Audiofrelki

Categories:  Grafomania

/inspired by ^szwedzki/

Karioka leci na kossy.

- Nie wszyst­kie, oczy­wi­ście. Są jakieś gra­nice zeszma­ce­nia — dodaje z roz­bra­ja­ją­cym uśmie­chem. — Pierw­szy spon­sor wziął mnie na Por­ta­pro. Nie mogłam się oprzeć, cho­ciaż to prze­cież straszny win­tydż. Nie wiem, chyba mnie rusza ten nie­bie­ski pla­stik. Zresztą wiesz, do empe­tró­jek nie ma lep­szego modelu, z tą impen­dan­cją nawet z naj­bar­dziej chu­jo­wego pliku zro­bią ci kawa­łek z ato­mową dyna­miką od któ­rej się zdy­szysz i zsa­piesz jak po ostrym ruchaniu.

Patrząc w jej czter­na­sto­let­nią, pokrytą prysz­czami twarz, trudno się domy­ślić, że pod tą grubą war­stwą flu­idów i pudrów, wystu­dio­wa­nego cyni­zmu, kolo­ro­wych fata­łasz­ków i obsce­nicz­nego języka, kryje się zde­spe­ro­wana audio­frelka, (tak nazy­wają je na Śląsku, reszta kraju posłu­guje się okre­śle­niem “slu­cha­wianki”) gotowa kup­czyć wła­snym cia­łem za odro­binę czy­stego dźwięku. Mijasz je każ­dego dnia, prze­cho­dząc obok półek z słu­chaw­kami w Media­Markt czy Satur­nie, sto­jące całymi godzi­nami przy sta­no­wi­skach testo­wych i nęka­jące sprze­daw­ców cią­głymi proś­bami o zmianę płyty lub modelu słu­cha­wek. Może ci się wyda­wać, że to kolejne mall rats (z ang.: szczury skle­powe), rów­nie powszechne po dwóch deka­dach kapi­ta­li­zmu, co woda w butel­kach, to jed­nak tylko część prawdy. Fak­tycz­nie: spę­dzają całe dnie w skle­pach muzycz­nych i gale­riach han­dlo­wych, będąc praw­dzi­wym utra­pie­niem dla ochro­nia­rzy, jed­nak w odróż­nie­niu od więk­szo­ści swo­ich rówie­śni­czek i rówie­śni­ków, mają w tym okre­ślony cel.

- Kiedy wkła­dam słu­chawki, cały świat znika. Prze­staje się liczyć szkoła, dom, kum­pele, jestem tylko ja i ten dźwięk — szes­na­sto­let­nia Majka od czte­rech lat poja­wia się prak­tycz­nie codzien­nie w kato­wic­kim Sile­sia City Cen­ter i krą­żąc przed wej­ściem do Saturna, uważ­nie przy­gląda się prze­cho­dzą­cym face­tom. — Naj­bar­dziej sen­sowni są ci koło trzy­dziestki, może tro­chę starsi. Wciąż jesz­cze wycho­dzą z domu, a z wie­kiem zwięk­sza im się zapo­trze­bo­wa­nie na lep­szy dźwięk. No i mają wię­cej kasy niż gnojki w naszym wieku, więc nie są ska­zani na chiń­skie korki za 10 zeta, czy to białe gówno z ajpoda. To na nich widzisz sen­ne­he­isery, akg, cza­sem trafi się nawet jakiś bose czy grado.

Jej spe­cjal­no­ścią, jak mówi, są sennehieserowcy.

- Ci goście nie boją się obcia­chu. Wiesz, trzeba mieć jed­nak jaja, żeby wbić na ulicę w takich na przy­kład HD-201 i popier­da­lać po mie­ście jak czoł­gi­sta w heł­mo­fo­nie. — Łatwo ich też ponoć zacze­pić. — Są przy­zwy­cza­jeni, że co chwilę ktoś do nich pod­bija, żeby zapy­tać, co to za słu­chawy. Na takie PX-200 II mało kto nie zwróci uwagi, zwłasz­cza jeśli ma choć tro­chę wkręta w ten temat. Póź­niej już leci: a czego słu­chasz, tego sram­tego, o, super, ja też, to może pój­dziemy do mnie, pusz­czę ci jakąś płytę i już. Potem tylko cze­kam aż mnie wydup­czy i zaśnie, a kiedy wresz­cie mam spo­kój, wycią­gam swoja ple­jerkę, pod­pi­nam jego słu­chawy i zali­czam kom­pletny odlot przy Music for 18 Musi­cians Reicha. Nie myślę wtedy o niczym, to jedyna rzecz na świe­cie, która mnie uszczęśliwia.

- Ważné, żeby nie miał syfu pod naple­tem i nie słu­chał jakiś ciulstw, typu Ani­mal Col­lec­tive, który brzmi chu­jowo nawet na naj­lep­szych odsłu­chach — dodaje jej kole­żanka Janka, kiedy sie­dzimy na mal­lo­wym “fud­kar­cie”, obser­wu­jąc mija­ją­cych nas klien­tów. Obie cho­dzą do ostat­niej klasy pobli­skiego gim­na­zjum, czę­ściej jed­nak można je spo­tkać wła­śnie tutaj niż na szkol­nych kory­ta­rzach. — Szkoła ssie — stwier­dza Majka. — W kółko nas uczą o jakiś stu­let­nich tru­pach. I nawet nie mamy muzyki.

Dziew­czyny poja­wiają się tutaj już o dzie­sią­tej rano i całymi godzi­nami, cza­sem aż do zamknię­cia, wypa­trują kolej­nej oka­zji. — Trzeba mieć oko, żeby się nie naciąć — wyja­śnia Janka. — Słu­chawki to pod­stawa, ale musisz też patrzeć na całość. Koleś może mieć naj­lep­szy model na uszach, ale jak ci powie, że słu­cha na nim Pink Floyd to spier­da­lasz jak naj­da­lej, chyba, że bawi cię dwu­go­dzinne ugnia­ta­nie mięk­kiej fujary, zanim da ci cze­go­kol­wiek posłu­chać. Do młod­szych też trzeba pod­cho­dzić ostroż­nie, bo oni wciąż jed­nak lubią się dup­czyć. Naj­lepsi są tacy jak ten… — Mój wzrok podąża za jej pal­cem wska­zu­ją­cym na nie­rzu­ca­ją­cego się w oczy trzy­dzie­sto­latka z dość dużymi, biało-szarymi słu­chaw­kami ze skó­rza­nym pałąkiem.

- AKG K701 — pre­cy­zuje dziew­czynka bez chwili zawa­ha­nia, mimo, że od obser­wo­wa­nego męż­czy­zny dzieli nas jakieś 20 metrów. — Kosz­tują ponad klocka, ale za to ury­wają głowę. Oczy­wi­ście, pod warun­kiem, że je naj­pierw wygrze­jesz. Dla­tego ważny jest też wygląd gościa. Musi spra­wiać wra­że­nie kole­sia, który jest w sta­nie poświę­cić tyle czasu na słu­cha­nie, więc odpa­dają jakieś roboty w gaje­rach, czy naspi­do­wane dresy, oni zresztą nigdy nie wycho­dzą poza naj­prost­sze korki. To zresztą uła­twia sprawę, bo jak ktoś tyle sie­dzi w słu­cha­wach, to nie ma czasu na dupy. Wystar­czy podejść, zaga­dać, uśmiech­nąć się i po wszystkim.

Wie­dza tych dziew­czy­nek na temat współ­cze­snej muzyki mogłaby zadzi­wić nie­jed­nego znawcę. Całe noce spę­dzają na czy­ta­niu naj­po­pu­lar­niej­szych por­tali muzycz­nych, w mgnie­niu oka odróż­niają por­cys od scre­ena­gers, w ich slangu roi się od słów typu „nie­za­lowe’, „chil­l­wave”, „glitch” czy „freak-folk,” każda ma top 5 ulu­bio­nych recen­zen­tów (kró­lują Rey­nolds i Cha­ciń­ski) i ubó­stwianą audy­cję radiową – „Słu­cha­nie Zabija!”, odpo­wia­dają jed­no­gło­śnie – odno­szę jed­nak wra­że­nie, że muzyka ma dla nich zna­cze­nie drugorzędne.

- Wła­ści­wie to mam dwie, trzy ulu­bione płyty, które zawsze noszę ze sobą — przy­znaje Majka poka­zu­jąc zawar­tość dwu­gi­go­wej empe­trójki. Obok wspo­mnia­nego już Steve’a Reicha zna­la­zło się wśród nich miej­sce dla The In Sound from Way Out ame­ry­kań­skiej grupy Beastie Boys oraz There’s Me and There’s You bry­tyj­skiego kom­po­zy­tora Mat­thew Her­berta. — To mi w zupeł­no­ści wystar­cza w tema­cie brzmie­nia. Na tych albu­mach wszystko jest tak przej­rzy­ste i selek­tywne, że masz wra­że­nie, jak­byś wpa­dła do kra­iny zło­żo­nej z samych dźwię­ków, które stają się po pro­stu nama­calne, fizyczne, bar­dziej realne, niż ten spo­cony dzia­dek, który wła­śnie obok cie­bie zasnął.

Karioka woli Con­jo­int. — Kiedy pierw­szy raz posłu­cha­łam całego A Few Empty Cha­irs na Deno­nach AH-NC800, to dopiero wtedy odkry­łam, czym może być abso­lutna cisza w muzyce. Koleś miał do tego wypa­siony wzmac­niacz od Bang & Olu­fsen, który bez­błęd­nie pod­kre­ślał cał­ko­wity brak dźwięku. Poczu­łam się tak, jak­bym była z powro­tem w brzu­chu u mamy, tylko szum krwi w uszach i bicie wła­snego tętna. Genialne słu­chawy, choć wtedy pierw­szy raz zro­bi­łam to z sześćdziesięciolatkiem.

Rze­czy takie jak moral­ność nie spę­dzają im snu z powiek. — Prze­cież nie kur­wię się za kasę, tylko dla sztuki — obu­rza się Janka, gdy pytam, czy nie ma wyrzu­tów sumie­nia. — Koleś nic na tym nie traci, bo typy od słu­cha­wek to prze­waż­nie nało­gowi konio­bijcy, banda ner­dów dla któ­rych wszyst­kie laski mają na nazwi­sko Jot­peg, albo goście mal­tre­to­wani przez swoje marudne panny, któ­rzy ucie­kają w słu­chawki tak samo jak my. Co w tym złego, że cza­sem sobie cze­goś razem posłuchamy?

Opusz­cza­jąc mall wciąż zasta­na­wiam się nad jej pyta­niem i po raz pierw­szy naprawdę zauwa­żam setki ota­cza­ją­cych mnie słuchawek.

79 osób uznało, że da się to czy­tać.

17 komentarzy

  • At 2011.05.18 10:14, eli.wurman said:

    über­ślicz­no­ści!

    (Cytuj)

    • At 2011.05.18 10:26, fan-terlika said:

      dosko­nałe.
      i może zacznę wycho­dzić ze słuchawkami–

      (Cytuj)

      • At 2011.05.18 10:29, mvnh said:

        Więc gene­ral­nie tekst mnia­mu­śny jak kanapka z mio­dem. Obu­dził moją ładnie zaho­do­waną nie­na­wiść do Sen­n­he­ise­rów :O

        (Cytuj)

        • At 2011.05.18 10:46, miasto-masa-maszyna said:

          Ja głupi Sen­nki w domu, Kossy na mie­ście. A to trza odwrot­nie! Teraz rozumiem!

          (Cytuj)

          • At 2011.05.18 11:12, janekr said:

            +1000

            Ale o Sta­xach chyba nie wspo­mi­na­łeś? Naj­droż­szy model z zasi­la­czem w Pol­sce za 4900 Euro jednakowoż…

            (Cytuj)

            • At 2011.05.18 11:17, Marceli said:

              nie no, to prze­cież sa młode dzio­uszki, dopiero roz­po­znają tę niszę :)

              (Cytuj)

              • At 2011.05.18 12:36, janekr said:

                Zna­czy na Staxy można by wyjąć jaką fajną trzy­dziestkę piątkę? Mniam…

                (Cytuj)

                • At 2011.05.21 12:36, o.O said:

                  30+ mysla juz tro­che ina­czej. pro­bo­wa­lem ze swoja zona i dziala odwrot­nie jak powinno. ‘o2 sa, przy­znaje, ladne, ale wola­la­bym futro’.

                  nic dziw­nego, ze kevin gil­more nie ma zony.

                  (Cytuj)

            • At 2011.05.18 12:15, sheik.yerbouti said:

              nie no, to prze­cież sa młode dzio­uszki, dopiero roz­po­znają tę niszę :)

              Zna­czy ja z moimi skrom­nymi Kos­sami też mam szanse?

              (Cytuj)

              • At 2011.05.18 13:28, blaise said:

                pięk­nie.

                (Cytuj)

                • At 2011.05.18 15:44, oranvag said:

                  Music for 18 Musi­cians — mówi prysz­czata czter­na­sto­latka. Tym mnie zabiłeś.

                  (Cytuj)

                  • At 2011.05.18 17:28, pijotr said:

                    Fan­ta­stisz. Zasta­na­wiam się, czy mam czego szu­kać w tym towa­rzy­stwie ze sty­ra­nymi Tech­nic­sami Dj-1200.

                    Dosko tekst.

                    (Cytuj)

                    • At 2011.05.18 19:12, 20_miles_to_highland said:

                      sen­nki spłasz­czają dyna­mikę (na moje ucho), nigdy wię­cej. Mobil­nie kossy por­ta­pro, sta­cjo­nar­nie akg k601.
                      Przedni tekst! W te pędy do pasażu oblu­kać na co biorą i czego słu­chają szkoc­kie słuchawianki

                      (Cytuj)

                      • At 2011.05.18 23:17, miskidomleka said:

                        Piękne.

                        Ja Sen­nki w domu, Sen­nki w pracy. Nic nie spłasz­czają, zwłasz­cza te domowe. A Sta­xami robimy doświad­cze­nia na ludziach i zwierzętach

                        (Cytuj)

                        • At 2011.05.18 23:19, dawrweszte said:

                          Kur­cze, mało ory­gi­nal­nie powiem, ale wyborne to.

                          (Cytuj)

                          • At 2011.06.01 21:13, Barts said:
                            • At 2011.06.01 22:58, Chcemisiesiku said:

                              Napisz wię­cej takich rze­czy i wydaj, a już stoję po to w kolejce.

                              (Cytuj)

                              (Required)
                              (Required, will not be published)

                              Chcesz dodać obrazek do komentarza? Kliknij i wstaw link.