Zgred zszedł

Posted: 22nd Maj 2011 by Łukasz in biblioteka

„Zgred” Rafała Ziemkiewicza to książka wyjątkowa. Absolutnie niepowtarzalna. Jedna z tych pozycji, które powinny znajdować się w biblioteczce każdego inteligentnego człowieka. A najlepiej pod tegoż ręką – u wezgłowia, na biurku, w plecaczku. Jak, nie przymierzając, płatek Apapa. Bo „Zgred” może służyć czytelnikom jeszcze długo długo po pierwszej lekturze. Nie będzie już, co prawda, stymulował ciekawości, ale przyniesie współmierne profity – tym razem lecznicze, doraźne. W chwilach zwątpienia, gdy przez duszę przetaczają się tornada złych energii, glątwa rośnie w ustach, a ja wiotczeje, wystarczy po niego sięgnąć, roztworzyć w dowolnym miejscu, przeczytać stronę, półtorej, i już można huknąć do siebie w akcie autopokrzepienia: o, kurwa, jak dobrze, że przynajmniej nie jestem tobą.

„Zgred” spełnia także i inną pożyteczną funkcję. Mianowicie jest w nim utrwalony w skali 1:1 okaz buca polskiego, najprawdziwszego ćwoka wyposażonego w mentalnego sumiastego wąsa, bęc i parę białych skarpet frotte, które jak ulał pasują w lipcu do sandałów. Nie wątpię, że przyszłe pokolenia, wyemancypowane, uśmiechnięte, europejskie, będą oglądały go z równą dozą zaskoczenia i zgrozy, z jaka my gapiliśmy się podczas szkolnych wycieczek do muzeum anatomii na spaczone płody, kadłubki i fenomeny z dodatkową kończyną pławiące się w sinej zalewie z formaliny. Bo to co reprezentuje sobą narrator tego utworu, o czym mówi otwarcie i napomyka półgębkiem, a co składa się na jego credo, stanowi tak przerażającą summę rodzimego wstecznictwa, srogości i intelektualnej biedy, że co i rusz łapałem się na przekornej myśli, czy aby nie mam w tym przypadku do czynienia z parodią. Albo sabotażem. Bo może jakiś lewicowy śpioch zakonspirowany w redakcji wydawcy zadziałał i w ostatniej chwili podmienił przygotowywany do druku plik? Nie, jednak nie.  Ale wszystko po kolei.

„Zgred” to książka w formie dziennika, który obejmuje okres od połowy lutego do połowy kwietnia 2010 roku, a jego autorem jest pisarz, dziennikarz i mędrzec-amator Rafalski. Nazwisko znaczące. To taki Ziemkiewicz, ale też taki trochę nie-Ziemkiewicz. Nie-Ziemkiewiczem, bo Rafalskim przecież, jest wówczas, gdy praży seriami nieuzasadnionych, a przynajmniej nieudowodnionych, oszczerstw, obelg i pomówień pod adresem konkretnych i żyjących w realu osób. Tutaj Ziemkiewicz zastosował myk w postaci literackiej maski, która ma zapewnić mu bezkarność i w obliczu ewentualnego pozwu sądowego skierować gniew i roszczenia oplutych prosto w fikcyjną pierś fikcyjnego nienawistnika Rafalskiego. Tego samego, który wykluł się z prawdziwego imienia Ziemkiewicza, Ziemkiewicza Właściwego. Bo tak to ma działać – z jednej strony boimy się procesów i wysupływania kabonki na zadośćuczyniające oświadczenia w tygodnikach, ale z drugiej musimy swoich fanów, adoratorów i wychowanków pobudzić i połechtać bodźcem na tyle mocnym, żeby Rodzina Radia RAZ zrozumiała od razu (a nie jest to lotne grono) z kim tak naprawdę ma do czynienia. Stad ta finezyjna charakteryzacja, swoim kunsztem przypominająca peruki, syntetyczne brody i ogromne okulary gości Ewy Drzyzgi, spod której rytmicznie dobywa się nieśmiertelna kwestia: to ja, Leclerc!

Rafalski jest Hiobem. Oprócz tego słowiańskim Katonem, Piotrem Skargą z XXI wieku, Rejtanem wielorazowego użytku, ostatnią nadzieją białych, męskich i normalnych. W kraju trwa apokalipsa i tyrania Mao Tse-Tuska. Co tam w RP – po całym świecie Szatan stąpa jako po swoim i wszędzie czyni psowania. Odpór dają mu nieliczni odważni, świadomi, impregnowani na relatywistyczno-lewacki wąglik tłoczony przez media. Do tego ekskluzywnego grona defensorów należy rzecz jasna Rafalski. On i jego koledzy z redakcji „Rzepy”, tworzący razem coś w rodzaju żywego Alamo, wokół którego systematycznie zacieśnia się krąg degeneratów, dzierżących w garściach maczety, kałasznikowy, blanty i korale do stymulacji analnej. Każda instytucja między Wisłą a Odrą jest zbutwiała, politycy rozdzielili się na Gang i Sektę, posiadacze odmiennego zdania niż obowiązujące i zatwierdzone na Czerskiej są szykanowani, dojeżdżani, pozbawiani pracy. Nawet jeśli zajmują jakieś eksponowane stanowiska w telewizji, radiu, czy prasie, to przecież tylko i wyłącznie w wyniku misternego ukartowania sytuacji przez wraże siły, które cudzymi łapami wpychają nieprzejednanych w blask oglądalności i mamony, żeby zrobić z nich pośmiechowisko i w odpowiednim momencie strącić z piedestału ku uciesze tłuszczy. Nie ma lekko. Źli nikomu nie odpuszczają. Oto tylko jeden z miliona przykładów na codzienną opresję garstki szlachetnych Polaków: córeczka Rafalskiego uczęszcza na zajęcia plastyczne do warszawskiej Zachęty, ale nie jest jej dane w spokoju rozwijać swoich rysunkowych predyspozycji, gdyż na ścianach tej podstępnej instytucji wiszą eksponaty zwyrodniałej sztuki współczesnej, przez co pacholę musi za pomocą zakrywania oczu bronić się przed dostępem do jej nieskalanej jaźni wizerunków genitaliów płci obojga.

Napisałem, że Rafalski to Hiob, gdyż oprócz klęsk o charakterze globalnym i ogólnym doświadcza on także katastrof w życiu prywatnym. Niedawno umarła mu matka, a teraz umierający jest teść, umierający jest także szwagier, połowica miała wypadek samochodowy, a sam Rafalski w kwiecie wieku zapada na cukrzycę. Ten ciąg nieszczęść tylko pogłębia tragizm jego położenia, a zarazem dowodzi heroizmu i nieludzkiej odporności na cierpienie. Wystawcie tylko sobie, ile potrzeba determinacji i hartu ducha, żeby tak każdego wieczoru opuszczać cieplutkie domowe pielesze, żonkę, parę córeczek, i w samotności własnego gabinetu szarżować z gołym laptopem w dłoni na potężne i nieprzyjazne think-tanki.

Rafalski monitoruje rzeczywistość tego nieszczęsnego roku 2010 i w swoim raptularzu zdaje z niej relację, ale przede wszystkim obnaża swoje wnętrze. Jest na co popatrzeć! Rafalski to bigot. Jeśli na najbardziej odrażający w literaturze polskiej, to na pewno jeden z odrażających najbardziej. Człowieczek tak pokornie tkwiący w szponach zabobonu, że nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Przez co garniruje swoją narrację takimi kwiatkami jak: „beznadziejne jak ateistyczny pogrzeb”, „w razie czego wołać ojca proboszcza”, etc. Wychwala katolicyzm odpustowy i gani ten postępowy, wyprodukowany w głowach tajnych agentów i dziennikarzy Wyborczej. Wielbi Wyszyńskiego, nad główkami śpiących córeczek odprawia mambo-dżambo, mające przegonić czerwone licho, i w momentach próby ucieka się do opieki świętej panienki. O, przepraszam, Panienki. To jeden z najbardziej przerażających dowodów na sfanatyzowanie i tępotę tego osobnika: zapisywanie wielkimi literami już nie tylko takich słów jak Kościół, ale i Pan, Hostia, Wiara (!), Opatrzność, Syn Boży. W państwie idealnym Rafalski winien być w trybie natychmiastowym deportowany do Watykanu.

Rafalski to chłopek-roztropek, wiejski mędrek i hreczkosiej wrzucony do stechnicyzowanej współczesności, który wykazuje ponadprzeciętną odporność na wszelkiego rodzaju poglądy i koncepcje inne niż własne, uwarzone na zdrowym kwasie wiejskiego wychowania i polskości. Nie imają się go modni myśliciele, pisarze, filmowcy. On wie swoje. Swoje i to co mu naopowiadał zacny tatko w dziecięctwie. To właśnie ojczulkowe sentencje, wionące sandałem frazeologizmy, regionalizmy i porzekadła są najlepszymi przeciwciałami w boju z prątkami zachodniej zarazy. Scena pierwsza, akt pierwszy, prawicowy Polak kontra filozofowie zgniłego pedalskiego Zachodu.

„Raz jeden, u zarania, wybrałem się na robione przez nich (przez KP, przyp. mój) spotkanie: Houellebecq (wymawiać: łelbEEEk; wszystkie godne wymówienia nazwiska akcentuje się mocno na ostatnia sylabę) jako taki, a jak nie taki, to taki i dlaczego taki genialny. Rozmowa panelistów jak do kabaretu – no wiec ŁelbEEEkm ale z drugiej strony badjUUU, a z kolei bodrijAAArd, a deridAAA; miałem ochotę wziąć mikrofon i spytać, a co by na to Dupain Traix-au-trotuar, ale i tak mnie mają tam za ćwoka, więc znudzony poszedłem”.

Dupain Traix-au-trotuar? O, kurwa, Rafalski, jaki ty jesteś, słaby słaby. Zdumiewa i podnosi włos na karku ta absolutna pogarda z jaką w „Zgredzie” traktuje się każdą wiedzę, która nie wyszła spod pióra braci w słusznej ideologii. Żenuje to tym bardziej, że w zamian Rafalski nie oferuje nic – kompletnie nic, poza podłomżyńską filozofią ludową i adoracją guślarskich atrybutów w postaci krzyża. Ale czyż z jego postawy nie powinniśmy się cieszyć my, właściciele aleksandryjskich biblioteczek, nowocześni, zalogowani, radośni, wyglądający nowych umysłowych doznań i znający się i na Agambenie, i Zaratustrze? Bo Rafalski swoim nieuctwem i arogancją wobec niekonsekrowanych tomów tylko wzmacnia przekaz tego, o czym już i tak od dawna wiemy: nie wygracie.

Mocną stroną „Zgreda” są także wyłożone explicite przez Rafalskiego jego poglądy na małżeństwo i podział ról w domowym łonie. Otóż zadaniem i główną powinnością kobiety na tym padole jest macierzyństwo, poprzedzone skoczną prokreacją z mężem. Kobieta zamężna nie może, nie chce i nie powinna podążać drogą samorealizacji i wykonywania zawodu, bo ta wiedzie wprost we wrzące od ognia czeluście piekielne i jako taka została nam, tradycyjnie prostolinijnym Sarmatom, narzucona via medialne agendy permisywnej cywilizacji śmierci. Rolą mężczyzny jest uświadomienie kobiecie, że życie toczące się w rytmie kopulacji, brzemienności i laktacji to dobre życie. Żona Rafalskiego już o tym wie. I teraz nieomal każdego dnia składa mu podziękowania tak nieme, jak i te bardziej materialne, gdy udostępnia mężowi któryś ze swoich gruczołów do wymiętoszenia, za to, że anulował jej niegodną karierę aktorki, powierzając w zamian jakże odpowiedzialną posadę westalki przy piekarniku, muzy, koordynatorki familijnego chaosu i piastunki mężowskiej pałki. Ponadto, ho, ho, Rafalski wypuszcza ją regularnie na miasto, żeby puściła trochę jego grosza, tej jeszcze lepkiej od bitewnej sadzy krwawicy, poplotkowała z koleżankami i zrobiła sobie „pazurki”. Macie tak dobrze, lesby, lewaczki i freelancerki?

Klejnotami są także opisy seksu państwa Rafalskich. Nie, nie proście mnie, bo i tak niczego nie zdradzę. Nie jestem aż takim okrutnikiem, żeby odbierać choćby łut tej setnej zabawy, jaką jest obcowanie z frazami prawicowego Henry’ego Millera. Gdybym jednak miał dać wam przedsmak tej stylistycznej ambrozji i zasugerować, czego możecie się spodziewać po odpowiednio wygłaskanym Rafalskim vel Ziemkiewiczu, to bym poprosił o wykonanie  prostego ćwiczenia z użyciem wyobraźni. Wyobraźcie sobie, że głosy, które inspirowały Faustynę Kowalską w przedmiocie portretu Jezusa z Laserem na chwilkę się zbiesiły i podsunęły tej cierpliwej, nieutalentowanej kobiece ideę zrzucenia na papier jakiejś rozerotyzowanej narracji. Właśnie tak.

Rafalski na swoich oponentach nie pozostawia suchej nitki. I tutaj znowu – to ja, Leclerc! – ujawnia się jego męskoosobowa macierz czyli Ziemkiewicz. Który nagminnie stosuje tandetny fortel polegający na prymitywnym przekształceniu nazwisk osób prawdziwych w wirtualne byty, na które dzięki temu może bez krępacji wylewać kubły pomyj i bulgoczącej smoły. Z Wołka robimy Ciołka, do Urbańskiego doczepiamy komentarz równie przesadny jak jego waga i już każdy wie o kogo chodzi, z Lisa robimy Liza i piszemy, że gdyby żył w latach nazizmu, to by z pewnością przodował w szczuciu na Żydów. O, tak to wygląda w praktyce. Jeszcze seria cierpkich komentarzy na temat prowadzenia się Czarusia, Wiesia i Sławka – i mamy komplet przykładów strategii pisarskiej tego najodważniejszego z odważnych pisarzy, któremu Rafał na imię.

Przyjaciele, alianci i ziomale Rafalskiego wymieniani są z imienia, dzięki czemu wiemy, kto stoi na pierwszej linii frontu i własną piersią odpiera najeźdźców. Anita z telewizji, Bronek, architekt Czesław, Tomek z „Gazety” (ale nie z tamtej, lecz z tej właściwej), no i Jaś z kamerą, do którego ludzie lgną bezwiednie i ufnie jak  do uzdrawiającego minerału lub bezpłatnego guru. Bezinteresowni, wrażliwi, megapolscy.

Istotną postacią jest w „Zgredzie” także Irek. Były przyjaciel, który przyłączył się do tuskowego gangu i na dodatek kusi Rafalskiego, żeby zrezygnował ze swojego harmonijnego i katolickiego świata na rzecz mięciutkiego stołka, apanaży i bezpiecznej przyszłości. Całe stronice zapełnione są psychomachią, która toczy się w wykonanej z kryształu naturze Rafalskiego. Dzięki Irkowi możemy się dowiedzieć, jaki los czeka tych, co się skurwili i zeszli ze szlaku prawdomówności, świadomego ojcostwa, wysokooktanowego patriotyzmu. Irek ginie w katastrofie smoleńskiej. Emocjonalne opisy dni po 10 kwietnia 2010 roku  wypełniają ostatnie stronice „Zgreda”. Rafalski nie byłby sobą, gdyby na odchodnym nie zostawił kilku parujących porcji jadu i megalomanii. Święta para prezydencka, wszyscy święci, ostatni dawni Polacy gromadzący się na Krakowskim Przedmieściu – a w kontrze do nich zdrajcy, łże-autorytety, warszawski salon i studencka tłuszcza, która nęka oddających hołd, a której prymitywne żarty i wulgarne okrzyki są dla Rafalskiego kontynuacją zbrodniczej działalności najemników Dirlewangera.

Jeszcze jedna kwestia. „Zgred” to pokaz polskiej faceckości, dowód na istnienie samczości znad Wisły. Rafalski często gęsto faszeruje swój tekst jeremiadami nad prawdziwą męskością, która w dzisiejszych podłych czasach została zbrukana, osłabiona i oddana na łaskę i niełaskę przegiętych telewizyjnych ciot. Co stanowi dla niego powód do równie systematycznego wymieniania pryncypiów nadwiślańskiego samca i szermowania takimi środkami perswazji jak „twardy facet”, „mężczyzna tak nie robi”, „po to jest mężczyzna, żeby walczył”. Drugą stronę medalu tego fascynującego zjawiska stanowią z kolei konkretne przykłada z życia Rafalskiego, kiedy w swej doczesności stosuje własne teorie. Na ten przykład, bohatersko odmawia znieczulenia u dentysty, gdyż wiadomo, że każdy hardy i twardy kolo, żeby wciąż pozostać hardym i twardym musi obligatoryjnie rezygnować z pedalskich opiatów, farmakologicznych wymówek dla mięczaków. Lepiej – Rafalski nie przyjmuje zapisanych mu lekarstw na rozwijającą się cukrzycę. Tutaj maczyzm miesza się z mentalem z terenów wiejskich – że, panie, prawda, co mnie tam doktory będą mówiły, ja wiem swoje i jak weszło, to i samo wyjdzie. O!

Przeczytałem „Zgreda” Rafała Ziemkiewicza nie dlatego, że lubuję się w kiepskiej literaturze, napisanych koślawą polszczyzną dziełkach wzmacniających prawackie siusiaki i ego, nie dlatego też, że należę do klubu miłośników docierania do sedna przyjemności skroś kolce, kajdanki i kneble. Bo nie należę. Przeczytałem z powodu lutowej recenzji samego Ziemkiewicza, który uroczej i bezpretensjonalnej książce jaką jest „Good Night, Dżerzi” Janusza Glowackiego wytykał to, że nie zawiera w sobie żadnej godnej zapisania prawdy i że jest banalna, sztampowa i obrazkowa. Postanowiłem wówczas, że na którejś z najświeższych książek Ziemkiewicza sprawdzę, jaka to jest ta godna zapisania prawda i jak wygląda książka nie będąca obrazkiem, banałem i sztampą. Sprawdziłem i przekonałem się, nie można powiedzieć. „Zgred” jest tak zły, prostacki i komiczny w swoim siermiężnym  ideolo, że jedyną praca, którą musimy teraz sumiennie wykonać – my, mośkowe pachołki brukselskiej Centrali, ateistyczna mierzwa, gejowscy lobbyści utuczeni na putinowych petrodolarach i kosmopolityczny pomiot w polskiej gościnie – jest misja wytłumaczenia wyznawcom i czytelnikom Ziemkiewicza, że nie przekabaciliśmy go na naszą stronę, nie zaszantażowaliśmy i nie omamiliśmy milionami w celu napisania przez niego żenującej książki, w której dokładnie i po kolei skompromituje wasze świętości. Nie, naprawdę, dziewczęta i chłopcy, prenumeratorzy Gazety Polskiej i groupie programu „Warto rozmawiać”,  on sam to zrobił, sam z siebie.

  1. Łukasz pisze:

    @ kds

    O, rany, ale mi się trafiły biedatrole. Ci poważni są na majowym? Biedny pajacyku, przecież ja ci nie uniemożliwiam bicia pokłonów przed brzuchem twojego Rafała Yody Ziemkiewicza. Bij ile wlezie. Wyraziłem swoje zdanie w przedmiocie kiepskiej, ideologicznej książki. Jak chcesz ją sobie postawić w domku na oltarzyku, to stawiaj. Kupuj ksiażki RAZ-a, kupuj i trwaj w ułudzie.

  2. Marceli Szpak pisze:

    @W dodatku odniosłam wraże­nie, że się recen­zent zapocił pod­czas pisa­nia. bllle

    Ponieważ każdy autor piszący bloga w serwisie ultramaryna, ma w podpisanym przez siebie kontrakcie, że wszystkie notki będzie pisał nagi i spocony. Czasem trafiają się kontrole

  3. yzek pisze:

    Serio pytałem, ale najwyraźniej nie dostałem odpowiedzi serio. Uważa szanowny gospodarz, że „Operacja husta” Terlikowskiego przedstawia wartości konserwatywno/prawicowo/katolickie w sposób dla tychże nie kompromitujący i może być punktem odniesienia, wobec którego powieść Ziemkiewicza wygląda żałośnie?

  4. janekr pisze:

    Dlaczego RAZ tak nie lubi Houelle­becq’a? Przecież obaj są prawicowymi b***, tylko tego na H. krytyka Polityczna hołubi.

  5. Prawy pisze:

    Strasznie plujecie na tego Ziemkiewicza. Czy naprawdę tak bolą was sukcesy wydawnicze jednego z Nas, Polaka? Facet miał ciężkie życie, nie załapał się na walkę ze spadającymi z każdej strony ciosami. Życie publicysty nie jest łatwe w Polsce, zarówno tej zwanej PRL, jak i III RP. Czy bycie konserwatystą to powód do wstydu?

  6. anna pisze:

    marry me

  7. zboon pisze:

    „my, właś­ci­ciele alek­sandryjs­kich bib­lioteczek, nowocześni, zal­o­gowani, radośni, wyglą­da­jący nowych umysłowych doz­nań i zna­jący się i na Agam­be­nie, i Zara­tus­trze” – no tak, kto z WAMI miałby w ogóle czelność dyskutować

    Swoją drogą, Ziemkiewicz wielokrotnie krytykował na swoim blogu kaczyńskiego za jego posmoleńske gusła i całe to bogoojczyźniane, nawiedzone towarzystwo. Rafalski to postać powstała tylko po to, by dalej ‚wkurzać salon’, co jak widać po ilości żółci i kompletnym braku jakiejkolwiek merytoryki w powyższej recenzji, doskonale się udało. Nad czym głęboko ubolewam, bo widać, że buc Ziemkiewicz będzie dalej triumfował, bo są od niego jeszcze gorsze buce.

  8. Łukasz pisze:

    @ yzek

    Serio to ci mogę napisać, że tam gdzie się pojawia chęć zaprezentowania w literaturze wartości konserwatywnych/lewackich/urugwajskich, to kończy się literatura i zaczyna Terlikowski i Ziemkiewicz.

    @ Prawy

    Ale mnie za to płacą brukselskimi diengami z gwiazdą Dawida i wolnomularską kielnią. Muszę.

    @ anna

    Choć koledzy bardzo się starali, to z twoich ust padły najmilsze słowa pod tym tekstem.

    @zboon

    Skoro się tak doskonale orientujesz, jak powinien wyglądać merytoryczny tekst piętnujący prawicowego buca, to sam go napisz. Kto ci broni? Przyjdę do ciebie i chętnie przeczytam.

  9. Barts pisze:

    Whoa, tekst budzi reakcje, najs. Auch: Łukaszu, Prawy to copypasta:
    http://pl.copypasta.wikia.com/wiki/Strasznie_plujecie

  10. yzek pisze:

    „to kończy się lit­er­atura”

    Aha. Czyli literatura skończyła się na Mikołaju Reju a zaczęła od Gombrowicza. Fajn baj mi; tyle że wartość oceny co może skompromitować „wartości” a co je promuje jest tuaj równie miarodajna jak opinia wegetarianina o kebabach.

  11. ojciec blez pisze:

    Ja tam w przeciwieństwie do oświeconych znajomych nic do Ziemkiewicza nie mam, podobnie jak do Cejrowskiego, bo bawią mnie i ciekawią urodzeni mąciciele, którzy lubią siać ferment i stać wbrew, a moje kontr-do-nich przekonania są na tyle ustalone, że nie muszę za nimi gardłować.

    Natomiast dziwi mnie coś innego. Facet pisze powieść. Czy naprawdę w tym bogatym świecie nie interesuje go nic innego, niż prawicowość/lewicowość? Cóż za smutna bieda w doświadczaniu rzeczywistości, występująca zresztą u kompanii z KP w równym stopniu.

    A swoją drogą, Łukaszu, policz sobie komcie i zastanów, czy dla Sławy warto chwalić, czy zjeby posyłać. Jakże lubimy glanowanie!

  12. Łukasz pisze:

    @ yzek

    Tak, masz rację. Nowoczesna literatura w Polsce zaczeła się od Gombrowicza. Wcześniej było tylko kilka przebłysków świadomości spraw uniwersalnych i ponadnarodowych. Ale głównie to trupy i Polska.

    @ ojciec blez

    Ha! I to dopiero zastanawia. Przecież ja zazwyczaj jestem jak owieczka, piszę pokojowe teksty, podsuwam ciekawe ksiażki. I co? I nic – pies z kulawą nogą się nie zainteresuje. Na blisko 80 notek napisałem ledwie 3-4 hejtujące. Ale to własnie one wywołały żywy rezonans i otwarły bukiety pochwał.

  13. TP pisze:

    Ciężko czyta się marne książki – ale jak przyjemnie o nich pisze, czyż nie?! (I czyta: ale „o”, a nie je same).

  14. Dr Judym pisze:

    Brawo Łukasz, śmiałem się co kawałek podczas czytania :) A teraz mam problem, kupić, nie kupić? Z drugiej strony ja jestem dość nerwowy, nie wiem czy bym wytrzymał na dłuższą metę starcie z takimi bredniami.

  15. yzek pisze:

    „Czy naprawdę w tym bogatym świecie nie intere­suje go nic innego”

    Zaprawdę, wierz rzetelności „recenzenta”… jest przecież tak wiele spraw uniwersalnych i ponadnarodowych do opisywania!

  16. Łukasz pisze:

    @ Dr Judym

    Staram się, żeby było miło. A „Zgreda” nie kupuj – odłoż kabonkę na zacniejsze dzieła, o których będę tutaj pisał w najbliższym czasie.

    @ yzek

    Idź i usiądź sobie w polu energetycznym półeczki z literaturą polską przekazującą wartości. Niech Sienkiewicz, Konopnicka, Mackiewicz i Wildstein duszę ci masują.

  17. yzek pisze:

    Soraski wielgachne, że tak się uczepiłem zgrabnej klamrę zamykającej, że chyba niechcący ją poppsułem, czy jak to się mówi nowomową „zdekonstruowałem”. Bo doprawdy, bez założenia (skąd wziętego?), że „Zgred” to powieść z misją i mozolnego (aby udanego?) wykazywania, że absolutnie tak nie jest, brakuje ładnego zakończenia. Podpowiem, że wystarczy napisać „Ziemkiewicz buc” — publika się ucieszy, a żaden namolny prawak się czepiał nie będzie.

  18. Łukasz pisze:

    @ yzek

    Ale ty się nawet nie czepiasz. Twoje popiskiwania to nie jest nawet czepianie się. Z serca doradzam lekturę Wildsteina. Teraz napisał powieść na ponad 500 stron – zanurzysz się w niej na miesiące.

  19. yzek pisze:

    Wegetarianin poleca mi najlepszy kebab w mieście, lecę pędzę. A zakończenie flejma bardzo w stylu WO, widać obycie autora, zabrakło chyba tylko „chłopczyku”.

  20. tercjusz pisze:

    a co złego jest w powieściach Mackiewicza ?

  21. mrw pisze:

    @ Ale to włas­nie one wywołały żywy rezo­nans i otwarły buki­ety pochwał.

    Spieszę z wyjaśnieniem – „Zgred” to książka z gatunku „jak dobrze, że ktoś przeczytał ją, żebym ja nie musiał”, przeto należy nagrodzić autora recenzji za wysiłek. Polecanki całuśnej nie trzeba, bo co, przeczytał, podobało się, stratny więc nie jest.

  22. Łukasz pisze:

    @ yzek

    Wpadnij kiedyś z czymś lepszym niż to nunchaku z patyków, czyli powiastka o kebabie i wegetarianinie. Przeczytałem „Zgreda” i napisałem jego recenzję na 7 stron. I o obyciu w rozmowie na jego temat mówi mi kolo, który wycisnął z siebie kilka dwuzdaniowych komciów od czapy.

    @ tercjusz

    Nie lubię, ale nie hejterzę. Doradziłem koledze jako dobre uzupełnienie wartościowej półeczki z lit-polem.

    @ mrw

    Chyba że tak. Aczkolwiek mam przeczucie, że większość woli jak się w powietrzu unosi swąd i wrzask. A nie spokojne deklamacje.

  23. mrw pisze:

    @ Aczkol­wiek mam przeczu­cie, że więk­szość woli jak się w powi­etrzu unosi swąd i wrzask.

    A to swoją drogą. Ale jednak temu tekstu daleko od zwykłych hejterskich podśmiechujek, jakich pełno w internecie, więc nie martwiłbym się zbytnio.

  24. Łukasz pisze:

    @ mrw

    No widzisz, a taki kolega yzek bierze mnie w cudzysłów jako recenzenta. Byłeś kiedyś ucydzusłowionym recenzentem, Michał?

  25. mrw pisze:

    Oj, nie pamiętam. Z pewnością w „” była wzięta moja recenzja: http://mrw.blox.pl/2007/07/NIEUSTRASZONY-TROPICIEL-WAGINOFOBII-to-ja.html

  26. telemach pisze:

    Jakie sympatyczne omówienie pozycji. A najsympatyczniejsze, że to ja nie musiałem i nie będę musiał „tego” czytać, aby móc teraz nie lubić w oparciu o dobrze udokumentowane uprzedzenia. Nie, żeby lubienie mi groziło, ale teraz będę „rzygał na widok”w oparciu o solidny kawałek pracy, a nie na czuja.

  27. yzek pisze:

    „Przeczy­tałem “Zgreda” i napisałem jego recen­zję na 7 stron. I o oby­ciu w roz­mowie na jego temat mówi mi kolo, który wycis­nął z siebie kilka dwuz­dan­iowych kom­ciów od czapy.”

    Jaka jest wartość recenzenta, który twórczość z nurtu do którego zaliczył (załóżmy hipotetycznie, że trafnie) powieść traktuje jako nie-literaturę? Strefę ciemności tak czarnej, że nie odróżnia w niej odcieni ani kształtów? Komu on pomoże w decyzji „warto czy nie”, pytam retorycznie?

    To że dostraczły wielu radochy z lektury udanego warsztatowo paszkwila to się chwali i ceni, bo ten wysiłek nie poszedł na marne i umilił wielu poranną kawę i przeglądanie interwebsów. Ale jak chcesz znaleźć komentarze bardziej żałosne od mojej odczapności, to jest bogaty wybór tych dziękczynnych w stylu „jak to fajnie, że nie muszę czytać” od osób, których by pewni samo nazwisko na okładce poparzyło, gdyby nieopatrznie wzięli do ręki.

  28. yzek pisze:

    @MRW: bez cudzysłowów, komć uzasadniający w drodze do „Pattern recognition”

  29. Łukasz pisze:

    @ yzek

    W wolnej chwili sprawdź sobie definicję terminu „paszkwil”, bo pływasz, kolego. No i zeskanuj swoje zdania pod kątem poprawności gramatyczno-stylistycznej.

    O, to już rozmawiamy o wartości samego recenzenta. Najs.

    Nowoczesną zrytmizowaną polszczyzną napisałem recenzję gniota, któremu „Zgred” na imię. To żałosna i źle napisana ksiażka w formie dziennika, w którą RAZ w stosunku nieomal 1:1 wtłoczył swoje obsesje i parszywości. Zwiał za „Rafalskiego”, żeby do woli pluć na prawdziwych ludzi. Tym bardziej to żenuje, że w „Zgredzie” jest gęsto od porad co powinien robić prawdziwy facet, twardy meżczyzna. Na mój gust chyba nie powinien z Lisa robić Liza i pisać, że gdyby Liz(s) żył w czasach nazistowskich, to by przodował w szczuciu na Żydów. Nie wiem, jak na twój gust. Bo i tak póki co rozmawiasz o ksiażce, której nie czytałeś za pomocą recenzji, której nie zrozumiałeś. Kup sobie „Zgreda”, napisz własną recenzję i zaproś mnie do przeczytania.

  30. yzek pisze:

    „O, to już roz­maw­iamy o wartości samego recen­zenta.”

    Tak jak o przydatności przyrządu, na którym brakuje skali, bo podnosi się w nim ciśnienie i pękają zawory. Prosty czytelnik, któremu brakuje odpowiedniego przygotowania teoretycznego i sprawności warsztatowej, Może chyba czuć się nieco zawiedziony, że ktoś lepiej przygotowany wylewa jedynie z głębi trzewii płynącą niechęć do autora/bohaterai? I nawet jego miara się do przeskalowania nie nadaje, bo z poczuciem wyższości odmawia podania jakichkolwiek punktów odniesienia.

    A Z. owszem, przeczytałem. Sądząc z przesadnych reakcji takich jak ta, chyba oceniłem zbyt nisko.

  31. Łukasz pisze:

    @ yzek

    To nie jest blog dla prostych czytelników.

  32. djans pisze:

    „Nie wąt­pię, że przyszłe pokole­nia, wye­man­cy­powane, uśmiech­nięte, europe­jskie, będą oglą­dały go”

    Zabawne ten sen, Panie Różyc, naprawdę.

  33. tercjusz pisze:

    Ziemkiewicz ładnie pana ośmieszył na własnym fejsbuku, panie Różyc. Oj widać, nie wie pan z kim zadarł. RAZ łatwo nie odpuści, teraz trochę pana przeczołga, za głupoty powypisywane. Moim zdaniem najśmieszniejsze jest pojmowanie roli ojca jako „fuhrera”. Doprowdy zabawne, trochę rygoru jeszcze nikomu nie zaszkodziło, nawet jeśli ojciec bywa surowy, przecież nie mówimy o sadyście katującym dziecko.

    Proste pytania: miał pan duże problemy z ojcem ? Czy pana w tych niemądrych poglądach całkowicie kształtowały kobiety ?

  34. Sizar pisze:

    Dobry pomysł. Będę sobie czytał leczniczo pański wpis. Akapit codziennie.

  35. Łukasz pisze:

    @ mrw

    Smutna to jest ta sfora od RAZ-a. No rzuć tylko okiem na te troliki powyżej. Jednak dorobić się dobrego trola, to nie tak, że napiszesz tekst i już masz dobrego trola.

    Ale, ale. Jest i profit z ich działalności. Otóż pomiędzy moimi znajomymi rozgorzał spór, czy „tercjusz” jest figurą poważną i takież są jego wpisy? Czy też to wielopiętrowa mistyfikacja jakiegoś cywilizacyjnośmierciowego śmieszka. No bo przeciez nie można otwartym tekstem sadzić aż takich głupot i prawicowych klisz. A jakie jest twoje zdanie?

  36. inz.mruwnica pisze:

    Nie masz dobrego trolla, bo cię matka miękkim sznurkiem biła.

  37. tercjusz pisze:

    Jestem pomiędzy byciem poważnym a śmieszkiem. Oczywiście, że się trochę zgrywam z pana, ale nie zmienia to faktu, że wiele pana sądów, dla mnie osoby o poglądach między Poncyljuszem a Schetyną, czyli taki lekko konserwujący liberalizm, jest nie do pojęcia. Zwyczajnie mnie boli pana pogarda do Polaków, tylko dlatego, że pan uważa się za bardziej oświeconego i tutaj RAZ ma rację. Też wiele rzeczy mnie może szmieszyć, ale staram się zachować szacunek ot choćby do Polski bardziej tradycyjnej. A o stosunek do ojca pytam zaczepnie, ale bardzo jestem ciekaw, skąd porównanie ojca do fuhrera i wrzutka o jakimś narodowo-katolickim wychowaniu.

  38. obly pisze:

    Najśmieszniejsze że goniony przez własną ciekawość i balansując sobie pomiędzy wypowiedziami i komciami zgadzam się z RAZem. Bo to wyjątkowo szczeniacki tekst. Jedyną obroną w takich wypadkach jest odgryzanie się że wszyscy to trolle i sandalarze. Idziesz w stylu wo, ale wo zrobiłby to krócej i z akcentem że się dopierdalam bo lubię się dopierdalać prawicowcom, a z tym się nie dyskutuje (i podaje ciekawostki z googla, wiki, swojego życia z którymi się też nie dyskutuje). Po za tym tak naprawdę nie znam człowieka który podziela tego typu poglądy i jest średnio lub więcej świadomy tego co mówi i o czym mówi, i wyszedł z kokona liceum studiów i ciutek doświadczył co jak działa i dlaczego w horyzoncie czasowym dłuższym niż dwa lata. To nie jest już kwestia argumentów ale pewnego poziomu rozróżnienia co jest zwykłym idiotyzmem a co nie. Przy braku rozróżniania na tym najniższym poziomie gówna od jagód nie można relacjonować siermiężności i wąsatości przepisu na placki jagodowe. W zasadzie mam w tyłku to całe zamieszanie, nie rozumiem po co się tak emocjonować czymś że ktoś inny ma inne zdanie i coś robi w tym kierunku. Jak RAZ jest głupi to jego problem. Przy całym nielubieniu RAZA trzeba by zauważyć w recce po co i o czym jest ta książka i jaki był zamysł autora a nie swojej opinii o tym, bo to tak naprawdę wtedy jest to tylko recenzja autora recenzji. Mimo że naprawdę oklaski bo porównania wyśmienite, uśmiałem się jak norka, warsztat wyborny, poziom żaru przedni, kopyto jak spod pilnika, ale nie wiem czy wiesz o co ci chodzi w tym wszystkim czy tylko prezentujesz jedyny znany sobie pogląd który było by fajnie nosić gdybyś jakiś miał. Najśmieszniejsze jest w tym wszystkim że wszystko o co oskarżasz RAZA wybaczasz sobie, np: „To żałosna i źle napisana książka w formie dzi­en­nika, w którą RAZ w sto­sunku nieo­mal 1:1 wtłoczył swoje obsesje i parszy­wości. Zwiał za “Rafal­skiego”, żeby do woli pluć na prawdzi­wych ludzi. Tym bardziej to żenuje, że w “Zgredzie” jest gęsto od porad co powinien robić prawdziwy facet, twardy meżczyzna. Na mój gust chyba nie powinien z Lisa robić Liza i pisać, że gdyby Liz(s) żył w cza­sach nazis­tows­kich, to by przodował w szczu­ciu na Żydów.” Wszystko co użyłeś w tym teksie to emocje bazujące na mniemaniu ze ma się rację i ona jest niedyskutowalna. Sam piszesz co uważasz że robi RAZ i że dlatego że tak uważasz żę on tak uważa, uważasz że jest żenujący. Nie kumam związku. Mnie zadziwia że tego nie widzisz, nie widzisz całej hejterki, w szerszej skali i hejterki np. wo i innych i hejterki RAZa, swojej w tych samych kategoriach. Przy całym szacunku, wszyscy jesteście wykształceni ludzie, na wyższym poziomie niż średnia kraju i naprawdę tylko drobiazgi zauważać i drzeć japę że to nie tak, to jakieś takie, nie takie. Zgred w mojej opinii powstał aby obnażyć i nazwać pewne mechanizmy, coś jak powrót posła. Nie jako literatura sama w sobie, ale nadany pewien użytkowy cel mający na celu obnażyć i nazwać pewne mechanizmy które w opinii RAZA są złe i niedobre. I jeśli już kłócić się z RAZem można tylko na poziomie tych mechanizmów a nie nie wypowiedzenie w tym temacie ani jednego słowa ale li tylko naigrawanie ze STYLU JAK ZOSTAŁY ONE POKAZANE. Dla mnie to jest zwykłe gówniarstwo i tyle, coś jak śmianie się z człowieka że ma cycki i wąsy jednocześnie i się tego nie wstydzi. Brakuje mi pewnego pola świadomości w recce z którą można by dyskutować. A tak to tylko można lubić ją albo nie, a ja ją i tak bardzo lubię.

  39. Łukasz pisze:

    @ obly

    Ale czytałeś „Zgreda”? Bo teraz nie wiem, co u ciebie oznacza, że zgadzasz się z RAZ-em. Właściwie to po takim wyznaniu powinienem zamilknąć i tylko ci współczuć. Ale dopowiem jeszcze, że nie jest prawdą, iż w swojej recenzji skupiam sie tylko na stylu RAZ-a i nie odnosze się do meritum jego przekazu. Właśnie, że sie odnoszę, tylko ty jakoś nie możesz tego zauważyć. Piszę jasno i wyraźnie, że się nie zgadzam na taką optykę świata, w której jedynymi sprawiedliwymi sa ludziki pokroju Rafalskiego i jego ziomali. Na redukowanie kobiet do roli prywatnych wylęgarni. Na biedapatriotyzm i pogardę wobec tego co nowe w intelektualnym dyskursie. Na obowiązkowy katolicyzm. Ziemkiewicz opisuje mechanizmy? Jakie? Takie, że wszyscy są gangiem poza prawicą z Rzepy? Wycisz się może trochę i przeczytaj recenzję raz jeszcze. Cała strategia RAZ-a w „Zgredzie” jest tak prymitywna i widoczna gołym okiem, że wybacz, ale to nie są moje mniemania, tylko skrupulatna relacja z tego, jak tanio wkupuje się „najlepszy publicysta” w łaski swoich wyznawców.

  40. Łukasz pisze:

    @ tercjusz

    Po pierwsze, to daj sobie spokój z tym „panem”. Tutaj nie Nieszuflada. Łukasz jestem i lubię żerować. Po drugie, Poncyliusz i Schetyna to trop w kosmos. Jestem nihilistą, hedonistą i wierzę w robaki po śmierci. Po trzecie, nie szanuję Polski, bo nie ma takiego obowiązku. Szanuję Gombrowicza i kolegę Marcelego Szpaka, ale nie za to, że sa Polakami, tylko za to, że inspirują mnie intelektualnie, świetnie władają piórem i jeden z nich zaprosił mnie do siebie do domu. Po czwarte, zbyt wiele widziałem w swoim życiu autentycznych przypadków nękania i dojeżdzania dzieciaków w imię wydumanych wychowawczych pryncypiów, żeby łykać filozofię, w której centralna postacią jest surowy, mrukliwy tatko, który autorytarnie smaga i nagradza. Bo ma do tego prawo z przyrodzenia.

  41. No właśnie, obly ma rację. Dlaczego autor recenzji nie kłóci się z RAZ-em o to, że Lis mordowałby Żydów? Dlaczego nie kłóci się o mechanizm prywatnego prowadzania się Wiesia? Co za gówniarstwo.

  42. Łukasz pisze:

    @ galopujący major

    Przeczytaj „Zgreda” i jeszcze raz moją recenzję, bo, tak samo, jak Obły, pływasz tylko we własnym sosie. Nigdzie, ani u mnie, ani u Ziemkiewicza, nie jest napisane, że Lis(z) „mordowałby” Żydów, ale o tym, że „szczułby” na nich, bo jest propagandystą i płynie zawsze z głównym nurtem. Wyssałeś sobie to z własnego palucha, malutki konfabulatorze. Podobnie jak to, że mam się kłócić o „mechanizmy prywatnego prowadzenia się Wiesia”. Ale nie ma o co, bo w cierpkim rancie o Wiesiu (jakaś strona tekstu), pod którym to imieniem kryje się Walendziak, jest wylany żal Rafalskiego, że kiedyś Wiesio był czołowym pampersem i dobrym katolikiem, a teraz sie zaprzedał biznesowi. No i, och, napisz mi jeszcze raz o gówniarstwie, bo tak się przejmuję Twoimi osądami.

  43. Poziomka pisze:

    Wiesz, Łukasz, że w odpowiedzi Galopującemu popłynąłeś?

  44. Obły pisze:

    Tak Łukasz, tylko ty księżniczka a inni to kurwy. ;)))

  45. Jejku, jejku, taka ładna hejtnotka i taka bieda w niewyłapywaniu prostej ironii. Hm…

  46. Łukasz pisze:

    @ galopujacy major

    Wybacz. Złe otwarcie dnia było. Tego 31-05.

    @ Poziomka

    No trochę. No wiem.

    @ Obły

    O, a to mi się bardzo podoba. I na dodatek w jednym zdaniu, a nie Molly Obły Bloom.

  47. obly pisze:

    @ O, a to mi się bardzo podoba. I na dodatek w jed­nym zda­niu, a nie Molly Obły Bloom.

    A ty cały czas o sobie…

  48. Ok, spoko, spoko. A notka świetna, czekam na więcej.

  49. ola pisze:

    100 ;p