Nominacje

osca­rowe się poja­wiły, więc podob­nie jak przez ostat­nie trzy lata jest szansa, że uda się poka­zać całą piątkę wyty­po­wa­nych ani­mo­wa­nych szor­tów. Jako pierw­sze wypły­nęło The Fan­ta­stic Fly­ing Books of Mr. Mor­ris Les­smore i halo, mamy zwy­cięzcę! Cokol­wiek zro­biła kon­ku­ren­cja ciężko im będzie prze­bić osca­rowy poten­cjał tej pięt­na­sto­mi­nu­tówki i to mimo tego, że tak wła­ści­wie jest tylko roz­bu­do­waną reklamą apki na ajpada. Począw­szy od pomy­słu i morału spro­wa­dza­ją­cego się do “książki są kochane, czy­taj!”, przez pokaz cudow­nej kino­wej wraż­li­wo­ści (pierw­szy najazd kamery — mistrz!), po mistrzo­stwo i pomy­sło­wość roz­wią­zań tech­nicz­nych — hej, dro­bia­zgowe minia­tury, 3D i flip­book w jed­nym uję­ciu?! — całość jest po pro­stu prze­śliczna i zro­biona tylko po to by zachwy­cać. I nic to, że tak w sumie jest nud­na­wym tro­chę bale­tem bez dramy i strasz­nie banalną opo­wiastką, któ­rej moje mroczne jak won­gel serce nie łyka — i tak wygra.

Warto też pogrze­bać po kanale Moon­bot Stu­dios i zoba­czyć, jak się robi takie cuda.

5 osób uznało, że da się to czy­tać.

Posted on by Marceli
Filed under: animacja | 4 Comments »

Nagłe olśnienie

Deep in the Came­ro­onian rain fore­sts of West Africa there lives a floor-dwelling ant known as Mega­lo­po­nera foetens, or, more com­monly, the stink ant. This large ant — indeed, it’s one of the very few capa­ble of emit­ting a cry audi­ble to the human ear — survi­ves by fora­ging for food among the fal­len leaves and under­growth of the extra­or­di­na­rily rich rain-forest floor.

On occa­sion, while thus fora­ging, one of these ants will become infec­ted by inha­ling the micro­sco­pic spore of a fun­gus from the genus Tomen­tella, one of mil­lions of such spo­res raining down upon the forest floor from some­where in the canopy above. Upon being inha­led, the spore lod­ges itself inside the ant’s tiny brain and imme­dia­tely begins to grow, quic­kly fomen­ting bizarre beha­vio­ral chan­ges in its host. The cre­ature appe­ars tro­ubled and con­fu­sed, and now, for the first time in its life, it leaves the forest floor and begins an ardu­ous climb up the stalk of a vine or fern.

Dri­ven on by the still-growing fun­gus, the ant finally achie­ves a seemin­gly pre­scri­bed height, whe­reu­pon, utterly spent, it atta­ches its man­di­bles to the plant it has been clim­bing and, thus affi­xed, waits to die. Ants that have met their doom in this fashion are quite a com­mon sight in cer­tain sec­tions of the rain forest.

The fun­gus, for its part, lives on: it con­ti­nues to con­sume the ant’s brain, moving thro­ugh the rest of the nervous sys­tem and pre­sen­tly thro­ugh all the soft tis­sue that rema­ins of the ant. After appro­xi­ma­tely two weeks, a spi­ke­like pro­tru­sion erupts from what was once the ant’s head. Gro­wing to a length of about an inch and a half, the Spike featu­res a bright-orange tip heavily laden with spo­res, which now begin to rain down onto the forest floor for other unsu­spec­ting ants to inhale. *

Gdzie ja to widziałem?

YouTube Preview Image

* Z ogól­nie max faj­nego tek­stu o muzeum nauki pojebanej

5 osób uznało, że da się to czy­tać.

Posted on by Marceli
Filed under: Czytanki, konsolizm | 16 Comments »

Absolut

Kościół Gon­za­lesa ma zawsze powód do rado­ści. Dla leni­wych — tal­king car music, the most impor­tant sixteen notes.

6 osób uznało, że da się to czy­tać.

Posted on by Marceli
Filed under: Dźwięki, stand-up | 7 Comments »

Najlepsza fucha na Dzikim Zachodzie

oczy­wi­ście grabarz.

Trzeba było dziś ucie­kać przed inter­ne­tem, który stał się chwi­lowo polet­kiem pro­pa­gan­do­wego nudze­nia ludzi, przej­mu­ją­cych się abs­trak­cyj­nym pier­do­le­niem jakichś ćwoków od ustaw z któ­rych i tak nic nie wynik­nie, więc się scho­wa­łem tam gdzie cie­pło, bez­piecz­nie i wygod­nie, czyli w książkę. Czy­taną z początku głów­nie dla­tego, że tra­fiła na szor­tli­stę Bookera i ma zaje­bi­stą okładkę

a potem to już dla­tego, że się oka­zała naprawdę zaje­bi­sta w całości.

Western, to oczy­wi­ste, ale bar­dziej taki w stronę Małego Wiel­kiego Czło­wieka niż biblijno-apokaliptycznych Krwa­wych Połu­dni­ków, z parą prze­uro­czych bęcwa­łów w roli głów­nej, któ­rzy, jako wyna­jęci zabójcy podró­żują przez prak­tycz­nie całą Ame­rykę z misją wykoń­cze­nia Her­manna Ker­mita Warma, kocha­nego czło­wieka i genial­nego wyna­lazcy, który obro­bił ich szefa. Pano­wie — jak to bra­cia — głów­nie się kłócą, piją i pod­dają testom swoją cier­pli­wość wobec sie­bie, mija­jąc po dro­dze całą gale­rię postaci żywcem wyję­tych z wszyst­kich anty-westernów, jakie dotych­czas widzie­li­ście. Odkry­wają rów­nież zalety uży­wa­nia pasty do zębów, wpro­wa­dzają czy­tel­nika w sekrety tra­dy­cyj­nej, pod­no­szą­cej na duchu kow­boj­skiej mastur­ba­cji i zosta­wiają wszyst­kich w prze­ko­na­niu, że na Dzi­kim Zacho­dzie naj­go­rzej było być koniem. (Miło­śni­kom koni w innej for­mie niż kieł­basa, szcze­rze tę powieść odlecam).

Wszystko pięk­nie poskła­dane w łotrzy­kow­ską opo­wiastkę, w któ­rej dzieje się dużo i wesoło, są morały, jest mak­sy­malne stę­że­nie prze­mocy i pięk­nego języka. Całość opo­wiada młod­szy z braci, który ma tro­chę dosyć obra­nej ścieżki roz­woju zawo­do­wego (w końcu osią­gnęli wszystko: na całym Zacho­dzie nie ma czło­wieka, który nie kryłby się pod kamień, sły­sząc o prze­ra­ża­ją­cych Bra­ciach Sisters) i cza­sem wpada w prze­ko­miczną dosto­jewsz­czy­znę, zasta­na­wia­jąc się czy słusz­nie roz­wa­lili tego czy tam­tego (a roz­wa­lają tych i tam­tych na kopy), co wła­ści­wie pozwa­la­łoby na czy­ta­nie tej powie­ści jako opisu świata, który powoli się koń­czył (docie­ra­jąc do San Fran­ci­sco bra­cia odkry­wają tele­fon), gdyby nie to, że żadna z przed­sta­wio­nych postaci tego końca nie wyczuwa, a Eli, ze swo­imi skru­pu­łami moral­nymi jak z fil­mów Zanus­siego, jest powszech­nie uzna­wany za pierdolca.

Mnó­stwo zabawy na nie­dzielne popo­łu­dnie, zwłasz­cza w połą­cze­niu z trze­cim albu­mem The New Law, który od tygo­dnia nie scho­dzi mi z plej­li­sty, przy­no­sząc wester­nowe instru­men­tale w hip-hopowym klu­czu i cie­sząc uszy tym, że po pierw­szym dobrym albu­mie i dru­gim wybit­nym albu­mie, pano­wie nagrali album trzeci — cał­ko­wi­cie genialny.

(Fil­mik z początku notki nie ma zbyt­niego związku z jej tre­ścią, ale jest tak fajny, że nie mogłem się powstrzymać)

15 osób uznało, że da się to czy­tać.

Posted on by Marceli
Filed under: animacja, Czytanki, Dźwięki | 7 Comments »

Kto cię kocha?

W życiu każ­dego blo­gera przy­cho­dzi chwila, kiedy potrze­buje miło­ści i bez­wa­run­ko­wego odda­nia. Co wtedy?

I think other website pro­prie­tors sho­uld take this inter­net site as an exam­ple , very clean and excel­lent user ple­asant design and style.

Really nice design and style and fan­ta­stic articles

Appre­ciate it for all your efforts that you have put in this

I like this web site very much so much superb information

We’re a group of volun­te­ers and star­ting a brand new scheme in our com­mu­nity. Your website pro­vi­ded us with valu­able infor­ma­tion to work on. You’ve done a for­mi­da­ble pro­cess and our whole com­mu­nity will be gra­te­ful to you

Won­der­ful beat ! I wish to appren­tice even as you amend your website, how could i sub­scribe for a blog website? The acco­unt hel­ped me a appli­ca­ble deal. I were tiny bit acqu­ain­ted of this your bro­ad­cast offe­red vibrant clear idea

I do agree with all the ideas you’ve pre­sen­ted in your post. They’re really convin­cing and will defi­ni­tely work

Thanks for sha­ring excel­lent infor­ma­tions. Your site is so cool. I’m impres­sed by the deta­ils that you have on this blog. It reve­als how nicely you under­stand this sub­ject. Book­mar­ked this website page, will come back for more artic­les. You, my friend, ROCK! I found just the infor­ma­tion I alre­ady sear­ched all over the place and sim­ply couldn’t come across. What a great site.

Excel­lent read, I just pas­sed this onto a friend who was doing some rese­arch on that. And he just bought me lunch since I found it for him smile Thus let me reph­rase that: Thanks for lunch!

Its like you learn my tho­ughts! You seem to know so much about this, like you wrote the book in it or something.

Pod­pi­sano:
Spam. Your Big­gest Fan.

YouTube Preview Image

Choć oczy­wi­ście, cza­sem zda­rza mu się też marudzić:

Hey, you used to write magni­fi­cent, but the last few posts have been kinda boring… I miss your super wri­tings. Past few posts are just a bit out of track! come on

12 osób uznało, że da się to czy­tać.

Posted on by Marceli
Filed under: Bez kategorii | 3 Comments »
continue: PreviousNext