Epickie

Posted: 27th Sierpień 2010 by Łukasz in biblioteka

Nie wiem jak u was, ale u mnie już jesień. Póki co, bo kalendarz nadal wskazuje sierpień, jest to jesień poufna, nielegalna, schulzowska – jesień in cognito. To co zwolennicy plażowania i smażenia biorą w swej naiwności za przejściowe załamanie aury, ja odbieram jednoznacznie: lato się chyli i umiera na waszych oczach. Jaskrawe pełnie, ścięte poranki, posiniaczone niebo, trailery nowego sezonu „M jak miłość”, wyrój parasolek na ulicach i zmierzch, lepki mrok, który osuwa się bez uprzedzenia, przed dwudziestą. Surowy Saturn nasłał już swoich dywersantów, uaktywnił piątą kolumnę. Szykujcie się na spleen w krwioobiegu i triphop w uszach. Rozglądajcie się za tłustymi tomami, które umilą wam mroczny czas wyborów samorządowych i ramówki TVP. Oto jeden z nich – „W komnatach Wolf Hall” Hilary Mantel.

Którą to książkę zacząłem w dzikich ostępach ziemi łomżyńskiej a skończyłem w deszczowej Łodzi. Czemu tak długo? Temu, że po pierwsze cegła, a po wtóre rzecz tak znakomicie napisana, że już po dwóch trzech częściach włączyła mi się opcja mlaskania, siorbania i obracania na języku wybranych akapitów i zdań. Było to entuzjazm zaprawiony żalem – żalem, że im moja uczta dłużej trwa tym szybciej zbliża się do końca i posuchy. Bo zaprawdę powiadam wam: na kolejną tak dobrą powieść historyczną będzie trzeba swoje odczekać.

„W komnatach Wolf Hall” opowiada o burzliwym i przełomowym okresie w dziejach Anglii – latach dwudziestych i trzydziestych szesnastego wieku – za sprawą którego ów kraj już na zawsze zmienił swoje oblicze religijne, społeczne i międzynarodowe. Centralną postacią tej opowieści jest Tomasz Cromwell, spiritus movens całej narracji, moderator historii Albionu. Widzimy go wpierw jako dziecko z nizin społecznych, syna kowala, który ucieka z rodzinnego domu przed ojcem, zwyrodnialcem i opojem, który życie Tomasza zmienił w jeden ciąg upokorzeń, pijackich burd i aktów agresji. Oko pisarki odnajdzie go po ćwierćwieczu – jest rok 1527 i Cromwell w niczym już nie przypomina zahukanego bitego dzieciaka z pierwszego rozdziału. Teraz on rozdaje karty – siłą zahartowanego w niedostatku i znoju charakteru dochrapał się znacznych godności i szacunku. Jest zaufanym kardynała Wolseya, osoby, która w dłoniach trzyma wszystkie nici i chętnie za nie pociąga, by regulować politykę tak wewnątrz Anglii, jak i w całej katolickiej Europie. Wolsey to dla Cromwella mistrz, mentor, od którego przejmuje kontakty, wiadomości o możnych tego świata i przede wszystkim tajniki tej wysublimowanej i okrutnej sztuki jaką jest ówczesna dyplomacja. Dzięki Wolseyowi Cromwell przekonuje się jaką siłę stanowi psychologia i uczynienie zeń wydajnego oręża. Unaocznia sobie, że najważniejsze dla narodów, kościoła i wojsk decyzje zapadają w trakcie niejawnych negocjacji – konfrontacji oko w oko, kiedy liczy się mordercza retoryka i umiejętność wywierania miażdżącej presji na oponencie. Obnażą się przed nim mechanizmy władzy, poczęcia i wcielania decyzji, trzymania w szachu mocniejszych od siebie i działania w imię własnych priorytetów. Za sprawą służby u Wolsey’a Cromwell nauczy się, iż życie dzieli się na dwie połowy – publiczny teatr, który nie jest niczym więcej jak tylko stekiem fałszywych deklamacji i sferę tajną, obszar poza świadomością większości, porę szeptów, aluzyjnych szantaży, krótkotrwałych aliansów i bezzwłocznego opuszczania słabych, tych, co już nic nie znaczą. Również na przykładzie losów Wolsey’a będzie mógł prześledzić – i wyciągnąć na przyszłość wnioski – jak płocha okazuje się łaska króla i osobiste bogactwo. Gdy najjaśniejszy odwróci się od kardynała, bo ten nie dość skutecznie agitował za unieważnieniem jego ślubu z Katarzyną Aragońską, wspaniała kariera obróci się w pasmo kar, konfiskat majątku i fundowania byłemu ulubieńcowi gorzkiej lekcji infamii.

Poniżony kardynał Wolsey umiera, a miejsce u boku Henryka VIII – jako doradca, człowiek do zadań specjalnych i jurysdykcyjna opoka – zajmuje właśnie Cromwell. Teraz on dzieli i rządzi. Usuwa z drogi przeszkody i unieszkodliwia wszelkie przejawy opozycji. Pracuje bez wytchnienia na rzecz racji stanu. Przez co u jednych wzbudza podziw, a u drugich zawiść. Obie te skrajne strony łączy jedno – każdy w Anglii liczy się ze zdaniem Cromwella.

Ale autorka pokazuje go nam również i w sytuacjach intymnych, gdy zsuwa z siebie pancerz i maskę urzędnika państwowego. Erudyta, przyjaciel, miłośnik zwierząt, dobry mąż i ojciec. Jedne z najbardziej przejmujących scen „Wolf Hall” to te, kiedy zaraza zabiera mu żonę i córki. Mantel serwuje nam kompletny obraz człowieka, pogłębiony psychologicznie portret, na którym widać zarówno blaski, jak i cienie jego natury.

Jednak nawet i Cromwell – i Wolsey, i setka innych postaci przewijających się przez tę powieść – ma swój punkt odniesienia, stałą wokół której orbitują i od której jest zależny. To król, Henryk VIII – najwyższa pozycja na drabinie bytów. Przynajmniej tych fizycznych, władnych dla przelotnego kaprysu nadać komuś działkę leśną o powierzchni województwa dolnośląskiego albo skrócić o głowę. Naprawdę nie można polubić tego jegomościa. Bezduszny, lubieżny, dwulicowy, opętany pasją reprodukowania się tylko w męskich kopiach. O skali jego aberracji i obłudy niech zaświadczy sposób w jaki posiadł, a potem porzucił swoją pierwszą żonę, Katarzynę Aragońską. Katarzyna była wpierw poślubiona bratu Henryka, Arturowi. Gdy ten rychło i niespodziewanie umarł, hiszpańską infantkę przejął Henryk, a na dowód, że może, bo małżeństwo między Katarzyną i Arturem nie zostało skonsumowane, przedstawił szereg ekspertyz kościelnych, prawnych i ginekologicznych. Jednak kiedy Katarzyna nie urodziła mu upragnionego syna, Henryk odtworzył całą procedurę i tym razem z kolei „udowodnił”, że przez ponad dwadzieścia lat trwał w nieważnym związku z kobietą, która nie była intacta. Ich wspólne dziecko, księżniczkę Marię uznał za bękarta. Oczywiście to ledwie wyimek z imponującej działalności Henryka VIII. Dochodzą jeszcze tak chlubne uczynki jak wykańczanie bliskich współpracowników, zadłużanie kraju, by pławić się w próżnościach, dzierżawa haremu mniej lub bardziej oficjalnych kochanek. Akcja „Wolf Hall” zatrzymuje się na roku 1535, więc Henryk i tak nie pokazuje jeszcze pełni swoich możliwości. Przed nim kolejne małżeństwa i kolejne zsyłki na szafot.

O „Wolf Hall” można długo, szeroko i na wielu stronach. Chciałbym jeszcze napomknąć o przynajmniej dwóch kwestiach poruszonych w tej niezwykłej powieści.

Mantel za pomocą swoich precyzyjnych fraz zdejmuje z epoki Tudorów upudrowaną skórę i ukazuje czytelnikom tętniące naczynia krwionośne, mięśnie i współgrające organy – mechanizmy, które jednych windują na szczyt, a innych spychają do lochów. Prawda jest porażająca i brutalna. Jak ta ujawniająca stosunek społeczności do kobiet. Zwłaszcza do tych z dworu. Zacne i chwalone są tylko te, które dają swemu mężowi męskiego potomka – sukcesora, którego możny tatuś może wychować na własny obraz i podobieństwo. Kobiety wydające na świat dziewczynki – albo martwe niemowlęta – traktowane są jako ułomne, gorsze, przeklęte. Zepsute maszyny. Drzewa roniące niejadalne owoce, które czym prędzej należy zamienić na młode i krzepkie, dające nadzieję na sute potomstwo. Kobieta to także dobry towar i mocny żeton w ręku podczas pertraktacji dynastycznych. Oraz tania przyjemność wielorazowego użytku. Czego najbardziej ponurym i porażającym swoją bezdusznością przykładem jest użytkowanie przez Henryka VIII siostry swojej drugiej żony, gdy ta z powodu ciąży stroni od seksu. Nie dość, że król korzysta bez większego skrępowania z jej względów, to jeszcze dzieje się to za wiedzą, zgodą i poklaskiem ojca obu sióstr Boleyn, który wychodzi z założenia, że skoro monarcha i tak musi, to lepiej, żeby robił to w rodzinie, aniżeli miałby szukać pocieszycielek poza familijnym kręgiem. A wszystkie te nieprawości zachodzą pod okiem wszechobecnego kościoła, zraszane litrami wody święconej, w oparze z kadzideł gęstym jak smog nad Tokio w samo południe.

Kościół to inna para kaloszy. W powieści Mantel jawi się jako potężna organizacja przestępcza, która kontroluje i miesza w każdej dziedzinie życia – czy to publicznego, czy też prywatnego. Od papieża aż do prostego braciszka prawie każdy z duchownych zajęty jest nie niesieniem pocieszenia bliźnim i korną służą bogu, ale pomnażaniem własnych zysków, ukrywaniem sprośnych ciągot i nieustannym wyścigiem ku zaszczytom i nominacjom. Są zazdrośni o swoje wpływy i gorliwie atakują tych, którzy mogliby cokolwiek uszczknąć z puli. Wyjątkowym rodzajem nienawiści obdarzają zwłaszcza tych, którzy próbują reformować, zmieniać i poddawać krytyce brać w sutannach. Z heretykami jadą krótko – tortury, proces, stos. W swoim fanatycznym zaślepieniu nie zauważają, że wśród ludzi powoli zachodzi zmiana i że wymyka im się rząd dusz. Dzieje się tak za sprawą odważnych jednostek w typie Williama Tyndale’a, pierwszego tłumacza biblii na język angielski, i rozwoju nowych mediów takich jak druk, dzięki któremu zostaje zniesiony monopol kościoła na emitowanie treści, a książki wywrotowe, rewolucyjne i polemizujące z zastałym porządkiem mogą być sprawnie dystrybuowane na terenie Europy.  

Rozgadałem się jak Fidel Castro w latach najwyższej wydolności oralnej. To już wrzucam zwięźle i na temat: „Wolf Hall” będzie z pewnością jedną z najlepszych powieści historycznych jakie uda wam się przeczytać w trakcie pobytu na tym padole łez, złudzeń i podatków. W ogóle – to pierwszorzędna kompletna literatura, w której autorka pomieściła i panoramiczne ujęcia całego społeczeństwa, i detale indywidualnej psyche, i szesnastowieczną metropolię, i osady na obrzeżach królestwa nawiedzane tylko przez mór i mgłę, i przepych arystokracji, i codzienne obrządki niższych stanów, i niuanse debat religijnych, i globalną politykę, i grudki ambry, które londyńskie kurwy wcierają sobie w skórę na piersiach. Epickie.

  1. Anonim pisze:

    Basically, if it’s brand new and it does not come with a certilogo variety it’s false. If it has a number be sure you check this online because fake outdoor jackets can come with phony numbers.