Nicht schießen
Categories: Grafomania
/Tribute to Chuck Palahniuk, so 18+ & probably NSFW/
Narastający niepokój, ciche mrowienie w pachwinach. Niby nic, trochę się już jednak dekoncentrujesz.
Jeszcze wierzysz, że to zupełnie niewinne, ale powoli zaczyna cię nosić. Robi się jakby cieplej, atmosfera się zagęszcza, chociaż właściwie nic się nie zmieniło. Nadal to ignorujesz, lecz we łbie coś się już roi. Niespokojnie wiercisz się w fotelu, wciąż nie do końca pewny, co cię nęka.
Nagle spada na ciebie milion bodźców, których przed chwilą wcale tutaj nie było. Nerwowym ruchem przejeżdżasz palcami po spieczonych ustach i próbujesz przypomnieć sobie, o czym właśnie myślałeś. Stęchły zapach petów i potu staje się coraz bardziej intensywny. Węszysz rozszerzonymi nozdrzami, a czubek twojego języka delikatnie zwilża wargi. Pocierasz dziwnie rozpaloną twarz.
W tym momencie jeszcze ci się wydaje, że potrafisz wstać, zrobić sobie słabej herbaty lub postać przez chwilę na balkonie, pozwalając by chłodny powiew ugasił narastającą gorączkę. Możesz nawet pozorować jakieś ruchy: sięgnąć po pilota i skupić się na sporcie, zajrzeć do gazety w poszukiwaniu ważkich problemów albo pochylić się nad książką. Faktura każdego z tych przedmiotów drażni opuszki palców. Śliska warstwa potu boleśnie uświadamia, że odwrót stał się niemożliwy.
Pozwalasz sobie na ciężkie westchnienie. I kolejne, w którym kryje się coś więcej – coś, do czego sam przed sobą nie chcesz się przyznać. Jeśli masz pod ręką wodę, z trudem przepychasz parę kropel przez zaciśnięte gardło. Stajesz się coraz bardziej świadomy panującego wokół gorąca. Powietrze ciasno oblepia każdy skrawek odsłoniętej skóry, wzbudzając delikatne mrowienie. Wiesz, że wystarczy zamknąć oczy, by całkowicie stracić kontrolę.
Papieros. Nagły błysk ognia i kłąb dymu pozwalają ci na sekundę odzyskać zmysły. Lodowaty dreszcz wspina się wzdłuż kręgosłupa, a twój umysł wypełnia obraz wiecznego potępienia. Patrząc na te powykręcane ciała, zapadnięte oczy i zaślinione twarze czujesz potworny lęk. Nie chcesz skończyć w ten sposób. Musisz się temu oprzeć, znaleźć w sobie siłę, która wyrwie cię z tego mrocznego szaleństwa. Papieros pomaga się skupić, ale jego czas nieubłaganie zbliża się do końca. Musisz coś zrobić, inaczej pochłonie cię bezdenna otchłań.
Zaciągasz się po raz ostatni, zostawiasz niedopałek w popielniczce i zamykasz oczy.
W kompletnie opustoszałym wnętrzu twojej czaszki odbijają się słowa bezskutecznej modlitwy.
Obrazy pojawiają się powoli. Bezkształtna masa niezidentyfikowanych fragmentów zlewa się w fabułę, którą znasz lepiej niż twarz własnej matki. Twoja prawa dłoń zaczyna ugniatać przepocone krocze, naruszając bawełnianą granicę, która miała cię chronić przed ostatecznym upadkiem.
Cycki, cipy, kurwy, pizdy, dupy, ssanie, wielki chuj. Ojciec z córką, grube baby, ryże, czarne, z dupska w dziób.
Nic już nie jest w stanie tego zatrzymać. Ekran twojego umysłu wypełniają kolejne sceny, a ciało całkowicie poddaje się nacierającym falom gorąca. Rozdygotane palce szarpią nerwowo guziki, rozpalona żołądź boleśnie ociera się o materiał. Zaciskasz dłoń, czując pulsujące żyły i powoli przesuwasz ją ku górze, a wilgotna skóra przekazuje pierwsze impulsy rozkoszy.
Chwilę później już cię nie ma, cały jesteś ruchem posuwistym, twój kręgosłup gnie się w niekontrolowanych skurczach, a skulone palce u stóp zdają się rozpaczliwie szukać jakiegoś punktu zaczepienia. Każdy oddech rozsadza płuca, oczy pod zamkniętymi powiekami wykonują szaleńczy taniec przeskakując od szczegółu do szczegółu i zatrzymując się na ulubionych fragmentach, niestrudzone palce wędrują w górę i w dół, nie pomijając żadnego istotnego miejsca. Czujesz, jak naprężają się ścięgna. Obrazy w twojej głowie przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Otaczającą cię ciszę wypełnia coraz szybszy oddech i ciche klaskanie spoconej skóry.
- Was machst du?!
Z początku myślisz, że to jakiś zabłąkany element twojej fantazji. Głos nie jest wystarczająco silny by wybić cię z rytmu, pobrzmiewa w nim jednak jakieś matczyne oburzenie, które jest dla ciebie zupełnie nowym zjawiskiem. Na tym etapie zazwyczaj nie pamiętałeś już o żadnych skrupułach, koncentrując się na tym, by nie powalać sobie ubrania i raczej nie trafić na brzuch. Twarde, niemieckie zgłoski nie dają ci jednak spokoju.
- Bist du befotzt?!
W kolejnym pytaniu pobrzmiewa wyraźna agresja. Otwierasz oczy, wciąż zaciskając dłoń na obrzmiałym penisie i rozglądasz się wokół, przerażony, że ktoś odkrył twój najstraszliwszy sekret. Umysł najwyraźniej płata ci figle, ponieważ wciąż jesteś sam. Czując ponaglający skurcz prostaty, niemrawo zabierasz się do roboty, powtarzając w duchu, że to już ostatni raz.
- Du musst doch morgen zur Arbeit aufstehen!
Zrywasz się na równe nogi, patrząc w osłupieniu na purpurową bestię w twojej dłoni. Maleńka dziurka u wylotu cewki zamienia się w megafon, który właśnie ogłosił ostateczne rozwiązanie twojego problemu. Z niewielkiego otworu płyną kolejne niemieckie słowa, zmuszając cię byś uniósł ręce i odruchowo się poddał.
- Nicht schießen! – jęczysz, przypominając sobie słowa, zakodowane w pamięci każdego ucznia polskiej szkoły i niezliczone sceny z filmów, w których tacy jak ty zamiast spermy przelewali krew za ojczyznę, a ich ciał nigdy nie zbrukała rozpusta. – Hilfe!
Zrozpaczony bezmiarem swojego upadku walisz się na kolana i wbijając wzrok w sflaczały narząd, po raz kolejny przysięgasz, że już nigdy tego nie zrobisz. Teraz wreszcie otrzymałeś wyraźny znak, że w twoim prąciu mieszka Szatan.
—-
90% zdań i metafor zsamplowano z forum onanizm.pl
Linia basu: Brian Aldiss, „Biedny, mały wojowniku”
Programowanie perkusji: Ich und Er
Niemiecka partia wokalna: Vira
Grafika: Michio









3 komentarzy
sala gimnastyczna
fan-terlika(Cytuj)
fap fap fap
jonatankoot(Cytuj)
Totalnie pamiętam tę linię basu, o łowach na brontozaura.
vauban(Cytuj)