Spalanie

Posted: 10th styczeń 2013 by Łukasz in biblioteka

Styczeń, trudno. Pora budzenia w sobie nowych nadziei i psot na lodzie i w śniegu. Ale nie tym razem, nie w 2013. Bo tego właśnie roku mam zamiar pobić swój prywatny rekord w niewychodzeniu z domu i zgorzknieniu. Siedzę już ponad tydzień. Implozuję. Czytam Sebalda.

Sebald to dla mnie przeżycie. Zaczynam od podsamplowania cudzej frazy po to, żeby zyskać na czasie.  Stary numer tych, co się boją, że nie mają nic oryginalnego i ważkiego do powiedzenia. Bo przecież tak naprawdę powinienem zostawić tutaj samą okładkę „Pierścieni Saturna” z niewyszukaną jednozadaniową rekomendację („miażdży, total!”) i nie brnąć w tłomaczenie szanownemu państwu, czemu Winfried Georg Sebald jest międzygalaktycznym czempionem w pisaniu, w byciu smutnym, w pokazywaniu świata takim, jakim on, ten świat, jest. Niech się każdy z was tam na własną odpowiedzialność do niego uda i posłucha. Miła uchu opowieść, a serce robi się od niej czarne. No ale, że nocami nie mam co robić, nocami, które są dłuższe od waszych najdłuższych dni, więc siedzę przy biurku i w mulącym świetle godziny 3 czy 4 nad ranem zapisuję swoje wrażenia z co bardziej wstrząsających i dojmujących lektur z płochym postanowieniem ich późniejszego upublicznienia. Oto one.

Pierscienie-Saturna-Angielska-pielgrzymka_W-G-Sebald,images_big,17,978-83-7414-541-1[1]

„Pierścienie Saturna” to rzecz o pieszej wędrówce po Anglii Wschodniej, jakiej podjął się Sebald, a przynajmniej to zaokularzone, nękane lękami i z lekka spanikowane sebaldowskie „ja”, „ja” o nerwach jak szkło, prawie nie od odróżnienia od Sebalda Właściwego, w sierpniu roku 1982. Ale, oczywiście, nie tylko. Bo hrabstwo Suffolk, po którym krążył będzie Sebald, to nie urokliwa okolica, imponujących artefaktów i zdrojów pełna. Suffolk, jakim go on poznał i opisał, to terytorium, nad którym panowanie objęła pustka, kraina zaniku i rozpadu. Somerleyton, Lowestoft, Southwold, Walberswick, Woodbridge, Orford, Dunwich, Yoxford i inne wschodnioangielskie miasteczka i przestrzenie są w tej historii nie symbolami gościnności, rozumnej zabudowy czy spektakularnych osiągnięć kuchni regionalnej, ale przykładami dewastujących poczynań nicości i korników. Sebald patrzy i zapamiętuje. Zapuszczona linia wąskotorówki, podupadłe rezydencje i kurorty, opuszczone domy, widmowe hoteliki, wyludnione ulice, parki toczone przez żarłoczne pasożyty, cmentarzysko statków, tajemnicze instalacje wojskowe, „pola trujących alg”, nieruchome, bure morze. Lecz nie poprzestaje na biernej obserwacji i cichym skowycie. Stara się poznać i zrozumieć przyczyny upadku, odtworzyć kolejne stadia katastrofy. By tego dokonać, cofa się Sebald w przeszłość tej okolicy, bada jej dzieje, kombinuje, łączy. Studia i namysł nad Anglią Wschodnią, nad hrabstwem Suffolk, owocują nowymi kierunkami dociekań, te zaś wiodą do nowych tematów, osób, wydarzeń, na inne kontynenty, w głąb innych czasów. Czytający „Pierścienie Saturna” ani się obejrzy jak wyląduje z  Conradem w Afryce, u boku Swinburne’a, w Hadze, przed „Lekcją anatomii doktora Tulpa”, w ładowni rybackiego kutra na wzburzonych woda Morza Północnego, w obozie w Jasenovacu, w oblężonym Nankinie w ostatnich dniach powstania tajpingów.

Lecz książka Sebalda z całą pewnością nie jest sprytną kompilacją encyklopedycznych wypisów, nie jest zapisem autoerotycznego seansu pyszałkowatego erudyty. „Pierścienie Saturna” to demonstracja i wcielenie metody Sebalda – tej jego niezwykłej umiejętności godzenia na papierze osobistego i ogólnego, wiązania w jedno materiału historycznego, cytatu i własnej prozy. U Sebalda wszystko jest pod kontrolą – idealnie zsynchronizowane, docięte pod milimetr. Jego narracja to zazębiające się wątki, motywy, fotografie i zdania. Tutaj puenty są naturalnymi zwieńczeniami, konsekwentnym dopełnieniem szerszej partii tekstu, ironia jest użytecznym narzędziem, a nie panregułą, dygresje są dygresjami, czyli logicznymi i arcyciekawymi uzupełnieniami fabuły, a nie kompulsywnymi wyciekami spod serca wujaszka-gaduły, który uwielbia puszyć się przed towarzystwem i tokować w nieskończoność. Sebald daje innym pisarzom lekcję i siarczystego klapsa.

„Pierścienie Saturna” to wielki traktat o stracie, o traceniu. Bo w ujęciu Sebalda dzieje świata, miejsc i ludzi, to dzieje zniszczenia, spalania, ciągłego rozżarzania i stygnięcia, rozsypywania się w popiół. Tak właśnie jest, inaczej nie będzie. „Jedna straszna sekunda i już po całej epoce”.

  1. Las Kultury pisze:

    Na takich książkach powinny widnieć ostrzeżenia „Minister Kultury i Dziewictwa Narodowego ostrzega: Miła uchu opo­wieść, a serce robi się od niej czarne”. Zacne.

  2. Ard pisze:

    Jak już tu kiedyś pisałem – „Pierścienie” akurat podeszły mi o wiele mniej od „Wyjechali”, ale mniej fajna książka Sebalda to i tak Parnas. Za radą gospodarza nadrobiłem „Austerlitz” (cudo, dziękuję za polecankę!) i odpuściłem „Czuję. Zawrót głowy” (przynajmniej na razie). Teraz z kolei czekam właśnie na paczkę z Amazona, w której są „Campo Santo” (której przedsmak był niegdyś w „Dwutygodniku”) oraz coś na kształt wierszy zebranych, bo w WAB-owskim tempie te rzeczy ukażą się pewnie już drugiej w połowie tej dekady.

  3. Tomek Desperak pisze:

    Hmmmm,
    Pierścienie ‚połknąłem’ jakieś dwa lata temu, a ostatnio ‚Austerlitz’.
    Mogę to opisać krótko – to jest… literatura.
    Poza tym jego styl jest często gęsto bardzo ‚fotograficzny’ ;)

    Łukaszu, zdrówka na nowy rok!

    T

  4. Łukasz pisze:

    @ Las Kultury

    Dzięki!

    @Ard

    „Campo Santo” ma być ponoć rzucone przez WAB na początku roku 2014. Zobaczymy. A „Austerlitz” wielka rzecz. Napiszę jeszcze kiedyś o tej książce. Czytałem ją już 3 razy. Przeczytam 4 – i napiszę.

    @ Tomek Desperak

    To sobie jeszcze koniecznie zaaplikuj „Wyjechali”. Dziekuję za życzenia.

  5. Tomek Desperak pisze:

    Cała ‚dyskografia’ Sebalda stoi sobie na półce i czeka, bo dawkuje sobie tę rozkosz. ;)

  6. betinka pisze:

    Najgłębiej zapadły we mnie dwa Sebaldy: Austerlitz i Wyjechali. Ale za to mocno.

  7. thunderball pisze:

    Niezle trafilem, swietna recenzja. W piatek w TOK FM premier Tusk opowiadal ze z zachwytem czyta Sebalda. Mowil wlasnie o „Pierscieniach Saturna”.

  8. Łukasz pisze:

    @ thunderball

    No i masz, jaka rekomendacja i od kogo! To dobrze, Sebaldem trzeba siać w narodzie.