HHhH

Posted: 20th sierpień 2011 by Łukasz in biblioteka

Wyobraźcie sobie kogoś bardziej przerażającego niż Himmler, Goering, niż Goebbels. Kogoś, kto w pasji wyrządzania zła dorównywał Hitlerowi. I z pewnością by go w tym brutalnym rzemiośle przegonił, gdyby tylko dano mu czas i pozwolono zmaterializować każdą z wynaturzonych fantazji, jakie seriami lęgły się w jego głowie. To on odpowiadał za „prowokację gliwicką”. On był ojcem Einsatzgruppen, band potworów z piekła rodem. Jego zapałowi i inicjatywom zawdzięczano końcowe ustalenia konferencji w Wannsee, czyli ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej. Dzięki niemu na arenie historii pojawił się Adolf Eichmann. To ten człowiek siał terror w Czechach i na Morawach, zaczynając ów proceder od zamordowania premiera, Aloisa Eliasza. Nazywano go Katem, Blond Bestią, Archaniołem Zła, Człowiekiem O Sercu Z Żelaza, ale żaden z tych przydomków tak naprawdę nie oddaje istoty tej postaci. Niespełniony pilot myśliwca, wybitny znawca muzyki klasycznej, syn kompozytora, oprawca na skalę przemysłową. Książka Laurenta Bineta „HHhH” opowiada o życiu, karierze i zbrodniach Reinharda Heydricha. A także o Józefie Gabciku i Janie Kubisu. Tę trójkę, 27 maja 1942 roku, połączył los na jednym z praskich zakrętów.

„HHhH” to fascynująca rzecz. Piszę „rzecz”, bo w przypadku tego tytułu wyjątkowo trudno ustalić z jakiego rodzaju wypowiedzią literacka mamy do czynienia. Zbeletryzowana biografia? Postmodernistyczne pisanie o pisaniu? Nowoczesna powieść historyczna? Fikcja fermentująca z faktów? Twarde fakty w piance fikcji? Sami wybierzcie, po przeczytaniu. A przeczytajcie koniecznie.

Binet w „HHhH” prowadzi po mistrzowsku 3 wątki równocześnie. Pierwszy dotyczy samego Heydricha i ukazuje jego początki w aparacie III Rzeszy i parcie na to, żeby pewnego dnia stać się numerem 1 pośród hajlujacych towarzyszy. By tego dokonać, nie cofa się przed niczym – nikogo nie darzy zaufaniem i wobec nikogo nie żywi głębszych uczuć. Z ludzi korzysta, o ile są mu potrzebni. Tych, którzy stali się zbędni w mgnieniu oka odsuwa na boczny tor albo, jeśli zaleźli mu za skórę, do Dachau. Jest fanatycznie oddany fuhrerowi i nazistowskiej sprawie. Jego bezwzględność wobec Żydów podkręca plotka, która od lat 30-tych kursuje po korytarzach rządowych, gabinetach i kuluarach, a która głosi, że jeden z przodków Heydricha był Żydem. Staje się prawą ręką Himmlera i ulubieńcem Hitlera. Mówi się o nim – „Himmlers Hirn heisst Heydrich”, „mózg Himmlera nazywa się Heydrich”. Opracowuje w najdrobniejszych szczegółach plan holokaustu. Gdy w połowie 1941 sytuacja w Czechach wymyka się Niemcom spod kontroli – spadek produkcji, ożywienie kontaktów z rządem na wychodźstwie, mobilizacja ruchu oporu – właśnie Heydrich zostaje tam posłany, by jako nowy pan zaprowadzić porządek. Zaprowadza go raz-dwa – przemocą, strachem i bonusami, które oferuje tym spośród ujarzmionych Czechów, którzy zdecydują się na współpracę. Na wiosnę 1942 roku sprawa jest załatwiona – wojownicze nastroje wytłumione, fabryki znowu pracują pełną parą. Chodzą słuchy, że Heydrich ma być teraz rzucony na kolejny zaogniony odcinek w okupowanej Europie. A mianowicie do Francji.

Heydrich nie przeczuwa nawet – i to jest 2 z wątków „HHhH” – że są Czesi, którzy nie dali się zastraszyć, czy omamić jego obietnicom przyjaznej koegzystencji. Więcej nawet – są na tyle odważni, że planują na niego zamach. Binet rekonstruuje losy dwóch czechosłowackich patriotów Gabcika i Kubisa, których wyznaczono do tej samobójczej misji. Bo tak właśnie było – dowódca na ostatniej odprawie poinformuje ich, żeby nie liczyli na to, iż wyjdą z akcji cało. Operacja nosi kryptonim „Anthropoid”. Gabcik i Kubis zostają pod osłoną nocy przetransportowani samolotem z Anglii i zrzuceni na terytorium Czech. Po kilku miesiącach nerwowego oczekiwania, śledzenia harmonogramu Heydricha i ukrywania się nadchodzi ten dzień. 27 maja 1942 roku, przedpołudnie. Odkryty mercedes Heydricha zwalnia, biorąc ostry zakręt na ulicy Holesovice.

3 wątek „HHhH” to wątek o Binecie i pisaniu „HHhH”. O latach gromadzenia materiału historycznego, rozterkach wynikających z rozziewu między fikcją a faktami, wahań, czy wypada ubarwić jakąś postać wypowiedzią, która co prawda nie jest odnotowana w dokumentach, ale jak najbardziej mogła mieć miejsce. Binet analizuje jak pacyfikowali przeszłość jego poprzednicy – od Flauberta i jego „Salambo” po „Łaskawe” Littella. Poznajemy imiona dziewczyn Bineta i obserwujemy na żywo proces przepoczwarzania się „HHhH” w jego wersję ostateczną.

Pomimo chęci jak najbardziej wiarygodnego odtworzenia przygotowań do operacji „Anthropoid”, jego przebiegu i tragicznych konsekwencji Binet nawet na chwilę nie pogrąża się w jałowym epatowaniu erudycją i nie zapomina o apetytach i potrzebach czytelnika. Funduje mu arcyciekawą lekturę i pierwszorzędną adrenalinową jazdę. Jest to osiągnięcie wyjątkowe tym bardziej, że przecież wszyscy znamy zakończenie tej historii. Albo możemy je sobie wyguglać.

  1. Ciekaw jestem jak odbierają tę książkę w Czechach.
    W „Zrób sobie raj” Szczygła (czytałeś?) jest taka scena: Szczygieł rozmawia z przechodniem (chyba, nie jestem pewien) gdzieś w okolicy miejsca zamachu na Heydricha. Czech spiera się, że wcale nie, żadna tam zasługa spadochroniarzy, bo Heydrich wyszedł z samochodu i chciał strzelać, ale broń mu się zacięła, spadochroniarze nie zabili go na miejscu, a zginął od infekcji którą złapał w szpitalu.
    To oczywiście może być pojedynczy przypadek, ale u Szczygła powtarza się wielokrotnie stwierdzenie, że Czesi boją się patosu i patriotycznych uniesień jak ognia. Książka którą opisujesz w notce wygląda na coś czego by unikali.

  2. Łukasz pisze:

    @ Jack_the_Lurker

    O, tutaj to ci nawet sam Szczygieł raz jeszcze to przeczyta:

    http://www.czarne.com.pl/?a=3369

  3. […] tak też wypa­trzyw­szy za psi pie­niądz HHhH Lau­renta Bineta, któ­rego Naj­der reko­men­do­wał parę mie­sięcy temu, nie dałem się zra­zić kolej­nej efek­ciar­skiej okładce z nazio­lem i zamó­wi­łem […]