Każdy tonie inaczej

Posted: 3rd January 2014 by Łukasz in biblioteka

„Jak wyjaśnić, dlaczego popadł w zapomnienie jeden z najsłynniejszych i najbardziej fascynujących pisarzy politycznych dwudziestego wieku – Victor Serge?”. Takim oto zdaniem otwiera swoje obszerne posłowie do „Sprawy Tułajewa” Susan Sontag. Po czym sama próbuje sobie – i nam – na tak postawione zapytanie odpowiedzieć. Odpowiadając, ostrożnie i z wprawą rozbraja ten splot niekorzystnych i dramatycznych okoliczności, wyroków historii, osobistych wyborów i zwykłego fatum, jakim niemal od początku było życie Serge’a.

sprawa-tulajewa.1948627.2

Serge – „Victor Serge” to pseudonim literacki, jego prawdziwym imieniem, a właściwie imionami, i nazwiskiem było: Wiktor Napoleon Lwowicz Kibalczycz – urodził się (jak dodawał w swoich memuarach, „przez przypadek”) w Brukseli w roku 1890. Bruksela była jednym z postoi na szlaku ciągłej wędrówki jego rodziców, którzy na początku lat 80 XIX wieku uciekli z carskiej Rosji przed tyranią i tyranii tej uciskiem. To z pewnością po nich odziedziczył Serge potrzebę zaangażowania polityczno-społecznego i, będący tejże pasji pochodną, mus – niekiedy i konieczność – ciągłego ruchu, przemieszczania się, porzucania jednego kraju na rzecz innego. W efekcie czego Serge żył, mieszkał, działał i tworzył w Belgii, Francji, Hiszpanii, Rosji, Niemczech, Austrii i Meksyku. Powiedzieć o nim, że był zaangażowany, to nic nie powiedzieć. Jako 28-latek zjawił się w Rosji i przyłączył do rewolucji bolszewickiej (a już i wcześniej zawodowo agitował i trafiał za swoją aktywność do więzień), brał udział w oblężeniu Piotrogrodu, udzielał się na rzecz Komiternu, był razem z Trockim w opozycji wobec Stalina, za co został wykluczony z partii i przez lata poddawano go najrozmaitszym szykanom i represjom, z zesłaniem do Orenburga włącznie. W roku 1936 pozwolono mu w końcu opuścić Związek Sowiecki. Parę lat później –  ze strachu przed Hitlerem i Stalinem – wyemigrował z Francji do Meksyku, gdzie zmarł w roku 1947. Lecz nie tylko koleje burzliwego życia mogły zaważyć na tym, że jego dzieło zostało zapomniane przez następne pokolenia. Sontag pośród tych rozlicznych przyczyn wymienia również jego późny dość – bo w wieku lat 39 – debiut beletrystyczny, wyjątkową płodność pisarską (Serge jest autorem niezliczonych tekstów prozatorskich, publicystycznych, historycznych, politologicznych etc.) i to, że był „bojkotowany w powojennej Europie Zachodniej zarówno przez prawicę, jak i lewicę […]”. Sprawy z pewnością nie ułatwiał także i fakt, że ten urodzony w Belgii rosyjski prozaik, publicysta i kosmopolita pisał po francusku.

„Sprawa Tułajewa” – czytelnik polski otrzymuje ją w przekładzie Krzysztofa Teodorowicza – to powieść wybitna, znakomicie skonstruowana i napisana, w której, co krok, co stronę, znać pewną rękę autora i jego kolosalne umiejętności z radzeniem sobie, przetwarzaniem i wyciskaniem z materiału dokumentarno-literackiego samej esencji. Dzięki temu rzecz Serge’a z jednej strony „waży” i traktuje o sprawach nad wyraz istotnych i tragicznych, jest rodzajem błyskotliwej rozprawy ze stalinizmem, a zarazem wiarygodnym jego studium, z drugiej zaś – „Sprawa Tułajewa” to książka wciągająca, barwna i o szerokiej epickiej perspektywie, którą się czyta bardzo dobrze i z narastającym zainteresowaniem.

Tytułową „Sprawą Tułajewa” jest tajemnicze zabójstwo jednego z sowieckich dygnitarzy, „towarzysza Tułajewa”, odpowiedzialnego za liczne deportacje i czystki oraz okrutne i rozległe śledztwo, jakie w rezultacie tej śmierci zostało uruchomione przez aparat terroru. Nie będzie chyba z mojej strony nadużyciem, bo wiedzę o tym można zdobyć już po przeczytaniu ledwie kilkudziesięciu pierwszych stron powieści Serge’a, jeśli napiszę, kto jest za ten akt odpowiedzialny. Tułajewa zastrzelił niejaki Kostia, który otrzymał pistolet od swojego współlokatora, równie jak i on przeciętnego  obywatela sowieckiej stolicy, Romaszkina („zastępcy kierownika w biurze płac trustu Moskwa-Konfekcja”). Sam Romaszkin tuż przed wyczynem Kostii mógł w podobny sposób zgładzić Stalina (figurującego w „Sprawie Tułajewa” jako „Szef”), ale zabrakło mu odwagi. Choć Kostia jednak Tułajewa zastrzelił (i wiedział do kogo strzela), to trudno w tym wypadku mówić o jakiejś nadzwyczajnej jego odwadze czy celowym zamyśle. To zabójstwo bardziej impulsywne – przypadkowe, które przywodzi na myśl podobne zachowania Mersaulta czy Lafcadia. Ważniejsze dla świata powieściowego i intrygi okazują się konsekwencje tego czynu. Strata Tułajewa dla (stalinowskiego) systemu opresji i obłudy nie znaczy nic, wręcz przeciwnie – przynosi mu wyłącznie korzyści w postaci tsunami oskarżeń, wyroków i egzekucji wymierzonych w (mniemanych na ogół) wrogów i spiskowców. To ponadto doskonała okazja do rozpętania wszelkiego rodzaju intryg i wojenek, dzięki którym można w końcu oficjalnie pozbyć się oponentów, krytyków i rywali z serca władzy. „Sprawa Tułajewa” nie oszczędza bowiem nikogo, ktokolwiek stanie na jej drodze, dostanie się w zasięg jej rażenia – bo miał kiedyś do czynienia z Tułajewem, bo mógł mieć, bo ktoś powiedział, że miał lub mógł mieć – zostaje natychmiast aresztowany i osądzony. Bez względu na to, jakimi zasługami legitymuje się, kim jest, kto jest – lub raczej był – jego przyjacielem i protektorem. „Sprawa Tułajewa” jest demokratyczna, skuteczna i bezlitosna niczym śmierć. Kosi bowiem zarówno starych, ważnych bolszewików, intelektualistów, oddanych działaczy z Moskwy i terenu, weteranów hiszpańskiej wojny domowej, ludzi skromnych, prostych i zwyczajnych, jak i samych prokuratorów, enkawudzistów i śledczych, kat nadzwyczaj sprawnie i prędko zamienia się tutaj w kolejną ofiarę. Fala zbrodni i nieprawości jest w pewnym momencie tak już wysoka i silna, że jasnym staje się, iż śmierć Tułajewa była tylko pretekstem, momentem wyczekiwanego przesilenia, bodźcem koniecznym do tego, by system oczyścił się i zaktualizował.

„Sprawa Tułajewa” Victora Serge’a to wielka literatura i autentyczna przyjemność, choć oczywiście podszyta i grozą wynikającą z jego tematyki, obcowania z dziełem napisanym zarówno wnikliwie i drobiazgowo, jak i z rozmachem. To doskonały, realistyczny obraz stalinowskiej wielkiej czystki u końca lat trzydziestych XX wieku – według historyków tylko od sierpnia 1937 do listopada 1938 roku rozstrzelano w Rosji około miliona ludzi – jak i opis mechanizmów, które stanowią nieodzowną, fundamentalną składową każdego reżimu, są jego kośćcem i układem krwionośnym. Serge umiejętnie i ze znawstwem pokazuje, w jaki sposób organizuje się i zarządza przemocą, hipokryzją, strachem, przywilejami i ludzkimi emocjami. W tym państwie żony donoszą na mężów, niewinni po dwudziestogodzinnych przesłuchaniach podpiszą się pod każdym fałszywym i absurdalnym przyznaniem się do winy, bliscy znikają bez słowa na zawsze, hałas na schodach może oznaczać wizytę oprawców. Jeden z rozdziałów „Sprawy Tułajewa” zatytułowany jest „Każdy tonie inaczej”. To prawda. Ale prawdą jest również i to, że toną tam wszyscy.   

  1. goraraah says:

    http:

      

  2. Łukasz says:

    @ goraraah

    To świetnie, że zna pan/pani powieść Serge’a, ale bardzo proszę – w przyszłości – nie wykorzystywać już więcej mojego bloga jako podwody do swojego, dobrze? Jeśli ma pan/pani coś do powiedzenia na temat mojego tekstu lub spraw pobocznych, to proszę jednak pełnymi zdaniami w komentarzu. Dziękuję.

      

  3. stały czytelnik says:

    Sodówa uderzyła do głowy, co, panie Najder? Sugeruję, by – w przyszłości – zamiast w świętym gniewie szafować pustosłowiem i archaiczną polszczyzną po to, by Pański niedościgniony blog nie zachwiał się przypadkiem na glinianych nóżkach, po prostu skorzystał Pan z dobrodziejstw moderacji i usunął niewygodny komentarz. Skorzysta na tym i blog, i Pana publiczny wizerunek.

      

  4. Łukasz says:

    @ stały czytelnik

    Smutny i biedny człowieku, każdy, kto ma jakieś – jakiekolwiek choćby – pojęcie o netowej etykiecie, wie, że do dobrego tonu nie należy wieszanie linków do swojego bloga (na dodatek bez słowa komentarza) na blogu cudzym. Tyle. Na ból dupki polecam termentiol lub spacer w luźnej odzieży. Jeszcze raz wyskoczysz mi tutaj z taką agresja, to zaliczysz ban na wieki.

      

  5. bara says:

    thanks for your great post