszenie w sercach wszystkich steampunkowców, bo jest naprawdę cudnie wycyzelowanym dinksem o robaczym kształcie, napędzanym w sposób nietypowy i żywiącym się krwią dawcy, działającym na zasadzie prostej pokusy, która w końcu doprowadza do najważniejszego konfliktu w tym filmie, czyli walki starego (acz młodniejącego lepiej i szybciej niż Benjamin Button) antykwariusza, ze złym szefem tajemniczego korpu, który marzy o wiecznej młodości i wysyła przeciwko starcowi Rona Perlmana mówiącego po hiszpańsku tak, że już wiem, czym będę straszył moją lektorkę z tego języka.

Cały film składa się z mocno barokowych ujęć zagraconych wnętrz, pełnych smętnych aniołków, powyginanych kształtów, tajemniczych ustrojstw oraz spacerowania po wąskich, mrocznych uliczkach, zestawionych z odhumanizowanym wnętrzem pomieszczeń zajmowanych przez szefa korpu, których medyczne wyposażenie przyprawiłoby o kompulsywne erekcje niejednego hipochondryka czy zdrowersa. Jak widać z tego krótkiego omówienia sensu i logiki nie ma w tym obrazku za grosz, ale za to dzięki niemu można zrozumieć dlaczego Jackson wybrał del Torro na swojego następcę w masakrowaniu Tolkiena. Cronos powinien spodobać się wszystkim fanom Martwicy Mózgu, bo choć humor odgrywa tu drugorzędną rolę, to tak jak w kultowym klasyku, pozwala bez większych odruchów wymiotnych strawić dawkę naprawdę paskudnych, oślizłych i zakrwawionych obrazków towarzyszących przemianie głównego bohatera, a sama historia, mimo że nijak nie trzyma się granic prawdopodobieństwa, potrafi w paru momentach zmotywować do szybszego obgryzania paznokci, bo wszystkie mroczne tajemnice i paskudztwa wkręcane są z manierą tajemnicy i lekkiego niedopowiedzenia, trochę kojarząc się z klasyką XIX-wiecznych weird stories. Przyjemne weekendowe kino z gatunku zobaczyć/skasować, a przy okazji chwila przerwy od poważnego i patetycznego mroku Millenium, które postanowiliśmy ostatnio powtórzyć sobie w całości.

Del Toro chwali się swoim filmem:

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

9 Responses to Cronos

  1. earwicker says:

    nie znalazłem żadnego adresu do Ciebie, więc wbijam się z propozycją tutaj:

    „Arming Finland – Killing is My Civil Right”:


    Arming Finland from ArmingFinland on Vimeo.

    o filmie dowiedziałem się z newslettera tej oto kapelki:

    http://www.heroinandyourveins.net/

    sorry za chamówkę.

  2. Marceli says:

    Podrzucanie szortów, to żadna chamówa.

    A film mnie rozpieprzył – po pierwsze naprawdę ruszający kawałek propagandy (a to się trafia rzadko dziś), po drugie, dwie sceny – „we’ve agreed that those are outside toys” i dziewczynka z „Die!Die!Die!”

    A w ogóle Heroin and Your Veins to się chyba popularne robi – w ciągu 24h słyszę o nich od 3 osoby.

  3. earwicker says:

    to się chyba syndrom last.fm powinno nazywać :) poza tym fakt udostępnienia sporego kawałka własnych produkcji za free działa na wyobraźnię i ilość kliknięć.

    btw, cieszę się, że podeszło. dla mnie to kwestia rewanżu- bez przesady, gdybym miał wyliczać, ile z tego, co znalazłem tutaj przypomniało mi o grawitacji, wówczas sam musiałbym założyć blogaska i pierwszy wpis zacząć od trybutu.
    pozdro!

  4. Marceli says:

    Cieszę się, że Ci się podoba i zupełnie się nie krępuj, jak znajdziesz kolejne fajne obrazki.

  5. gonz says:

    a) muszę w końcu ten film dorwać, del toro to popapraniec ale z niebanalnym wyczuciem estetyki;

    b) masz w pałę za ‚koszmarne brednie’.

  6. Marceli says:

    Estetycznie, to Cię ten film na pewno wkręci, bo jest tam parę godnych zapamiętania obrazków. A i w samo story da się wkręcić.
    A do Mignioli mnie nie przekonasz, chyba, że znow będzie robil Batmana:)

  7. gonz says:

    Batman to nie sądzę, nie ma ostatnio na Hellboya chłopak czasu, ale szperam w starociach i takie ciekawostki wygrzebuję.
    kiczowate SF-superhiro żenr:
    http://www.amazon.ca/Ironwolf-Fires-Revolution-Howard-Chaykin/dp/1563890658
    fantasy fejbyl żenr:
    http://www.amazon.ca/Fafhrd-Gray-Mouser-Mike-Mignola/dp/1593077130/ref=sr_1_10?ie=UTF8&s=books&qid=1233567331&sr=1-10
    przepraszam za to, żę liny są do kanadyjskiego emejzą.

    nie wiem do końca co to za produkcje, ale dam im szanse. na nowego batmana Mignoli (wow, byłbyż to aż czwarty???) nawet nie liczę.

  8. Marceli says:

    yyy, czemu u niego Fafhrd i Szary Kocur wyglądają jak casting do Hellboy’a?:)
    Ale skoro to na cudzych scenariuszach, to chętnie przejrzę, jak kiedyś w łapy wpadnie.

    A Batmany to chyba są dwa, nie? Gaslight i Doom that Came. albo czegoś nie wiem?

  9. gonz says:

    jup, przeoczyłeś Sanctum, taki szorciak, lovecrafciarski dla odmiany.