Wszystkiego najlepszego

życzą John Updike oraz wyszu­ki­warka google.

John Updike

PIZDY

Wenus z Milo nie miała pizdy, nawet włoska,

który by pozo­sta­wił cień na mar­mu­rze, ale Wenus Boti­cel­lego,

mimo iż nie możemy tego zoba­czyć przez muszlę, którą się osłania,

miała ją bez wąt­pie­nia – skryte pod bursz­ty­no­wym futer­kiem

cudowne usta, które mogli­by­śmy całować

i przez które mogli­by­śmy wnijść w arka­dyj­ski plan malowidła.

Musimy włą­czyć pizdy do naszego kanonu piękna.

Sep­tem­ber Morn dokład­nie zaci­ska­jąca uda, i lalki,

które w dzie­ciń­stwie roz­bie­ra­li­śmy dla zabawy,

nie miały tam zbyt wiele, nawet napisu

MADE IN USA,

ale pięk­no­ści, które teraz uczymy się wiel­bić, wszystkie

mają roz­warte nogi, roz­ło­żone na zmię­tej mote­lo­wej pościeli

a płatki śniegu, które się spo­mię­dzy nich wychylają,

są roz­ma­ite, nie ma dwóch podobnych:

lwia pasz­cza, popod portalem

i trój­kąt wło­sów, wargi wil­gotne jak pla­sterki łoso­sia,

wraż­liw­sze od skóry, czarna miotełka,

na któ­rej cza­row­nica mogłaby żeglo­wać wśród gwiazd,

odbyt wytrzesz­czony jak przez monokl, mały jak grosik.

*

“Kocham kul­turę fran­cu­ską i mogę roz­świe­tlić ci umysł”

„part­ner z ultra-wyrafinowanej pary, który preferuje”

„pozy miło­sne chłop­ców i dziew­cząt, kró­lew­skie przy­ję­cia

uczu­ciowa młoda pani domu chęt­nie pozna

„atrak­cyjna wykształ­cona dow­cipna gusty egzo­tyczne

chwała Glo­rio fela­tio Feli­cjo twoja pizda Pru­den­cjo

jest odwró­co­nym pla­to­ni­zmem i naprawdę uchyla rąbka nie­win­no­ści

coraz sze­rzej: zagry­zam wargi i daję wiarę.

*

Któż wkłada mi tę myszkę mię­dzy nogi jeśli nie Pan?

Któż puka aby mu otwo­rzono? Prąż­ko­wane świnie.

Moja pizda to ja, pieni się i kocha

ponie­waż jej pustka nie nadaje się do niczego innego.

Wcho­dzi w nią prężny kutas, prze­ciw­nik ze zdrew­niałą głową

zabójca wle­kący za sobą w pomarsz­czo­nym worku

jak na pośmie­wi­sko, dwa popy­cha­dła rozmnażania;

zamro­żona we krwi, słona sperma strzep­nięta,

aby się zmie­szać z moją szminką.

Skub­nij moje sutki, ty rybko. Mój tusz do rzęs poczer­nił ci żołądź

a moja pizda jak zesta­rzały rekin kła­pie szczę­kami za łupem.

Wewnątrz mojego wię­zie­nia będziesz walił główką w czer­woną mokrą ściankę

i bła­gał o zmi­ło­wa­nie, a moja krew będzie ci odrzu­cała odmowę.

Oto jest moja istota, mój klej­not, prost­szy niż brylant,

wyko­nany lepiej niż asy­ryj­skie złoto, i niż edy­cja bibliofilska

szla­chet­niej­szy niż teo­rem Eulera, droż­szy niż dołeczek

na buzi Shir­ley Tem­ple odla­nej ze Steu­be­now­skiego szkła

świeży kwiat, zagadka bar­dziej powikłana

niż kory­tarz wio­dący w głąb pira­midy, pach­nący balsamem.

Uwiel­biam!”

*

Kobieta kie­dyś w łóżku

chcąc uca­ło­wać moją duszę, skło­niła się w dół

a jed­no­cze­śnie unio­sła dupę do mojej twa­rzy drżąc cała

i poją­łem, że ofia­ro­wano mi coś nie­zwy­kłego; oczy­wi­ście

jej bli­skość budziła eks­tazę i w tej ekstazie

jej odda­lona twarz wciąż rosła i mogłem pić

z jej naj­głęb­szego jeste­stwa, któ­remu bra­ko­wało tylko kutasa,

aby się wypeł­nił firmament.

*

Uwiel­biam

ten otwór, który krwawi wraz z księ­ży­cem, abyś się mógł urodzić!”

Napięta jak do krzyku, jak noga w strzemieniu,

biedna szpara wyła­nia z sie­bie czaszkę.

Rado­sny tunel życia, przed­smak zmartwychwstania,

zgrabna zapo­wiedź tarła

skoczny rytm zbie­ra­ją­cej nek­tar pija­nej pszczoły.

*

„Możesz poznać tych pły­wa­ją­cych chłop­ców” „będziesz

w bez­po­śred­nim kon­tak­cie z tymi wol­nymi od uprze­dzeń ludźmi”

„jeśli jesteś entu­zja­stą zdjęć Pola­ro­ido­wych

„możesz być pewien swego potwier­dzo­nego człon­ko­stwa

„odkry­jesz naj­do­głęb­niej­sze, najintymniejsze”

„ty” i łech­taczka

jak ura­żona mała dziew­czynka odwra­ca­jąca się do ściany.

*

Zgoda, ale jak mie­li­śmy wie­dzieć, że wszy­scy twoi tłu­ści kochankowie

byli w rów­nym stop­niu ofia­rami vaginy co ów satyr sprze­da­jący

kom­pu­ter swej matki, aby opła­cić trzy kurwy

i mieć na trzy spo­soby na raz – na ziemi, na morzu i w powietrzu?

Wszystko to było dla mnie świętą mie­sza­niną sików”.

A teraz nam opo­wiedz, opo­wiedz, opo­wiedz o magicz­nym dzwonku

uple­cio­nym z nabrzmia­łych ner­wów pod futerkiem

i wszyst­kich bla­dych księ­ży­cach od stóp do głów zdziesięciokrotnionych

nie cał­kiem jest to kre­to­wi­sko wzgór­ków

Morzem Sar­gassa ani też Rów­niną Bez Kresu

Któż mógłby wie­dzieć, że cała jesteś jadalna?

Tak jadalna że poże­ramy nawet twoje poglądy polityczne,

kiedy błysz­czą w świe­tle lampy jak cytryna pod nożem.

*

Powiedz nam Och powiedz dla­czego tak jest dlaczego

dla­czego wło­ski na twoim karku mówią pizda

i wibro­wa­nie twego śmie­chu mówi pizda

i twoje palce ugnia­ta­jące czu­bek papierosa

i czer­wień two­ich ust i twoje psoty

i twoja sła­bość do śpią­cych psów i sposób

w jaki trzy­masz ham­bur­gera w ręce i sposób

w jaki pochy­lasz się nad pła­czą­cym dziec­kiem tak że wargi sromowe

zabar­wiają twoje obci­śnięte majtki i krzy­czą pizda PIZDA

tam jest PIZDA dużo PIZDY dobra PIZDA

*

A co powiecie

o owej sekun­dzie przy obie­ra­niu banana kiedy

(chmurna łza w jego jedy­nym oku

sztywny anioł nabrzmiały posoką)

nasie­nie wyska­kuje w dobrej wierze

(nie rzuca cieni na marmur

takich jak te na moich bez­rad­nych rękach)

i twoja (nie­na­zy­walna)

czyni udo­mo­wio­nym kosmicz­nego przy­by­sza swym uchwytem?”

*

To prawda, coś istot­nego wynika z procesu

w któ­rym kobie­cość uznano nie za potwor­nego wysłan­nika

otchłan­nej ciem­no­ści natury ale osobowość

posia­da­jącą należné jej prawa i rozum.

*

Wyją­łem ci tam­pon zębami i stwierdziłem,

że nie jest znów aż tak pokrwa­wiony, kochanie.

Kocha­łem śmierć mię­dzy twymi palcami.

Przy­pa­try­wa­łem się swo­jej cerze w świe­tle mote­lo­wej lampy,

aż twoja pizda stała się moją, a ja prze­mie­ni­łem się w dziewczynę.

Utra­ci­łem moją twar­dość zupeł­nie; tylko świa­do­mość pozo­stała wzniesiona.

Twoje usta zaczęły gme­rać w mojej pachwi­nie.

Nie pozwo­li­łaś mi się uchy­lić. Spu­ści­łem się

i łkając powtó­rzy­łem to zwy­cię­sko. Powiedziałaś

z uśmie­chem zdzi­wie­nia to było ciepłe,

cie­płe kiedy ude­rzało w dno gar­dła,

i nie słone, a słod­kie.

Chcie­li­śmy ci napeł­nić pizdę, ale nie byli­śmy w stanie.

Szloch zastą­pił mi orgazm. Czuła bestio,

poły­ka­łaś moje łzy. Byli­śmy zaręczeni.

Czu­łem lęk. Uwiel­biam twoją pizdę. Ale dlaczego

jest tylko jedna? Czy to wystar­czy? Ty pizdo

*

„Jestem gotowa… i gotowe są pozo­wać DLA CIEBIE

setki innych dziewczyn!”

Corinno, nawet w spra­wie twego gówna można coś coś powiedzieć

awan­garda nowej ery wol­no­ści (Coronet)

świt zja­wi­ska kul­tu­ro­wego” (PLAYBOY)

„Dr Gil­bert Bar­tell, znany antro­po­log kulturalny”

strona za stroną naj­cen­niej­szej wie­dzy seksuologicznej

która będzie nie­oce­nio­nym wkła­dem w twoje poszukiwania

świa­do­mo­ści sek­su­al­nej” „Tylko poprzez dogłębne zrozumienie

czło­wiek może uzy­skać nadzieję”. „Dys­kre­cja jest naszym dru­gim imieniem!”

Dafne, twój los wil­got­nieje. Wstań. Pochyl się i uśmiech­nij.

YouTube Preview Image

tłu­ma­czył Wacław Sad­kow­ski
zgwał­cił wizu­al­nie: Marceli

(za pie­czo­ło­wite wstu­ka­nie tego wier­sza w inter­nety, opu­bli­ko­wa­nego pier­wot­nie w Lite­ra­tu­rze na Świe­cie z 1992 r. nr 8/9 s. 31–37 dzię­ku­jemy Gier­kom w mówionego))

13 osób uznało, że da się to czy­tać.

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

9 Responses to Wszystkiego najlepszego

  1. kolega Tetrix says:

    Zuch. Sau­dek i Schiele i cał­kiem jak Roy L. i Aubrey B. i Manara… Zuch.

    (Cytuj)

  2. porcoazurro says:

    Ory­gi­nał? :)

    (Cytuj)

  3. Marceli says:

    Cunts

    (Upon Rece­iving a Soli­ci­ta­tion for Mem­ber­ship in The Swin­gers Life Club)

    The Venus de Milo didn’t have one, at least no pussy

    that left its sha­dow in the mar­ble, but Botticelli’s Venus,

    tho­ugh we can­not see it for her sea-anemone hand,

    did, no doubt-an amber-furred dear mouth we would kiss

    could we enter the Arca­dian plane of the painting.

    We must assi­mi­late cunts to our creed of beauty.

    Sep­tem­ber Morn held her thi­ghs tight shut, and the dolls

    we grew up undres­sing had nothing much there, not even

    MADE IN USA,

    but the beau­ties we must learn to wor­ship now all

    have spread legs, splayed in bed­spre­aded motel beds,

    and the snow­fla­kes that burst forth are no two alike:

    convo­lute snap­dra­gons, por­tal and tears

    and T-bones of hair, lips lurid as sli­ces of salmon,

    whirl­po­oly wisps more tic­klish than skin, black brooms

    a witch could ride cac­kling thro­ugh the spat­ter of stars,

    assho­les a-stare like monoc­les tiny as dimes.

    I adore French cul­ture and can really blow your mind”

    half of an ultra-sophisticated couple prefers”

    love mode­ling with guys or gals and gro­ovy parties”

    affec­tio­nate young house­wife would like to meet”

    attrac­tive bro­ad­min­ded fun­lo­ving exo­tic tastes”

    glory Glo­ria fel­la­tio Feli­cia Con­nie your cunt

    is Pla­to­nism upside down and really opens innocence

    the last inch wider: I bite and I believe.

    Who put this mouse between my legs if not the Lord?

    Who knocks to enter? Pigs of many stripes.

    My cunt is me, it lathers and it loves

    because its emp­ti­ness knows nothing else to do.

    Here comes the stal­wart cock, numb-headed hater,

    assas­sin drag­ging behind him in a wrin­kled sack

    reproduction’s two sto­oges; refri­ge­ra­ted in blood,

    the salt sperm thra­shes to mix with my lipstick.

    Nib­ble my nip­ples, you fish. My eyela­shes tic­kle your glans

    while my cunt like a shark gone senile yawns for its meal.

    In my pri­son your head will lean aga­inst the wet red wall

    and beg for a par­don and my blood will beat back No.

    Here is my being, my jewel, sim­pler than a diamond,

    finer-spun than Assy­rian gold and the Book of Kells,

    nobler than a the­orem by Euler, more dar­ling than a dimple

    in a Steuben-glass Shirly Temple—flesh-flower, riddle

    of more levels than a Pyra­mid pas­sa­ge­way gre­ased with balm.

    Adore!”

    A woman once upon a bed with me

    to kiss my soul went down but in addi­tion thrust

    her ass up to my face and trem­bled all her length

    so I knew some­thing rare was being served; of course

    the lap­ping was an ecstasy, but such an ecstasy

    I prayed her distant face grow still so I could drink

    the deeper of this wide­ning self that only lacked

    the prick of stars to be a firmament.

    Adore

    this hole that ble­eds with the moon so you can be born!”

    Stret­ched like a howl between the feet pushing the stirrups

    the poor slit yields up the bub­ble of a skull.

    Glad tun­nel of life, fore­ta­ste of resurrection,

    slick appli­cant of appro­priate friction

    sprin­ging loose the cri­ti­cal honey from the deli­rious bee.

    You can meet these swin­ging gals” “you

    can be in direct con­tact with these free-thinking modern people”

    if you a Pola­roid pho­to­gra­phy enthusiast”

    you can rest assu­red your membership”

    you will disco­ver the most exqu­isite, intimate”

    you” and the clitoris

    like a lit­tle hurt girl turns its face to the corner.

    Well, how were we to know that all you fat sweethearts

    were as much the vagina’s vic­tim as the poor satyr who sells

    his mother’s IBM pre­fer­red to pro­cure three whores

    to have three ways at once-by land, by sea, by air?

    It was all a sacred mush of lit­tle pips to me.”

    Now you tell us, tell us and tell us, of a magi­cal doorbell

    cro­che­ted of swol­len nerves bene­ath the fur

    and all the pal­lid moon from scalp to toes decuple

    not quite this mole­hill of a moun­tain is

    the Mare of Disen­chant­ment, the Plain of No Response.

    Who could have known, when you are edi­ble all over?

    So edi­ble we gob­ble even your poli­ti­cal views

    As they untwist in lam­pli­ght, like lemon peel from a knife.

    Tell us O tell us why is it why

    the hairs on the nape of your neck say cunt

    and the swirl in your laugh says cunt

    and your fin­ger­na­ils flan­king cigarette

    and the red of the roof of your mouth and your mischief

    and your pas­sion for the sle­eping dogs and the ay

    you shape ham­bur­gers naked-handed and the way

    you squat to a cry­ing child so the labia stain

    your under­pants cry cunt CUNT there is almost

    CUNT too much of a CUNT good thing CUNT

    And how­za­bout

    That split banana second when

    (a clo­uded tear in its sin­gle eye,

    stiff angel stuf­fed with ichor)

    the semen in good faith leaps

    (no sha­dows live on marble

    like these that coat my hel­pless hands)

    and your [unmentionable]

    enho­uses the cosmic stran­ger with a pinch?”

    It is true, some­thing vital ebbs from the process

    once the female is con­si­de­red not a mon­strous emissary

    from the natu­ral dark­ness but as posses­sing personhood

    with its atten­dant rights, and wit.

    I pul­led a Tam­pax with my teeth and found it, darling,

    not so blo­ody. I loved the death between your toes.

    I gla­zed my sal­low fill in motel light until

    your cunt became my own, and I a girl. I lost

    my hard-on quite; my con­scio­usness stayed raised.

    Your mouth became a fum­ble at my groin.

    You would not let me buck away. I came,

    and sob­bed, trium­phan­tly repen­tant. You said

    with a smile of sur­prise it was warm,

    warm on the back of your throat, hitting,

    and not salty, but sweet.

    We want to fill your cunt but are unmanned.

    My sob­bing felt like coming. Fond monster,

    you swal­lo­wed my tears. We were plighted.

    I was afraid. I adore your cunt. But why

    is there only ones? Is one eno­ugh? You cunt.

    I’m available…and so are hun­dreds of other

    eager young girls who are ready to pose FOR YOU!”

    Corinna, even your shit has some­thing to be said for it

    avant garde of a new era of fre­edom” (Coronet)

    dawn of a cul­ture phe­no­me­non” (Playboy)

    Dr. Gil­bert Bar­tell, the renow­ned cul­ture anthropologist”

    page after page of totally rewar­ding sexual knowledge

    that will be an inva­lu­able asset in your search for greater

    sexual under­stan­ding Only thro­ugh com­plete understanding

    can man hope” “Discre­tion is our mid­dle name!”

    Daphne, your for­tune moistens. Stand. Bend down. Smile.

    (Cytuj)

  4. Marceli says:

    dobra, a teraz mnie wzięło, żeby to przetłumaczyć.

    (Cytuj)

  5. jesteś dobrym czło­wie­kiem, panie Mar­celi, pro­pa­go­wa­nie dum­nego słowa “pizda” w miej­sce zdzie­cin­nia­łej, a gła­ska­nej przez pewne kręgi pol­skich dzia­ła­czek* “cipki” ma wymiar moralny

    * skąd­inąd sym­pa­tycz­nych, no ale.

    (Cytuj)

  6. Marceli says:

    no ja bar­dzo jestem za tym, żeby przy­wró­cić piź­dzie należné miej­sce, teo­rię mam nawet taką, że to jedno z naj­ład­niej­szych pol­skich słów.

    (Cytuj)

  7. bolszewik says:

    zapusz­cza­jąc żura­wia do stu­dzienki. ewi­dentna aler­gia na roma­tyzm. To że mic­kie­wi­cza napier­da­lały zęby, nie­ko­niecz­nie prze­kre­śla jego prze­boje z weresz­cza­kówną (zwłasz­cza że im dalej w las tym bar­dziej bolało). nie roz­strzy­ga­jąc dyle­matu rucha­nie czy kocha­nie pan U. z pew­no­ścią był nie­speł­nio­nym romantykiem.

    (Cytuj)

  8. fan-terlika says:

    Co mi przy­po­mina Louisa CK i jego bit o Cunt. Tylko on mówił, że wielbi samo słowo, które wg niego do cipki nie pasuje.
    A jak wg cie­bie cunt się pokrywa z pizdą?

    (Cytuj)

  9. Marceli says:

    A jak wg cie­bie cunt się pokrywa z pizdą?

    Bar­dzo ok, natę­że­nie obraź­li­wo­ści 1:1, podobny kon­tekst uży­cia jako blu­zgu i to samo ładne brzmie­nie, które znika całą teo­re­tyczną wulgarność.

    (Cytuj)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Chcesz dodać obrazek do komentarza? Kliknij i wstaw link.