Kraków, listopad, niemal koniec świata

Posted: 7th Listopad 2011 by Łukasz in demo emo, socjeta

Drugi weekend listopada spędziłem tak jak co roku – kulturalnie, miło, w Krakowie. Pogoda dopisała, słońce robiło swoje. Czająca się za plecami zima sprawiała, że ranki były rześkie, a o północy waliło z ust parą niczym z rozeźlonego Eyjafjallajokulla. Liście na chodnikach, liście na skwerach, liście pod kopcem Kościuszki. Wyglądało to – te szafranowe, rude i bordowe liście – jak pobojowisko po cukierkowej orgii przedszkolaków. I wyglądało naprawdę dobrze.

W piątek bawiłem z kolegą Nagórskim na Kazimierzu, gdzie w przytulnym wnętrzu Cafe Cheder odbywało się spotkanie autorskie Martina Pollacka. Siedzieliśmy sobie w kąciku, śród chybotliwego blasku oliwnych lampek i  w towarzystwie częstochowskich niewiast wywodzących się z częstochowskiego oddziału młodocianych fanek literatury zaangażowanej. Aczkolwiek towarzyszyliśmy im milcząc. Ja spijałem marokańską herbatę i robiłem mądre miny, a kolega Nagórski rechotał pod nosem, strzygł uszami i w maciupeńkim notesiku maciupeńkim długopisem notował pilnie słowa Mistrza. Mistrz wypadł dobrze, choć nie przeszywał.

Po spotkaniu poszliśmy w tany. Musieliśmy wypić sporo, bo po rozbrojeniu tematów klasycznych – korzenie nazizmu, ttdkn, degrengolada Łodzi – zaczęliśmy się wymieniać konceptami na opowiadania, które mamy zamiar w najbliższej przyszłości napisać. Wokół napruci Angole, skorzy do bójki, barmańskie fajerwerki, dziewczęta wyposażone w eleganckie fetysze, a my – grzecznie i o literaturze.

Na targach za to było paradnie, niesmacznie i tłoczno. No i gorąco – czułem się jakbym uczestniczył w katolickiej saunie: temperatura podkręcona na maksa, ale wszyscy twardo siedzą w ciuchach.

W pomieszanie wprawił mnie pomysł organizatorów, którzy sobie umyślili wykonanie grupowej i taniej podczepki pod miłoszowe gody i zaordynowali w sobotnie południe wspólne czytanie liryka Noblisty o książkach, prawdziwych istotach, co to niby jak lśniące kasztany. Nazwali sobie to z angielska flash mob – i pojechali. Nie dość, że ideja mocno kulawa, to jeszcze i przez kogo firmowana! Otóż głosem – a właściwie to nawet i GŁOSEM – tego całego wydarzenia uczyniono nie kogo innego jak Piotra „21:37” Kraśkę. Tak, tak, ten sam chwat, który swego czasu tragedię kilkudziesięciu tysięcy Japończyków zdemolowanych przez tsunami porównał do ekskluzywnego konania słowiańskiego papieża. Kraśko ujął mikrofon i najbardziej sepleniącą polszczyzną na jaka było go w tym momencie stać wydeklamował słowa poety. Za jego przykładem i inni wznieśli głowy ku blaszanemu sklepieniu hali targowej i deklamowali. Niosła się pieśń między boksami. Był to rodzaj świeckiej modlitwy, molestowania absolutu ziemskimi zgłoskami, które ucięła wrzawa braw i komplementy rozochoconego Kraśki pod adresem Krakowa, życia i kosmosu, którymi tryskał na wsze strony jak nie przymierzając poborowy na pierwszej przepustce.

Dalej było jeszcze gorzej. Bo z jednej strony niby tłumy, z drugiej jednak takie oto chciałbym postawić pytanie: ale do kogo, kurwa, te tłumy parły? Żeby do wyrobników pióra, grafomanów, manufakturzystów i pilipiuków świata tego, to jeszcze, to by uszło. Ale – nie. Gęstniało tam, gdzie mignęła celebrycka platyna. Mellerowie ze swoimi zdjęciami z gruzińskiego urlopu wydanymi na kredzie, najbardziej odstręczająca i nieśmieszna kobieta polskiego szoł-bizu, czyli Maria Czubaszek, której fizys już za życia nadaje się na symbol jakiejś drastycznej kampanii antynikotynowej, Mann i Materna serwujący globtroterskie zakąski na zimno. Mnie najbardziej ubodła para Hołownia – Prokop, do którego to duetu ustawiły się setki. Klientów mieli chłopcy tylu, że ich delikatnych natur broniło trzech łysych goryli, każdy po 120 kg i ze słuchawką w uchu. Nic dziwnego, że w obliczu tak wymiernych dowodów na własną zajebistość, muskulaturę pałki i celność dowcipu oba miękkie pluszaki kokosiły się na wspólnej kanapie ile wlazło. Hołownia giął swoja facjatę niczym gutaperkę, Prokop klepał się po obnażonej klacie i kulał ze śmiechu. Na stoisku obok swój „Pióropusz” podpisywał Marian Pilot. Chętnych – sztuk dwie. Tak wiem, że to chujowe i tanie skontrastowanie, ale że mi się te dwie obserwacje nałożyły w tej samej sekundzie i że się paralelnie działy, to sobie pozwalam, gdyż w tym przełatwym egzemplum była jakaś porażająca, oczywista i totalna prawda o tym, co się dzisiaj wyrabia. Nie do końca wiem jaka, ale była, bo kopało zdrowo.

Ku mojemu zdumieniu hitem 15 Targów Książki w Krakowie nie był wcale najnowszy Eco ani nowy Cormac McCarthy, ani nawet stary Gombro w świeżym wydaniu, lecz czarnobiała plakietka, że ksiądz Boniecki ma głos w moim domu. W moim nie ma, ale jakżeż miło było patrzeć na krakowską i globalną inteligencję, która w stadnym obłędzie jęła się tam na gwałt etykietować, prężyć i zadawać szyku z wzniosłym przesłaniem na piersi. Kątem oka wyglądałem za Zbyszkiem Hołdysem, który zstąpi z Parnasu w materialnej postaci i jebnie taką mowę o Korei Północnej, obronie wartości, gnojkach i rockandrollowych wibracjach prosto z jurty, że każdego ciśnie o glebę. Ale nie zstąpił.

Co jeszcze? Czarzasty zgolił wąsy.

  1. Kiziulek Alfa pisze:

    Łeee, kotek.
    A ja przez całą godzinę miałam kolejkę, i z Łodzi też do mnie przyszli, i pisałam im miłe wyrazy, i jak Cię spotkam, to Ci dupę skopię, że nie powiedziałeś, że jesteś, wiesz?

  2. kolega Tetrix pisze:

    Rozumiem, że gorących a uniżonych próśb o pokalanie WL nie spełniłeś? Smutność…
    W kwestii Wiadomego Xiędza jakiś taki rozdarty jestem. Z jednej strony osoba tak wkurwiająca Twardocha czy RAZa jawi się naturalnym sojusznikiem, z drugiej – w TP co i raz jest Cezary Michalski, bywa Janke, czasem wyziera Otchłań w stanie czystym… Niby można prychnąć „Ffff, Krakóffff”. Niby można.

  3. Łukasz pisze:

    @ Kiziulek Alfa

    Ta kolejka to statyści wynajęci przez Twoje wydawnictwo. Jest już od jakiegoś czasu taka usługa na rynku. Nie łudź sie, lalka, Twoja sztuka jest hermetyczna, deficytowa i mroczna.

    A na targach w Warszawie i Krakowie to jestem zawsze przez wszystkie dni. Wystarczyło się zainteresować, ha!

  4. Łukasz pisze:

    @ kolega Tetrix

    Panie kolego, to mnie nie szło o samego Bonieckiego, co o tych nieboraków z plakietkami. Każden jeden robił od razu minę, jakby właśnie zapisał się do AK, miał filipinkę za pazuchą i wydrapany na podszewce plan dojścia do sypialni Himmlera.

  5. ka pisze:

    Hi,hi! Krakówek zcelebryzowany przez Czubaszek, Manna-Maternę, Hołownię i Prokopa! Rzeczywiście koniec świata,bo tymczasem w Muzeum PW pod lLberatorem spotkanie z 13stoma spośród 21 autorów antologii „Mówi Warszawa”. Bez celebry.No może tylko Orłoś jako prowadzący odstawał od klimatu. Dobrzy autorzy, dobra książka, dobra promocja, około setki ludzi, serniki makowce i soki, miejsce i czas na spotkania i pogadanie.
    A Czarzasty wyglada jakby wpadł pod jakąś większą kosiarkę.

  6. fabulitas pisze:

    Ależ ten świat mały, a Kraków jeszcze mniejszy. Ja w Chederze jadłam brunch i piłam kawę po izraelsku w niedzielę, a z moich najszczerszych chęci odwiedzenia Targów nic nie wyszło i ograniczyłam się do wydarzeń festiwalu Conrada, gdzie mi było i bliżej i spokojniej. A na spotkanie z Pollackiem idę dzisiaj w Wa.

    Przebrzydłe plakietki Głosu-w-moim-domu uczestnicy festiwalu Conrada też nosili. Dumnie. Pfff.

  7. peek-a-boo pisze:

    Jak sama nazwa wskazuje byly to TARGi z targetem na handlarzy, a nie czytelnikow wiec czegoz tu wymagac. I tylko dziwi ta straszna napaśc na Czubaszek, jakby ludzie po 70tce nie mieli prawa zyc, palic i zarabiac.

  8. Łukasz pisze:

    @ ka

    Czarzasty ostentacyjnie się przechadzał w jaskrawozielonym sweterku.

    @ fabulitas

    Te plakietki są opornikami naszych czasów.

    @ peek-a-boo

    Dla handlarzy to jest czwartek, dzień branżowy. A gdzie ja napisalem, że ludzie po 70 nie mają do czegoś prawa? Mają – jak najbardziej do wszystkiego. Do posiadania uzębienia, miłego wyglądu i oryginalnego poczucia humoru także.

  9. ka pisze:

    Dziś Meller-w obecności obojga zainteresownych: – „Miłoszewski powiedział, że jego książka była na szczycie listy bestsellerów dopóki ta wstrętna Czubaszek nie wydała swojej”. W wypowiedzi Miłoszewskiego – podobnie jak w jego książce- jest więcej dorodnych ziaren prawdy niż obiecał w tytule:)

  10. ka pisze:

    P.S. Dlaczego pzp funkcjonują w niestety minionym czasie letnim?

  11. Łukasz pisze:

    @ ka

    Muszę obadać tego Miłoszewskiego. A czas już chyba naprawiłem.

  12. Asia pisze:

    za sprawą „Drwala” na fb tu trafiłam i chyba zostane na dłużej, bo fajnie słowem bryzga. na tyle dowcipnie w dodatku, że złśliwość mnie nie razi, a to rzadko mi się zdarza. a na targach też byłam, tego flashmoba musiałam nagrywać, do radia, i było to drastyczne:) pomysł sam. zwłaszcza, że pzed wydarzeniem siedzialam na spotkaniu z łelbekiem który nie przyjechał, w atmosferze dekadencji i zadumy, takiej miłej przez to, że jakoś uroczo na targach nie na miejscu, no i spotkanie to zagłuszane było co jakiś czas przez szczekaczki targowe, nawołujące, żeby miłosza czytać, przerywać wszystko i czytać. a potem chodziłam z mikrofonem wśród ludzi i wszyscy, jednym głosem, że baardzo fajna akcja była, bardzo fajna akcja. bo czytać trzeba i moze do kogoś w ten sposób poezja dotrze, zupełnie jakby czytali z kartki.

  13. kolega Tetrix pisze:

    Łukasz, tak, tak, weśsię za Miłoszewskiego, #gorsiniżTwardoch parekselans.

  14. Łukasz pisze:

    @ kolega Tetrix

    Poważnie? A Marcelek się roztkliwiał, że „Domofon” i „Uwikłanie” takie prześwietne. No to się teraz zawezmę i wezmę!

  15. Łukasz pisze:

    @ Asia

    Dziękuję za miłe słowa. Wpadaj i się częstuj. A co do krakowskiej akcji targowej, to ja nie wiem skąd oni takie dziwaczne pomysły biorą. W Warszawie też nie było lepiej, bo tam mieli takiego koncepta, żeby prozaicy i prozaiczki jeździli windą w PKIN i czytali tam ludziom swoje teksty. Na co, po co i w jaki sposób ma to promować czytanie?

  16. kolega Tetrix pisze:

    W „Uwikłaniu” cała fabuła działa wyłącznie przy przyjęciu założenia, że wszyscy protagoniści to debile. To raz. Po drugie, trudno nie zauważyć, że Miłoszewski do konstrukcji postaci kobiecych używa właściwie wyłącznie cycków. I te pe.

  17. ka pisze:

    @ kolega Tetrix
    Nie zgadzam się. Czy zapisany jest jakiś zakaz używania cycków, bezguścia niektórych kobiet jako środków do budowy postaci mizogina, którym z założenia miał być Szacki. Narracja jest trzecioosobowa, ale narrator siedzi w głównej postaci, więc pośrednio Miloszewski bierze na siebie jego cechy.
    Nic więcej narazie nie napiszę, bo dyskutowanie na tym blogu o Miłoszewskim zanim Łukasz wywoła temat swoim tekstem jest…niezgodne z moją regilią :)

  18. kolega Tetrix pisze:

    @ka
    Zakazu naturalnie nie ma. Twórcy wszystko wolno, jeśli tylko zdoła to resztą tekstu obronić/uzasadnić. Czego w Uwikłaniu moim zdaniem nie dokonał. Zresztą tak było już w Domofonie, więc trochę mi się wzorzec krystalizuje.
    A poza tym Szacki to nie mizogin, on tylko własnej żony już nie trawi, bo wiek ją dopadł niewdzięcznie.

  19. ka pisze:

    @ kolega Tetrix
    Domofonu jeszcze nie znam. Zaczełam czytać M. od Ziarna prawdy. W Uwikłaniu rzeczywiście postaci są mniej wyraziste. A o tym, że Szacki to mizogin usłyszałam od samego M. dwa dni temu na spotkaniu w Skwerze na Krakowskim.

  20. kolega Tetrix pisze:

    Ach, sławetna metoda pisarska „Nie napisałem, ale zawsze mogę dopowiedzieć na spotkaniu autorskim”… Albo to, albo mamy inne definicje mizoginii.