TPD

Ja cichy raczej jestem, spo­kojny oraz dobrze uło­żony, stąd też zasad­ni­czo wolę, jak muzyka mnie pod­cho­dzi deli­kat­nie, dys­kret­nie i się nie narzuca, pozwa­la­jąc nara­stać uwiel­bie­niu w tem­pie przy­swa­jal­nym dla ślimaków.

Nic więc dziw­nego, że co i rusz poja­wia się taka płyta, która mi przy­je­bie tak, że nie wiem gdzie jestem i po co, bo w końcu jed­nak muzyka służy do kopa­nia po emo­cjach, a nie delek­to­wa­niu się w ste­ryl­nych warunkach.

I Dan Deacon o tym wie. Wie, że należy kop­nąć, przy­du­sić, a potem jesz­cze kop­nąć kilka razy i dla pew­no­ści nasko­czyć słu­cha­czowi na klatę, żeby nawet nie myślał o tym, by się pod­nieść. Ja też mogłem o tym wie­dzieć, bo w końcu jego debiu­tancki Spi­der­man of the Rings, kop­nął mnie kilka razy.

Cry­stal Cat

Ale jakoś zapo­mnia­łem o tym, może dla­tego, że zima jest, na rowe­rze nie jeż­dżę, Dana w kąt odsta­wi­łem, bo nie jest to muzyka, przy któ­rej da się cokol­wiek robić poza bie­ga­niem po sufi­cie, a sufity mam w domu wysoko. I leżałby tak sobie do wio­sny, cze­ka­jąc, gdyby nie to, że poja­wiła się nowa płyta — Bromst.

I tym razem Dan kopie jak Chuck Nor­ris. Bez­li­to­śnie. Każdy kawa­łek z Bromst to pre­cy­zyjny strzał w ryja z pół­ob­rotu, popra­wiony lewym pro­stym w czę­ści nie­sforne. Pierw­szy odsłuch wyglą­dał tak:

każdy następny był powtó­rze­niem tego wyda­rze­nia. Naci­skam play i dostaję w mordę ścianą dźwię­ków, któ­rej nic nie jest w sta­nie zatrzy­mać, uspo­koić, ugła­skać. Niby pobrzmie­wają tu zna­jome chip­tu­nes, niby idio­tyczne melo­dyjki i i schip­mun­ko­wane wokale przy­wo­dzą na myśl wspólną imprezę Mouse on Mars z Mes­ser Chups, tylko tak wła­ści­wie jakie­kol­wiek koja­rze­nie Dana z czym­kol­wiek innym jest zupeł­nie bez sensu. Dan is the One. Dan is the Fun.

Get Older

I tak wła­ści­wie już wiem, że nie­za­leż­nie od tego, co Deacon robił będzie dalej, to jego dwie pierw­sze płyty będę sta­wiał tam gdzie dwa pierw­sze albumy Jimiego Tenora. Ta sama niczym nie ogra­ni­czona muzyczna wyobraź­nia, to samo upodo­ba­nie do zwod­ni­czo pro­stych dźwię­ków i banal­nych melo­dii, pod któ­rymi jed­nak kryje się obłęd­nie pre­cy­zyjne kom­bi­no­wa­nie z kom­po­zy­cją, no i przede wszyst­kim — ten sam nie­po­wstrzy­my­walny ładu­nek rado­chy z faktu, ze robi się swoją, kom­plet­nie odmienną muzykę i potrafi się ją sprze­dać słu­cha­czom, i to tak, że nawet ludzie bez nóg mają ochotę przy tym tań­czyć, ska­kać, fru­wać. Nic innego zresztą przy Bromst się nie da robić. Choć może byłaby dobrym sound­trac­kiem do rewo­lu­cji. Gdyby tylko rewo­lu­cjo­ni­stom chciało się tańczyć.

Big Big Big Big

I w związku z tym, że Dan zapa­no­wał nie­po­dziel­nie na słu­cha­wach, tydzień pod każ­dym innym wzglę­dem można uznać za stra­cony. Nie prze­biły się nowe płyty Tobina, Jenny Wil­son, Ely­sian Fields, Bell Orche­stre ani tak wła­ści­wie nic innego. Dan is the One. I nie ma cudzych bogów przed onym.

Be the first to like.

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

5 Responses to TPD

  1. Trudno powie­dzieć, co lep­sze — tele­dy­ski czy muzyka. Sym­bioza optymalna (-:

    (Cytuj)

  2. Marceli says:

    o tele­dy­skach jesz­cze będzie, bo ten gość, co robił np obra­zek do Cry­stal Cat, ma na tubie swój kanał, ktory za każ­dym razem urywa mi szczękę. Psy­cho­de­liczne wideo mash-upy, mie­szane z frak­ta­lami i buk wie czym, pod­sta­wiano do mocno kwa­so­wych dźwie­ków — czy­sty obłed, co zasłu­guje na osobna notkę.

    (Cytuj)

  3. jakuzz says:

    Z domu się teraz bez tego nie ruszam. Jak znaj­du­jesz czas na słu­cha­nie tak obłęd­nych ilo­ści muzyki? Czyż­byś pra­co­wał jesz­cze mniej niż ja?

    (Cytuj)

  4. Marceli says:

    nieno, nor­mal­nie zapra­co­wuje sobie na karo­shi przed 40, czyli spę­dzam przy robo­cie jakieś 10h dzien­nie, tyle, ze pra­cu­jąc w domu mogę decy­do­wać co leci i nie musi to być rmf, czy inne fuj­fuj radio (nie ma radia nie fuj­fuj). a jakaś muzyka leci cały czas, bo w ciszy kom­plet­nie się nie potra­fię sku­pić nad robotą, no i zasad­ni­czo uznaje, że cicho to będę miał w urnie, wiec teraz jedyna oka­zja, żeby się faj­nych rze­czy nasłuchać:)

    (Cytuj)

  5. jakuzz says:

    spryt­nie. zazdrosz­czę, ja niby też w domu, ale muszę pra­co­wych dźwię­ków wtedy słu­chać nie­stety. jesz­cze kilka takich pole­ca­nek i prze­rzucę się na skła­da­nie dłu­go­pi­sów czy coś.

    (Cytuj)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Chcesz dodać obrazek do komentarza? Kliknij i wstaw link.