Michaśka wraca

Posted: 20th Listopad 2011 by Łukasz in biblioteka

Nowy Witkowski daje radę. Więcej nawet – kopie dupę i podnosi stężenie piękna i dobra w naszym ponurym słowiańskim uniwersum. Dzięki niemu ta jesień jest lepsza. Mniej bolą lodowate poranki, II rząd Tuska, III tajemnica smoleńska. Radość tym większa, bo zacząłem już otwarcie powątpiewać  w twórcze moce Michaśki. A to za sprawą tego kosmicznego zonka, jaką była „Margot”, i tych słabych jak chomik po lewatywie felietonów w „Polityce”. Skończyłaś się, mała, przepadłaś z kretesem w tej Warszawce, kochanie, mruczałem sobie pod nosem, gdy częstowałem się ostatnimi produkcjami Witkowskiego. A tu raptem – bam. Bam, bum i bach! Po prostu wejście smoczycy i jasnym się staje, że królowa jest tylko jedna.

„Drwal” to kryminał, ale zawiodą się ci, którzy podbiją do niego jak do jakiegoś klasycznego kawałka, w którym łebski acz zapijaczony detektyw rozkminia kto dosypał cyjankali do ulubionego latte babci. Ojcem duchowym „Drwala” jest Gombrowicz a nie Raymond Chandler. I właśnie gombrowiczowski „Kosmos” wydaje się być dla Witkowskiego arcywzorem, wedle którego skroił swoją powieść.

Bohaterem „Drwala” jest trzydziestosześcioletni literat o imieniu Michał, hedonista, gadżeciarz, przekochany prosiak z nadwagą, hipochondryk, lekoman i ciotka, będąca psem na lujów, który daje nogę ze stolicy, by w nadmorskich ostępach poukładać się ze sobą i w sobie. Przejadły mu się warszawskie luksusy, ptifury i lasery, postanawia więc zbiec tam, gdzie znajdzie tegoż wszystkiego przeciwieństwo – gdzie będzie tanio, kiczowato i niefajnie, ale będzie prawdziwie. Czysto. Lepiej wybrać Michał nie mógł – bałtyckie wybrzeże po sezonie, Wolin, Świnoujście, Międzyzdroje bez letniego makijażu, z niegolonymi nogami, nago i na kacu. Prywatną pasją Michała są faceci z domkami – starsi jegomoście, którzy się borsuczą w wygodnych miejscówkach na odludziu, zajmują służbówki, kanciapy i dziuple, trochę cieciują na obiekcie, a trochę udają, że to robią. Markotnieją tam, milkną, melancholizują się ile wlezie. Michał zjeżdża właśnie do takiego typa i zalega w jego leśniczówce. Na początku jest sielsko – bez skrępowania podjada z farmakologicznych zapasów Roberta, właściciela lokum, zapada w kimę po godzinie 16, czyta stare pitavale i inhaluje się świeżym powietrzem. Jednak idylla nie trwa długo. Ciekawski i szukający na gwałt surowca do planowanego kryminału Michał wnet rozkręci aferę od której zatrzęsie się cała okolica i serce czytelnika.

Niczego więcej nie wyjawię, żeby przyjemności wam nie skazić. Dodam jednak, że powinniście czuć się usatysfakcjonowani, bo Witkowski zadbał w tej książce o swoją klientelę niczym hojny wujek-sponsor. Jest grubo. Mamy i tajemniczą śmierć tajemniczej femme fatale, gangusów rodem z serialu „07 zgłoś się”, opuszczony rządowy ośrodek  wypoczynkowy, w którym duchy nazistów to najbardziej łagodna dolegliwość, konkretne wałki, subtelne defraudacje, skandynawskich przestępców, mężów-rogaczy, wyjące z zawiści żony i PRL. Ponadto Witkowski powołał do życia galerię kapitalnych postaci – Rozklekotany, Goguś, Jadzia Parszywa, Kurwiszon Jaśka, Cierpisz Mariola, prawdziwy hipster, wąsaci taksiarze, prostytutki w cekinach, jurne luje. Zwłaszcza jeden, Mariuszek, zalezie Michałowi za skórę i przyprawi go o miłosny zawrót głowy. To współczesna inkarnacja gombrowiczowskiego parobka, tego niższego, tego autentyku z poobgryzanymi paznokciami, bez manier i w dresie, który stanowi żywą i fascynującą antytezę wymuskanych i zblazowanych mieszczuchów.

No i język. „Drwal” to księga najróżniejszych stylówek – portfolio mistrzowskich umiejętności Witkowskiego. Czego tu nie ma!  Pastisze, aluzje, trawestacje, kryptocytaty, parodie. Narracja w pierwszej osobie, w trzeciej, w boskiej, pedalskiej i a’la Nienacki. Zdania Michaśki żarzą się, wibrują, buczą i napierdalają po zwojach, że hej. „Drwal” to ponad 400 stron czyściutkiej zabawy, gęstego jak żel mroku i przednich literek. Brać i mlaskać!

 

  1. Dawid pisze:

    No dobra, skoro piszesz, że Witkowski w formie – spróbuję. Bo po „kosmicznym zonku” sprzed dwóch lat straciłem do Michaśki serce.

  2. Michał pisze:

    Michaśka dziękuje autorowi i podziwia jego talent stylistyczny!

  3. Łukasz pisze:

    @ Dawid

    Nie, tutaj jest inaczej. „Drwal” daje na wszystkich poziomach. Nie zawiedziesz się.

    @ Michał

    Bardzo dziękuję autorowi za miłe słowa. Kiedy druga część „Drwala”?

  4. fabulitas pisze:

    Witkowskiego to na razie nawet nie chce mi się chcieć, ale jeszcze kilka dobrych recenzji i rozważę.

  5. Łukasz pisze:

    @ fabulitas

    Nie lękaj się, czytaj „Drwala”.

  6. winner.schnitzel pisze:

    Ha, fraza mnie ujęła już w zajawkach Trójkowych, co to Chyra czytał; a po takim dictum po prostu skieruję do najbliższej księgarni. Dziękulski.

  7. Te felietony w Polityce są takie straszno-straszne, czy to Witkowskiego, czy Dehnela (kryste) czy kogoś tam innego, że czasami myślę jakoby to trolling jakiś, bo jak można tak koszmarnie nudzić. Tylko Wiedemann daje radę, ale on się nie pierdoli tylko wkleja sobie Sceny Łóżkowe – wersja poszerzoną i kto lubi humor Wiedemanna ten się śmieje i już. Ale skoro piszesz, że dobre, to podczytam w jakieś księgarni, przy „Barbarze…” się trochę pośmiałem, więc może i teraz Witkowski da radę. Że słuch ma to wszyscy wiemy.

  8. Łukasz pisze:

    @ galopujący major

    Co do felietonów w „Polityce”, to mnie sie wydaje, że takiemu Michaśce po prostu nie zależy za bardzo i wali tam autotematyczną bieżączkę. Natomiast panu Jackowi zależy aż za bardzo i rypie od razu ze stu haubic. Twardoch też jest straszliwy – w każdym tekście wykluczeni i inwalidzi, nad którymi on się pochyla i bezinteresownie zabiera ich ze sobą w swoją nieśmiertelność.

  9. Jolantis pisze:

    „Drwal” – pierwsza połowa 100% Witkowski (w najlepszym wydaniu), dalej 50% kryminał i 50% Witkowski. Pierwszorzędny kąsek dla wtajemniczonych w Michaśki twórczość.

  10. Mag pisze:

    co za tekst! Lepiej bym tego nie ujęła :) A „Drwal”- świetny, połknęłam jednym haustem i się nawet nie udławiłam :)

  11. Łukasz pisze:

    @ Mag

    Dzięki za komplementy!

  12. A. pisze:

    Byłoby super, gdyby gospodarz zrecenzował „Suttree” McCarthy’ego. Bo nie wierzę, że to jest książka o dwie klasy gorsza od nowego, jak zwykle mętnego Michela chciałbym-fajnie-pisać-ale-za-chuja-nie-potrafię Houellebecqa, a tak sugeruje recenzentka wspomnianej już tu „Polityki”…

  13. Łukasz pisze:

    @ A.

    Się zrobi „Suttree” do końca roku. Dopiero. Ale kilka zacnych projektów jest na tego blogaska szykowanych równocześnie. A Sobolewskiej to proszę nie czytać, gdyż jej teksty to zazwyczaj wyjątkowa chała. Swoją drogą, jak to jest, że w takiej Polityce jest ona z recenzjami literackimi, a nie, na przykład, ja? Apokalipsa.

  14. @Łukasz – Ale Dunin „Drwala” jednak zjechała, nie całkowicie, ale jednak. Zgadzam się, że pisarze nie powinni pisać felietonów, jeśli nie mogą się temu naprawdę poświęcić. Albo nie potrafią zrozumieć, że ich myśl podana w tej stylistyce, to nie to samo co obudowanie narracją powieści. Wychodzi blado, nieciekawie i banalnie. A powinno być z zębem. Twardoch ze swoimi prawicowymi mentorami, zachowuje się jak Polaczek, który na Wyspach chełpi się, że zna już angielski. No dobrze przeczytałeś Burke’a i Tocquevilla, ale, drogi Szczepanie, pewnie nie Ty jeden, więc Twój konserwatywny dystans i wzniosła racjonalność to jedna wielka, setki razy przeżuta, bieda i skończ już nudzić.

    PS Jeśli chodzi o Sutree, to ja – jeśli można – chciałbym parę słów o McCarthym w kontrze do Faulknera. Mam swoje zdanie i sam się sposobie do notki.

  15. tym pisze:

    Eee, panie autorze recenzji literackich, nie przesadził Pan, pisząc: „A Sobo­lew­skiej to pro­szę nie czy­tać, gdyż jej tek­sty to zazwy­czaj wyjąt­kowa chała”. Słucham? Może tak nie oceniaj ostro. Bo wiesz, nic do ciebie ogólnie nie mam, nawet nieraz pochwaliłem cię za recenzję. Ale jak tak będziesz jeździł, obrażał, szerzył swoje prawdy na blogasku, to uwierz, że nie tylko mnie się to nie będzie podobać.

  16. Łukasz pisze:

    @ tym

    Ej, ale to chyba Ty jesteś u mnie, a nie ja u Ciebie, prawda? Więc sobie daruj groźby i pouczenia. Jeśli Ci coś nie leży, to w przedpokoju światło koło lustra się zapala.

  17. Łukasz pisze:

    @ galopujący major

    No tak, ale ona się go nawet przy „Lubiewie” czepiała. Że za mało radykalny, a za bardzo literacki i mógł jako zaangażowany pisać, a nie że atlas ekstrawaganckich ciotek. Wiesz, jak Dunin chwali Shutego i Malanowską, to taki Witkowski nigdy jej do końca nie będzie pasował.

    Czekam na Twoje zdanie o Suttree. Przeczytam z przyjemnością.

  18. tym pisze:

    Ej, nie grożę Ci. Nie doszukuj się tego co nie ma w moim komentarzu. To jest strona, na którą może wejść każdy kto chce, nawet Justyna Sobolewska. A tego grypsu z lustrem i światłem to nawet nie próbowałem zrozumieć, bo i po co? Pisz dalej recenzje i opowiadania.

  19. nameste pisze:

    @Łukasz: Że za mało radykalny, a za bardzo literacki i mógł jako zaanga­żowany pisać, a nie że atlas ekstrawaganckich ciotek.

    No nie wiem, w tej recenzji „Drwala” jest sporo konkretów dot. stricte roboty pisarskiej i jej efektu, to nie jest li i jedynie mglisty zarzut „zbyt małego zaangażowania”. (Czyżbym musiał sam przeczytać w celu wyrobieniasobie? Hm.)

  20. Łukasz pisze:

    @ nameste

    No tak, ale to w gruncie rzeczy nie chodzi o to, że „Drwalem” się Dunin nie posłuży? A Malanowską, Shutym, Zygmuntem i owszem, bo w ich książkach będzie miała narzedzie/oręż i materializacje swoich tez polityczno/społecznych? A „Drwal” to zabawa, pokaz umiejetnosci i Michaśki skok na kasę. Skoro nawet takie zdyscyplinowane formalnie, świeże i komingautowe dzieło jak „Lubiewo” jej wadziło, to jasne, że tym bardziej „Drwala” pokochać nie mogła.

  21. nameste pisze:

    @Łukasz: zimna krytyczka, nie daje się ot tak uwodzić ^

  22. ka pisze:

    No i ten język…Przede wszystkim język! Tak pojechanych na jednym wdechu 440 stron dawno nie czytałam. Połknęłam w niecałą dobę i jeszcze trawię. Dam moim dzieciom rocznik 79 na gwiazdkę jako załacznik do kolejki lego duplo dla moich wnuków. To wszystko kiedyś bedą nazywać klasyką, a czytanie Drwala – trendem kulturowym, jakkolwiek surrealistycznie to teraz brzmi :)

  23. petroniusz pisze:

    przekonałeś mnie, czytam. Pojechany ten drwal! :-) No i luje z pieczarkami w Szwecji!