materac stalowy

5 stycznia 2008

tobis_materac-stalowy.jpg

To zdjęcie zostało zrobione w oborze. Gdzieś między Częstochową a Sieradzem. W oborze tej nie było krów ani żadnego innego zwierzęcia. Były w niej za to różne sprzęty, raczej zbędne. Nie pamiętam, w jakim miesiącu zdjęcie zostało zrobione. Ale ponieważ teraz mamy styczeń, niech więc będzie ono ilustracją aktualnego stanu rzeczy. Wszystkie święta się skończyły. Bydlęta wstały z klęczek i sobie poszły. W żłobie leży jeno materac stalowy.

Na czym polega rozmach oraz wyjątkowość tego przedsięwzięcia? Otóż Tobis, ex-malarz, zapragnął stworzyć kolekcję fotografii, będącą czymś w rodzaju „wydania drugiego poprawionego” osobliwej książki „Bildworterbuch Deutsch und Polnisch” (czyli po prostu „ilustrowanego słownika polsko-niemieckiego”), którą opublikowano pół wieku temu w państwie zwanym NRD. Z zapałem godnym kolekcjonera egzotycznych motyli artysta odnajduje i fotografuje materialne odpowiedniki haseł ze starego słownika, najczęściej odnajdując je w „środowisku naturalnym” górnośląskich miast. Zdjęcia opatrzone podpisem w języku polskim i niemieckim wyeksponowane są w gablotach, żywo przypominających pomoce edukacyjne sprzed kilku dekad. Sytuacja wyjściowa jest więc prosta: tysiące haseł i jeden człowiek z aparatem. Dalszy przebieg zdarzeń jest jednak trudny do przewidzenia, a zakończenie projektu z pewnością odległe. Oto selekcja dziesięciu fotografii z około 170 dotychczas istniejących, o których skomentowanie poprosiliśmy samego artystę.

 

GABINET DO PRACY (Z KOMBINOWANYMI MEBLAMI)
gabinet-do-pracy2-bp.jpg

SEBASTIAN CICHOCKI: Andrzeju, co to za przedziwne miejsce, kim jest osoba na zdjęciu? Co tu jest sztuczne, a co prawdziwe?

ANDRZEJ TOBIS: Przechodząc obok budynku telewizji regionalnej, pomyślałem, że może dałoby się tam wejść i sfotografować kamerę. Taką prawdziwą, dużą. Szanse na to, żeby mnie, ot tak, wpuścili były niewielkie, ale tak się szczęśliwie złożyło, że do budynku wchodził właśnie mój kolega Marceli, którego żona tam pracuje. Wszedłem więc z nim. Chodziłem po różnych korytarzach i pomieszczeniach. Kiedy wszedłem do magazynu z kamerami i zacząłem jedną z nich fotografować, to panowie operatorzy myśleli, że to inwentaryzacja albo że jestem z ubezpieczalni. Wszyscy byli raczej mili i pomocni. Jedna pani z kluczami otwierała przede mną drzwi magazynów. Ale mimo to w telewizji nie podobało mi się. Bardzo dużo sztuczności, co oczywiście można było przewidzieć. Zrobiłem dużo zdjęć, ale większość była bez sensu. „Gabinet do pracy” to pracownia jednej z małych firm projektowych, obsługujących częściowo telewizyjne zlecenia. Spodobało mi się bogactwo szczegółów w tym pomieszczeniu, które w odróżnieniu do reszty telewizyjnej przestrzeni nagromadzone zostały w sposób naturalny – albo jako efekt uboczny wykonywanej pracy, albo dla przyjemności – aby ozdobić i umilić miejsce, w którym spędza się większość dnia. Na półce po lewej stronie stoi telewizor. Właśnie lecieli „Czterej pancerni”, mimo że nikt ich nie oglądał. Dziewczyna na zdjęciu siedziała przy komputerze. Poprosiłem ją, żeby na chwilę się odwróciła. Nie wiem kim jest i jak ma na imię. Wiem tylko, że tam pracuje razem ze swoim mężem. Marceli ich zna.

 

MIOTEŁKA RĘCZNA
miotelka-reczna2-bp.jpg

A kim jest bohater tego zdjęcia? Zastanawiam się, jakie przygody mogą spotkać fotografa podczas realizacji takiego projektu, jak twój?
Nie wiem, kim jest ten chłopak. Fotografowałem namalowane na kafelkach koło, które widać po prawej stronie. Ten chłopak i jego kolega zobaczyli mnie przez okno i zapytali czy bym im nie zrobił zdjęcia, bo są obaj fajnymi chłopakami, i chcieliby mieć jakieś zdjęcie, które mogliby na przykład dać dziewczynie. Powiedziałem, że jasne, że zrobię im super portrety. Po chwili obaj zeszli na dół i jeden, ten ze zdjęcia, miał ze sobą tę miotełkę. Kiedy ich fotografowałem, cały czas mówił do tego drugiego, że zaraz muszą iść posprzątać. Portret chłopaka, którego nie widać na zdjęciu, bardziej mi się podoba, jest w nim duże napięcie. Ale nie pasował do słownika. Lubię fotografować ludzi. Powód jest prosty i mało oryginalny – człowiek jest największą tajemnicą świata.

 

PÓŁKA DO KSIĄŻEK
polka-d-ksiazek-bp.jpg

Porozmawiajmy może o zwykłych przedmiotach. Dlaczego jedne rzeczy zestawione z innymi wydają się takie dziwaczne?
Kiedyś wybrałem się z koleżanką na wycieczkę krajoznawczą. Trafiliśmy do Lelowa. W Lelowie żył i został pochowany jeden z wielkich cadyków, Dawid z Lelowa, uczeń Jakuba Icchaka z Lublina. Po wojnie, na terenie żydowskiego cmentarza wybudowano magazyny GS-u. Chasydzi z dużą precyzją zlokalizowali grób swojego cadyka i wynajmują pomieszczenie, znajdujące się dokładnie ponad nim. Powstało w ten sposób dziwne pomieszczenie – magazyn i grobowiec jednocześnie. Na co dzień pomieszczenie to jest zamknięte. Opiekuje się nim mieszkający po sąsiedzku pan, który powiedział nam, że „nieraz z Żydami wódkę pił”. Otworzył nam metalowe drzwi magazynu-grobowca i wszystko objaśnił. Półka, którą sfotografowałem, wisi właśnie w tym grobowcu. Ponad świętymi księgami stoją lampki oliwne – samoróbki i butelki z oliwą. Interesuje mnie widzialna strona rzeczywistości, między innymi to, jak bardzo może być czasem mylący jej fragment wyciągnięty z kontekstu. W tych paru przedmiotach widocznych na zdjęciu splata się wiele spraw z gatunku najistotniejszych. Ale tak samo może wyglądać półka wisząca u kogoś w kuchni. Na dole książki z kulinarnymi przepisami, na górze oliwka do sałatek i smażenia kotletów.

 

ANTYKWA
antykwa-bp.jpg

Jakie znaczenie ma w twoim projekcie „znalezione” słowo?
Okazuje się, że perspektywa to ważna sprawa. Sprawia, że człowiek widzi rzecz albo w całości, albo tylko w części. Często jest tak, że ci, którzy chcą widzieć wszystko z jak najszerszej perspektywy, kreować wielkie wizje, nie zdają sobie sprawy z tego, że z perspektywy pojedynczego człowieka, czyli perspektywy przyziemnej i z konieczności fragmentarycznej to, co wielkie, może być postrzegane jako zbiór absurdalnych i niezwiązanych ze sobą elementów. Wielkie napisy umieszczone w przestrzeni publicznej to dobra ilustracja tego zjawiska. Ten napis na murze cmentarza ma w zamierzeniu dobrze życzyć tym, którzy odeszli: „Chóry anielskie niechaj was przyjmą” albo coś takiego. Na projekcie wszystko pewnie wyglądało fajnie, ale w skali 1:1 gigantyczne odległości między wyrazami sprawiły, że kiedy przypadkowo stanąłem w tym miejscu, z którego zrobione zostało zdjęcie, i kiedy przeczytałem „NIECHAJ WAS”, poczułem się dziwnie.

A czy ty lubisz porządek alfabetyczny?
Porządek alfabetyczny nie pasuje do rzeczywistości. Porządek alfabetyczny to nasz porządek. Rzeczywistość rządzi się innym. W sumie szkoda – byłoby to fascynujące, gdyby wszystkie słowa świata uporządkowane w alfabetycznym ciągu, złożyłyby się w logiczny przekaz.

 

ŚLIZGAWKA SPADZISTA
slizgawka-spadzista2-bp.jpg

Czy można powiedzieć, że twój projekt jest sentymentalny? Czy wspomnienia z dzieciństwa mają jakiś wpływ na to, jak odbierasz i filtrujesz rzeczywistość przy pracy nad „A-Z”?
„Ślizgawka spadzista” chcąc niechcąc jest obiektem sentymentalnym. Chociaż nigdy jako dziecko nie ześlizgiwałem się z trąby słonia, ale pamiętam, jak bardzo mogła poparzyć dziecięcą pupę rozgrzana słońcem blacha tego typu obiektów. Oczywiście obiekty „z epoki” przykuwają moją szczególną uwagę także ze względu na swą unikalność. Produkcja seryjna nie była kiedyś tak powszechną sprawą. Jak ktoś miał smykałkę do spawania węży z prętów zbrojeniowych albo lepienia słoni z betonu, to mógł się przy okazji urządzania placu zabaw wykazać. Teraz wszystko musi być sformatowane i mieć atest, więc betonowe słonie niedługo wyginą. Tak więc fotografowane są one ku pamięci. Podoba mi się też ich toporność połączona z próbą zastosowania wyrafinowanej formy rodem z lat 60.

 

CZERWONY SZTANDAR
czerwony-sztandar-bp.jpg

Czy „pielgrzymujesz” gdzie można znaleźć jakieś poszczególne hasło?
Szanse na przypadkowe odnalezienie „czerwonego sztandaru” we współczesnej Polsce są niewielkie. Udałem się więc celowo na pochód pierwszomajowy do Dąbrowy Górniczej. Nie zawiodłem się. Zrobiłem wiele zdjęć. Kiedy oglądałem w dużym powiększeniu zdjęcie, które ostatecznie wybrałem jako ilustrację hasła „czerwony sztandar”, zauważyłem, że białe litery na sztandarze zostały precyzyjnie wycięte z kartonu i przyszyte białą nitką.

 

STEREOMETRIA
stereometria-bp.jpg

Skąd pochodzi to zdjęcie? Czy zdarza ci się więc znaleźć coś, co cię kompletnie zaskakuje, czego nazwy nie znasz? Czy zdarzyło się „magazynować” jakieś tajemnicze zdjęcie, aby później dopiero dopasować je do właściwego hasła?
Ten obiekt znam i lubię od dawna. To rzeźba stojąca w parkowej dzielnicy Katowic, Muchowcu. Zanim zacząłem pracę nad słownikiem bardzo dużo fotografowałem, ale wtedy fotografia była wyłącznie punktem wyjścia do pracy nad obrazem albo po prostu służyła do nasycania wyobraźni, że się tak wyrażę. Zgromadziłem duże archiwum w sumie niepotrzebnych zdjęć. To jest jeden z dwóch obiektów, które odnalazłem w tym archiwum i na potrzeby słownika sfotografowałem ponownie. Nie wiem dlaczego, ale wiedziałem, że muszę zrobić to zdjęcie w nocy i z wysokości około 3 metrów. Kupiłem więc na tę okoliczność aluminiową drabinkę i pojechałem w ciepłą kwietniową noc na Muchowiec. Na Muchowcu jest dużo stawów. Wszędzie było słychać żaby. Drabinka przydała się jeszcze niejeden raz.

 

GŁOWA
glowa-bp.jpg
Czy pejzaż śląski ma w sobie coś, co jest dla ciebie szczególnie istotne? Zapytam wprost: czy Śląsk jest dziwny?
Głowę znalazłem na cmentarzu, ale cieszę się, że na samym zdjęciu cmentarza nie widać. Widać natomiast Elektrownię Łagisza. Dużo można by napisać o dziwności pejzażu śląskiego. Dla mnie istotną jego cechą są duże obszary „ziemi niczyjej”, peryferii, miejsc niedookreślonych. Fascynujące sprawy. Wiadomo, jest to konsekwencją istnienia wielu pomniejszych centrów zamiast jednego, jak to ma zwykle miejsce w obszarach miejskich. Dodatkowo spore skrawki terenu izolowane są przez przestrzenie industrialne, przez co pozbawione możliwości naturalnego miejskiego rozwoju „fermentują”, dziczeją bądź przeciwnie, zastygają w niezmienionej postaci na długie lata. Niedookreśloność nie jest śląską specyfiką, jest ona naszym ogólnonarodowym dobrem. Cała Polska pełna jest dziwnych obrazów. Na Śląsku następuje natomiast duże zagęszczenie wielu zjawisk, przez co bywają one bardziej widoczne.

 

POMOCNIK PRZY WYBORACH
pomocnik-p-wyborach-bp.jpg

 

Czy zaprzyjaźniasz się z osobami, którym robisz zdjęcia? A w ogóle czy nie boisz się „od-konceptualnienia” projektu przez wzbogacenie go o kadry o bardziej, powiedzmy, reportażowym charakterze?
Zdjęcie to zostało zrobione rok temu, w czasie drugiej tury wyborów samorządowych. Myślałem wtedy, że to ostatnia szansa, żeby w najbliższym czasie zrobić zdjęcie związane z wyborczym słownictwem. A tu w tym roku taka miła niespodzianka, kto to mógł przewidzieć. Najczęściej nie wiem nic o osobie, której robię zdjęcie. Czasem jednak zdarza się, że spotkane osoby opowiadają o swoim życiu. Najczęściej jednak najpierw jest zdjęcie, a potem sobie czasem rozmawiamy. Chyba na czterech zdjęciach pojawiają się osoby, które znałem wcześniej. W tych wypadkach jednak musiało nastąpić coś niezaplanowanego albo odkrycie czegoś, o czym wcześniej nie wiedziałem, jak na przykład w przypadku znajomych, o których dowiedziałem się, że mają motocykl i specjalne stroje do jazdy na motocyklu, ale nie jeżdżą na nim, tylko sobie na niego od czasu do czasu w garażu wsiadają. Nie mam w mojej pracy nastawienia reportażowego. Mimo że te wszystkie kontakty są dla mnie ważne, to w samych zdjęciach chodzi mi tylko o wizerunek, i o jego powiązanie ze słowem. W samym zdjęciu historia, która za nim stoi, mnie nie interesuje. Niektóre zdjęcia z wielu względów wyglądają na reportaż i czasem faktycznie są reportażem. Jeżeli mają jednak charakter definiujący, w specyficzny sposób definiujący, wtedy dołączam je do słownika. Nie wiem do jakiego gatunku przypisać to, co robię, może jest to coś pomiędzy. Może, parafrazując znane skądinąd hasło, jest to „konceptualizm z ludzką twarzą”.

 

ASYSTENTKA MEDYCZNO-TECHNICZNA
asystentka-med-tech2-bp.jpg

A teraz Andrzeju, prosiłbym cię o wybranie jednego, dziesiątego zdjęcia, o którym bardzo chciałbyś opowiedzieć…
Trudno się zdecydować. Może więc ciekawostka związana ze zdjęciem „Asystentka medyczno-techniczna”. Życie splata się ze sztuką, sztuka splata się z życiem. Na tym zdjęciu pani asystentka trzyma w rękach strzykawkę, przy pomocy której za chwilę pobierze mi krew do badania, aby dowiedzieć się czy w moim organizmie wszystko w porządku. Była tak zaskoczona, kiedy zamiast eksponować żyłę wyciągnąłem z plecaka aparat, że bez sprzeciwu zgodziła się, żebym zrobił zdjęcie. Zaraz po zdjęciu było kłucie i wacik. Dopiero kiedy obejrzałem zdjęcie w dużym powiększeniu, zauważyłem, że strzykawka jest podpisana moim imieniem i nazwiskiem. Tym samym, w ten niezamierzony sposób zdjęcie zostało podpisane bez mojego udziału.

wywiad ukazał się w Reporter Magazynie, nr 6/2007