Reklama

Categories:  Czytanki

Wła­śnie wyszło wyda­nie dru­gie, popra­wione i nie kosz­tuje 300 pln (bo za tyle ostat­nio hulało po alle­gro), więc może jest szansa, że jedna z naj­pięk­niej popie­przo­nych ksią­żek w dzie­jach XX-wiecznej lite­ra­tury rozej­dzie się tym razem w szer­szym nakła­dzie, niż 300 czy 400 egzem­pla­rzy wyda­nych kilka lat temu przez Lite­ra­turę na Świe­cie. A zde­cy­do­wa­nie jest to tekst, który potrafi zmie­nić podej­ście do lite­ra­tury i mimo, że nie dzieje się w nim nic przez stron 700, nie da się odeń ode­rwać nawet na sekundę. Przez te kil­ka­set stron przy pomocy skom­pli­ko­wa­nych ruchów wyni­ka­ją­cych z odgór­nych zało­żeń autora, jed­nego z współ­twór­ców OULIPO prze­mie­rzamy kolejne pię­tra kamie­nicy, zaglą­da­jąc do miesz­kań i pozna­jąc histo­rię ludzi, któ­rzy w niej osie­dli. Kil­ka­set prze­pla­ta­ją­cych się wąt­ków, kon­struk­cja tek­stu oparta o dzie­siątki rygo­ry­stycz­nych zało­żeń (z któ­rych część do dzi­siaj nie docze­kała się jesz­cze roz­pra­co­wa­nia) i zbiór nie­sa­mo­wi­tych opo­wie­ści, w któ­rych domi­nuje smu­tek i przy­gnę­bie­nie, wypły­wa­jące z leku przed cza­sem i bra­kiem moż­li­wo­ści powrotu do tego, co było. A przy oka­zji gale­ria cudow­nie dzi­wacz­nych postaci, które cią­gle tkwią w miejscu.

Nie udało się co prawda Pere­cowi zde­tro­ni­zo­wać Locus Solus w moim pry­wat­nym ran­kingu powie­ści, które uwiel­biam, ale nie mam z kim o nich poga­dać, jest jed­nak nader blisko.

A w ramach dal­szego wyda­wa­nia pie­nię­dzy, warto też zapo­lo­wać na dużo mniej­szą, dużo bar­dziej przy­stępną i (nieco) tań­szą powieść Pereca — Rze­czy. Ten kró­ciutki tekst ma już, co prawda 44 lata, ale do dziś nie zna­la­złem lep­szego lite­rac­kiego roz­pra­co­wa­nia mecha­ni­zmów zmu­sza­ją­cych nas do maso­wego kon­su­mo­wa­nia pro­duk­tów popkul­tury. Począt­kowo nawet ten blok miał cho­dzić pod nazwą z Pereca i cyta­tem ade­kwat­nym, oka­zało się jed­nak, że nie tylko ja wpa­dłem na ten pomysł.

Wydaj­cie tę stówkę na Pereca, zwróci się z nawiązką. A nawet jeśli nie, to się przy­naj­mniej dowie­cie, czyja bro­data twarz poja­wia się w komik­sach Enkiego Bilala i skąd Syl­we­ster Lat­kow­ski zaju­mał pomysł na swoją debiu­tancką ‘powieść.”

Pogła­skaj
Poślij w kosmos:
  • Wykop
  • Blip
  • Facebook
  • Twitter
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • Tumblr
  • Netvibes

17 komentarzy

  • At 2009.06.03 11:04, gurkeno said:

    Zachę­cony “udzielę sobie tego deli­cju­sza” :) (Cytuj)

    • At 2009.06.03 11:18, gurkeno said:

      ale okładkę dali wcale tro­chę ala nju ejdżow­ski szyt (Cytuj)

      • At 2009.06.03 11:26, Marceli said:

        no, okładka jest dużo gor­sza niż w pierw­szym wydaniu

        tutaj to wej­ście do prze­wodu komi­no­wego od razu pod­po­wiada, ze będzie trudno, wąsko i w bru­dzie :) (Cytuj)

        • At 2009.06.03 12:00, As said:

          Z tą nową okładką wygląda jak porad­nik. Houel­le­beq powi­nien o takich pomyśleć.;)

          A pro­pos Rous­sela, dwa lata temu wyszedł poświę­cony mu numer “Lite­ra­tury na Świe­cie”, a w nim też tro­chę prze­kła­dów: http://katalog.czasopism.pl/index.php/Literatura_na_Świecie_9-10/2007 (Cytuj)

          • At 2009.06.03 12:49, Marceli said:

            mamy lite­ra­turę, mamy też tą starą z grą pata­fi­zyczną opartą na Locu­sie, tyle, że jesz­cze nie było z kim zagrać :)

            A co Houel­le­be­cqa, to okładki były głów­nym powo­dem, dla­czego kupo­wa­łem go w angiel­skich wyda­niach z Vintage:

            Tylko do Moż­li­wo­ści wyspy jest sła­biutka, wygląda jak pla­kat jakie­goś zapy­zia­łego kurortu.

            To wydaw­nic­two zresztą ma fety­szy­styczne podej­ście do okła­dek i chyba nie widzia­łem na ich książ­kach jesz­cze brzyd­kiego obrazka. A Mura­kami utrzy­many w czer­niach, czer­wie­niach i bie­lach robi za naj­ład­niej­sze chyba książki, co je mam na rega­łach (Cytuj)

            • At 2009.06.03 19:26, As said:

              Trzy pierw­sze są bar­dzo fran­ca­ise, czwarta… no sam powiedziałeś.:)

              Do Mura­ka­miego takie prze­este­ty­zo­wa­nie pasuje na maksa.;) (Cytuj)

              • At 2009.06.03 19:52, snafu said:

                piona, “rze­czy” to zde­cy­do­wa­nie jedna z waż­niej­szych dla mnie ksią­żek + jedno z tych odkryć, kiedy kupi­łem za gro­sze, nie mając wła­ści­wie poję­cia co to, nawet autora jesz­cze nie zna­łem. póź­niej wyszło “życie” i było hoho, no ładnie, ale się nie zała­pa­łem. “locus solus” leży kilka lat, prze­czy­ta­łem posło­wie i stro­ni­łem, bo bałem się prze­ro­stu kon­ceptu nad mię­sem, ale skoro pole­casz, to kładę wyżej na kupkę:] co do okła­dek, rów­nież jedna z moich ulubionych:

                ksiażki to też rze­czy (Cytuj)

                • At 2009.06.03 22:33, Marceli said:

                  mnie Rze­czy pod­ła­mały, przede wszyst­kim dla­tego, że i wtedy i teraz non stop naty­kam się na oba modele postaci opi­sa­nych w tej książce3 i zda mi się, że się z dnia na dzień robi ich wię­cej i wię­cej. i w sumie wiem, ze Perec ich opi­suje tak, jakby byli szczę­śliwi w miarę, ale kom­plet­nie mi ten model nie pod­cho­dzi. (Cytuj)

                  • At 2009.06.04 10:33, jakuzz said:

                    dobrze, że wycią­gasz temat, może zro­bię podej­ście numer 2. Rze­czy połknę­łam, bo krót­sze, a zawzię­łam się wtedy, że prze­czy­tam w ory­gi­nale (lans? sorry), teraz chrza­nię, kupię Życie po pol­sku i jazda.
                    Houel­le­be­cqa mam tę samą Plat­formę w maj­tach, ale to nie ze względu na okładkę:) (Cytuj)

                    • At 2009.06.04 11:15, Marceli said:

                      hih, każdy ma jakie­goś fety­sza, co by go prze­czy­tał w ory­gi­nale :) Ja tak od lat się zabie­ram np za Baku­nowy Fak­tor Bar­tha, który po pol­sku uwiel­biam i czy­ta­łem chyba z 5 czy 6 razy, a jak ścią­gam z półki coraz bar­dziej zaku­rzony ory­gi­nał, to mi wola mocy odcho­dzi naj­da­lej po 50–60 stronach :)

                      Ale jak­byś się nadal chciała uprzeć, to jakiś czas temu sie natkną­łem na hiper­te­xtową wer­sję ory­gi­nału, tylko teraz się zna­leźć nie chce. Ale musi gdzieś być w inter­ne­tach (Cytuj)

                      • At 2009.06.04 11:30, jakuzz said:

                        mmm, dzięki, ale nie, nie umiem tak czy­tać. pełen fetysz, z wącha­niem książki i całym tym dże­zem, musowo. (Cytuj)

                        • At 2009.06.04 11:32, Marceli said:

                          ekran o prze­kąt­nej 10′ i net­book ważący nie­cały kilo­gram. Fetysz znika :) (Cytuj)

                          • At 2009.06.05 12:24, macio said:

                            az se kupie! instru­cja zycia? wow! (Cytuj)

                            • At 2009.06.05 12:33, Marceli said:

                              o nie, Macio, trust me, to nie jest życie dla Cie­bie :) (Cytuj)

                              • At 2009.06.07 19:56, sss9 said:

                                ha!art za setkę? a nie będzie tak, że za chwilę pojawi się edy­cja innego wydawcy za np. 45 pln? (Cytuj)

                                • At 2009.06.07 20:01, Marceli said:

                                  ha!art nie wydaje kie­szon­kow­ców, więc nie liczył­bym, a na pra­wach w zależ­no­ści od umowy może sie­dzieć przez naj­bliż­sze 5–10 lat, albo i wię­cej. Nakład jest sen­sowny, bo tym razem 3k egzem­pla­rzy, więc bedą szanse dopaść taniej po aukcjach może, jak się komu pre­zent nie spodoba:) (Cytuj)

                                  • At 2009.06.08 15:51, Barts said:

                                    A jakby tak pan Mar­celi coś star­szego prze­czy­tał, w to desz­czowe lato?…

                                    Tak się tylko nie­śmiało przy­po­mi­nam. (Cytuj)

                                    (Required)
                                    (Required, will not be published)

                                    Chcesz dodać obrazek do komentarza? Kliknij i wstaw link.

                                    WP SlimStat