Mamka poetów, ciocia rewolucji

Posted: 4th Marzec 2011 by Łukasz in biblioteka
Możliwość komentowania Mamka poetów, ciocia rewolucji została wyłączona

Po epickich „Dzikich detektywach” pojawia się miniaturowy „Amulet”. Lecz nie dajcie się zwieść rozmiarowi! To nie okruch z bolanowskiego stołu. To nie opiłek, który prysnął spod rozwibrowanego warsztatu w Blanes i połyskuje blado na marginesie właściwej twórczości tego giganta latynoskiej prozy. „Amulet” jest skończoną, pełnowymiarową i bogatą powieścią, w której autor skumulował większość najbardziej istotnych dla siebie obsesji i tematów.

Na pewno nie skłamię, jeśli napiszę, że „Amulet” to w istocie rozwinięcie czwartego rozdziału drugiej części „Dzikich detektywów”. Nie skłamię – ale nie napiszę też całej prawdy. Bo, po pierwsze, jeśli już rozwinięcie, to wirtuozerskie, efektowne i uwieloznaczniające. Po wtóre – wzbogaca naszą wiedzę o bohaterce w takiej skali, że w praktyce czyni ją nową i na nowo atrakcyjną. A po trzecie, tylko naprawdę wielki pisarz umie z dziesięciu napisanych i opublikowanych wcześniej stron wycisnąć świeżutki, suwerenny i jak spod igły utwór. Bolano umie.  

Z resztą – nie ma się mu co dziwić. Pomysł na intrygę jest kapitalny i byłby ślepcem Bolano, gdyby go nie dostrzegł. Byłby głupcem, gdyby nie wykorzystał kipiącego w nim potencjału. Tej wybuchowej mieszanki okrucieństwa i absurdu. Niepowtarzalnej okazji cyknięcia fotki rodzącemu się w bólach i wrzaskach duchowi dziejów. Zeitgeist na talerzu.  

Wzmiankowanemu rozwiązaniu asystuje Auxilio Lacoutre, Urugwajka w Meksyku, matka wszystkich meksykańskich poetów, miłośniczka literatury greckiej, pomoc domowa u zaangażowanych intelektualistów, bezzębna muza wielorazowego użytku, kochanka nastoletnich bardów, psychoterapeutka stetryczałych wieszczów, bliska znajoma Arturita Belano, głównej postaci „Dzikich detektywów”. Sama nie potrafi do końca sprecyzować, kiedy przybyła do Meksyku i w jakim celu. Utrzymuje, że w połowie szóstej dekady minionego wieku. Stawiła się u miejscowych literatów i oddała do ich dyspozycji. Harowała za dnia w ich kuchniach i sanitariatach, a po nocach hulała razem ze swoją cyganerską bracią. Gdy zaczęła pojawiać się na tutejszym kampusie, pewnie nawet przez chwilę nie przeczuwała, co ją spotka. A kiedy spotkało, to tę datę można akurat wyznaczyć co do dnia. 18 września 1968 roku. Pacyfikacja uniwersytetu, tłumienie studenckiego buntu, naruszenie podkutymi wojskowymi buciorami autonomiczności uczelni. Ów ważki moment zaskakuje Lacoutre w toalecie. Siedzi na klozecie, z tomikiem wierszy w garści, ma opuszczoną spódnicę, defekuje z wolna. Za oknem masakruje się rewolucję i pałkami wybija z młodych głów wolnościowe postulaty. Nietypowa sytuacja. Ożywcza perspektywa.

Bo czyż nie przywykliśmy do toposu, w ramach którego dziewczyny obsadza się najczęściej w roli zahukanych akuszerek, piastunek i męczenniczek Historii? Z obnażonym mostkiem na barykadzie, z ustami pełnymi sloganów, targające powstańczą pocztę, obandażowujące kikuty. Ofiary gangbang, trzecia zmiana w fabrykach broni, bierne palaczki w kurnych lokalach opozycjonistów, w nieustającym szumie obracającego się powielacza. Kobieta-pułkownik albo matka-Polka. Ale Lacoutre jest inna i inaczej pożytkuje ten wyjątkowy splot okoliczności.

Zamyka się w kabinie, nasłuchuje i milczy. Zajmuje ją metamorfoza, której zostaje znienacka poddana. Właściwie – ciąg metamorfoz. Bo Lacoutre opisywana przez Bolano jest i zrzędliwą weteranką artystowskiego światka, która wymienia i wspomina, i nieco zakłamaną biografką własnego życia, i zamkniętą w klopie konającą z głodu kobietą, której zwidują się ludzie i zdarzenia, i oryginalną interpretatorką mitu o Erigone, i świadkiem w pewnej kryminalnej kabale, i środkowoamerykańską Kasandrą nękaną seryjnymi wizjami, i wydajnym medium, przez które tokują duchy przeszłości, i profetką rażoną piorunami iluminacji, i jedyną osobą na świecie, która wie w którym roku Louis Ferdinand Celine dostanie się do Czyśćca. Ssąco-tłoczący tunel czasowy pośród płytek i armatury. Auxilio Lacoutre – pojemnik na płynną historię.

„Amulet” jest zwięzły, esencjonalny, cierpki, bolanowski.

Comments are closed.