No dobra, tytuł notki jest marketingowy, ale tak czy tak, zjadło mi to:

dobry kawał wieczoru, i to zjadło w sposób przyjemny. Bo jednak wszystkie opowieści post-apo jakie znam, są lokowane z reguły w jakiś odległy czas po Zagładzie i opowiadają o społecznościach, które rozwinęły się na ruinach poprzednich cywilizacji, najczęściej mając jedynie szczątkową, albo co gorsza, religijną wiedzę o poprzednikach. A pan Poell nie idzie na łatwiznę, serwuje post-apo z tu i teraz (plus minus 2020 i 7 lat do przodu), opisując jak z Zagładą radzą sobie mieszkańcy większych i mniejszych miast byłych Stanów Zjednoczonych. Żeby było ciekawiej, jak sugeruje zresztą tytuł, jest to powieść epistolarna, złożona z takich listów, które nigdy do adresatów nie dotarły, mimo starań siatki kurierów, którzy przy lekkim wsparciu ze strony mafijnych i bandyckich syndykatów, tworzących coś w rodzaju quasi rządów, próbują dostarczać przesyłki na dalekie odległości, kasując za to jak za zboże oczywiście.
I z listów wyłania świat, w który właściwie chciałbym wierzyć, że tak właśnie będzie, gdy coś niezidentyfikowanego pierdolnie w naszą planetę. Tu Zagłada jest w miarę user friendly, tak naprawdę wiemy tylko tyle, ze pewnego dnia zniknęła cała elektryczność i już nie wróciła i najprawdopodobniej nie wróci. Ofiary w ludziach i owszem, ale nie jakieś masowe — ot, tama nie wytrzyma z braku prądu i woda porwie 3 duże miasta, tu jakieś zamieszki i pożary, ale żadnych wojsk na ulicach, czy innych obcych polujących na ludzką zwierzynę. Prosty fakap, który sprawia, że system rozkłada się w pizdu w przeciągu niecałych 12 miesięcy. A potem, co obserwujemy we fragmentach i strzępach, umieszczonych w listach, opisujących głownie sytuacje rodzinne, ludzie biorą się do roboty. Oczywiście, walczą o jedzenie i wodę (brak prądu=brak wody w większości cywilizowanych miejsc na świecie), ale ogólnie powstaje coś w rodzaju anarchistycznej utopii, skrzyżowanej z Wild Westem i Wastelandem, gdzie społeczeństwo jakoś działa tylko i wyłącznie dlatego, że ludziom opłaca się współpracować. Po siedmiu latach od Katastrofy układ wydaje się być już stały — wszyscy powrócili do pierwotnych form organizacji społecznych, tworząc coś w rodzaju plemion, powiązanych jedynie wspólnymi interesami, a jedynymi, którym zależy na odtwarzaniu rządów, czy wspominaniu o takich bzdurach jak demokracja, są oczywiście byli wojskowi i bandyci. Nie dowiadujemy się, czy w końcu dochodzi do jaikiś konfliktów i walk o władzę, nie poznajemy dalszych losów bohaterów listów (a każdy praktycznie urywa się w najbardziej dramatycznym momencie), nie poznajemy źródeł Katastrofy — po prostu kilka pocztówek ze świata, który się wyjebał na plecy. Sprawne.
A co fajniejsze: do ogarnięcia też darmo. Czytać w porządku chronologicznym, od October 2009.







A czytales “The Road”? mi po tym przeszla na dlugo ochota na literature post-apokaliptyczna.
ramone.alcin(Cytuj)