Daj się ugryźć

Moda na wam­piry tro­chę mnie męczy, nastą­piło już pra­wie tak duże prze­sy­ce­nie tema­tem, jak w przy­padku zom­bia­ków, ale tak jak przy nie­umar­łych jeden film wystar­czył, żebym zlał setki bez­sen­sow­nych obra­zów, które obej­rza­łem i uznał, że warto było wskrze­szać ten arche­typ, tak i przy wam­pi­rach się tra­fiło coś, co wszyst­kie Zmierz­chy i resztę masówy spy­cha na mar­gi­nes. Rewe­la­cyj­nym fil­mem o zom­bia­kach był Fido, zaje­bi­sty film o wam­pi­rach to Låt den rätte komma in, co na nasze się tłu­ma­czy ponoć jako Pozwól mi wejść i w zeszłym roku podobno było w jakiś kinach.

Tego filmu na pewno nie spon­so­ro­wało szwedz­kie mini­ster­stwo tury­styki. Podej­rze­wam, że taki film nakrę­cony w Pol­sce momen­tal­nie wzbu­dziłby pro­te­sty, bo tak paskud­nie poka­za­nych miejsc i ludzi, naprawdę dawno nie było w kinie komer­cyj­nym. Z każ­dego kadru wysy­pują się tony śniegu, nie ma w nim ani jed­nej miłej twa­rzy, wszy­scy ludzie obecni na ekra­nie wyglą­dają na mniej lub bar­dziej psy­chicz­nych (raczej bar­dziej), a tęcza barw zamyka się pomię­dzy sracz­ko­wa­tym, wyrzy­ga­nym i sza­rym. Całość akcji niby dzieje się w Sztok­hol­mie, tyle, że miej­scówki o wiele bar­dziej koja­rzą się z jakąś wio­ską na polar­nym zadu­piu, gdzie od poko­leń dup­czą się mie­dzy sobą trzy rodziny, pro­du­ku­jąc coraz bar­dziej pokrę­cone mutanty. Weźmy na przy­kład głów­nego boha­tera: 12 letni chło­pak, z twa­rzą jak z pla­katu wer­bun­ko­wego Hitler­ju­gend, spoj­rze­niem dziecka dotknię­tego cięż­kim auty­zmem, pró­bu­jący sobie pora­dzić ze szkol­nymi lujami, któ­rzy co i rusz spusz­czają mu wpier­dol za psi­chuj. Zamiast zare­ago­wać nor­mal­nie, dzie­cię owo słod­kie zaczyna sobie wkrę­cać jakieś chore sce­na­riu­sze, o tym jak wypruwa flaki z prze­śla­dow­ców przy pomocy nie­wiel­kiego kozika, ćwicząc przed lustrem scenę zbrodni, niczym Tra­vis Bic­kle, tyle, że bez Tra­vi­so­vego wdzięku. Z któ­rej strony na chło­paka nie patrzeć, wygląda na wyborny mate­riał na psy­chola i mimo sta­rań reży­sera, nie da rady mu współczuć.

Gdyby to była histo­ria o nim, pew­nie star­czy­łoby mi cier­pli­wo­ści na jakieś 15 minut, bo co mnie w końcu inte­re­sują poje­bane dzieci. Ale na scenę wkra­cza kole­żanka — tro­chę nie­ty­powa, bo gania na zaje­bi­stym mro­zie boso i w t-shircie, oczki też ma tro­chę pomy­lone, niczym pacjentki Bedlam, no ale gene­ral­nie spra­wia o wiele mil­sze wra­że­nie, niż chło­pak, bo w odróż­nie­niu od niego, nie jest roz­la­złą cipą z kom­plek­sem Puni­shera. Opie­kuje się nią pewien star­szy pan, do któ­rego zadań należy dostar­cza­nie kani­strów świe­żej juchy, bo tak się aku­rat składa, że dziew­czynka jest wampirem.

I tu jakby zaczyna się wła­ściwa akcja filmu, bo star­szy pan zali­cza jeden fakap za dru­gim, a panienkę zaczyna tro­chę skrę­cać z głodu, co nie jest dobre, bo jako 12 let­nia, drobna dziew­czynka, słabo sobie radzi z kla­sycz­nym polo­wa­niem. Zwłasz­cza, że tu, jak w każ­dej tra­dy­cyj­nej histo­rii wam­pi­rycz­nej, wam­pir musi zostać zapro­szony przez ofiarę. Robi się więc pro­blem, tym więk­szy, że opie­kun w pew­nym momen­cie zostaje wyłą­czony z gry. A pomię­dzy chłop­cem a wam­pi­rzycą nawią­zuje się coś na kształt pierw­szej miłości.

I dopiero w tym momen­cie oka­zuje się, że ten film jest po pro­stu wielki. Rela­cje uczu­ciowe pomię­dzy parą głów­nych boha­te­rów są tak per­wer­syjne i zamo­tane, że ogląda się to jak Almo­do­vara prze­pusz­czo­nego przez filtr berg­ma­now­ski, odkry­wa­jąc przy oka­zji, że ludzie mogą być krań­cowo popier­do­leni nawet w wieku 12 lat. Dłu­gie, powolne uję­cia, sku­pie­nie kamery na twa­rzach boha­te­rów, roz­wle­kłe momenty, które wypeł­nia tylko cisza i spoj­rze­nia, a pod tym wszyst­kim świa­do­mość, że chło­pa­czek jest psy­cho­lem, a panna wpier­dala ludzi, żeby prze­żyć. Mar­riage made in Heaven, jakby na to nie spoj­rzeć. I znów — nie byłoby to nic odkryw­czego, wam­pi­ryzm jako syno­nim spo­łecz­nego odrzu­ce­nia mistrzow­sko kil­ka­na­ście lat temu wygrał Abel Fer­rara, w naj­lep­szym fil­mie o wam­pi­rach, jaki kie­dy­kol­wiek powstał, czyli w The Addic­tion, tyle, że szwedzka opo­wieść nie chce być jedy­nie lekko zaka­mu­flo­wa­nym w kinie gatun­ków moral­nia­kiem, a hor­ro­rem pełną gębą, który ma na celu przede wszyst­kim straszyć.

I to im też wycho­dzi. Bo potra­fią się w ułamku sekundy prze­rzu­cić z babra­nia w psy­chice boha­te­rów na babra­nie się w fla­kach i to poka­za­nych na ostro, czy­stym splat­te­ro­wym hard­ko­rem, z gatunku tych, co zmu­sza Maj Lovli Łajf do patrze­nia w sufit i pyta­nia się, czy już skoń­czyli poka­zy­wać w zbli­że­niach twarz potrak­to­waną sporą dawką kwasu. Dla miło­śnika hor­ro­ro­wego mię­cha, kilka scen z tego filmu to naprawdę nie­za­po­mniane prze­ży­cie, zwłasz­cza, jeśli dostaje się je w zesta­wie z ostrym psy­cho­lo­gicz­nym grze­ba­niem w mean­drach umysłów.

Powie­dzieć, że to kino roz­ryw­kowe, to raczej się nie da — twórcy robią wszystko, żeby każda war­stwa odpy­chała jak naj­bar­dziej — od sce­no­gra­fii, przez boha­te­rów, po fabułę, całość jed­nak, mimo nie­spiesz­nego tempa, bar­dzo szybko zmu­sza do ner­wo­wego ogry­za­nia paznokci. Nie ma tam żadnej postaci, z która można by się było iden­ty­fi­ko­wać, jed­nego boha­tera, któ­rego chcia­łoby się poznać, ale tak czy tak rodzi się jakaś więź pomię­dzy widzem, a dwójką potwor­nych boha­te­rów, chce się wło­żyć jakiś wysi­łek w próbę zro­zu­mie­nia ich moty­wa­cji, poja­wia się potrzeba wytłu­ma­cze­niu samemu sobie, dla­czego nie da się ich tak do końca skre­ślić. I to duża sztuka jest jed­nak. Na tyle duża, że można wyba­czyć światu ist­nie­nie Ste­pha­nie Mayer i jej mor­moń­skich wam­pi­rów, bo jed­nak się do cze­goś war­to­ścio­wego ten pop-renesans zuży­tej kli­szy przydał.

Be the first to like.

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

15 Responses to Daj się ugryźć

  1. dr Charles Kinbote says:

    A kolega czy­tał już tego naj­now­szego Palah­niuka? “Pygmy” zna­czy. Jeśli tak, to podziel się wrażeniami.

    (Cytuj)

  2. Marceli says:

    nah
    leży, czeka.
    Teraz sie obło­zy­łem komik­sami i chwilę to potrwa jeszcze:)

    (Cytuj)

  3. chiara76 says:

    cudowna recen­zja:)))
    z takich tro­chę innych beczek, alu­zja do tego, że z pew­no­ścią nie zaspon­so­ro­wało tego szwedz­kie min. ds tury­styki (z Two­jego opisu wyła­nia mi się taka Szwe­cja, jak ją sobie cza­sem wła­śnie wyobra­żam, co przy­po­mina mi, dla­czego jestem zde­cy­do­wa­nie dziec­kiem połu­dnia ani­żeli pół­nocy) przy­po­mniała mi węgier­skich “Kon­tro­le­rów” i cie­płe wystą­pie­nie przed fil­mem dyrek­tora metra buda­pesz­tań­skiego z zapew­nie­niem, że takie dziwne rze­czy abso­lut­nie w metrze buda­pesz­tań­skim się nie dzieją (tiaaa, a spró­buj się prze­je­chać o dowol­nej porze jakim­kol­wiek metrem w więk­szym mie­ście:), a druga zajawka, to takie deli­katne sko­ja­rze­nie na samym początku, jak czy­ta­łam, jak chło­pak wyobraża sobie rzeź na kole­siach z klasy, to sko­ja­rzyło mi się odro­binkę z Car­rie StKinga, ot taka refleksyjka…

    (Cytuj)

  4. Marceli says:

    no, ja mam gene­ral­nie silny anty-szwedzki ste­reo­typ, ale to głów­nie dla­tego, ze oni tak źle o sobie samych w książ­kach piszą i w fil­mach się poka­zują raczej od paskud­nej strony, wiec to tez nie pozo­staje bez wpływu na to, jak mi ten film pod­szedł. Co do Węgrów, to nie mia­łem żadnego ste­reo­typu, az sobie obej­rza­łem Taxi­der­mię i mnie lekko skręciło :)

    (Cytuj)

  5. chiara76 says:

    hehe,a dla­czego narody pół­nocy chleją równo?:) tego , co tam jest, się nie da wziąć na trzeźwo;)

    (Cytuj)

  6. murmur says:

    oba są na cine­maku :D

    life’s good today…

    (Cytuj)

  7. Marceli says:

    @ Mur­mur

    Przed Taxi­der­mią ofi­cjal­nie ostrze­gam. Strasz­nie się w głowę wbija i ciężko potem się na czym innym sku­pić, niż bole­sne zapo­mi­na­nie tego filmu.

    (Przy oka­zji — dopa­dłem wresz­cie Bla­kiego w paskach. Rewe­la­cja, a moja żona stwier­dziła, że jej paty­czaki też są z Forza Ita­lia. Wię­cej takich poproszę :)

    (Cytuj)

  8. murmur says:

    no pro­sze. a mysmy ostat­nio doszli do wnio­sku ze ten album nie powi­nien sie ukazac…

    a fido prze­sliczny. w sumie wyczer­puje temat zombich.

    (Cytuj)

  9. Marceli says:

    @ album nie powi­nien sie ukazac…

    w nor­mal­nym kraju rynek byłby zasy­pany takimi albu­mami, bo to jest ide­alny komiks środka, taki do poczy­ta­nia w komu­ni­ka­cji, krót­kimi zry­wami, jest nie­na­chalny gra­ficz­nie, humor ma dobry poziom, nie ma prze­gięć w żadną stronę. Tyle, że musiałby być jesz­cze rynek na takie komiksy tutaj. Tak samo się mar­nuje temat, jak przy Pla­ste­li­nach Ostrowskiego.

    (Cytuj)

  10. murmur says:

    ale odstaje od reszty bla­kich :P

    any­way:
    szwedz­kie wam­piry zapy­to­wały o_0

    jesz­cze bar­dziej niż fido.

    a czy to ze nie widze psy­chola w glow­nym boha­te­rze ozna­cza ze sam jestem psycholem?

    (Cytuj)

  11. Marceli says:

    nie no, do takiej tezy bym się nie posu­nął, ale wycho­dzi mi, ze zwy­kły dzie­ciak, nawet taki, co mu kole­dzy doku­czają (wcale nie jakoś ostro prze­cież), nie łapie odchyłu na cho­dze­nie z nożem i nie wyobraża sobie, ze ich poza­bija, tak zupeł­nie serio. A ten chło­pa­czek od początku jest poka­zy­wany jako mate­riał na seryj­nego, zreszta to chyba jest to, co Elli do niego przy­ciąga — że faj­nie, ze 12 letni i że uczu­cie i w ogó­gle, ale bar­dziej o to cho­dzi (przy­naj­mniej ja tak zro­zu­mia­łem), ze się nadaje na kolej­nego mysliwego.

    (Cytuj)

  12. murmur says:

    pew­nie masz rację. ja słu­cham.
    cze­kamy aż napi­szesz cos o kine­ma­to­gra­fie. jak go kie­dyś tam obej­rzysz. cho­dzi mi o rze­czową recen­zję, nie laurke. :D

    (Cytuj)

  13. Marceli says:

    Też cze­kam na Kine­ma­to­graf, nawet juz wrzu­ci­łem na rss :)A jak się spodoba, to bedzie raulka.

    (Cytuj)

  14. ll says:

    jak ja załuje ze moj giel­ski jest dodupny-http://kdotdammit.livejournal.com/1418922.html pedo­fi­lia sex wsród nie­let­nich homo and inne akcje buz­ku­jące sexu­al­nie wska­zuje na to, ze zaopa­trze sie w cier­pli­wosc i słow­nik i prze­tłu­ma­cze, twoj recenz tez dobry, zache­cił, obej­rza­łem, zaje­bongo men

    (Cytuj)

  15. Marceli says:

    Dzięki za linka (i spro­wa­dze­nie set­ków gości z google:) — ktoś się serio posta­rał z tą analizą.

    (Cytuj)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Chcesz dodać obrazek do komentarza? Kliknij i wstaw link.