From England with Love

Posted: 22nd grudzień 2010 by Łukasz in biblioteka
Możliwość komentowania From England with Love została wyłączona

Końcówka roku się robi coraz lepsza. Nie inaczej, kochani. Ledwie odłożyłem na bok nowego Głowę, nową Bargielską i starego w nowym podaniu Carvera, a już mi na podołku siadła kolejna słuszna rzecz z kategorii: piękna fraza/źli ludzie. A przecież jeszcze tam na półkach i oparciach kanapy kłębią się i popiskują i inne świeżynki, dzięki którym spotęguję sobie dioptrie i zabawę. Zabawa jest najważniejsza. Jak to dobrze, że w oblodzonym realu nie mam przyjaciół i posiadam tylko jedną dziewczynę. Dzięki temu nie toczą mnie towarzyskie dylematy, nie ślizgam się na darmo po mieście i nie muszę uczestniczyć w kawiarnianych wymianach póz i dram. Późno bo późno wyrobiłem w sobie taką postawę, ale zawsze lepiej od teraz, niż w ogóle. A że ustawowe święta in progress, a po nich tydzień z urlopowej reszty, wiec się spodziewajcie częstszych transmisji z centrum ekstazy i patologii. W skrócie – CEP.

John Banville, „Niedotykalny”. Co do którego autora miałem do tej pory mieszane uczucia, bo, na przykład, takie „Zaćmienie” podobało mi się bardzo, ale już o „Morzu” koledzy mówili, że nudne i sztuczne. W najbliższym czasie zweryfikuję ziomalskie opinie, ale póki co namawiam do lektury „Niedotykalnego”. Konkretna sprawa.

Kośćcem powieści są autentyczne wydarzenia z nie tak odległej przeszłości, kiedy to wnuczęta Aurory zrobiły w bambuko cały angielski wywiad. Miast tracić środki i energię na ryzykowane przejmowanie person z establishmentu i armii Albionu, ludzie Stalina postanowili „zainwestować” i wykorzystać lewicowe sympatie młodych zdolnych studentów. W ten genialny sposób zorganizowali słynną „Piątkę z Cambridge”, którą zwerbowali w latach trzydziestych minionego wieku i która przez dekady wyświadczała im nieocenione usługi – przekazując ważkie informacje, w tym o programie nuklearnym, i wystawiając do odstrzału wrażych agentów. Mało że ów kwintet był wyjątkowo skory do współpracy, to jeszcze poszczególni jego członkowie umiejętnie wgryźli się w strukturę rządowo-monarszo-wywiadowczą. Jeden z nich, Anthony Blunt, został kustoszem galerii królewskiej, inny zaś, Kim Philby był o włos od nominacji na urząd szefa MI5. Banville miał do dyspozycji bogaty materiał faktograficzny i wykorzystał go w zbożnym celu – stworzył znakomitą powieść, nie tyle szpiegowską, choć o szpiegach traktującą, co psychologiczną, w której zmagania wywiadów stają się pretekstem do ukazania mroków ludzkiej duszy i niskich motywacji naszych działań.

Główną postacią jest tutaj Victor Maskell – literacko obrobiony Anthony Blunt. Maskell zaczyna opowiadać historię swojego życia w momencie, kiedy już może sobie pozwolić na maksymalną i bolesną szczerość. Właśnie został publicznie zdemaskowany jako wieloletni współpracownik Rosjan i dowiedział się, że umiera na raka. Nie musi się już z nikim ani z niczym liczyć. Ponadto Maskell jest niejako z przyrodzenia wyjątkowo oschłym typem. Wyniosły, obojętny, wyrachowany. Traktujący wszystkich równo – bez serca. Naprawdę wszystkich – rodzice napawają go wstydem i odrazą, bo są nie dość estetyczni i w estetyczności zorientowani, niedorozwiniętego brata bez mrugnięcia okiem oddaje na pewną zgubę do zakładu opiekuńczego, żonę odstawia na bok, gdy uświadomi sobie, że jego miłosnym powołaniem są młodzieńcy, nawet i jego dzieci, syn i córka poczęci w heteroseksualnej fazie Maskella, nie mogą liczyć na jego atencje i zaangażowanie. Poza żywioną aż do końca obawą, że może to wcale nie on jest ich ojcem. Victor Maskell kocha tylko Poussina i, niekiedy, któregoś ze swoich kochasiów.  

Nawet i samo szpiegostwo nie wzbudza w nim większych emocji. Ot – zajmująca partia, angażująca intelekt i wywołująca ulotny dreszcz niepokoju. Co zadecydowało, że dał się zwerbować? Z jednej strony nuda i glątwa młodego angielskiego dżentelmena, którego życie upływa w rytmie niekończących się imprez i jałowych dywagacji o sztuce z kumplami w pubie, a z drugiej przeświadczenie, że to faszyzm, a nie braterski komunizm, jest tym złem z którym trzeba walczyć. Nadto tchórzliwy i wygodnicki, by wybrać się do Hiszpanii i z bronią w ręku odpierać brunatną falangę generała Franco wybiera Maskell elegancka walkę w białych rękawiczkach. Zostaje agentem i służy Soso. Tym dziwniejsza może wydawać się ta decyzja, gdy przeczyta się jego relację z pobytu w stalinowskiej Moskwie: Maskell nie ma najmniejszych złudzeń, że Sosoland to projekt zbrodniczy i nieudany. Wydaje się, że w pewnym momencie górę nad chęcią pogrążenia zgniłego kapitalistycznego Zachodu wzięła w nim oskoma na organizowanie sobie prywatnego widowiska i oglądanie jak pod wpływem umiejętnie dawkowanych komplementów i gróźb pękają kolejne charaktery, kolejne osoby przechodzą na czerwoną stronę mocy i wdają się w dwuznaczne ryzykowne gry.    

„Niedotykalny” to powieść o szpiegach. Lecz nie znajdziesz w niej, kolego, ani ty, koleżanko, olśniewających gadżetów z gabinetu Q, rozpylacza gazu zainstalowanego w obcasie, morderczego pióra, z którego tryska grot maczany pierwej w kurarze, jednorazowej machiny latającej. Nic z tych rzeczy. Najbardziej wydajnym orężem okazuje się poczciwy szantaż – podsunięcie męskiej lub żeńskiej przynęty, profesjonalnie zaaranżowane in flagranti, długa rozmowa, pełna zrozumienia i praktycznych wskazówek. W ujęciu Maskella szpiegostwo to niebezpieczna farsa, w której nie liczą się zaawansowane technologie, ale znajomość sprzedajnej natury ludzkiej.

Dzieło Johna Banville’a nie ogranicza się tylko do wątków sensacyjno-psychologicznych. To utwór składający się z kilku idealnie ze sobą zgranych warstw. Ale że nie chcę się już rozpisywać, więc zasygnalizuję jeszcze dwie. Pierwszą z nich jest znakomicie i plastycznie zrobione studium obyczajowe, w którym Banville via zdemoralizowany Maskell opisuje blaski i nędze pedalstwa z wyższych londyńskich sfer. Bale i parkowe szalety, namiętne związki i doraźne jebanka, kolekcjonerzy i amatorzy. Pradawna epoka sprzed ery klubów i darkroomów. Soczysty kawał mięsa zaserwowany przez szefa kuchni. Druga – realistyczny obraz Londynu w czasie blitzu, czyli trwającej przez kilka miesięcy ofensywy powietrznej Luftwaffe na przełomie 1940 i 1941 roku. Metropolia w kleszczach lęku, paranoi, śmierci, która czyha na każdym kroku. Stolica, w której panika miesza się z całkowitym rozluźnieniem społecznych ograniczeń i norm. Gigantyczna orgia iluminowana przez chłopców Goeringa.

„Niedotykalny” Johna Banville’a to powieść mistrzowska. Bogata, błyskotliwa. Napisana niepowtarzalną frazą, która przywodzi na myśl najcelniejsze kawałki Nabokova i Edmunda White’a. Z fenomenalną kreacją protagonisty. Dzięki pisarskim umiejętnościom i sztuczkom Banville’a obcujemy z przemiłym wyrafinowanym potworem. Victor Maskell, cynik, zblazowany sybaryta, nieczuły wobec żywych istot ironista, miłośnik starego malarstwa sztalugowego. Wyższy ponad wszystko, niedotykalny.    

Comments are closed.