Zgred zszedł

Posted: 22nd Maj 2011 by Łukasz in biblioteka

„Zgred” Rafała Ziemkiewicza to książka wyjątkowa. Absolutnie niepowtarzalna. Jedna z tych pozycji, które powinny znajdować się w biblioteczce każdego inteligentnego człowieka. A najlepiej pod tegoż ręką – u wezgłowia, na biurku, w plecaczku. Jak, nie przymierzając, płatek Apapa. Bo „Zgred” może służyć czytelnikom jeszcze długo długo po pierwszej lekturze. Nie będzie już, co prawda, stymulował ciekawości, ale przyniesie współmierne profity – tym razem lecznicze, doraźne. W chwilach zwątpienia, gdy przez duszę przetaczają się tornada złych energii, glątwa rośnie w ustach, a ja wiotczeje, wystarczy po niego sięgnąć, roztworzyć w dowolnym miejscu, przeczytać stronę, półtorej, i już można huknąć do siebie w akcie autopokrzepienia: o, kurwa, jak dobrze, że przynajmniej nie jestem tobą.

„Zgred” spełnia także i inną pożyteczną funkcję. Mianowicie jest w nim utrwalony w skali 1:1 okaz buca polskiego, najprawdziwszego ćwoka wyposażonego w mentalnego sumiastego wąsa, bęc i parę białych skarpet frotte, które jak ulał pasują w lipcu do sandałów. Nie wątpię, że przyszłe pokolenia, wyemancypowane, uśmiechnięte, europejskie, będą oglądały go z równą dozą zaskoczenia i zgrozy, z jaka my gapiliśmy się podczas szkolnych wycieczek do muzeum anatomii na spaczone płody, kadłubki i fenomeny z dodatkową kończyną pławiące się w sinej zalewie z formaliny. Bo to co reprezentuje sobą narrator tego utworu, o czym mówi otwarcie i napomyka półgębkiem, a co składa się na jego credo, stanowi tak przerażającą summę rodzimego wstecznictwa, srogości i intelektualnej biedy, że co i rusz łapałem się na przekornej myśli, czy aby nie mam w tym przypadku do czynienia z parodią. Albo sabotażem. Bo może jakiś lewicowy śpioch zakonspirowany w redakcji wydawcy zadziałał i w ostatniej chwili podmienił przygotowywany do druku plik? Nie, jednak nie.  Ale wszystko po kolei.

„Zgred” to książka w formie dziennika, który obejmuje okres od połowy lutego do połowy kwietnia 2010 roku, a jego autorem jest pisarz, dziennikarz i mędrzec-amator Rafalski. Nazwisko znaczące. To taki Ziemkiewicz, ale też taki trochę nie-Ziemkiewicz. Nie-Ziemkiewiczem, bo Rafalskim przecież, jest wówczas, gdy praży seriami nieuzasadnionych, a przynajmniej nieudowodnionych, oszczerstw, obelg i pomówień pod adresem konkretnych i żyjących w realu osób. Tutaj Ziemkiewicz zastosował myk w postaci literackiej maski, która ma zapewnić mu bezkarność i w obliczu ewentualnego pozwu sądowego skierować gniew i roszczenia oplutych prosto w fikcyjną pierś fikcyjnego nienawistnika Rafalskiego. Tego samego, który wykluł się z prawdziwego imienia Ziemkiewicza, Ziemkiewicza Właściwego. Bo tak to ma działać – z jednej strony boimy się procesów i wysupływania kabonki na zadośćuczyniające oświadczenia w tygodnikach, ale z drugiej musimy swoich fanów, adoratorów i wychowanków pobudzić i połechtać bodźcem na tyle mocnym, żeby Rodzina Radia RAZ zrozumiała od razu (a nie jest to lotne grono) z kim tak naprawdę ma do czynienia. Stad ta finezyjna charakteryzacja, swoim kunsztem przypominająca peruki, syntetyczne brody i ogromne okulary gości Ewy Drzyzgi, spod której rytmicznie dobywa się nieśmiertelna kwestia: to ja, Leclerc!

Rafalski jest Hiobem. Oprócz tego słowiańskim Katonem, Piotrem Skargą z XXI wieku, Rejtanem wielorazowego użytku, ostatnią nadzieją białych, męskich i normalnych. W kraju trwa apokalipsa i tyrania Mao Tse-Tuska. Co tam w RP – po całym świecie Szatan stąpa jako po swoim i wszędzie czyni psowania. Odpór dają mu nieliczni odważni, świadomi, impregnowani na relatywistyczno-lewacki wąglik tłoczony przez media. Do tego ekskluzywnego grona defensorów należy rzecz jasna Rafalski. On i jego koledzy z redakcji „Rzepy”, tworzący razem coś w rodzaju żywego Alamo, wokół którego systematycznie zacieśnia się krąg degeneratów, dzierżących w garściach maczety, kałasznikowy, blanty i korale do stymulacji analnej. Każda instytucja między Wisłą a Odrą jest zbutwiała, politycy rozdzielili się na Gang i Sektę, posiadacze odmiennego zdania niż obowiązujące i zatwierdzone na Czerskiej są szykanowani, dojeżdżani, pozbawiani pracy. Nawet jeśli zajmują jakieś eksponowane stanowiska w telewizji, radiu, czy prasie, to przecież tylko i wyłącznie w wyniku misternego ukartowania sytuacji przez wraże siły, które cudzymi łapami wpychają nieprzejednanych w blask oglądalności i mamony, żeby zrobić z nich pośmiechowisko i w odpowiednim momencie strącić z piedestału ku uciesze tłuszczy. Nie ma lekko. Źli nikomu nie odpuszczają. Oto tylko jeden z miliona przykładów na codzienną opresję garstki szlachetnych Polaków: córeczka Rafalskiego uczęszcza na zajęcia plastyczne do warszawskiej Zachęty, ale nie jest jej dane w spokoju rozwijać swoich rysunkowych predyspozycji, gdyż na ścianach tej podstępnej instytucji wiszą eksponaty zwyrodniałej sztuki współczesnej, przez co pacholę musi za pomocą zakrywania oczu bronić się przed dostępem do jej nieskalanej jaźni wizerunków genitaliów płci obojga.

Napisałem, że Rafalski to Hiob, gdyż oprócz klęsk o charakterze globalnym i ogólnym doświadcza on także katastrof w życiu prywatnym. Niedawno umarła mu matka, a teraz umierający jest teść, umierający jest także szwagier, połowica miała wypadek samochodowy, a sam Rafalski w kwiecie wieku zapada na cukrzycę. Ten ciąg nieszczęść tylko pogłębia tragizm jego położenia, a zarazem dowodzi heroizmu i nieludzkiej odporności na cierpienie. Wystawcie tylko sobie, ile potrzeba determinacji i hartu ducha, żeby tak każdego wieczoru opuszczać cieplutkie domowe pielesze, żonkę, parę córeczek, i w samotności własnego gabinetu szarżować z gołym laptopem w dłoni na potężne i nieprzyjazne think-tanki.

Rafalski monitoruje rzeczywistość tego nieszczęsnego roku 2010 i w swoim raptularzu zdaje z niej relację, ale przede wszystkim obnaża swoje wnętrze. Jest na co popatrzeć! Rafalski to bigot. Jeśli na najbardziej odrażający w literaturze polskiej, to na pewno jeden z odrażających najbardziej. Człowieczek tak pokornie tkwiący w szponach zabobonu, że nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Przez co garniruje swoją narrację takimi kwiatkami jak: „beznadziejne jak ateistyczny pogrzeb”, „w razie czego wołać ojca proboszcza”, etc. Wychwala katolicyzm odpustowy i gani ten postępowy, wyprodukowany w głowach tajnych agentów i dziennikarzy Wyborczej. Wielbi Wyszyńskiego, nad główkami śpiących córeczek odprawia mambo-dżambo, mające przegonić czerwone licho, i w momentach próby ucieka się do opieki świętej panienki. O, przepraszam, Panienki. To jeden z najbardziej przerażających dowodów na sfanatyzowanie i tępotę tego osobnika: zapisywanie wielkimi literami już nie tylko takich słów jak Kościół, ale i Pan, Hostia, Wiara (!), Opatrzność, Syn Boży. W państwie idealnym Rafalski winien być w trybie natychmiastowym deportowany do Watykanu.

Rafalski to chłopek-roztropek, wiejski mędrek i hreczkosiej wrzucony do stechnicyzowanej współczesności, który wykazuje ponadprzeciętną odporność na wszelkiego rodzaju poglądy i koncepcje inne niż własne, uwarzone na zdrowym kwasie wiejskiego wychowania i polskości. Nie imają się go modni myśliciele, pisarze, filmowcy. On wie swoje. Swoje i to co mu naopowiadał zacny tatko w dziecięctwie. To właśnie ojczulkowe sentencje, wionące sandałem frazeologizmy, regionalizmy i porzekadła są najlepszymi przeciwciałami w boju z prątkami zachodniej zarazy. Scena pierwsza, akt pierwszy, prawicowy Polak kontra filozofowie zgniłego pedalskiego Zachodu.

„Raz jeden, u zarania, wybrałem się na robione przez nich (przez KP, przyp. mój) spotkanie: Houellebecq (wymawiać: łelbEEEk; wszystkie godne wymówienia nazwiska akcentuje się mocno na ostatnia sylabę) jako taki, a jak nie taki, to taki i dlaczego taki genialny. Rozmowa panelistów jak do kabaretu – no wiec ŁelbEEEkm ale z drugiej strony badjUUU, a z kolei bodrijAAArd, a deridAAA; miałem ochotę wziąć mikrofon i spytać, a co by na to Dupain Traix-au-trotuar, ale i tak mnie mają tam za ćwoka, więc znudzony poszedłem”.

Dupain Traix-au-trotuar? O, kurwa, Rafalski, jaki ty jesteś, słaby słaby. Zdumiewa i podnosi włos na karku ta absolutna pogarda z jaką w „Zgredzie” traktuje się każdą wiedzę, która nie wyszła spod pióra braci w słusznej ideologii. Żenuje to tym bardziej, że w zamian Rafalski nie oferuje nic – kompletnie nic, poza podłomżyńską filozofią ludową i adoracją guślarskich atrybutów w postaci krzyża. Ale czyż z jego postawy nie powinniśmy się cieszyć my, właściciele aleksandryjskich biblioteczek, nowocześni, zalogowani, radośni, wyglądający nowych umysłowych doznań i znający się i na Agambenie, i Zaratustrze? Bo Rafalski swoim nieuctwem i arogancją wobec niekonsekrowanych tomów tylko wzmacnia przekaz tego, o czym już i tak od dawna wiemy: nie wygracie.

Mocną stroną „Zgreda” są także wyłożone explicite przez Rafalskiego jego poglądy na małżeństwo i podział ról w domowym łonie. Otóż zadaniem i główną powinnością kobiety na tym padole jest macierzyństwo, poprzedzone skoczną prokreacją z mężem. Kobieta zamężna nie może, nie chce i nie powinna podążać drogą samorealizacji i wykonywania zawodu, bo ta wiedzie wprost we wrzące od ognia czeluście piekielne i jako taka została nam, tradycyjnie prostolinijnym Sarmatom, narzucona via medialne agendy permisywnej cywilizacji śmierci. Rolą mężczyzny jest uświadomienie kobiecie, że życie toczące się w rytmie kopulacji, brzemienności i laktacji to dobre życie. Żona Rafalskiego już o tym wie. I teraz nieomal każdego dnia składa mu podziękowania tak nieme, jak i te bardziej materialne, gdy udostępnia mężowi któryś ze swoich gruczołów do wymiętoszenia, za to, że anulował jej niegodną karierę aktorki, powierzając w zamian jakże odpowiedzialną posadę westalki przy piekarniku, muzy, koordynatorki familijnego chaosu i piastunki mężowskiej pałki. Ponadto, ho, ho, Rafalski wypuszcza ją regularnie na miasto, żeby puściła trochę jego grosza, tej jeszcze lepkiej od bitewnej sadzy krwawicy, poplotkowała z koleżankami i zrobiła sobie „pazurki”. Macie tak dobrze, lesby, lewaczki i freelancerki?

Klejnotami są także opisy seksu państwa Rafalskich. Nie, nie proście mnie, bo i tak niczego nie zdradzę. Nie jestem aż takim okrutnikiem, żeby odbierać choćby łut tej setnej zabawy, jaką jest obcowanie z frazami prawicowego Henry’ego Millera. Gdybym jednak miał dać wam przedsmak tej stylistycznej ambrozji i zasugerować, czego możecie się spodziewać po odpowiednio wygłaskanym Rafalskim vel Ziemkiewiczu, to bym poprosił o wykonanie  prostego ćwiczenia z użyciem wyobraźni. Wyobraźcie sobie, że głosy, które inspirowały Faustynę Kowalską w przedmiocie portretu Jezusa z Laserem na chwilkę się zbiesiły i podsunęły tej cierpliwej, nieutalentowanej kobiece ideę zrzucenia na papier jakiejś rozerotyzowanej narracji. Właśnie tak.

Rafalski na swoich oponentach nie pozostawia suchej nitki. I tutaj znowu – to ja, Leclerc! – ujawnia się jego męskoosobowa macierz czyli Ziemkiewicz. Który nagminnie stosuje tandetny fortel polegający na prymitywnym przekształceniu nazwisk osób prawdziwych w wirtualne byty, na które dzięki temu może bez krępacji wylewać kubły pomyj i bulgoczącej smoły. Z Wołka robimy Ciołka, do Urbańskiego doczepiamy komentarz równie przesadny jak jego waga i już każdy wie o kogo chodzi, z Lisa robimy Liza i piszemy, że gdyby żył w latach nazizmu, to by z pewnością przodował w szczuciu na Żydów. O, tak to wygląda w praktyce. Jeszcze seria cierpkich komentarzy na temat prowadzenia się Czarusia, Wiesia i Sławka – i mamy komplet przykładów strategii pisarskiej tego najodważniejszego z odważnych pisarzy, któremu Rafał na imię.

Przyjaciele, alianci i ziomale Rafalskiego wymieniani są z imienia, dzięki czemu wiemy, kto stoi na pierwszej linii frontu i własną piersią odpiera najeźdźców. Anita z telewizji, Bronek, architekt Czesław, Tomek z „Gazety” (ale nie z tamtej, lecz z tej właściwej), no i Jaś z kamerą, do którego ludzie lgną bezwiednie i ufnie jak  do uzdrawiającego minerału lub bezpłatnego guru. Bezinteresowni, wrażliwi, megapolscy.

Istotną postacią jest w „Zgredzie” także Irek. Były przyjaciel, który przyłączył się do tuskowego gangu i na dodatek kusi Rafalskiego, żeby zrezygnował ze swojego harmonijnego i katolickiego świata na rzecz mięciutkiego stołka, apanaży i bezpiecznej przyszłości. Całe stronice zapełnione są psychomachią, która toczy się w wykonanej z kryształu naturze Rafalskiego. Dzięki Irkowi możemy się dowiedzieć, jaki los czeka tych, co się skurwili i zeszli ze szlaku prawdomówności, świadomego ojcostwa, wysokooktanowego patriotyzmu. Irek ginie w katastrofie smoleńskiej. Emocjonalne opisy dni po 10 kwietnia 2010 roku  wypełniają ostatnie stronice „Zgreda”. Rafalski nie byłby sobą, gdyby na odchodnym nie zostawił kilku parujących porcji jadu i megalomanii. Święta para prezydencka, wszyscy święci, ostatni dawni Polacy gromadzący się na Krakowskim Przedmieściu – a w kontrze do nich zdrajcy, łże-autorytety, warszawski salon i studencka tłuszcza, która nęka oddających hołd, a której prymitywne żarty i wulgarne okrzyki są dla Rafalskiego kontynuacją zbrodniczej działalności najemników Dirlewangera.

Jeszcze jedna kwestia. „Zgred” to pokaz polskiej faceckości, dowód na istnienie samczości znad Wisły. Rafalski często gęsto faszeruje swój tekst jeremiadami nad prawdziwą męskością, która w dzisiejszych podłych czasach została zbrukana, osłabiona i oddana na łaskę i niełaskę przegiętych telewizyjnych ciot. Co stanowi dla niego powód do równie systematycznego wymieniania pryncypiów nadwiślańskiego samca i szermowania takimi środkami perswazji jak „twardy facet”, „mężczyzna tak nie robi”, „po to jest mężczyzna, żeby walczył”. Drugą stronę medalu tego fascynującego zjawiska stanowią z kolei konkretne przykłada z życia Rafalskiego, kiedy w swej doczesności stosuje własne teorie. Na ten przykład, bohatersko odmawia znieczulenia u dentysty, gdyż wiadomo, że każdy hardy i twardy kolo, żeby wciąż pozostać hardym i twardym musi obligatoryjnie rezygnować z pedalskich opiatów, farmakologicznych wymówek dla mięczaków. Lepiej – Rafalski nie przyjmuje zapisanych mu lekarstw na rozwijającą się cukrzycę. Tutaj maczyzm miesza się z mentalem z terenów wiejskich – że, panie, prawda, co mnie tam doktory będą mówiły, ja wiem swoje i jak weszło, to i samo wyjdzie. O!

Przeczytałem „Zgreda” Rafała Ziemkiewicza nie dlatego, że lubuję się w kiepskiej literaturze, napisanych koślawą polszczyzną dziełkach wzmacniających prawackie siusiaki i ego, nie dlatego też, że należę do klubu miłośników docierania do sedna przyjemności skroś kolce, kajdanki i kneble. Bo nie należę. Przeczytałem z powodu lutowej recenzji samego Ziemkiewicza, który uroczej i bezpretensjonalnej książce jaką jest „Good Night, Dżerzi” Janusza Glowackiego wytykał to, że nie zawiera w sobie żadnej godnej zapisania prawdy i że jest banalna, sztampowa i obrazkowa. Postanowiłem wówczas, że na którejś z najświeższych książek Ziemkiewicza sprawdzę, jaka to jest ta godna zapisania prawda i jak wygląda książka nie będąca obrazkiem, banałem i sztampą. Sprawdziłem i przekonałem się, nie można powiedzieć. „Zgred” jest tak zły, prostacki i komiczny w swoim siermiężnym  ideolo, że jedyną praca, którą musimy teraz sumiennie wykonać – my, mośkowe pachołki brukselskiej Centrali, ateistyczna mierzwa, gejowscy lobbyści utuczeni na putinowych petrodolarach i kosmopolityczny pomiot w polskiej gościnie – jest misja wytłumaczenia wyznawcom i czytelnikom Ziemkiewicza, że nie przekabaciliśmy go na naszą stronę, nie zaszantażowaliśmy i nie omamiliśmy milionami w celu napisania przez niego żenującej książki, w której dokładnie i po kolei skompromituje wasze świętości. Nie, naprawdę, dziewczęta i chłopcy, prenumeratorzy Gazety Polskiej i groupie programu „Warto rozmawiać”,  on sam to zrobił, sam z siebie.

  1. unnu pisze:

    No muszę zadać dwa pytania: czy jest coś o Krusie? Oraz koszeniu trawnika wielofunkcyjnym traktorkiem? Kudosy za reckę i PRZEBRNIĘCIE.

  2. Łukasz pisze:

    @ unnu

    Oczywiście, że jest. Krusa wparły mu mendy internetowe, bo on sam nie chciał w tym uczestniczyć, ale musiał. I jest pierwszy za Krusa zlikwidowaniem. Wielofunkcyjnego nie ma, ale masz za to bardziej rozbudowaną pańską wizja zadekowania się na wsi i objeżdzania hektarów traktorem. Jak będzie mial już dość znoju i walki.

  3. kolega Tetrix pisze:

    Słowo daję, nie miałem Profita i S-ki za firmę aż tak pojebaną. Jak nie Wildstein, to Rafcio… Ponure jest to, że zarobią. Więc zechcą puścić więcej takich pawi.

  4. Łukasz pisze:

    @ kolega Tetrix

    A to tak. Już czytałem przechwałki RAZ-a, że kto sprzeda więcej ode mnie i że na premierze zeszło mu ponad 300 egzemplarzy. Niech puszczają, będzie fun i temat do hejtowania.

  5. kolega Tetrix pisze:

    Temat do hejtowania jest i bez tego, a drzew jednak żal. No i po kiego rozkładać kolejne stolce po wszystkich księgarniach…

  6. Łukasz pisze:

    @ kolega Tetrix

    A to nie dokońca. Wejdź na profil RAZ-a na fejsie i czytnij sobie oświadczenie, w którym niepocieszony autor donosi, że empik sabotuje transfer jego dzieła do koszyczków wyznawców.

  7. panopticum pisze:

    A on chyba wcześniej też miał sapy, że mu książkę ukrywają?

  8. Łukasz pisze:

    @ panopticum

    A pewnie. Bodaj „Polactwo” chowali mu w empikach za tekturowym wykrojem Kubusia Puchatka.

  9. panopticum pisze:

    A więc to jest akcja rozłożona na lata.

  10. urbane.abuse pisze:

    Cudowna, cudowna! Znaczy recka, do książki na wszelki wypadek nawet nie będę się zbliżać.

  11. Łukasz pisze:

    @ urbane.abuse

    A dzięki. Staram się, jak mogę.

  12. fabulitas pisze:

    „Polactwem” biły po oczach wszystkie księgarnie z Empikami włącznie, ale widać według RAZa każdy powinien na wejściu dostawać jego książką po twarzy literalnie, tak żeby ślad został.

    Recenzja zacna.

  13. Łukasz pisze:

    @ fabulitas

    To się wszystko tak cyklicznie powtarza. Oświadczenie z profilu RAZ-a.

    „Często powtarzają się pytania o „Zgreda”. który poijawia sie i znika (przeważnie znika) i trudno go upolować. W jednej ksiegarni w Czestochowie znajomy usłyszał nawet, że „te ksiązkę możemy tylko sprowadzić na indywidualne zamowienie”. Niestety, nie dopytał, o co chodziło. Rekordy bije empik, ktory ma ksiązke w magazynach, a do najwielkszych megastorów wysyła 10, 15 egzemplarzy. Te, choć rzadko eksponowane, schodzą w jeden, dwa dni, potem tydzien – nic, potem znowu przychodzi 10 sztuk, sprawa sie powtarza, i po kolejnych tygodniach przychodzi 5 sztuk… Tak handlują ksiązką, która od konca kwietnia nie schodzi im z pierwszej 10-ki sprzedaży na empik.com! (dzisiaj, po raz pierwszy tak nisko, na miejscu 10, więc pewnie własnie zamierza zejść, ale i tak uważam rze to duży sukces)”

  14. obly pisze:

    Dla mnie ćwok i sumiasty wąs to idiota który odżegnuje się od własnej tradycji i bierze za swoje idee które u niego nawet w kiblu nie stały dłużej jak pięć minut. Dla mnie ćwok i sumiasty wąs to taka pizda co to w imię idei której nie doświadczyła pierdoli naokoło że wie lepiej choć wie kurwa tak mało że gdyby o niej komiks rysować toby na jeden pixel treści nie stało. Nie jestem narodowcem, nie jestem pisowcem, dla mnie jedno jest najgorsze na świecie, robić za darmo bucerę, wbrew wszystkim tym, którym dobrze się życzy. To jest po prostu neowąsatyzm, neowarszawianizm, neobrukwizm który ma w zasadzie jeden temat: Wszystko dla Ifona. Zewsząd słychać że każdy Polak to zacofany idiota, a najlepiej być nowoczesnym i wykształconym Europejczykiem. Za przeproszeniem, tańszych kurw już nie ma. Sorki że tak, że tutaj, że teraz ale wszyscy jak jebnięci szpadlem powtarzają te same kwestie: jest polska moherowska i nowoczesna, logiczna, jak piekło i niebo. Tymczasem ani Polska moherowska nie jest idealna ani nowoczesna panienka czysta i bez grzyba. Mozna nie lubić Ziemkiewicza jako pisarza, ja tam nie wiem, nie czytam jego, wole Singera, Mackiewicza, nie mam zdania o jego pisaniu. Natomiast wkurwia mnie jedno że inteligentni młodzi ludzie w tym kraju, opowiadają się to po lewej to po prawej stronie z dobrodziejstwem inwentarza ot tak. Wkurwia mnie to, dlatego jedynie bo nie daje nadziei że to się kiedyś skończy. Ani lewo nie jest lewe ani prawo prawe. W Polandzie walczą dwie siły i żadna odpowiadająca naszym potrzebom i możliwościom. Jesteśmy w zasadzie w trakcie mentalnego II rozbioru i każdemu fika wszystko. To nie chodzi o patriotyzm, którego nie ma, i nikt nie chce i każdy ma w dupie, ja tego nawet nie wymagam. To chodzi o zachowanie zdrowych proporcji ze warto się skurwić i powiedzieć I love Polska bo to ma siermiężny profit w długim horyzoncie zdarzeń i podnosi cenę własnej dupy którą każdy daje. Dlatego taka recka jest fajna, ale tylko fajna, generalnie pokazuje możliwości autora, natomiast jest pełnym potwierdzeniem że nie ma miejsca w tym kraju na nic innego jak tylko idiotę z prawej i idiotę z lewej strony. I wszyscy młodzi mili sympatyczni, zakładają berety to jednej to z drugiej strony, niemniej każdy by chciał aby leczono, szkolono, produkowano i było u nas bogato. Szkoda że Bareja nie żyje. Wiem tyle że potrafiłby to tak pokazać że nikt bezmyślnie by się w gównojadów nie bawił. Nie ma dla mnie nic bardziej przerażającego jak proeuropejskie tendencje które istnieją tylko u neofitów, zawstydzonych widokiem swoich rodziców. Natomiast najcenniejsze co jest w nas to to, co nie zostało wyczytane w z prozą iberoamerykańską w narkotycznym amoku na 5 roku studiów, bo każda wiocha to ma, tylko to co z czym się każdy narodził. Pomijam już sprawy których nie opłaca się traktować po łebkach. Bardziej rozumiem człowieka który się wkurwia i łazi z flagą po Krakowskich Przedmieściu niż niemotę któremu wszystko jest kurwa jedno aby był tylko spokój i spokojnie była prezentowana prognoza pogody i cynicznie napierdala się ze wszystkiego. I nie nazywajcie mnie prawicowcem. To nie jest kwestia nawet poglądu, ale pewnego szacunku do samego siebie. Ja rozumiem ze większości wam jest wszystko jedno, ale załózcie że jutro już wam nie będzie wszystko jedno, że nie opłaca się aby wam było wszystko jedno. Po prostu. Warto się cenić. A nie dać się okłamywać przez byle kogo i byle jak. Dlatego rozumiem Zgreda, bo sam czuje się zgredem, choć w moim mniemaniu to reszta jest tanią kurwiną. Bo warto mieć swoje racje, i jak je przehandlować to za konkret a nie za nikłe poczucie europejskości którego w zasadzie nikt nie podziela.

  15. q pisze:

    szacun, djud. mejd maj dej. lubię jak ktoś demaskuje głupotę, nikczemność czy zakłamanie tych prawicowych świętoszków naszych przewspaniałych. a jak robi to jeszcze w zgrabnych, jak tu, słowach, to już w ogóle jest miło :)

  16. Łukasz pisze:

    @ obly

    Ej, to chyba nie tak. Zobacz jak robił to Gombrowicz. Łoił Polaków za umysłowe lenistwo, wmawianie w siebie bycie pępkiem narodu i epatowanie trupami, ale jak było trzeba to jechał po modnych zachodnich filozofiach równo i mienił się wówczas polskim szlachciurą co to łazi po sadzie i patrzy, która sliwka dobra, a ktora nie. Był blyskotliwy, rześki, nowatorski, ciągle w intelektualnym ruchu. Natomiast RAZ chce dzierżyc rząd dusz – i już. Pomimo wydania kilkunastu ksiazek i napisania kilku tysięcy tekstow nie ma u niego nawet grama czegoś wartościowego, jakiejkolwiek propozycji. Co? Modlitwa, macierzyństwo i POLSKA? Dodatkowo mam przeczucie graniczące z pewnością, że tak on, jak i cała reszta jego kolegów – Semka, Warzecha, Wolski i inni – robi to cynicznie i celowo, żeby napaść własne ego i kieszenie. Ja nie rozumiem fanatyków z Krakowskiego Przedmieścia – ale wyjątkowo chujową działalnoscia jest podszczuwanie, żeby tam sterczeli przez grubych kolesi grzejących się w domowym ciepełku. Ziemkiewicz jest kiepskim pisarzem, cwaniakiem i dewotem – i trzeba to piętnować. Co też uczyniłem.

    @ q

    Bardzo dziękuję za miłe słowo.

  17. miskidomleka pisze:

    O opiatach sam RAZ wspomniał, czy recenzent dopisał? Bo znieczuleń dentystycznych o ile wiem nie robi się opiatami.

  18. Łukasz pisze:

    @ miskidomleka

    To wiadome – zastosowałem w tym przypadku licencję poetycką. RAZ pisze po prostu o znieczuleniu, którego odmawia w imię faceckich zasad. Ale wytwarza przy tym taką aurę bohaterszczyzny i dobrowolnej zgody na cierpienie, że musiałem ciut podkręcić.

  19. nameste pisze:

    „Pacholę” jest zasadniczo chłopięce. Poza tym – goodwork!

  20. Łukasz pisze:

    @ nameste

    Ach, nameste, jak zawsze czujny. Fakt, teraz sobie dosprawdziłem. Do tej pory miałem w głowie pod tym pojęciem obraz niewinnego dziecięcia płci anielskiej obciętego na donicę.

  21. mrw pisze:

    Obly, a Ty jesteś za przeproszeniem Cruxem jakimś, Chrystusem familoków i Che z blokowiska, takim chłopięciem co chodzi i rozdaje chleb wszystkim moim smutnym kurwom?

  22. RobertP pisze:

    Dwóch było twardzieli, co „Bez znieczulenia” zęby leczyli. Zapasiewicz w filmie Wajdy i Rafalski w książce Ziemkiewicza. Być może jest w tym głęboka myśl lub jakaś aluzja, której sensu nie pojmuję.

  23. Łukasz pisze:

    @ RobertP

    Dziwne, że każdy zwraca uwagę na dentystę, a nie na to, że się pan Rafalski co i rusz chwali, iż leków nie bierze, bo. Chory na cukrzycę nie bierze leków na cukrzycę, bo. To jest dopiero zgroza i głupota. A co do znieczuleń u stomatologa, to sam niegdyś znałem takiego jegomościa – może to ważne, że były sportowiec kolarski – który odmawiał, tłumacząc nam, że to dla mięczaków. On nawet tabletek przeciwbólowych nie łykał! Wolał siedzieć jak glon 5 godzin z bolącym zębem lub pekającym od migreny czerepem, ale się do farmakologii nie zniżył.

  24. tercjusz pisze:

    Widać za wiele pan nie wie o prawdziwych mężczyznach. Pan Rafał Ziemkiewicz, takim jest i o tym jest ta książka. O świecie, gdzie jeszcze są prawdziwi mężczyźni, kochający żonę i dzieci, i po męsku znoszący trudy życia. A nie model Piotruś Pan, tudzież egzaltowani lewaccy filozofowie, wymądrzający się na szereg tematów, a w życiu sami się nie realizujący. Wreszcie kompletnie nieodpowiedzialne bubki, które nie potrafią wziąć na barki ciężaru własnych decyzji, uciekając w alkohol, kochanki czy pracoholizm, zamiast poświęcić się rodzinie. O tym jest ta książka. I z moich rozmów z koleżankami żony, które wcale nie podzielają poglądów pana Ziemkiewicza zazwyczaj, też wynika pragnienie mężczyzny odpowiedzialnego i twardego, bezkompromisowego a nie jakiegoś lawiranta i emo-chłoptasia. Mimo, że jestem agnostykiem, to pana uwagi o guślarskim charakterze krzyża, świętego symbolu dla chrześcijan, czy drwiny z ojca, który ukształtował komuś charakter, są żenujące. I typowe dla pajaca, a nie prawdziwego mężczyzny, który wie, że choć kłócił się ze swoim ojcem, przeklinał nieraz jego charakter, to zdaje sobie sprawę, że gdyby nie ten surowy ojciec, wymagający, byłby w zupełnie innym miejscu życia. Gorszym. To ojciec pielęgnuje takie cnoty jak upór, męstwo, hardość, waleczność i poczucie honoru, a także pomoc słabszym, w tym kobietom. Tylko to trzeba zrozumieć.

  25. Łukasz pisze:

    @ tercjusz

    Ha, ha. No dobra, chłopaki, czyj to troll?

  26. tercjusz pisze:

    Nie jestem trollem. Czytam pana bloga, bo tak samo uwielbiam Cormaca McCarthy’ego i Philipa Rotha, i blog mam nawet w ulubionych. Co nie zmienia faktu, że przeczytałem właśnie „Zgred”, rzecz dobrą, na 4/4+, ale bez rewelacji i się lekko wkurzyłem, na bzdury tutaj wypisane. Gdzie tu bycie trollem ?

  27. Łukasz pisze:

    @ tercjusz

    A to przepraszam. Sądziłem, że któryś z kolegów robi mi psikusa podszywając się pod idealnego prawicowego komcinautę. A to jednak prawda. Bardzo chętnie porobię za pajaca w twoim fajnym poukładanym świecie. Zdajesz sobie w ogóle sprawę, że poglądy, które zaprezentowałeś w swoim komentarzu są żenujące i dla niektórych obraźliwe? Kobieta jest istotą słabszą? Z jakimi zatem koleżankami masz do czynienia? I potrzebuje twardego mężczyzny? Surowy ojciec, czyli najczęściej buc i domowy fuhrer, to przekleństwo rodzin, które dały sobie narzucić katolickie i narodowe systemy wartości.

    Jeśli jesteś wielbicielem Rotha i Cormaca, to za nazwanie „Zgreda” rzeczą dobrą powinieneś w akcie przeprosin upaść na kolana przed regałem z ich ksiazkami i bić pokłony.

  28. opi pisze:

    Chory na cukrzycę nie bierze leków na cukrzycę, bo. To jest dopiero zgroza i głupota.

    BigFarma nie jest Nasza. Prawdziwy facet myje się w środy i nie łyka na ból głowy, chyba że 50tkę i śledzia.

    Autor – bardzo dobra recenzja. Zadziałała na mnie z hipsterskim magnetyzmem; chcę teraz przeczytać „Zgreda” ironicznie, głównie te sceny erotyczne. Pewnie jak u Mastertona albo Guya N. Smitha!

  29. opi pisze:

    (Autorze, chyba żem nie domknął blockquoty, halp)

  30. Barts pisze:

    Mniamuśna recenzja. Brawo!

  31. Łukasz pisze:

    @ opi

    Nie, nie, bardziej swojsko – „pogruchaliśmy sobie długo w noc z żonką” i inne takie. Plus w jednym fragmencie wielce frapująca i tajemnicza fraza, że skończyli jak w pornosie.

    @ Barts

    Dzięki.

  32. mrw pisze:

    @ że skończyli jak w pornosie.

    bez sprecyzowania w jakim?

  33. F. pisze:

    [quote]Zda­jesz sobie w ogóle sprawę, że poglądy, które zaprezen­towałeś w swoim komen­tarzu są żenu­jące i dla niek­tórych obraźliwe?[/quote]

    Dokładnie tak samo jak poglądy, które wydaliłeś z siebie w tekście, który ma coś wspólnego z recenzją tylko dlatego, że opatrzony jest zdjęciem okładki książki.

  34. Łukasz pisze:

    @ mrw

    Bez. Chodzi zapewne o jakaś demoniczną technikę właściwą wszystkim pornosom.

  35. mrw pisze:

    @Bez. Chodzi zapewne o jakaś demon­iczną tech­nikę właś­ciwą wszys­tkim pornosom.

    No to akurat wiadomo, że tzw. moneyshot, tylko on występuje w wielu wariantach.

  36. Łukasz pisze:

    @ F.

    Och, „wydaliłeś”. Jaka szkoda, że więcej nie wpadniesz, znawco technik interpretacyjnych.

  37. mrw pisze:

    Tu się RAZ tłumaczy, że te wszystkie Rafalskie to wcale nie on:
    http://wkurzamsalon.salon24.pl/307204,rafal-ziemkiewicz-wkurzam-salon-odcinek-xxv-ostatni

  38. Łukasz pisze:

    @ mrw

    No przecież – RAZ-owi by przez klawę nie przeszły frazy, że pedalstwo to największy wróg kobiecości i męskości. To wszystko ten Rafalski.

  39. mrw pisze:

    @No prze­cież — RAZ-owi by przez klawę nie przeszły frazy, że ped­alstwo to najwięk­szy wróg kobiecości i męskości. To wszys­tko ten Rafalski.

    Ty nie rozumiesz metody aktorskiej. Żeby dobrze opisać buca, trzeba stać się bucem. Żeby bardzo dobrze opisać buca, trzeba w jego skórze spędzić lata całe. Poświęcenie jak w Prestiżu.

  40. Łukasz pisze:

    @ mrw

    Ciekawe zatem do kiedy zobowiązuje go kontrakt? Jej! Tyle się naczekać i nacierpieć, żeby dopiero po dekadach całych móc w spokoju przejść się w lateksie po ulicy.

  41. _StuG_ pisze:

    eh, ludzie… po co ta napinka, to ja nie wiem. Ale poza tem, to „tam w europie” jest dokładnie takie same buractwo, tylko inaczej podane. Wurst i zmienianie firanek co tydzień, albo nieznajomość języków poza fhąsuskim w imię zasad, albo kidultsy, albo cokolwiek chcecie.

    Wszędzie jest to samo. A lekarstwem na to są tylko comiesięczne decymacje, a nie bicie piany z pozycji „pro” lub „anty” :D

  42. mrw pisze:

    Łukasz, nie chcę Ci redagować bloga czy coś, ale czy mógłbyś banować za użycie słowa „kidult”? Pretty please.

  43. vauban pisze:

    W pierwszych słowach mojego komcia chciałbym podziękować autorowi recenzji za zachęcenie mnie do lektury książki p. Ziemkiewicza. Takie coś chciałbym mieć ukradzione na dysku i czytać sobie ku pokrzepieniu serca, kiedy Epidiaskop ogłosi bullę, Prezes wygłosi orędzie i w ogóle w sytuacjach, kiedy jest smutno, ponuro i chce się emigrować na tropikalną wyspę. Nie pochwalam piractwa, ale – doprawdy, czy mógłbym wydać ciężko zarobione pieniądze na coś podobnego? Mam dylemat moralny. Tym niemniej, jeśli miało by być coś, co pocieszałoby w trudnych chwilach zwątpienia, kiedy człowiek zastanawia się kto właściwie zwariował – ja czy oni? Niech będzie ta opowieść opoką, latarnią morską, wzorcem metra z Sevres użytecznym do skalibrowania żenometru.

  44. Łukasz pisze:

    @ mrw

    Niech twoje słowa będą ostrzeżeniem dla _Stug_-a.

    @ vauban

    Wnosząc z ekstatycznych reakcji na „Zgreda” Rodziny Radia RAZ, przeczuwam, że w niedługim czasie jakiś pedeefik będzie hulał po sieci.

  45. vauban pisze:

    @Łukasz

    No i o to chodzi. Nie mogę się wprost doczekać.

  46. yzek pisze:

    „żenu­jącej książki, w której dokład­nie i po kolei skom­pro­mi­tuje wasze świę­tości.”

    A jaka jest ostatnio książka, w której autor hołdujący „naszym świętościom” nie wydałby się szanownemu blogerowi „kompromitujący”? Żywot człowieka poczciwego? Coś bliższego współczesności?

    Tak serio pytam dla ustalenia punktu odniesienia.

  47. dink pisze:

    @mrw: nie, żebym był ekspertem (hy, hy), ale pornosy, przynajmniej na RT kończą się „niepokatolicku” – więc jakże tak – Rafalski marnuje nasienie? Dar panbuka? Zgroza!

  48. azazi pisze:

    Przeczytałam „recenzję” i przyznaję bardzo jest emocjonalna :) Nie wiem tylko po co tak pisać, czy po prostu nie można sobie czasem odpuścić.W dodatku odniosłam wrażenie, że się recenzent zapocił podczas pisania. bllle

  49. Łukasz pisze:

    @ yzek

    „Operacja Chusta” – piękny przykład polskiej szkoły paranoicznej. W Stanach mają od tego Pynchona i DeLillo, my – Terlikowskiego.

    @ azazi

    Tak, chcesz kupić moje soksy?

  50. kds pisze:

    dżizas, RAZ zgwałcił autorowi matkę/siostrę, że tak się na niego wyrzygał ‚yntelektualnie’? Jak nie rozumie, to niech nie czyta. A jeszcze się tym chwalić? :|