Rewolta w Garkuchni (Gotuj z Cthulhu Holiday Special)

Jeśli ktoś mnie pyta o naj­lep­szego bloga kuli­nar­nego w całym inter­ne­cie, odpo­wiedź może być tylko jedna — Gotuj z Cthulhu — naj­lep­sze dania z przed­wiecz­nej magmy przy­go­to­wane mac­kami Naj­strasz­liw­szego z Bóstw. A że święta to czas pre­zen­tów i wza­jem­nej miło­ści, posta­no­wi­li­śmy z kole­gami fanami — Naj­de­rem (pierw­szy poru­szy­ciel) i MRW (obrazki) — zło­żyć hołd Władcy Shog­go­thów i zaofia­ro­wać mu, to czego naj­bar­dziej pra­gnie: samą Magdę Gejzzer.

/wszel­kie podo­bień­stwo do osób żywych lub mar­twych, zna­nych lub nie­zna­nych jest cał­ko­wi­cie przy­pad­kowe, nie­za­mie­rzone i świad­czy jedy­nie o nie­usta­ją­cej entro­pii wszech­świata/

Święta z Magdą Gejzzer

Choć Gotuj z Cthulhu to blog dla zapra­co­wa­nych i zago­nio­nych, Wielki Przed­wieczny wie­rzy, że w czas zimo­wego prze­si­le­nia, gdy za pro­giem waszych domostw tań­czą roz­ba­wione Shog­go­thy, każdy znaj­dzie parę godzin by przy­go­to­wać kilka wyśmie­ni­tych potraw w celu uczcze­nia nowego mroku. W tym odcinku poka­żemy Wam, jak z jed­nej Magdy Gejz­zer przy­go­to­wać kom­plet 12 świą­tecz­nych dań, które zachwycą nawet naj­więk­szych nie­jad­ków! Mając na uwa­dze, że Magda Gejz­zer jest towa­rem defi­cy­to­wym i nie każdy ma do niej dostęp, pod­po­wia­damy rów­nież jak zastą­pić jej wyborne mięso dowol­nie wybra­nym wege­ta­ria­ni­nem. Do przy­go­to­wa­nia wszyst­kich potraw potrze­bu­jemy ok. 80kg wege­ta­ria­nina lub jed­nej Magdy Gejz­zer. (Uwaga dla wyznaw­ców juda­izmu: ludz­kie mięso przy­po­mina w smaku wie­przo­winę, ist­nieją jed­nak koszerne spo­soby jego oprawiania)

Wyj­mu­jemy Magdę Gejz­zer z zamra­żal­nika. Potrzebny będzie nam dźwig i stół ope­ra­cyjny. Odsą­czamy krew – to z niej ugo­tu­jemy wspa­niałą czer­ninę. Do pię­cio­li­tro­wego garnka wle­wamy 4 litry wody, doda­jemy jedną wyfi­le­to­waną pierś Magdy Gejz­zer (jeśli zastę­pu­jesz Magdę sam­cem wege­ta­ria­nina posłuż się mię­sem z bicepsu), dorzu­camy jedno opa­ko­wa­nie śliwek kan­dy­zo­wa­nych, garść ulu­bio­nych suszo­nych owo­ców, kilka liści lau­ro­wych, ziele angiel­skie oraz sól i świeżo zmie­lony, aro­ma­tyczny pieprz do smaku. Gotu­jemy tak długo, aż pierś będzie cał­ko­wi­cie miękka, póź­niej doda­jemy pełną szklankę (0,33) krwi, wymie­sza­nej z łyżeczką mąki. Resztę krwi można prze­cho­wy­wać w zamra­żal­niku lub spi­jać z cza­szek swo­ich wro­gów, wspo­mi­na­jąc ubie­gło­roczne suk­cesy. Cze­kamy aż całość się zago­tuje, doda­jemy odro­binę octu – Magda naj­le­piej sma­kuje na kwa­śno – mie­szamy i roz­le­wamy do mise­czek. Poda­wać póki ciepłe.

Przy kro­je­niu ciała Magdy Gejz­zer, pamię­taj o jed­nym – niczego nie wyrzu­camy, wszystko może się przy­dać. Nic tak nie gniewa Cthulhu jak mar­no­traw­stwo dobrego jedze­nia. Wszyst­kie skrawki, kawałki tłusz­czu, frag­menty skóry, rzęsy, powieki, narządy intymne wrzu­camy do maszynki, mie­ląc na gładką masę, do któ­rej doda­jemy cebuli, czosnku – co naj­mniej główkę, a naj­le­piej dwie oraz odro­binę szpiku z roz­łu­pa­nych kości. Całość wpy­chamy do wypróż­nio­nych i oczysz­czo­nych jelit, dzie­ląc je na mniej­sze por­cje i wsta­wia­jąc na noc do suchego pomiesz­cze­nia. Osu­szone kieł­basy prze­no­simy rano do wędzarni roz­grza­nej do tem­pe­ra­tury 45–50 stopni i wędzimy je w gorą­cym dymie przez trzy godziny. Tak przy­go­to­wana wędlina będzie wspa­nia­łym dodat­kiem do świą­tecz­nego żurku z jajem (Żurek przy­go­to­wu­jemy według tra­dy­cyj­nej recep­tury. Jajo wydo­by­wamy z Magdy pin­cetą. Zje­dze­nie zapłod­nio­nego jaja gwa­ran­cją szczę­ścia w nad­cho­dzą­cym mroku! Jeśli jecie wege­ta­ria­nina… no cóż, chyba wie­cie co robić).

Mamy już pyszną zupę, zapas kieł­bas, żurek z jajem, czas na coś bar­dziej tre­ści­wego. Jak łatwo zauwa­żyć naj­więk­sze nagro­ma­dze­nie pysz­nego mięsa w ciele Magdy wystę­puje na udźcach oraz na zadzie, nimi się więc teraz zaj­miemy. Wie­rząc, że nic tak dosko­nale nie pod­kre­śli cha­rak­teru tego nie­zwy­kle ele­ganc­kiego mięsa jak zwy­kłe robot­ni­cze piwo, Przed­wieczny poleca przy­go­to­wać oba udźce w nastę­pu­jący spo­sób: mięso kro­imy na drobną kosteczkę (jak do gula­szu) i prze­sma­żamy je na sil­nym ogniu, naj­le­piej wyko­rzy­stu­jąc w tym celu sma­lec z tłusz­czu Magdy (sma­lec robi się bar­dzo pro­sto: odkra­wamy pokrytą szcze­ciną skórę z ple­ców oraz fałdy z brzu­cha, kro­imy tłuszcz na drobną kosteczkę, wrzu­camy do garnka, doda­jąc prze­sma­żoną cebulkę oraz odro­binę suszo­nych śliwek, a następ­nie, mając cały gar­nek wypeł­niony zło­ci­stym pły­nem, odsta­wiamy go w chłodne miej­sce, cze­ka­jąc cier­pli­wie aż stę­żeje. Oprócz dosko­na­łych walo­rów sma­ko­wych, sma­lec a’la Gejz­zer świet­nie spraw­dza się jako smar do zardze­wia­łych try­bów w narzę­dziach tor­tur). W mie­dzy cza­sie roz­grze­wamy pie­kar­nik do tem­pe­ra­tury 175 stopni. Zdej­mu­jemy mięso z patelni, wrzu­ca­jąc na jego miej­sce pokro­joną w kostkę cebulkę, mar­chew, czo­snek, seler oraz szczy­pior. Prze­sma­żamy warzywa przez jakieś pięć minut, następ­nie ponow­nie wrzu­camy mięso. Łyżka kminku, garść tymianku, kro­pla octu, sól, pieprz i cukier do smaku. Całość zale­wamy litrem piwa, nakry­wamy przy­krywką i wsta­wiamy do pie­kar­nika. Dusimy przez jakieś 90 minut, doda­jąc na pół godziny przed koń­cem pokro­jone w talarki ziem­niaki. Raz jesz­cze dopra­wiamy wedle uzna­nia i ser­wu­jemy naszym świą­tecz­nym gościom. Pod­kre­śla­jąc ludowy cha­rak­ter tego dania, poda­jemy je w poje­dyn­czej gli­nia­nej misce, z któ­rej wszy­scy jedzą po kolei drew­nianą łyżką.

Żadne święta nie mogą obejść się oczy­wi­ście bez tego tra­dy­cyj­nego przy­smaku, jakim jest szynka. Nie jest to danie pro­ste w przy­go­to­wa­niu, ponie­waż potrzeba do niego wciąż jesz­cze żywej Magdy Gejz­zer, Przed­wieczny ufa jed­nak, że macie swoje metody prze­ko­ny­wa­nia ludzi, by zgo­dzili się prze­sia­dy­wać przez kilka dni z gołym zadem w mary­na­cie. Smak i aro­mat tak przy­rzą­dzo­nego mięsa wyna­gro­dzi wam wszel­kie nie­do­god­no­ści. Do dużej, miski lub pla­sti­ko­wej wanienki wle­wamy około dzie­się­ciu litrów mary­naty (7 litrów wytraw­nego czer­wo­nego wina, 3 litry wody, opa­ko­wa­nie liści lau­ro­wych, ziele angiel­skie, sól peklowa – 2 deka­gramy na każdy kilo­gram mięsa, pieprz, sól, całość zago­to­wać i pozo­sta­wić do ostu­dze­nia przed wla­niem do miski). Przez pięć dni zmu­szamy Magdę by sie­działa w misce usta­wio­nej w chłodni (pamię­ta­jąc jed­no­cze­śnie o higie­nie), szó­stego dnia odkra­wamy szynkę i odkła­damy ciało do zamra­żal­nika, pozo­sta­wia­jąc mięso w zale­wie jesz­cze przez trzy dni. Po upły­wie tego czasu wyj­mu­jemy szynkę z chłodni i wkła­damy do garnka, zale­wa­jąc zimna wodą. Dorzu­camy łyżkę soli, liście lau­rowe, kilka zia­re­nek pie­przu i gotu­jemy na małym ogniu przez 1,5h. Wyłą­czamy pal­nik i zosta­wiamy szynkę aż do osty­gnię­cia. Poda­jemy z chrza­nem lub odro­biną ćwikły, kro­jąc mięso w grube, lśniąco różowe pla­stry, prze­bite wyka­łacz­kami z tipsów.

Mając Magdę na stole ope­ra­cyj­nym trudno oprzeć się poku­sie przy­go­to­wa­nia wybor­nego pasz­tetu, sta­no­wią­cego ozdobę każ­dego świą­tecz­nego stołu, do czego zachęca szcze­gól­nie obfite, pra­wie dwu­ki­lo­gra­mowe pod­gar­dle oraz wyjąt­ko­wych roz­mia­rów wątroba. Pasz­tet to zada­nie dla cier­pli­wych i skon­cen­tro­wa­nych, domy­ślamy się jed­nak, że tylko tacy zadali sobie trudu polo­wa­nia na dziką Gejz­zer. Do jego przy­go­to­wa­nia będziemy potrze­bo­wali rów­nież 4 kilo­gra­mów kar­kówki cie­lę­cej. Mięso myjemy, suszymy i obsma­żamy (musi się zru­mie­nić), a następ­nie umiesz­czamy w bar­dzo dużym garnku: pod­gar­dle, wątroba, cie­lę­cina. Doda­jemy mar­chew, pie­truszkę, kilka zia­ren pie­przu, liście lau­rowe, parę grzyb­ków (doda­nie psy­lo­cyb­ków sprawi, że wasi goście wresz­cie zro­zu­mieją, skąd przy­cho­dzi Przed­wieczny) oraz roz­kru­szoną bułkę. Całość pod­lać wodą i dusić do cał­ko­wi­tego zmięk­nię­cia – potrwa to parę godzin, w trak­cie któ­rych możemy bawić naszych gości pusz­cza­niem wszyst­kich sezo­nów Rewolty w Gar­kuch­niach i wzno­sze­niem toa­stów za każ­dym razem gdy głos Magdy pod­nosi się o jedną oktawę. Po upły­wie tego czasu stu­dzimy mięso i mie­limy je razem z warzy­wami. Dosy­pu­jemy kilka łyżek soli, tyle samo pie­przu, startą gałkę musz­ka­to­łową (z 2 główki, może być wię­cej) i 20 deko star­tego imbiru. Wszystko dokład­nie mie­szamy i prze­kła­damy na wysma­ro­wane tłusz­czem (sma­lec, patrz wyżej) i posy­pane bułka tartą bla­chy do pie­cze­nia. Z wierz­chu odci­skamy świą­teczne orna­menty. War­stwa mięsa nie powinna prze­kra­czać 5–10 cen­ty­me­trów. Pie­czemy przez pół­to­rej godziny w tem­pe­ra­tu­rze 180 stopni, a następ­nie stu­dzimy. Upie­czony pasz­tet ma cudow­nie zło­ci­stą skórkę i świet­nie się kom­po­nuje z dże­mem cebulowym.

Z Magdy Gejz­zer pozo­stały nam już tylko roz­ka­wał­ko­wane kości, organy wewnętrzne, pierś, móż­dżek oraz dło­nie i stopy, z któ­rych robimy amu­lety na szczę­ście, o wiele sku­tecz­niej­sze niż masowa pro­duk­cja w rodzaju kró­li­czych łapek. Kości dokład­nie roz­łu­pu­jemy i ukła­damy na bla­sze, którą wkła­damy do pie­kar­nika, roz­grza­nego uprzed­nio do tem­pe­ra­tury 230 stopni. Pie­czemy je około kwa­dransa, cze­ka­jąc aż szpik zmięk­nie i zacznie odcho­dzić od kości, pamię­ta­jąc jed­no­cze­śnie, że musimy je wyjąć, zanim zawar­tość zacznie wypły­wać. Zanim to nastąpi, mie­szamy w nie­wiel­kim naczy­niu grubo posie­kaną natkę pie­truszki, pokro­joną na cien­kie pla­stry sza­lotkę oraz garść odsą­czo­nych kapa­rów. W małej miseczce mie­szamy dwie łyżki dzie­wi­czej oliwy oraz dwie łyżeczki soku z cytryny, po czym spry­sku­jemy tym wyjęte z pie­kar­nika kości. Do każ­dej kości poda­jemy nie­wielką srebrna łyżeczkę, pozwa­la­jącą roz­sma­ro­wać szpik na tostach, poda­nych wraz sałatką z natki.

Choć dawne wie­rze­nia wska­zują, że nic tak nie popra­wia samo­po­czu­cia, jak móż­dżek zje­dzony na surowo, zale­cany zwłasz­cza kobie­tom w połogu (pozwala bowiem zapo­mnieć o nie­smaku pozo­sta­łym po zje­dze­niu wła­snego łoży­ska), święta to prze­cież czas wykwint­nych potraw i kuli­nar­nych eks­pe­ry­men­tów i nawet tak nie­efek­tow­nemu daniu, jakim zda­wać by się mógł móż­dżek Magdy Gejz­zer należy się efek­towna oprawa. Świeżo wyjęty z czaszki móż­dżek wkła­damy na dwie minuty do wrzą­cej wody, zakwa­szo­nej odro­biną śmie­tany. Wyj­mu­jemy, odce­dzamy, obie­ramy z błon i sie­kamy na jak naj­drob­niej­sze kawa­łeczki. Na patel­nię wrzu­camy drobno pokro­joną cebulę oraz pie­czarki, które sma­żymy przez kilka minut. Doda­jemy mózg i sma­żymy przez kolej­nych 10 minut. Zmniej­szamy ogień, wle­wamy dwa żółtka, dosy­pu­jemy posie­kaną natkę pie­truszki, przy­prawy wedle uzna­nia (nie­stety jedną z wad tego dania jest, że samo w sobie bywa kom­plet­nie bez smaku) i wle­wamy tro­chę śmie­tany. Całość pod­sma­żamy jesz­cze trzy, cztery minuty, a następ­nie poda­jemy w pod­grza­nych puchar­kach w kształ­cie cza­szek. Można polać z wierz­chu spi­ry­tu­sem i pod­pa­lić dla więk­szego efektu.

Spę­dzi­li­śmy w kuchni już ponad tydzień, nad sto­łem krążą coraz więk­sze chmary much, wypeł­nia­jąc uszy Cthulhu miłym brzę­cze­niem, dla­tego też trzy ostat­nie potrawy z Magdy Gejz­zer sta­no­wić będą przy­kład kuchni bły­ska­wicz­nej. Płuca, serce oraz ozór czy­ścimy i parzymy wrząt­kiem. Wyci­namy tcha­wicę. Mięso wrzu­camy do garnka z włosz­czyną, zale­wamy wodą, doda­jemy dwie kostki roso­łowe (IN. YOUR. FACE. MAGDA.), liście lau­rowe, kolen­drę i gor­czycę. Gotu­jemy do mięk­ko­ści. Po ugo­to­wa­niu prze­le­wamy wywar do innego naczy­nia, a ostu­dzone podroby kro­imy w cie­niutka kostkę. Włosz­czy­znę wyrzu­camy, oca­la­jąc jedy­nie mar­chew, którą dodamy póź­niej do dania. Na patelni pod­sma­żamy cebulkę na złoto, doda­jemy pokro­jone płuca, serce i ozór. Wytrwale mie­szamy. Dosy­pu­jemy mąkę (2 łyżki), znów mie­szamy, dole­wamy wywar. Wle­wamy sporo octu i sok z cytryny. Doda­jemy maggi, dopeł­nia­jąc mrocz­nego rytu­ału i solimy. Gotu­jemy na małym ogniu czę­sto mie­sza­jąc, do czasu aż potrawa zgęst­nieje. Pod koniec dole­wamy pół szklanki śmie­tany (abs­ty­nenci) lub dowolną ilość wina (reszta). Potrawa cha­rak­te­ry­zuje się wykwint­nym aro­ma­tem, w któ­rym daje się wyczuć cha­rak­te­ry­styczne nuty ter­pen­tyny, zła i pre­ten­sjo­nal­no­ści. Poda­jemy z razo­wym chle­bem i kiszo­nym ogórkiem.

Z jadal­nych czę­ści Magdy Gejz­zer pozo­stały nam uszy, ryjek oraz klatka pier­siowa. Tę ostat­nią wyko­rzy­stu­jemy w naj­bar­dziej kon­ser­wa­tywny spo­sób, przy­go­to­wują kla­syczny rosół na kościach, któ­rym mogli­by­śmy zastą­pić kostki roso­łowe, ale nic z tego Magda. Poła­mane kości z odro­biną mięsa zale­wamy zimną wodą, po czym gotu­jemy przez 15 minut, regu­lar­nie zdej­mu­jąc war­stwę szu­mo­win. Do wywaru doda­jemy pokro­joną w kostkę mar­chew, pod­pie­czoną na patelni cebulę, sól, pieprz i wszystko gotu­jemy na małym ogniu przez co naj­mniej godzinę. Wyj­mu­jemy kości, rzu­camy Shog­go­thom. Rosół możemy zamro­zić, lub poda­wać od razu z chiń­skim maka­ro­nem oca­lo­nym z Gorą­cego Kubka. Uszy i ryjek przy­rzą­dzamy na spo­sób litew­ski, nacie­ra­jąc solą i odsta­wia­jąc na kilka godzin do wędzarni nagrza­nej do tem­pe­ra­tury 50 stopni, dzięki czemu powsta­nie wyśmie­nita prze­ką­ska do piwa. Posy­pane bro­ka­tem mogą zostać wyko­rzy­stane w cha­rak­te­rze ozdób choinkowych.

Świą­teczny stół ugi­na­jący się pod cię­ża­rem potraw i zapasy na całą długą zimę. 12 dań z Magdy Gejz­zer o któ­rych nie zapo­mni­cie przez cały mrok. Fhtagn!

63 osób uznało, że da się to czy­tać.

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

14 Responses to Rewolta w Garkuchni (Gotuj z Cthulhu Holiday Special)

  1. Pingback:Holiday Special « Gotuj z Cthulhu

  2. najder says:

    Mistrz!

    (Cytuj)

  3. kocham cię

    (Cytuj)

  4. vauban says:

    Iä! Cthulhu fhtagn!

    (Cytuj)

  5. urbane.abuse says:

    Och. Och. Pro­szę, tu masz mały ołtarzyk.

    (Cytuj)

  6. radkowiecki says:

    Wydaje mi się, że autor bloga zachęca do kani­ba­li­zmu. Nie rozu­miem waszych zachwy­tów, ja to zgła­szam natych­miast do pro­ku­ra­tury. I jesz­cze ten żarcik: Magda Gejz­zer, zupeł­nie jak­by­śmy się nie domy­ślili o kogo naprawdę cho­dzi. Wy to jacyś nie­nor­malni jesteście.

    (Cytuj)

  7. urbane.abuse says:

    Z tym natych­miast będziesz miał pro­blem Radku, bo pro­ku­ra­to­rzy się już zam­kli na dziś. A jutro rano przyjdą wygłod­niali i sami chęt­nie skubną szy­neczki z tipsem.

    (Cytuj)

  8. janekr says:

    ” wędzimy je w gorą­cym dymie przez trzy godziny.”

    Dym, dym, ale JAKI? Czym palić w tej wędzarni?

    (Cytuj)

  9. Marceli says:

    taki popro­szę: Moloch_the_god.gif

    (Cytuj)

  10. Marceli says:

    Kieł­basę naj­le­piej na wiśni, uszy i ryjek olcha i bez (sporo drob­nych gałą­zek, popra­wia aromat)

    (Cytuj)

  11. kolega Tetrix says:

    drob­nych gałązek

    Ain’t no such ani­mal, prze­cież. Coś o tym wiem.

    (Cytuj)

  12. janekr says:

    A w ogóle to “mniam, powie­dział z uzna­niem Pacułka”

    (Cytuj)

  13. Tomek says:

    Wydaje mi się, że autor bloga zachęca do kani­ba­li­zmu. Nie rozu­miem waszych zachwy­tów, ja to zgła­szam natych­miast do pro­ku­ra­tury. I jesz­cze ten żarcik: Magda Gejz­zer, zupeł­nie jak­by­śmy się nie domy­ślili o kogo naprawdę cho­dzi. Wy to jacyś nie­nor­malni jesteście.

    nie­ko­niecz­nie do kani­ba­li­zmu, mgda GEJZER nie może być kani, więc po co ta spinka? A jeść trzeba

    (Cytuj)

  14. bart says:

    Dosta­łeś już cease & desist?

    (Cytuj)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Chcesz dodać obrazek do komentarza? Kliknij i wstaw link.