Bania

Posted: 21st czerwiec 2013 by Łukasz in biblioteka

Pytacie mnie często w listach, sms-ach i rozmowach prywatnych, co należy czytać, gdy kraj tak mocno doświadczany jest przez skwar i obłęd. Odpowiadam tutaj i z marszu: Pielewina. Otóż właśnie jego, kochani, kochane. Pielewina zawsze i wszędzie nie tylko dlatego, że dobrą literaturę,  mocną, pomysłową i z jadem, to zawsze i wszędzie, ale i z tego powodu, że opisywane przez niego persony, tereny i sytuacje jak ulał pasują do Polski, Naszej Matki Na Kwasie. U niego poczujecie się u siebie – i nie poczujecie różnicy pomiędzy rozfalowaną od halucynacji i przemocy Rusią a ojczyzną, w której dziennikarze biorą stronę skapcaniałych i bezużytecznych zjebów z parlamentu, władza puszcza z dymem tłuste tauzeny i jeszcze tłustsze cygara, kler wciąż okupuje, z gleby wyrastają pięćdziesięciometrowe Jezusy, razwiedka działa, zygoty giną w nieustającym holokauście, a do Smoleńska leciały dwa Tupolewy, z czego w jednym z nich ulokowano klony. Zatem – wentylator, leżak i Pielewin w garści. Zestaw ratunkowy, dzięki któremu uda się przetrwać napływ morderczego afrykańskiego powietrza i przy okazji zaliczyć niekiepską zabawę.

i-krysztalowy-swiat[1]

Właśnie skończyłem tom jego opowiadań i teraz daję temu wyraz. „Kryształowy świat” to rzecz więcej niż przyjemna w konsumpcji i przebogata treściowo i formalnie. Stanowi ona zarówno doskonałe wprowadzenie do jego twórczości, pozwala zorientować się nowicjuszom w humorze, frazie i tematach tej cudownej hybrydy Huntera S. Thompsona i Dostojewskiego, jak i powinna być pozycją obowiązkową dla tych, co znają go, cenią i lubią razem z nim dać w dryf na skraj rzeczywistości. To ponadto i solidny dowód na to, że i robiąc w krótkich formach Pielewin robi. Oraz – nie lękajmy się, nie lękajmy pokąsać pośladków mistrza – Pielewin skondensowanych, zwięzły, skoncentrowany na pomyśle i jego rozwinięciu – przeciwieństwo tego Pielewina, któremu w niektórych ze swoich powieści zdarzało się wypływać na szerokie i mętne wody drętwego filozofowania, gadulstwa i nudy.

Co więc dostajemy w tym dziewiętnastopaku opowiadań? Mnóstwo. Ćpanko i siła nieczysta w rewolucyjnym Piotrogrodzie, mityngi wilkołaków, absolutnie przerażający i mistrzowski kawałek zatytułowany „Wieści z Nepalu” o tym, że po jest niemal tak samo, jak przed, Karola Darwina uprawiającego poznawczy wrestling z gorylami, kolonistów opowiadających sobie nocą horrory i baśnie, moskiewskie babcie klozetowe dywagujące o naturze świata, swatkę-medium, która wywołuje duchy pomarłych na rosyjskiej ziemi nazistów, by ożenić ich z kobietami w potrzebie, przenikliwe studium obsesji i pęczniejącej paranoi („Wychrub”), prawdziwą historię niemieckiej Wunderwaffe, Uran Bator i wiele, wiele innych omamów, rześkich narracji, demonstracji ironii i pisma „Skandale” wymieszanego z Bułhakowem i Czechowem.      

Niech pierwsze zdanie tej książki, zdanie otwierające tytułowe opowiadanie  – tłumaczenie: Ewa Rojewska-Olejarczuk – da wam cierpki przedsmak tej imprezy i tego stylu.

„Każdy, komu 24 października 1917 roku zdarzyło się wąchać kokainę na wyludnionych i odczłowieczonych piotrogrodzkich ulicach, wie, że człowiek wcale nie jest królem stworzenia”.

  1. Zaciekawiony pisze:

    Też lubię Pielewina. Najbardziej chyba zbiorek „Żółta strzała”.

  2. kolega Tetrix pisze:

    Ej, ale że hola, no. W której z wydanych po polsku powieści Pielewin twoim zdaniem wypłynął na te wody szerokie a mętne? Bo nie kojarzę.

  3. Łukasz pisze:

    @ kolega Tetrix

    A ja miałem takie odczucia, na przykład, podczas czytania „Empire V”. Mętnie, nudnawo tam szło to wprowadzenia w świat i zasady wampirów. I przy „Świętej księdze wilkołaka”. Po prostu nie lubię jak on za bardzo odlatuje w kierunku buddyzowania, nirwany etc.

  4. Łukasz pisze:

    @ Zaciekawiony

    Ponoć już na jesieni ma się u nas ukazać kolejna jego rzecz. Czekajmy zatem.

  5. kolega Tetrix pisze:

    Przy „Świętej księdze wilkołaka” się pryncypialnie nie zgodzę, bo moje odczucia były mocno odmienne, a polskiego przekładu „Empire V” nie znam, chciałbym jednak zauważyć, że to książka, której narratorem jest dziewiętnastolatek. Więc mętność, czy w każdym razie nieogarnięcie, masz poniekąd jakby w pakiecie.
    Also, no weś pan, polskie przekłady Pielewina. Zaczyna się od przekręcania tytułów (nawet „t” udało im się spieprzyć, BIG SUCCESS, klasa sama w sobie), a potem już z górki.

  6. Zaciekawiony pisze:

    Do najciekawszych należy na pewno Hełm Grozy – podróż do środka głowy.

  7. Łukasz K. pisze:

    Zachęcony rekomendacją kupiłem „Kryształowy świat”. Przeczytałem pierwsze opowiadanie. Jeśli reszta jest tak samo (moim zdaniem) dziwaczno-nudna-jak-falki-z-olejem, to niech Pana licho, Panie Najder!
    Tak naprawdę, to źle Panu nie życzę, skądże! Bardzo cenie Pańskie pisanie. De gustibus, nie?

  8. Łukasz pisze:

    @ Łukasz K.

    No cóż, i tak bywa. Jednemu się ksiażka podoba, drugiemu – nie. Mnie się ten Pielewin akurat podobał bardzo i dałem temu wyraz na blogu. Może innym razem uda nam się zgrać w opiniach i ocenach.

  9. Wojtek S. pisze:

    Do Łukasza K:

    Kilka dni temu przeczytałem „Kryształowy Świat”. Pierwsze opowiadania rzeczywiście były dziwaczne, dużo było dołujących o śmierci, ale potem są już prawdziwe arcydzieła. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie czytałem i generalnie jestem zachwycony. Nie tylko pomysły Pielewina, ale i styl w jakim pisze, po prostu rzuciły mnie na kolana.

    Aha, po książkę sięgnąłem zachęcony przez Ultramarynę. Dzięki.