W lutym

grze­ba­nie po stre­amin­gach musiało jed­nak ustą­pić miej­sca odsłu­chom muzyki wyda­wa­nej w obiegu komer­cyj­nym, ostat­nie cztery tygo­dnie zostały sku­tecz­nie zdo­mi­no­wane: nową płytą Appa­rata (i z niej też jest zde­cy­do­wany power­plej tego mie­siąca; odkry­ciem C.W. Sto­ne­kinga i bagienno-cyrkowych austra­lij­skich blu­esów; mnó­stwo czasu zajęło mi też oswa­ja­nie się z dru­gim albu­mem Autre Né Veut, który nadal nie chce być taki dosko­nały, jak debiut, ale za to przy­po­mina za co kocha­li­śmy Prince’a zanim się zsym­bo­li­zo­wał i oci­piał po całości.

Na stre­amingi zostało więc zde­cy­do­wa­nie mniej czasu, i prak­tycz­nie w cało­ści został on zdo­mi­no­wany przez muzykę do pracy:

- Powró­cił Eman­ci­pa­tor, który wciąż stara się nagrać album dorów­nu­jący geniu­szem debiu­tanc­kiemu “Soon it will be cold eno­ugh to build fires”, ale podob­nie jak na dru­giej pły­cie, na trze­ciej też mu się to nie udaje. To nie jest zła płyta, staje się coraz lep­sza z każ­dym odsłu­chem, jed­nak instru­men­talny hip-hop od 2006 roku nie stoi w miej­scu, a Eman­ci­pa­tor chyba tak.

- Zde­cy­do­wa­nie wię­cej rado­chy dostar­czył mi zespół lub muzyk o zupeł­nie nie­skom­pli­ko­wa­nej nazwie v6vmv6vm, o któ­rym dowie­dzieć się można tyle, że jest, i że jest z Wiel­kiej Bry­ta­nii, a na pły­cie pro­po­nuje basową wycieczkę przez Układ Sło­neczny. Jak zwy­kle dużo dubów, dro­nów i ryt­mów do kiwa­nia łbem nad kla­wia­turą. W bonu­sie ładna biblio­teka sam­pli ze sta­rych fil­mów SF.

- płyta z remi­xami Miaou, czyli zestaw słod­kich melo­dii na zabaw­ko­wych instru­men­tach, obro­bio­nych przez naj­lep­szych japoń­skich elek­tro­ni­ków pod gusta tokij­skich club­ber­sów oka­zała się ide­al­nym mate­ria­łem poranno-budzącym, dosko­nale się przy tym robi pierw­szą kawę i odsy­fia miesz­ka­nie przed zabra­niem się do pracy

- nato­miast wie­czory pod koniec mie­siąca zdo­mi­no­wało Sle­eping Forest, czyli kolejny Austra­lij­czyk w mojej coraz bar­dziej austra­lij­skiej kolek­cji, tym razem downtempowo-ambientowy

- rolę pol­skiego rodzynka speł­nił nato­miast Krojc i jego elek­tro­niczne opo­wie­ści o pilo­cie Pirxie, któ­rych nie powinno tu być, bo stream albumu jest nie­pełny, ale może dostępne kawałki zaja­rają kogoś na tyle, że wyda gro­sik na kasetę magne­to­fo­nową albo i nawet na dys­kietkę 3,5 cala z sin­glem, dając zaro­bić Biedocie

- kon­cer­towo za to naresz­cie ogar­ną­łem The Kurws, i powiem tak — jeśli macie wydać jakie­kol­wiek pie­nią­dze na występ pol­skiej kapeli w tym roku, to trudno tra­fić lepiej niż tych czte­rech uro­czo nie­śmia­łych i uprze­dza­jąco grzecz­nych post-punkowców, któ­rzy w ciągu godziny robią tak cudowny jazz-pankowy roz­pier­dol, że potrzeba spo­rego ADHD, żeby ogar­nąć choć połowę poje­ba­nych pomy­słów z jakich budują swoje kawałki.

YouTube Preview Image

1 osoba uznała, że da się to czy­tać

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

One Response to W lutym

  1. fan-terlika says:

    Tak mi się nie chce uzu­peł­niać listy band­cam­pów, że po pro­stu jestem skrybą i spi­suję twoje, dla mnie bomba.
    Kurw­sów poża­ło­wa­łem jak byli, szkoda. Nie hajsu, a chęci, bo i)samemu ii)w zim­nie iii)gdzieś, to się nie umiem prze­bo­leć. Ale stoję na pozy­cji, że 30zł może zapew­nić naj­lep­sze kon­certy w cie­płym zaciszu

    (Cytuj)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Chcesz dodać obrazek do komentarza? Kliknij i wstaw link.