Wróg Publiczny nr 1 (Bravo Fotostory)

Categories:  Bez kategorii

Nasam­przód nastą­piła teh drama:

drama.jpg

Po 12 latach wier­nej służby, wie­lo­krot­nych upad­kach i kle­je­niu, regu­lar­nym opa­la­niu, które potra­fiło w sytu­acjach awa­ryj­nych dosko­nale zastą­pić świeże wkłady i nie­zli­czo­nych przy­go­dach w mia­stach Pol­ski i Europy, moja gli­niana fajeczka do zioła, kupiona w nie­ist­nie­ją­cych już budach pod kato­wic­kim dwor­cem, poże­gnała się z życiem na zawsze, tra­cąc pod­czas kolej­nego upadku parę istot­nych ele­men­tów w spo­sób tak per­fidny, że tym razem klej kro­pelka oka­zał się abso­lut­nie nieprzydatny.

Sen­ty­ment sen­ty­men­tem, mowy pogrze­bowe wygło­szone, kole­dzy zaprzy­jaź­nieni kilka łez uro­nili, ale palić z cze­goś trzeba, a że skrę­ca­nie blan­tów mnie męczy. bo zbyt anga­żuje manu­al­nie, a kla­syczne hany­sow­skie pale­nie z lufki nigdy mi nie pod­cho­dziło, ze względu na śmiesz­nie mały kali­ber tejże, to zaczęło się szu­ka­nie pro­duk­tów zastęp­czych. Pierw­szy nawet był cał­kiem pod ręką, bo w szufladce:

prwoizorka1.jpg

No i w sumie wia­domo — bongo fajne jest, to aku­rat ma kali­ber kil­ku­szo­towy i prze­lot taki, że da się spo­koj­nie ścią­gnąć bucha bez zasta­na­wia­nia się na któ­rym kon­ty­nen­cie za chwilę wylą­dują nasze wychar­kane płuca, tyle, że po tygo­dniu cie­sze­nia się sma­kiem zioła prze­fil­tro­wa­nego przez Kro­plę Beskidu (oraz raz jeden na modłę jamaj­ską, przez 100g rumu, co to go należy natych­miast potem wypić, dostar­cza­jąc orga­ni­zmowi znane jedy­nie ratow­ni­kom medycz­nym THC, metodą dwu­po­zio­mową, czyli wziew­nie i wlew­nie), oka­zało się, że dłu­go­trwałe przyj­mo­wa­nie w ten spo­sób, służy może jedy­nie Snoop Dogowi i innym hom­mies, mnie nato­miast zamula do tego stop­nia, że prze­staję wytrzy­my­wać do końca oglą­da­nego filmu, co smutne jest i niewskazane.

Wtedy to do akcji wkro­czyła, jak zwy­kle nie­za­wodna Maj Lovli Łajf i po szyb­kim prze­lo­cie przez pobli­skie tabaki, wró­ciła do domu z prezencikiem:

prowizorka2.jpg

Wystru­gany z jed­nego kawałka drewna, okle­jony jakimś kro­wim wzor­kiem, pła­ski, lekki, zgrabny, ide­al­nie mie­ści się do pude­łeczka, w peł­nej zgo­dzie dzie­ląc miej­sce z 5g wor­kiem. Popa­li­łem tydzień z niego, polu­bi­li­śmy się cał­kiem poważ­nie, poja­wiły się już nawet jakieś wspólne plany na przy­szłość, a żeby nie tkwił tylko w szu­fladce, pudełku zamknięty, zabra­łem go na wycieczkę do sto­licy. Gdzie dwie noce jara­nia w gru­pie licz­nej przy­po­mniały mi o pod­sta­wo­wej praw­dzie — drewno się kurde spala. Dramy jesz­cze nie ma, ale z dnia na dzień war­stwa pod sit­kiem robi się coraz bar­dziej prze­pa­lona i tylko cze­kać chwili, aż pło­nący żar spad­nie mi na jaja w trak­cie jakie­goś mocno stu­po­ro­wego wie­czoru, np przy oglą­da­niu nowego von Triera. Not fun at all, widzia­łem już jak kolega spa­rzył sobie żołądź żarem spa­da­ją­cym z peta, nie zamie­rzam doświad­czać. Trzeba było szu­kać dalej.

Kie­ru­nek poszu­ki­wań — glina, cera­mika, albo metal, bo na szkło nie pozwa­lają dziu­rawe łapy, a wady drewna omó­wi­li­śmy powy­żej. Dłu­gie grze­ba­nie po smile sho­pach, onlaj­no­wych fak­to­riach przy­bo­rów wsze­la­kich i nagle — błysk w oku. Oraz hipo­kry­zja pro-zdrowotna: fajka bez­dymna. Wypa­trzy­łem to to na alle­gro, uśmia­łem się z opisu, wedle któ­rego oszczę­dzać mam na wkła­dzie do 35%, obej­rza­łem kosmiczny sche­mat, wedle któ­rego moje płuca, zale­d­wie po tygo­dniu uży­wa­nia tegoż instru­mentu miały mi zacząć wysy­łać dzięk­czynne laurki, gdyż bowiem ponoć jedy­nie czy­ste THC docie­rać do nich miało, a cały syf nie­psy­cho­ak­tywny osia­dać bez­piecz­nie wewnątrz; obie­cano mi takoż spo­tę­go­wa­nie wra­żeń, więc zamówiłem.

I cze­kam.

Tydzień.

Drugi.

Pin­gam alle­gro­dil­lera, odpi­suje, że wysłał i bonus nawet dorzu­cił. Patrzę po komen­tach — nega­ty­wów nul, więc nie ma się co gościa czepiać.

Cze­kam dalej.

Trzeci.

Wresz­cie — awizo.

Skro­bię się w główkę, bo roz­miar według opisu fajka miała mieć taki, że zmie­ści się nawet w szparę w drzwiach, ważyć też nie powinna aż tyle, żeby panu listo­no­szu zawyła prze­pu­klina. No ale tyle już cze­ka­łem, to idę na pocztę. Co dziwne — na główną, a nie do pla­cówki pobli­skiej, bo tak sobie awizo życzyło. Docie­ram na miej­sce, daję świstek, a pań­cia w gru­bych bry­lach mie­rzy mnie wzro­kiem i wyciąga spod biurka coś.

Coś zapa­ko­wane jest w pla­sti­kowy worek, oje­bany chyba z 10 pie­cząt­kami, w któ­rym to worku mie­ści się roz­pie­przona w strzępy koperta pokle­jona byle jak taśmą kle­jącą i, a jakże, oje­bana coś z 5 pie­cząt­kami, w któ­rej to koper­cie mie­ści się kolejny pla­sti­kowy worek, który rów­nież dzięki gru­bym war­stwom taśmy i kilku dziu­rom w miej­scach nie­ty­po­wych, spra­wia wra­że­nie, jakby ktoś do niego czuj­nie zaglą­dał. Na worku, a dokład­niej na taśmie, pie­czątki zmie­ściły się tylko trzy — poczty głów­nej w miej­sco­wo­ści skąd wyszła paczka, poczty głów­nej w War­sza­wie i mojej poczty głów­nej. A w środku — zwy­kła, nie­winna fajeczka:

Roz­ło­żona wygląda tak:

terror1.jpg

zło­żona zaś tak:

terror2.jpg

więc na pełné waha­nia pyta­nie wspo­mnia­nej pańci, czy mógł­bym wyja­wić cóż to takiego, nie mia­łem innego wyjścia.

Musia­łem powie­dzieć, że to gwiz­dek na psy.

Z gwa­ran­cją 100% skuteczności.

2 osób uznało, że da się to czy­tać.
Poślij w kosmos:
  • Wykop
  • Blip
  • Facebook
  • Twitter
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • Tumblr
  • Netvibes

23 komentarzy

  • At 2009.06.19 16:58, wolfik said:

    kata­strofa z tą fajką ! aż żałuję, że nie mach­ną­łem jak czę­sto­wa­łeś.… :((( smu­tek, nostal­gia i sepia za szkłem… p.s. nowa cał­kiem ładna, nie­chaj służy wier­nie ! :) (Cytuj)

    • At 2009.06.19 18:10, lewar said:

      fajny gwiz­dek. nie­chaj służy.

      co do krę­ce­nia blan­tów — z tru­dem mi to zawsze szło. jak już się nomen omen roz­krę­ci­łem kie­dyś, to nawet ładne lole były. Ale to jak z grą na instru­men­tach muzycz­nych — ćwiczyć trzeba, bo sztuka ucieka spod pal­ców.
      Ale teraz mam ambitny plan. Kupić worek bibu­łek, worek tyto­niu, siąść sobie w któ­ryś pora­nek w parku z jakimś buja­niem na uszach i krę­cić. Fajki podro­żały o zło­tówkę kurwa. Za mie­siąc będę wir­tu­ozem skrę­cana lotek z tyto­niem. Z czym innym też. (Cytuj)

      • At 2009.06.19 18:14, kolega Tetrix said:

        Ty się, man, mar­nu­jesz. Zwal­niasz miej­sce na rynku lite­rac­kim jakimś Janu­szom Wiśniew­skim, albo innym Dąba­łom. Wstyd. (Cytuj)

        • At 2009.06.19 19:00, Marceli said:

          @ lewar — nie dajemy się proz­dro­wer­skiej hege­mo­nii i pró­bie osła­bie­nia siły woli gwał­tow­nymi sko­kami cen. Żona może nie jeść, ja też, a na fajki będzie:)
          A do tyto­niu to maszynkę mam, nawet, tyle, że próby krę­ce­nia w niej blan­tów koń­czą sie tym, że zapas, co star­czał na tydzień, scho­dził na dwa blanty = dwa dni.

          @ tetrix — kiedy to nie ja piszę, ino życie pisze:) Jak­bym se ścią­gnął z rapid­share chu­tliwą 40 latkę, to może i by z tego jakaś wisniew­ska powieść była:) (Cytuj)

          • At 2009.06.19 19:35, jakuzz said:

            naj­bar­dziej wyje­bane fajki sprze­dają w Mek­syku, tro­chę daleko, ale jakby ktoś jechał, to może zamów. wystar­czy umieć liczyć do tres i będzie, a motywy cmen­tarne na tychże bar­dzo rzą­dzą.
            z tym pisa­niem to się zga­dzam, przy­znaję, że czę­sto nawet nie klkam w żadne jutuby, ale czy­tam każdą literkę. ze wspo­mnia­nym niżej Kapelą mam podob­nie, tzn. jego na przy­kład nie lubię live i od błę­dów ort. mnie oczy bolą, ale bloga chłonę. (Cytuj)

            • At 2009.06.20 09:42, dr Charles Kinbote said:

              Dobrze pra­wi­cie. Mar­cel, posia­dasz wszel­kie cechy raso­wego trzy­dzie­sto­duw­let­niego talentu lite­rac­kiego przed debiu­tem — ska­nu­jące oko, nie­wy­pa­rzony język, spo­le­gliwą żonę, wie­lo­funk­cyjną willę. Zatem — kiedy pierw­sza książka? (Cytuj)

              • At 2009.06.20 09:45, Marceli said:

                pffffffffff

                jak mi kto da z 5k zaliczki i nie będzie się spi­nał z ter­mi­nem :) (Cytuj)

                • At 2009.06.20 09:54, dr Charles Kinbote said:

                  Man, to nie są wygó­ro­wane żądania. Ale ter­minu potrze­bu­jesz tyle co James Joyce przy FW, żeby się rozbujać? ;)

                  A w ogóle, to coś posia­dasz takiego “lite­rac­kiego”? Jakieś roze­ro­ty­zo­wane opo­wia­da­nia, trzy­sty­stro­ni­cowy frag­ment powie­ści o kobie­tach, zbiór lice­al­nych liry­ków zaty­tu­ło­wany “Piesz­cząc gniazdo”? Coś? (Cytuj)

                  • At 2009.06.20 09:58, Marceli said:

                    Broń boże, zawsze mnie jakaś siła magiczna na szczę­ście powstrzy­my­wała przed wyj­ściem poza etap spi­sa­li­śmy pomy­sły i trzy pierw­sze akapity.

                    Pisa­nie ksią­żek naprawdę nie ma sensu, czy­ta­nie jest o wiele cie­kaw­sze. Przy­naj­mniej na wstę­pie już wia­domo, że żadnej kasy z tego nie będzie.

                    Tyle, że już kie­dyś Tetri­xowi obie­ca­łem space-operę, na szczę­ście bez ter­minu… (Cytuj)

                    • At 2009.06.20 10:10, dr Charles Kinbote said:

                      E, nie prze­sa­dzaj. Ale takie rze­czy jak ten tekst o nawie­dzo­nej parze z “Masz talent” to winie­neś robić, kolek­cjo­no­wać, wydać w paku. Dodasz sile­siań­skie foty, wwier­ca­jący się w jaźń tytuł. Ludzie z kry­tyki powie­dzą, że jesteś zagłę­biow­skim Palah­niu­kiem. Będzie dobrze. (Cytuj)

                      • At 2009.06.20 10:23, Marceli said:

                        Ale po co? Wpis w Pol­skiej Biblio­gra­fii Lite­rac­kiej już mam zapew­niony, jako tłu­mak, a innych pro­fi­tów z tego nie ma:) (Cytuj)

                        • At 2009.06.20 10:40, dr Charles Kinbote said:

                          Bo fajne, ludziom się podoba. Nie wystar­czy? Podą­ża­jąc ścieżką Two­jej argu­men­ta­cji, to po co Ci blog? Masz z tego wymierne zyski? Manej, gru­pis, gra­ti­sowe pokoje w hote­lach na tra­sie Kat-Wawa? (Cytuj)

                          • At 2009.06.20 10:50, Marceli said:

                            mała róż­nica — blog jest bez­wy­sił­kowy — sia­dasz, stu­kasz w kla­wi­sze bez zasta­no­wie­nia głęb­szego, naci­skasz wyślij i leci. Po paru minu­tach pisa­nia masz jakąś gra­ty­fi­ka­cję w postaci komenta np i tyle, zaan­ga­żo­wa­nie na pozio­mie zwy­kłej roz­mowy z ludźmi Nie uże­rasz się z redak­to­rami, nie masz spinki, że ktoś na twoim pisa­niu wta­pia kasę, nie zamar­twiasz się po nocach, że empik cie nie wysta­wia na promo pół­kach, a matras w ogóle książki nie wziął, nie stre­su­jesz się recen­zjami, nie każą ci nigdzie jeź­dzić i świe­cić mordą, ku chwale wydaw­nic­twa. Jakby na to nie patrzeć, z pisa­niem ksią­żek, to tak jak z robie­niem dzieci czy pro­wa­dze­niem samo­chodu — w chuj ludzi ci powie, że to fajne, albo poży­teczne, tylko jak to wziąć na spo­kojną roz­k­minę, to zawsze wycho­dzi, że są lep­sze i mniej absor­bu­jące spo­soby na spę­dza­nie czasu lub prze­miesz­cza­nie się z a do b. (Cytuj)

                            • At 2009.06.20 11:01, dr Charles Kinbote said:

                              Możesz prze­cież sobie zro­bić osobny pro­jekt w sieci na dłuż­sze dziennikarsko-reportazowe tek­sty. Bo chyba gene­ral­nie w prze­ka­zie moim i Two­ich kole­gów o to biega — wię­cej nar­ra­cyj­nych wynu­rzeń MS. I to w miarę regu­lar­nie. A nie żeby Cię jakiś wydawca na postronku wodził. Bo rze­czy­wi­ście z tym jest cza­sem ciężko, czy­hają zewsząd złe moce — redaktor-wyśmienity-stylista,pani z mar­ke­tingu, targi, spo­tka­nia pro­mo­cyjne, Krzysz­tof Varga. Ze symap­tii to wszystko pisane, a nie, żeby nacisk wywie­rać. (Cytuj)

                              • At 2009.06.20 11:18, Marceli said:

                                mogę tylko obie­cać, że jakieś inne wybro­czyny nar­ra­cyjne pew­nie się będą poja­wiać, w zależ­no­ści od tego, co mnie jesz­cze w życiu spo­tka :) (Cytuj)

                                • At 2009.06.20 13:59, cycletrack said:

                                  jak patrzęna tą rurę to konieczna muszę ja z tobą wypró­bo­wać! a ta gli­nika tak wspa­niale tow­rzy­szyła stu­dią, nwet pamie­tam pierw­szy raz z niej:) (Cytuj)

                                  • At 2009.06.20 14:02, Marceli said:

                                    rura prze­szła wczo­raj chrzest polowy, works fine, tylko grzeje się jak cho­lera. Spala się abso­lut­nie wszystko, nawet popiół nie zostaje. ja teraz sie­dzę non­stop­per w cha­cie przy­naj­mniej do końca mie­siąca, więc wpa­day, boy. (Cytuj)

                                    • At 2009.06.20 22:46, chiara76 said:

                                      [‘] dla fajeczki;)))

                                      Hehehe, prze­czy­ta­łam wstęp Two­jego wpisu P. a On do mnie “Biedny Brejn, teraz pogor­szy mu się jakość tłu­ma­czeń”:)
                                      No, ale doczy­ta­łam, żeś kupił coś nowego… (Cytuj)

                                      • At 2009.06.20 22:48, Marceli said:

                                        Piękny komen­tarz, ale możesz P uspo­koić, że tłu­ma­cze­nia powstają cał­kiem na trzeźwo (+/- butelka wina na 100 stron tek­stu), bo bez sensu spla­tać sobie roz­rywkę z pracą. Korekty już prze­tłu­ma­czo­nego, to insza inszość, bo nie ma nic nud­niej­szego niż kory­go­wa­nie wła­snych wypo­cin, a trza to robić mini­mum ze 3 razy, kiedy ostatni jest naj­gor­szy, bo znasz to słowo w słowo na pamięć. Więc trzeba czymś pamięć odłą­czyć :) (Cytuj)

                                        • At 2009.06.21 13:18, macio said:

                                          tech­nika nasa w slu­zbie czlo­wie­kowi. wow! (Cytuj)

                                          • At 2009.06.21 15:50, Śledziu said:

                                            Posia­dam gwiz­dek na psy, acz więk­szy, w for­mie kija bejs­bo­lo­wego( tzw. bud­bat). Ale naj­więk­szą frajdę zro­bił mi bra­szek, daru­jąc na 30 stkę fajeczkę podróżną w for­mie kostki. Zło­żone( kostka) wygląda bar­dzo nie­po­zor­nie, ma supah mocne magne­siki, więc jak roz­ło­żysz( oczy­wi­ście, zero śrub itp, magnes zała­twia sprawę) to zawsze jest dzi­wo­wa­nie. Działa pysz­nie, choć trzeba dbać, aby się nie zapy­chała przy dłuż­szym użyt­ko­wa­niu. (Cytuj)

                                            • At 2009.06.21 15:54, Marceli said:

                                              ten model też się zwie bud, tyle, że bomb :)
                                              A wrzuć gdzieś może fotkę tej podróż­nej, co? (Cytuj)

                                              • At 2009.06.22 17:21, Barts said:

                                                Przy­łą­czam się do kor­nej prośby o wię­cej wybro­czyn (i to nie w sen­sie men­dze­nia o reckę sta­rej książki). Doprawdy tekst prima sort, przy paru kawał­kach padłem. Szkoda że Ci się nie chce i szkoda że nie mam za dużo pie­nię­dzy, bobym Cię zaspon­so­ro­wał. Kurna, w ogóle jak­bym był takim choćby semi-Kulczykiem, to bym fun­do­wał sty­ped­nia auto­rom któ­rzy mi się podo­bają, Śledzia, Adlera i innych. Ych, marze­nia. (Cytuj)

                                                (Required)
                                                (Required, will not be published)

                                                Chcesz dodać obrazek do komentarza? Kliknij i wstaw link.

                                                WP SlimStat