Szalony stary pszczelarz

ukrywający się od 23 lat przed ludźmi gdzieś w Sussex, 89-letni, zgorzkniały i przerażony utratą zdolności analitycznego myślenia, to tak właściwie jeden z lepszych remiksów postaci Holmesa na jakie się natknąłem. Całkiem przypadkiem, bo sprawdzając czy warto oglądać Mysteries of Pittsbourgh przed przeczytaniem powieści Chabona (nie warto ponoć, więc nie oglądam), trafiłem na info, że pan Michael, o którym na tym bloku zresztą się co chwilę wspomina, popełnił nowelkę poświęcona Sherlockowi, zatytułowaną The Final Solution. Tytuł nie dość, że gra na nawiązaniu do ostatniego Conan-Doyle’owskiego tekstu o uber-detektywie – The Final Problem, to jeszcze wskazuje dość wyraźnie na tematykę typowo chabonowską, czyli, że o Żydach będzie i zagładzie.

chabonjpg.jpg

I tak też jest – dogorywający Holmes, robiący wśród swoich sąsiadów za typowo angielskie, ekscentryczne dziwadło podejmuje się w 1944 r. rozwiązania zagadki zniknięcia zaginionej papugi, należącej do mocno poharatanego przez wojnę żydowskiego dziecka, które znalazło azyl na protestanckiej plebanii. Co pozwala Chabonowi na wiele rzeczy, w tym na stworzenie naprawdę rewelacyjnego opowiadania, gdzie typowo doyle’owskie słownictwo, fraza i napuszenie, za które się tak uwielbia szerloki, zostaje zaprzęgnięte do opisania ostatnich chwil Imperium, którego Holmes staje się uosobieniem. Podobnie jak w longach tego autora i tu przegięty komizm (przesłuchanie szatańsko inteligentnej papugi przez obłąkanego szpiega) miesza się z mocno poetyckimi opisami (rewelacyjna scena z powrotem Holmesa do Londynu po 23 latach dobrowolnego wygnania) i całkiem udaną próbą zabawy konwencją. Klasyczne szerloki mam znów ostatnio na świeżo, bo się jak dziecko napalam na ekranizację z Downeyem, mając nadzieję, że wskrzesi trupa równie skutecznie, jak zrobił to w przypadku Iron Mana, więc przypominałem sobie hurtem za co tak strasznie lubię te teksty, a remiks Chabona idealnie mi podszedł, jako sensowne i całkiem zgrabne zamknięcie podstawowej wersji mitu. Jak kto ma ochotę, to akurat lektura na nienerwowe niedzielne popołudnie, bo to jakieś 60 stron tekstu.

Even on a sultry afternoon like this one, when cold and damp did not trouble the hinges of his skeleton, it could be a lengthy undertaking, done properly, to rise from his chair, negotiate the shifting piles of ancient-bachelor clutter- newspapers both cheap and of quality, trousers, bottles of salve and liver pills, learned annals and quarterlies, plates of crumbs-that made treacherous the crossing of his parlor, and open his front door to the world. Indeed the daunting prospect of the journey from armchair to doorstep was among the reasons for his lack of commerce with the world, on the rare occasions when the world, gingerly taking hold of the brass door-knocker wrought in the hostile form of a giant Apis dorsata, came calling. Nine visitors out of ten he would sit, listening to the bemused mutterings and fum-blings at the door, reminding himself that there were few now living for whom he would willingly risk catching the toe of his slipper in the hearth rug and spilling the scant re¬mainder of his life across the cold stone floor. But as the boy with the parrot on his shoulder prepared to link his) own modest puddle of electrons to the torrent of them being pumped along the conductor, or third, rail from the South¬ern Railway power plant on the Ouse outside of Lewes, the old man hoisted himself from his chair with such unaccus¬tomed alacrity that the bones of his left hip produced a dis¬turbing scrape. Lap rug and journal slid to the floor.

more

Uwaga techniczna – skan nie jest najlepszy, oceerki w paru miejscach chyba nie dały rady, więc są dziwne dzielenia wyrazów, a po przeróbce na pedeefa poobcinało marginesy, więc najlepiej otwierać to tak, jak jak jest pod wordem i czytać w ustawieniu ekranu na konspekt.

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

5 Responses to Szalony stary pszczelarz

  1. dr Charles Kinbote says:

    Chabon to moc. Właśnie zakończyłem kolejną lekturę „Cudownych chłopców”. Po raz drugi w tym roku, a trzeci w ogóle. Profesor Grady Tripp trafił do 5 moich ulubionych bohaterów literackich.

  2. Marceli says:

    ja sobie filmowo ostatnio powtórkę zrobiłem i nadal jest to jeden z moich ulubionych filmów, wymiata i aktorsko i scenariuszowo, no a identyfikację z Gradym mam silną, jak łatwo się domyślić:)

    A co do tego Pittsbourgha, to strasznie wszędzie jadą po tym po tym filmie, więc postanowiłem jednak najpierw książkę, potem sie zobaczy, co z niej zostało na obrazkach.

  3. dr Charles Kinbote says:

    Rzecz jasna, i u mnie, ostatnia lektura wspomagana była dwukrotną projekcją tego zacnego filmu. Żakiet M.M,Downey jako Crabtree, ponury James Leer i absolutny Michael D. – wszystko buczy i daje po zwojach. W ogóle – jak czytam, to już teraz narrator gada do mnie głosem, akcentem, prychem Douglasa. Też tak masz?

    Ten Pittsburgh to rzeczywiście troche nie-teges – warto zaliczyć na zasadzie, że Chabona. Niby ma sporo, żeby być ekstatyczną projekcją – Nolte jako tata gangster, ładny chłopiec jako bohater, ograny i zawsze ciekawy temat bólów dojrzewania i frajdy z inicjacji, obrazki Picburga, niewyobrażalnie słodka Senna Miller – a jednak nie zapisuje się w pamięci i na twardym. Ale obejrz, obejrz.

    Moja top 5 wyglada tak (kolejność przypadkowa): Humbert Humbert, dr Charles Kinbote, Stefan Dedalus, Ignacy Reilly,Grady Tripp. A jak u Pana?

  4. Marceli says:

    Hmm
    chyba sobie nigdy nie robiłem rankingu ulubionych bohaterów literackich, tak właściwie, ale jakbym miał, to trójka równorzędnych maj hirołs wyglądałaby tak: Ignacy, Portnoy, Sebastian Dangerfield, potem byłby pewnie Pnin i Toru Watanabe a później, to już bez szczególnej kolejności Marlowe, Pająk Jeruzalem, El Borbah i pewnie jeszcze z 15 postaci w dokładnie tym samym typie:)

  5. dr Charles Kinbote says:

    O Vernonie jeszcze zapomniałem. A wyjatkowo lubię tego chłopaka – za język, problemy gastryczne i fetyszystyczne podejscie do kobiet.

    Fakt, Pnin jest zrobiony genialnie. Chwyta za duszę i nie puszcza.