po sezonie

Posted: 10th lipiec 2012 by Łukasz in transmisje

Taką miałem raz przygodę. Gdańsk-Jelitkowo po sezonie. Wrzesień w pełni, dużo słońca, ale czuć w powietrzu, że już niedługo będzie po sprawie i wszystko wróci do ziemi. Bawię z pisarzami w hotelu Rzemieślnik. Na obiad chodzę do Tawerny Klipper. Przyjemnie i z widokiem na sino-zielony Bałtyk, przelewający się jak szczyna w za małej miseczce. Klipper to pawilon na plaży z ogromnymi oknami. Tego dnia miałem pójść tam z A., którą się opiekowałem, ale A. powiedziała mi, idź pierwszy, dojdę, ja tutaj jeszcze muszę. Wychodzę, wchodzę.

Pustawo raczej. Nikogo z obsługi. Gra radio. Przy jednym ze stolików siedzi dziewczyna. Sama. Młoda, piękna. Klasyczna sytuacja. Bo ona, oczywiście, musi być piękna w bolesny sposób – jej uroda musi zaboleć, zapiec. Nie ma lekko. Tak to przecież działa, bywasz tu, tam, obserwujesz i nic. Chcesz zjeść filet z kurczaka o godzinie 16 na końcu Polski i nadziewasz się na epifanię roku. Jest to pierdolnięcie z tych konkretnych, ktoś właśnie położył lodowaty palec na twoim sercu. Kruche ramiona, wspaniałe, symetryczne obojczyki. Duże B. Cała w piegach, znamionach. Przydymiona karnacja. Ponad jej głową unosi się kłąb kręconych włosów – miniaturowe tornado, osobne żywe widowisko. Ma zielone oczy i widzisz w nich pewność. Ona wie, jak potężną mocą dysponuje. Wie, że jest tą, której faceci śpiewają pieśni miłosne, kombinacje pin. Dla której dają nogę ze swoich domów, której zapisują atrakcyjne działki w centrum i auta, dla której w ofierze gotowi są złożyć któryś ze swoich czynnych gruczołów.

Ale tutaj nic się nie zdarzy. Jestem dla niej tylko zwalistym kształtem w drzwiach, co zabrał jej światło, hałasem, cudzą obecnością, którą należy odnotować, skasować. Po tej sekundzie wraca więc do przerwanej czynności. Czyta dalej. Oczywiście, co może czytać taka jak ona w tej wymarłej knajpie, w której akurat słychać najbardziej trip-hopowy kawałek Krzyśka Krawczyka? „Najpiękniejszą dziewczynę w mieście” Bukowskiego.

Niech ktoś zrobi tak w literaturze, to mu nie uwierzę.

  1. kolega Tetrix pisze:

    Czasami jest tak, że wczorajszą funkcję Hłaski dziś spełnia Bukowski. A za godzinę – Keret.

  2. nameste pisze:

    W tym kawałku występują elementy, których pojawienie się podejrzewane jest o niekonieczność. „Szczyna w misce” jest po stronie narratora, nieprawdaż, ale czemu w takim razie zaczyna zdanie od „przyjemnie”, zbok jeden? A Krawczyk jest po stronie świata, świat bywa trudny, nudny i brudny, potworna muzyka w wymarłej knajpie, ok, chiaroscuro, ale czemu narrator napieszcza Krawczyka poufałym „Krzyśkiem” (zbok jeden)?

  3. kolega Tetrix pisze:

    Ja nie narrator, ja tu tylko tak z offu, ale o Krawczyku per „Krzysztof” to chyba tylko radiowi didżeje mówią, i może co poniektórzy rówieśnicy, co się za dużo tych didżejów nasłuchali. Nadmiar dignitas by na niego spadł.

  4. nameste pisze:

    @kolega Tetrix

    Ja mówię o Krawczyku per „Krawczyk”, a i to tylko wtedy, gdy naprawdę muszę.

  5. Łukasz pisze:

    @ nameste

    Ejże, ale to nie można sympatyzować z sytuacją i użyć do opisu tejże metafory, która sympatyczna nie jest? No i to jest zarazem taka korespondencja ze „smarkozielonym morzem”, na które onego czasu spoglądał pewien irlandzki młodzian o imieniu Stefan.

    A „Krzysiek”, bo to jest ten swojski „Krzysiek”, ten „Krzysiek” od zawsze, ten „nasz”.

  6. nameste pisze:

    @Łukasz

    „Smarkozielony” odsyła do spotykanej sytuacji (powszedniej), w tym sensie neutralnieje. Kto jednak i po co (przyjemnie?) leje do (za małej) miseczki i jeszcze na zielono, hm.

    „Krzysiek”, ten „wasz”, czy on w takim razie nie jest zbytnim przykręceniem narratora do tej strony (świata), po której już właściwie nie ma prawa się dziwić, że jak to, Bukowski?

  7. Łukasz pisze:

    @ nameste

    Już dobrze, dobrze. Pojmuję – i się zgadzam – że jak otwarcie jest od jest przyjemnie, to potem jednak szczyna robi nie to, co miała zrobić. (Nie leje sie na zielono, ale uryna jak długo stoi and zalega, to przybiera taką sino-zieloną barwę. Czy kolega widział kiedy używany rynsztok? Czy za młody?)

    „Krzysiek” mnie nadal nie kłuje. Lepiej gdyby zapodać: „Krawczyk”? Bo jednak „Krzysztof Krawczyk” to jakoś tak nobliwie i po radiowemu (Tetrix).

  8. nameste pisze:

    @Łukasz

    „Używany rynsztok”, hm. A może być popeerelwoski nigdyniemyty pisuar?

    Ws. Krawczyka K., czego nie rozumiem, to dlaczego w ogóle honorujesz go wzmianką personalną, nie można omownie („knajpie, w której akurat leci jakiś przechujowy kawałek diskopolo czy czegoś”)? Ale mogę czegoś głębokiego tu nie rozumieć, przeprasza się.

  9. kolega Tetrix pisze:

    Kontekst, „najbardziej trip-hopowy kawałek Krzyśka Krawczyka”, moim konsumenckim zdaniem, jak najbardziej zdrobnienie dopuszcza.
    A tak na marginesie – we wrześniu znów nad Bałtyk? Czy już nie?

  10. Barts pisze:

    @Łukasz
    Gites, nie muszę teraz polować na Twoje stare kawałki na Fejsbuku. Also, uważaj na przyjmowanie porad literackich od nameste, najnudniejszy bloger świata z absolutnie nieczytalnymi tekstami.

    @nameste
    „Krzysiek Krawczyk” przekazuje w sposób lekko ironiczny całą przaśność jego muzyki. Opisanie tego „omownie” (jest takie słowo w ogóle) wywołuje zupełnie inne konotacje podczas lektury.

  11. softmatsg pisze:

    „naj­nud­niej­szy blo­ger świata z abso­lut­nie nie­czy­tal­nymi tekstami”

    No wiesz co! Chyba twoja stara

  12. Zzz pisze:

    Ale opisik obiektu tak celny, że aż się mlaszcze po, chociaż może po prostu taki zbok jestem.