Po świętach

Posted: 26th grudzień 2011 by Łukasz in demo emo

Po 3 dniach świąt czuję się jak Wiliam S. Burroughs w 57 roku w Tangerze – organizm przetacza już tylko cukier i mak. W słuchawkach rozpuszcza się Sun Glitters, prezenty pylą syntetycznym zapachem nowości, za oknem grudzień udaje listopad z wierszy Świetlickiego. Piszę. Czytam. Obcuję z Gosią. Niby więc powinno być dobrze. A jednak nie jest.

Ostatnie 3-4 miesiące tego roku przeżyłem w takim tempie i pod tak miażdżącymi ciśnieniami, że teraz najchętniej bym tylko leżał i patrzył w sufit. Przez tydzień. Żeby mi się w głowie poukładało to, co do niej wpadło i ustało to, co się wzburzyło. Żeby pousuwać z siebie rzeczy zbędne, szkodliwe i tanie. Gdyż i takich zebrało się we mnie od groma. Tak, tak. Potrzebuję gruntownego resetu i postawienia pewnych kwestii od początku. Czemu? Bo sam nie wiem kiedy nabawiłem się chronicznej nieufności wobec siebie i swoich wyborów, trzęsiączki duszy, niezdecydowania na granicy paniki. Czego materialnym uzewnętrznieniem jest te kilka(naście) otwartych opowiadań, notek blogowych i innych form, których nie mogę zamknąć od dłuższego już czasu. Część z nich z pewnością nie doczeka się puenty w ogóle. Część jednak, nawet jeśli składają się na nią kawałki marniejsze od tych z góry zakwalifikowanych przeze mnie do sczeźnięcia, znajduje się w zasięgu moich umiejętności i wypada dociągnąć je do krągłej finalnej kropki. Takie postanowienie na 2012.

A jeśli mam tego dokonać w rozsądnym terminie i na zadowalającym poziomie – zadowalającym was, mnie, i ducha Witolda Gombrowicza – muszę zmienić strategię pisarską, tematy, godziny pracy. Z używanego do tej pory przeze mnie pióra spuścić stary inkaust i nabić je na powrót nienawiścią, która zapiecze tych złych, ironią i zawiesistą autobiograficzną juchą. Odświeżenia wymaga zestaw trików, z którego korzystałem w trakcie pisania Pocztówek z Paranoi. Same Pocztówki stoją również przed niemałą metamorfozą. Otóż chcę – i to bardzo – prowadzić na nich kilka równorzędnych literackich żywiołów, które będą zaspokajały moje skomplikowane potrzeby estetyczne. Zależy mi przede wszystkim na tym, by nieco przygasić neon z napisem: NOWOŚCI KSIĄŻKOWE. Nie po to, by od godziny zero pisać wyłącznie o niszowych prozaikach z dwudziestolecia międzywojennego, ale żeby móc o nich pisać bez dojmującego uczucia, że zaniedbuję swój podstawowy obowiązek, jakim jest informowanie na bieżąco o tym, co z aktualnej oferty wydawniczej przeczytać warto a czego nie. Oczywiście, wiem. Nikt z was mnie tymi powinnościami nie obarczył. To ja sam i samemu sobie wyrządziłem. Na własne życzenie wmanewrowałem się w taki oto układ odniesień, w którym data pojawienia się książki na rynku zamiast być jedynie wyróżnikiem, stała się walorem. Ściśle się to wiązało z moimi intencjami – srodze idealistycznymi, dodajmy, i w praktyce niewykonalnymi, uzupełnijmy – które mi przyświecały u zarania Pocztówek, by owe Pocztówki były przeglądem, rankingiem i przewodnikiem po książkowych nowościach. Z czasem jednak założenia te uległy daleko idącym wypaczeniom i degeneracjom, przez co pewnego dnia obudziłem się w sytuacji, w której czytam, powiedzmy, kolejną powieść Cormaca McCarthy’ego czy Houellebecqa nie dlatego, że nabrałem uzasadnionych przeczuć, iż znajdę w nich coś dla siebie istotnego, ale z tego powodu, że miały właśnie swoją premierę. Mało tego – bywało, że odkładałem jakiś interesujący tytuł, żeby poznać ten, który mógł się wylegitymować datą 2011 jako data wydania. Wobec zaś pozycji sprzed roku – nie mówiąc już o tych sprzed lat 10 czy 50 – żywiłem głęboką nieufność, czy ich ewentualna prezentacja na łamach Pocztówek spotka się z jakimkolwiek zainteresowaniem. Tak było. Ale nigdy nie jest za późno, żeby się zatrzymać i pójść w przeciwną stronę. Lub chociaż mocno skręcić.

[foto allmoviephoto.com. All rights reserved.]

  1. nameste pisze:

    Z pewnością potrzebujesz wsparcia na tym zakręcie. Oto ono: !

  2. Łukasz pisze:

    @ nameste

    Dziękuję. Masz swój niemały udział w krystalizowaniu się u mnie wojowniczych postaw. O czym z przyjemnością zawiadamiam.

  3. bekon pisze:

    Starsze książki ok.

  4. kolega Tetrix pisze:

    Popieram porzucenie Mission Impossible. Są zadania, które lepiej pozostawić Tomowi Cruise’owi, on ma dublerów, niech się męczy. Jeśli zaś dzięki temu otrzymamy więcej smakowitości, do jakich zdążyłeś nas już (na własne nieszczęście?) przyzwyczaić, to ja już się cieszę na 2012, mimo pewnych negatywnych konotacji tej daty, i nie, nic z tych rzekomo prekolumbijskich pierdół.

  5. Marceli Szpak pisze:

    Jak już jesteś taki Borołs w Tajgerze to siadaj doi pisania Nagiego Lunchu. Masz dwa lata.

  6. szprota pisze:

    To ja zadeklaruję wsparcie i popatrzę z bezpiecznej odległości.

  7. Łukasz pisze:

    @ bekon

    ok.

    @ kolega Tetrix

    Dzieki za poparcie i miłe słowa.

    @ Marceli Szpak

    Skoro już tutaj jestem, to chyba będzie trzeba.

    @ szprota

    Buziak!

  8. urbane.abuse pisze:

    Ja też wspieram i popieram! Tylko się nie baw z Gosią w Wilhelma Tella…

  9. ka pisze:

    Będę czytać bez względu na wiek opisywanej książeczki. Jenak lubię chwile takie jak ta, kiedy ktoś odkrywa, że newborny nie są jedynymi godnymi uwagi obiektami na tym świecie. I za to odkrycie poświąteczne dzięki!

  10. arte pisze:

    ciśnienie nowościowe to zło! jak redakcja nie trzyma na muszce, to po prostu pisz, co tam się samo w ręce wciśnie. chociaż liczę na McCarthy’ego i oczywiście Twardocha, jak coś nowego wyda (a wyda na pewno;)

  11. fan-terlika pisze:

    Do diabła z nowościami, i tak mało które są w bibliotece.

  12. galopujący major pisze:

    Żadnego Twardocha, raz był i już starczy. Chcemy Pamuka, Updike’a, Celine’a, Pereca itd.
    A jeśli można, to jakiś globalny ranking by się przydał, na ile coś jest absolute must read, a na ile nie jest. I czy warto wydać te 30PLN, czy można sobie podreptać do biblioteki.

  13. kolega Tetrix pisze:

    Majorze, jak rany, taki „globalny ranking” wygląda mi podejrzanie podobnie do protezy gustu. Also, 30 PLN? Toś pan wykluczył każdego majorsa, im się nie opłaca tak tanio sprzedawać książek. Trzeba dodać tak z 33%, no i VAT…

  14. @kolega Tetrix – ale ja „30PLN za stare książki” mam na myśli. Żeby kupić nowość w jakimś Empiku to hmm… musi być naprawdę, naprawdę coś ekstra.

  15. arte pisze:

    @galopujący major

    ale przecież ktoś PRAWDĘ pisać musi.
    poza tym jedno nie wyklucza drugiego itd.!

  16. Dawid pisze:

    Też się budzę z takimi myślami, zwłaszcza od czasu, gdy McCarthy i Houellebecq wyszli prawie jednocześnie. Więc: zacna decyzja, za zakrętem morze zapomnianych książek. „Moscoviada” na rozgrzewkę?

  17. Łukasz pisze:

    Kochani, będą i nowości, ale nie w takim natężeniu. Chcę w 2012 roku pisać o rzeczach, które mnie naprawdę przeorały, dotknęły, zostawiły mi coś na mózgu. A dotąd bywało czasami tak, że zasiadałem do książki, i potem do notki, bo tytuł nowy i trzeba ogłosić swoje stanowisko. Więc już nie chcę w ten sposób. Empik sterroryzował wydawców kultem nowości, a oni tym samym z kolei steroryzowali nas: krytyków, miłośników, czytelników. Należy się zatem wyłamać i nadrabiać stracone kniżki.

  18. Asia pisze:

    oj, dosyć mi to wszystko bliskie,ech. kiedy konieczność, ekonomia czasu i inne tak zwane wymogi praktyczne wypierają autentyczność, i znika gdzieś – jak mam wiele uwag ale do skubańca, tak tu miał rację – nietzschezjańskie „ich will”. Życzę powodzenia!