Tu Moskwa

Posted: 29th grudzień 2011 by Łukasz in biblioteka

Nie wiem, co wam pomogło przetrwać święta i to, co działo się przed nimi, ale w moim przypadku był to Jurij Andruchowycz. Jego „Moscoviada” robiła mi za ostoję w tych ciężkich dniach odysejowania po sklepach, wyczynowej konsumpcji i intymnego obcowania z bliższą i dalszą rodziną. Jeśli czułem, że mi jest za dużo, odbijałem w bok i łapałem się za Andruchowycza. Dzięki niemu jakby trochę mniej bolała ta dookolna późnogrudniowa rzeczywistość, spisek agresywnych, spokrewnionych i głośnych. Andruchowycz okazał się remedium idealnym. „Moscoviada” to gęsta muzyka odcinająca cię na kilka godzin od reszty. Podwójny album ukraińskiego trip-hopu. Miazga w uszach.

Z Andruchowyczem miałem do czynienia już kilka lat temu: przeczytałem jego „Dwanaście kręgów”. Nic, spłynęły. Potem mnie jeszcze od niego skutecznie odstraszały te różne melorecytacyjne projekty, „Andruchoidy”, eseje o Ukrainie i tym podobne. Jednak przez cały ten czas pamiętałem, że Lem w którymś z wywiadów opowiadał, jak został porażony „Moscoviadą” nieznanego mu wcześniej pisarza Jurija Andruchowycza. Wstrząs musiał być konkretny, bo po skończonej lekturze Lem kupił od razu wszystkie jego dostępne po polsku książki. Na których z kolei zawiódł się srodze – piętnując je za to inwektywą: „postmodernistyczne”. Nie żeby mi Lem był tam drogowskazem na czytelniczych rozstajach. Ale – zostało. I mnie ta „Moscoviada” jakoś przez to uwierała, nie dawała spokoju. W końcu – sprawdziłem. „Moscoviada” jest wyjątkowa. Będę teraz potulnie nadrabiał zaległości z Andruchowycza.

„Moscoviada” opisuje jeden dzień z życia ukraińskiego poety Ottona von F. Ale jaki dzień i gdzie spędzony! Nie ma takiej transgresji, rozróby i zamieszania, w którym by ów von F. nie wziął udziału. To niezwykła sobota w niezwykłej Moskwie. Bo Moskwa przez którą wiedzie nas Andruchowycz, to nie jest ta Moskwa oficjalna, ta Moskwa od Kremla i Placu Czerwonego. Postępując w ślad za von F. poznajemy Moskwę nielegalną, zakazaną i apokaliptyczną. W ujęciu Andruchowycza jawi się ona już to jako zapuszczone infernum, już „ostatnie miasto Azji”, już to ogromne terrarium, w którym dokonuje się eksperymentów na żywych osobnikach, wpuszczając ich w skrajne sytuacji społeczne. Moskwa w „Moscoviadzie” to nie stolica szczerzącego kły i prężącego muskuły sowieckiego imperium, ale wszechświatowe centrum marazmu, zalegalizowanego obłędu i chaosu.

Lecz „Moscoviada” to przede wszystkim komiczno-tragiczny żywot owego wspomnianego już powyżej Ottona von F, ukraińskiego pisarza w średnim wieku, zgorzkniałego człowieka, bohatera, który musi zmagać się nie tylko z doskwierającą mu na każdym kroku doczesnością zjebanej metropolii, ale i z całym zestawem urojeń, bolesnych wspomnień i widm. W związku z czym von F. robi to, czego wymaga od niego jego osobiste położenie i konwencja: pije na umór, snuje się godzinami po Moskwie, odwiedza swoje kolejne miłości, spiera się z kolegami-literatami, wypomina własne błędy, przeżuwa stare klęski, organizuje sobie urodzaj wyrzutów sumienia i popada w psychozę. Ani się obejrzy, jak stanie się okruchem w oku sił mroku, autentycznych wariatów i KGB.

„Moscoviada” Jurija Andruchowycza to małe arcydzieło – perfekcyjnie funkcjonujący mechanizm, w którym wszystkiego, patosu, groteski, kapitalnych fraz, trafnych analiz, zdewastowanej Moskwy, bluzgów, złowieszczego śmiechu, dobrano w sam raz. Jest ona dla mnie połączeniem dwóch żywiołów – eleganckiej ironii a’la Bułhakow i nowoczesnej paranoi w duchu Pielewina, z tejże całym dobrodziejstwem inwentarza: ekspansywnymi szczurami, terrorystami, nieoficjalnymi liniami metra i przedstawicielami innych wymiarów. I jest to naprawdę mocarna fuzja.

  1. majkols pisze:

    a mnie „Dwanaście kręgów” wymęczyło… jakoś opornie najszło, wejszło i zejszło. A Andruchowycza na półce stoi jeszcze „Tajemnica” i „Perwersja” – na kiedyś.

  2. betinka pisze:

    Skoroś porażony „Moskoviadą”, padniesz na kolana i przed „Rekreacjami”. Polecam z czystym sumieniem, gdyż Twoje gusty literackie nie są mi obce (sorry). Popieram Twoją noworoczną woltę – precz z szybkością, nowością, młodością i terrorem szybkiego reagowania. Czekam na dalsze recenzje i podziwiam Twój kunszt literacki.

  3. Łukasz pisze:

    @ betinka

    Dziękuję za miłe słowa. A „Rekreacje” już do mnie gnają drogą pocztową.