Nieustająca szychta entropii

Posted: 10th wrzesień 2011 by Łukasz in biblioteka

Przeczytałem ksiażkę Szczepana Twardocha „Tak jest dobrze” i chcę o tym z kimś porozmawiać. Muszę. Potrzebuję konkretnego wsparcia, kogoś, kto pójdzie ze mną do parku i tam, garnąc swoją dłoń do mojej, tucząc mnie białą czekoladą z Lidla i z lekka podtruwając ramką Laki Strajków Lajtów, łagodnie mi wytłumaczy, że nie ma się co bać demonów z papieru. Sam tego nie umiem sobie zrobić. Więc póki co będę gnił u siebie w pokoju, z ciężarem w sercu obserwował jak noc powoli zastępuje dzień i zajadle stukał w klawisze lapka. Mam nadzieję, że ten hałas potrzyma licho na dystans. 

Jestem przerażony. Przeraża mnie nie tylko sam poziom tekstów Twardocha – z tego rodzaju grozą zdążyłem się już bowiem co nieco oswoić jako wierny czytelnik jego netowego Dziennika i felietonów w Polityce – ale i ich recepcja. Nie wiem, czy ona nie przeraża mnie nawet bardziej. Bliźni, co wam?

Bo jak RP długa i szeroka sypią się pochwały, dudnią oklaski i trwa nieustający festiwal miziania Twardocha za uszkiem. Recenzenci w intencji „Tak jest dobrze” odbijają beczki miodu, a dziegieć serwują w żołędnych miseczkach. Twardoch jawi im się już to jako polski Kafka, już to słowiański Cormac McCarthy. Niektórzy biorą go nawet za ulepszoną wersję Trumana Capote – TC 2.0, model, w którym zrezygnowano z takich zawadzających funkcji jak dobra fraza i homoseksualizm na rzecz udoskonalonego modułu autopromocji: markowa garderoba, kontemplacyjne miny, orientacja prorodzinna.

Lecz z tekstów rozanielonych amatorów szczepanowego dzieła płynie coś więcej niż li tylko fala bezkrytycznych eksklamacji. To dająca się wyraźnie odczuć ufność – a niekiedy wręcz i żarliwe przekonanie – że oto w osobie Szczepana Twardocha pewna specyficzna część czytelniczej wspólnoty zyskuje nowego idola, mistagoga, na którym lśni jeszcze folijka ze sklepu, krzepkiego przewodnika, który wyprowadzi Wybranych i Krystalicznych z domu niewoli, z ziemi wyjałowionej permisywizmem, pedalstwem i pornografią, ku Polskiemu Jeruzalem, gdzie każdy prostolinijny facet dostanie giwerę, dwunożną samicę o ludzkim imieniu i trzy pary wąsów. Tym skwapliwiej zaciągają się do kultu Twardocha, im boleśniej uświadamiają sobie, że ich niegdysiejsi bogowie – Łysiak i Ziemkiewicz – raczej już nie powrócą na literacką niwę, gdyż obu wciągnęły bardziej osobiste pasje. Pierwszy z nich, znany w nomenklaturze naukowej jako Największy Biały Literat po Wergiliuszu, od z górą dekady kontynuuje najdłuższy w historii ludzkości samodzielny lot w kosmosie, z którego dostarcza regularne raporty wydawane potem przez Ziemian w postaci książek, ten drugi zaś, na mieście kojarzony także i ksywy „KRUSYFIKS”, z kiepskiego prozaika przepoczwarzył się w kiepską inkarnację Ilję Erenburga (z okresu wojny ojczyźnianej), słusznie rozkminiając, że machanie przed nosem naganem, opłaci mu się bardziej niż naganianie na swoje poletko prawicowych muz.

Czyż w tej sytuacji może dziwić, że ci młodzi, chłonni, niezakłamani, spowici w przepoconą czarną bawełnę, dumni posiadacze konkwistadorskich zarostów i kompletnych dyskografii progresywnego rocka, z braku laku posilający się dotąd Pilipiukiem, Kosikiem i paroma innymi pomniejszymi Sarmatami, z taką oskomą rzucili się na książkę Twardocha? Po Pilipiuku i Kosiku wszystko przecież wydaje się sztuką. A u Twardocha mają i dziwaczne metafory, i przekarmione epitety, i poetyckie obrazy pociśnięte na grubszym halunie, i zdania na pół strony, i zapętlone refreny, i aktywnych honorowych mężczyzn, i ruchanko jak się patrzy. Nic tylko klasnąć w zrogowaciałe od padów opuszki i puścić po łączu komunikat dla kumatych: „o, sic, jaka, kurwa, uczta, acan!”.

Najpierw może to, co mi się w „Tak jest dobrze” spodobało. Będzie krótko. W pewnym stopniu i do pewnego momentu w porządku jest pierwsze opowiadanie z tego zbioru, a mianowicie „Gerd”. Historia starego Ślązaka, byłego żołnierza SS Nordland, który zaliczył i front wschodni, i wyczynowa snajperkę, i łagier, a którego u kresu życia obłażą skrupuły jest interesująca, dopóki Twardoch nie włącza stylistycznego dopalacza. Jest tam kapitalny kawałek, kiedy Gerd zalicza rozszczepienie jaźni i objawia się pod różnymi postaciami i językami na falach Radia Maryja. To błysk czegoś naprawdę znakomitego – Palahniuk i Chutnik w jednym. Ale daremna nasza uciecha! Bo Twardoch czym prędzej postanawia utopić to pyszne, żywe, rumiane wieprzątko w sztucznych perłach z bazarku. No i leci o tych co są „zgwałceni mrozem”, mamy „smocze orgazmy trotylu”, mamy „czerwono-czarne chrząszcze cmentarne na nieustające szychcie entropii” i śliczne wykrzykniki przejęte od Jana Kasprowicza:

„O, krzyżu trójramienny! O, mesjasze do niego ręką Gerdową przybici!”

Czytająca „Gerda” jeszcze się łudziłem, że mam do czynienia po prostu ze stylizacją, że to świadomy zabieg – ornament na budowli, którą wzniósł Twardoch, a nie jej materiał. Pomyliłem się bardziej niż we 2006, gdy postawiłem dychulca na Orły Janasa w meczu Polska-Ekwador. 

Gdyż po „Gerdzie” jest już tylko gorzej. Ładnie w niektórych partiach promieniuje jeszcze i opowiadanie tytułowe (a ostatnie w tomie), w którym Twardoch, jeśli akurat nie jedzie swoją sutą frazą i nie tyka związków damsko-męskich, zdobywa się na obrazki ze Spitsbergena o wyjątkowo intensywnym pięknie. Ale podobnie jak w przypadku „Gerda”, tak i tę interesująco zapowiadającą się opowieść, traktat o stracie wmontowanym w polarny krajobraz, ostatecznie pogrąży słabość autora do stylistycznego efekciarstwa i wiarygodności psychologicznej równej tej, jaką co poniedziałek, wtorek i środę można zarejestrować w serialu „M jak miłość”.

Pomiędzy „Gerdem” a „Tak jest dobrze” rozciąga się terytorium zła – Korea Północna najnowszej polskiej prozy. Jedno gorsze od drugiego, a wszystkie ciężkostrawne, pretensjonalne do womitu i z glutaminianem sodu w dawkach przemysłowych.

„Ona płynie w moich żyłach” – apokalipsa made in Graham Masterton z użyciem młodopolskiego bestiarium. Do pełni szczęści brakowało mi w tym opowiadaniu tylko borsuków z zapaleniem otrzewnej i pandemii syfilisu wśród kawek i kruków. 
 
„Masara”, kawałek o szkolnej przemocy, alternatywnym muzyku i pomście po latach, w którym nastolatkowi mają twarze „okolone jasnopłowymi puklami” i kiedy się pukają, to są „w intymności zanurzeni”, co brzmi jak tytuł singla Zdzisławy Sośnickiej z 84, ale oczywiście nim nie jest, bo to tylko kolejnym wkład Twardocha w formowanie się nowoczesnej ars amandi po polsku.

„Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka”: „I wyszli w świat, w życie, którego Włodzimierz Kurczyk miał uczyć się jak dziecko wychowane przez wilki, jak ludzkie szczenię z jamy wilczej do świata zabrane”.

„Uderz mnie” – prezerwatywa z cekinami.

W konkursie na najbardziej irytującego i manierycznego stylistę roku Szczepan Twardoch wygrywa w przedbiegach. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz zostałem tak gruntownie przeorany, zmiażdżony i wykorzystany za pomocą chujowej literatury. Pewnie na studiach, kiedy musiałem zarzucać Młodą Polskę do egzaminu. Proza Twardocha, niby jegomościa z XXI wieku, wykazuje zdumiewające podobieństwo z wyrobami rodzimych katastrofistów, modernistów i symbolistów. W tym ujęci Twardoch jawi się jako dumny kontynuator młodopolskiej tradycji pierdolenia od rzeczy i maskowania tego faktu wysokooktanową estetyką, apokaliptyzmem użytkowym i terroryzowaniem czytelnika liryzmami, łonami w maksymalnym rozwarciu i wygłodniałymi zmorami.

Najbardziej razi to, co Twardoch robi polszczyźnie – polszczyzna jest przez Twardocha dręczona niczym miś Mago przez małżeństwo Gucwińskich. Inwersje, biblijna bombastyczność, cudaczne rytmizowanie, wykrzykniki, inkantacje i napinanie ścięgien przy każdym nieomal akapicie. Jak rozumiem, Twardoch pragnie w ten sposób poinformować całą galaktykę, że to właśnie do niego przyszedł we śnie Stefan Żeromski i sponad wyciągniętego palca orzekł: „Tyś me reinkarnacyjne szczenię, ów sukcesor, któregoż to sobie żem wyszeptał przed Przedwiecznym, więc bierz dupę w troki i emo nie żałuj”.

Co jeszcze znajdziecie u wujka Szczepana? Psychologizowanie siekierą, erotyka dla ubogich w internetowe pakiety par i młokosów przed inicjacją, zero humoru, „nada” w rubryce ironia, wrzaskliwe monologi, które ciągną się i ciągną w nieskończoność. Bo tak naprawdę to nie są wcale opowiadanie tylko gargantuiczne monologi, logoreje i kociokwiki bez grama intrygi i mocnej puenty. Agnieszka Chylińska podłączona do radiowęzła w Tesco.

Za mną więc lektura „Tak jest dobrze” Szczepana Twardocha. Przeżycie graniczne. Pamiętam jak kiedyś puścili nam na koloniach „Ducha”, jedynkę. Teraz czuję się podobnie. Trwoga wymieszana z beką. Nie chcę bać się w samotności. Wpadnijcie do mnie, powymieniamy się promilami i ciepłem.     

  1. szprota pisze:

    Totalnie bym wpadła.
    Nie kocham Twardocha, mam kolejne mocne argumenty za tym, by jednak nie.

    No i och, smakowite, ale to pewnie często czytasz.

  2. bart pisze:

    Piękno i dobro. Miś Mago, wąsy i kompletna dyskografia rocka progresywnego. Nie wiem, co powiedzieć.

  3. inz.mruwnica pisze:

    Powinieneś czytać tylko złe książki. Będziesz cierpiał, tak, ale nasz Naród ma tradycje cierpienia za pobratymców. Najder Winkelriedem poleskiej literatury.

  4. inz.mruwnica pisze:

    „poleskiej” hmmm…

  5. Mirzka pisze:

    Cudownie nienawistny tekst. Po książkę raczej nie sięgnę, bo po młodzieńczej fascynacji współczesną, rodzimą fantastyką mam straszny uraz, ale recenzję czytało się dość przyjemnie.

    Tak, jak i wszystkie wpisy.

    Brawa za żonglerkę nazwiskami i zdanie „(…)który wyprowadzi Wybranych i Krys­tal­icznych z domu niewoli, z ziemi wyjałowionej per­misy­wiz­mem, ped­alst­wem i pornografią, ku Pol­skiemu Jeruza­lem, gdzie każdy pros­tolin­i­jny facet dostanie giw­erę, dwunożną sam­icę o ludzkim imie­niu i trzy pary wąsów.” Zachichotałam.

  6. Kaś pisze:

    jak zawsze narracja prima sort, Panie Łukaszu!

    Pozdrawiam!

  7. bartoszcze pisze:

    Normalnie aż chce się przeczytać, żeby sprawdzić, czy to faktycznie taki gniewomir literacki.

  8. Łukasz pisze:

    @ szprota

    Totalnie dziękuję za miłe słowa.

    @ bart

    Panie kolego, prosze zatem telepatycznie przesłać uścisk grabuli i zaprosa na jakąś kaloryczna potrawę od Cthulhu.

    @ inz. mruwnica

    Ja to złą literaturę czytam w pracy i po pracy. Taki styl życia.

    @ Mirzka

    Polecam się na przyszłość.

    @ Kaś

    Pozdrawiam również. Można śmiało po imieniu.

    @ bartoszcze

    Pamiętaj, że ostrzegałem.

  9. Intruz pisze:

    Omatkobosko, jaki cudowny tekst.

  10. Barts pisze:

    Ja już wpadłem, przytuliłem, opromieniłem ciepłem i zatankowałem promilami. Teraz czas na resztę #ttdknu, dopieśćcie kol. Najdera.

  11. Łukasz pisze:

    @ Intruz

    Staram się, staram. Dzięki.

    @ Barts

    Pamiętaj, że z rewizytą wbijam na początku listopada. I nie ma, że Kraków i święto książki.

  12. kolega Tetrix pisze:

    A jeszcze żeś „Gminy” nie czytał. Farciarzu. Ani (oborze oborze) „Zabaw z bronią”…

  13. Łukasz pisze:

    @ kolega Tetrix

    Nie, do starych jego rzeczy już się nie będę cofał. Ale nową powieść z przyjemnością przeczytam. A kolega otrzyma egzemplarz „Tak jest dobrze” podczas naszego przyszłotygodniowego ekskluzywnego rautu. Tylko „kurwy” i „LOLki” z marginesów pousuwam.

  14. kolega Tetrix pisze:

    Nocośty, nie usuwaj, to lepsze niż dedykacja!!!
    A wizja rautu pozwala mi przetrzymać około 32 z 40 godzin w pracy.

  15. czereśnia pisze:

    Ej, ale od Żeromskiego się odczep.

  16. Łukasz pisze:

    @ czereśnia

    Phi, a kto by go tam chciał? On jest martwy na wszystkich poziomach.

  17. wojtek albinski pisze:

    Poswieciles mu sporo czasu, piszac ta recenzje.

  18. vontrompka pisze:

    tak. takie smaki najlepsze są po skondensowaniu, odcedzeniu i własnym doprawieniu. przemęczyłeś się Pan, wykonałeś tę robotę i dostarczyłeś mi doskonałe śniadanie.

  19. fronesis pisze:

    Piękno i 100% racji Panie redaktorze, dziękuję za pyszne danie w niedzielny poranek.

  20. tercjusz pisze:

    Roznica jest taka, ze Twardochem sie zachwycaja od Wyborczej, Polityki po Rzepe, Arcana i 44. To swiadczy juz o jego klasie pisarskiej. Jak ty wydasz ksiazke, to napisza o niej moze jakies lewackie miernoty podobnego sortu. A Twardocha w „Polityce” czytam regularnie, pieknie opisuje swoja wiez z synkiem, relacje ojcowskie, losy slaskiej familii i milosc do swiata, paradoksalnie wyrazana przez mizantropa i cioranistę. Lewak taki jak ty i tak nigdy tego nie zrozumie.

  21. tercjusz pisze:

    „Przypominam sobie samego siebie sprzed dziesięciu lat, z przejęciem studiującego filozofię i socjologię, i mam od tych wspomnień niepowstrzymane napady wesołości, bo cóż obchodzi mnie dziś status ontologiczny Boga, świata, człowieka, kto jest, a kogo i czego nie ma? Cóż mnie dziś obchodzi, dlaczego raczej jest coś niż nic, skoro obok mnie i we mnie dzieją się rzeczy prawdziwsze od wszystkiego innego: urodził mi się drugi syn, patrzę w jego ślepe oczka i tak jak przy moim pierwszym dziecku znowu wyobrażam sobie, że ten noworodek to mały bodhi, który wie wszystko i musi najpierw wszystko mozolnie zapomnieć, żeby powoli stać się człowiekiem i potem, przez całe życie, to zapomnienie z siebie zdrapywać w smutnym anamnezis beznadziejnych prób zrozumienia siebie i świata.

    Mój dziadek ma 91 lat i jest mądrym, surowym, śląskim Buddą, dotyka policzków swojego kolejnego prawnuka. Mój drugi dziadek jest garścią zetlałych kości i fotografią, podkolorowanym portretem na ścianie i nie dotyka już nikogo i nie wiem, czy pochowali go w mundurze górniczym, czy w garniturze? Mój ojciec patrzy na mnie innym wzrokiem, nie jak na chłopca, którym zawsze byłem i dalej jestem, tylko jakby patrzył na samego siebie, bo mam teraz tyle lat co on, kiedy mnie ślepego, różowego i brzydkiego nosił na rękach. Kobieta, która jest moją żoną, ma wspaniałe trzydzieści jeden lat, a wczoraj miała lat osiemnaście i od tego czasu jestem cichym świadkiem historii jej ciała.

    Mam przyjaciół, którzy – sprawdziłem – mogą razem ze mną bić się z przeważającymi siłami przypadkowego wroga i wypiją ze mną morze wina, i mam takich, którzy, jak sądzę, przed wrogiem uciekliby czym prędzej i wino nie bardzo piją, a i tak są moimi przyjaciółmi. Mam wrogów, takich, z którymi mogę usiąść do stołu i rozmawiać o pogodzie, i mam takich, którym mógłbym tylko rozwalić gębę.

    I już tylko te wzory ludzkiego życia mnie interesują, krwinki w żyłach antymiejskiej ameby: Bogu ducha winni key accounci w samochodach wiodących ich ku katowickim biurowcom i moi przodkowie i krewni w grobach i nad grobami, kochankowie ukryci w prowincjonalnych hotelikach i osierocone dzieci, zawiedzione nadzieje, złamane miłości, zgasłe nienawiści.

    Nie tęsknię za przeszłością, nie wyglądam odległych utopii, patrzę tylko, jak teraźniejszość przemija.”

    Twardoch będzie przed czterdziestką jednym z kilku najlepszych polskich pisarzy XXI wieku. Znakomity zbiór opowiadań, kapitalny „Wieczny grunwald”, cudowna narracja tych felietonów w „Polityce”. Czarodziej słowa. Gdzie Wam do tego maraiowskiego żywego literacko mizantropa ze śląskich Pilichowic?

  22. szprota pisze:

    „Mój dzi­adek ma 91 lat i jest mądrym, surowym, śląskim Buddą”

    Nie wiem, co takiego jest w tym zdaniu, ale oddajcie mi moje odeśmiane dupsko.

  23. urbane.abuse pisze:

    „Gdzie Wam do tego maraiowskiego żywego lit­er­acko mizantropa ze śląs­kich Pilichowic?”

    Czyli wystarczyłoby zaorać Pilichowice, powiadasz… #jestplan

  24. Łukasz pisze:

    @ wojtek albinski

    Jak kogoś pokocham, to nie żałuję mu czasu.

    @ vontrompka

    Polecam się na przyszłość z kateringiem.

    @ fronesis

    Zapraszam ponownie.

    @ szprota

    No a „krwinki w żyłach antymiejskiej ameby”?

    @ urbane.abuse

    Trzeba Szpaka namówić na jakiś zajazd na Pilchowice. Ma bliżej.

    @ tercjusz

    Wiesz, że cię uwielbiam, prawda? Jesteś jak nafetowana czirliderka, za którą nie trzeba płacić. Więc jak ochłoniesz, to w komciach nie ustawaj. Twoj fanklub czeka.

  25. szprota pisze:

    Przy krwinkach w żyłach antymiejskiej ameby dobrzy łodzianie wezwali odpowiednie służby, by mnie uspokoić. Ale śląski Budda ma potencjał memetyczny.

  26. Adam Gliniany pisze:

    Jakbyś był kiedy w Trójmieście – daj znać. Posiedzimy przy szklaneczkach, pocierpimy razem. Niestety kupiłem.

  27. bart pisze:

    Tymczasem na prowadzonym przez pisarza Szczepana Twardocha fanpage’u pisarza Szczepana Twardocha Tomasz Genezyp Krok pisze o prozie pisanej własnymi bebechami.

  28. szprota pisze:

    Znaczy co, wyciąga sobie jelitko przez odbyt i Tworzy? Pędzę popatrzeć.

  29. Inzmru pisze:

    Streszczenie mową wiązaną:

    Penis, penis, penis
    Ślepy, różobrzydki
    Starej zwiędła dupa

  30. digan pisze:

    „Kobi­eta, która jest moją żoną, ma wspani­ałe trzy­dzieści jeden lat, a wczo­raj miała lat osiem­naś­cie i od tego czasu jestem cichym świad­kiem his­torii jej ciała.”

    Cichy świadek historii ciała jest jednym z najśmieszniejszych zdań jakie wyczytałem ostatnio w internetach. +10

  31. I tak przeczytam. Hm.

  32. Dla mnie oczywiste jest, że zanim zacznie się mówić cokolwiek, dobrze jest wzbudzić u słuchaczy pewien autorytet, stworzyć wrażenie, że ma się coś ważnego do powiedzenia, upewnić ich, że się nie nawali, że nie stracą czasu słuchając. Niestety niektórzy mylą to z robieniem wokół siebie cyrku. A co gorsza publika czasem bierze to drugie za to pierwsze.

    Dla mnie brak ironii nie jest zarzutem. Ironia jest już dzisiaj męcząca. Ja czekam na książkę z polski, która mnie chwyci za serce (nie wstydzę się tego) i która będzie przede wszystkim sobą, tzn. będzie opowiadać historię zamiast próbować za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę.

    A napisałem, że przeczytam, bo jednak zwykle lubię stylistyczne dopalacze.

  33. tercjusz pisze:

    @stephendedalus

    Popieram Ciebie. Myślę, że Ci się spodoba. Twardoch jest naprawdę utalentowanym prozaikiem. Stylistycznie zaś wysmakowanym. Najder po nim jedzie tylko dlatego, że Twardoch jest konserwatystą i katolikiem. Więcej wystarczy wejśc na facebooka pana Najdera, aby wiedzieć, że on wszystko wiedział o prozie Twardocha, przed czytaniem książki. Taki krytyk literacki z niego hehe.

    @digan

    Myślę, że to urocze zdanie, choć niekoniecznie odkrywcze.

  34. Łukasz pisze:

    @ stephendedalus

    Daj spokój, a co ci przyjdzie z chwytania za serca? Ten organ jest zbędny w trakcie lektury. Ja tam wolę czytać za pomoca mózgu i kręgosłupa, jak doradzał Nabokov. Szukając sercochwytaczy padniesz łupem takich cwaniaków i terrorystów jak Twardoch, który świadomie jedzie po stronach z emo na maksa. W „Tak jest dobrze” nie ma nic innego do zaoferowania, więc wrzeszczy, płacze i parska. A jak szukasz kogoś, kto dobrze opowie ci zajmującą i istotną historie, to masz przecież Munro, Carvera, Capote’a, McEwana, Franzena, czy Siedlecką i jej znakomity debiut sprzed roku pod tytułem „Szczeniaki”.

    @ tercjusz

    Tercjusz, osiołku, rozumiem, że jesteś spłakany, ale nie kłam i nie przeinaczaj, dobrze? Na Fb wypowiadałem sie o netowym Dzienniku Twardocha i jego felietonach w Polityce. A że to taka sama szmira jak proza w „Tak jest dobrze”, to już nie moja wina.

    Twardoch jest „stylistycznie wysmakowany”? Lol. Czytałes kiedyś, biedaku, Pynchona, Nabokova, Hollinghursta, czy Angelę Carter?

  35. tercjusz pisze:

    @Łukasz, Czaiłeś się od początku na tego Twardocha, wyśmiewając jego i postawę jaką ten Ślązak reprezentuje, czyli konserwatyzm, sentymentalizm i pewien uroczy reakcjonizm. Na głowę bym upadł – porównując Twardocha do Pynchona i Nabokova. To wiele klas różnicy. Twardoch to jeden z najciekawszych pisarzy młodego pokolenia obok Orbitowskiego, Dukaja czy Szostaka, tamci to tytani literatury XX wieku.

    Angeli Carter nie znam, Hollinghursta raczej nie zamierzam czytać, bo historie o rozwiązłych gejach zarażonych AIDS, mnie interesują tyle co publicystyka Jasia Kapeli.

  36. tym pisze:

    Nie czytałem książki.Przeglądałem pochlebne recenzje dość dawno, ale nie przekonały mnie. W ogóle tak sobie myślę, że kiedy niektórzy krytycy piszą o polskiej powieści, zbiorze opowiadań w superlatywach, to trzeba je brać w cudzysłów, w nawias. Ale ja nie o tym.
    Zdajesz sobie sprawę, że poza tym, że dość konstruktywnie krytykujesz, także obrażasz ten rodzaj literatury? „Nie pamię­tam już kiedy ostatni raz zostałem tak grun­townie prze­o­rany, zmi­ażdżony i wyko­rzys­tany za pomocą chu­jowej lit­er­atury”. albo „W tym ujęciu Twar­doch jawi się jako dumny kon­tynu­a­tor młodopol­skiej trady­cji pier­dole­nia od rzeczy (…)”
    grubo pojechałeś, chyba pierwszy raz tak na tym blogu. Ale wiadomo, Krytyka literacka na twoim blogu rządzi się swoimi, niepisanymi prawami.Ja to zniosę, potrafię docenić. Zwracam jednak uwagę na te zdania, bo mnie to dziwi. Ale Tercjusz już nie potrafi uszanować zdania, które różniłoby się znacznie od jego opinii. Podobno najlepszą bronią takich typów jak on jest lekceważenie.

  37. eli.wurman pisze:

    Twardoch cioranistą? Ten smutny ciul przecież nic z niego nie zrozumiał.

  38. Łukasz pisze:

    @ tym

    Bo Twardoch jest złem, któremu trzeba się przeciwstawiać. Wyjątkowo go nie trawię, dlatego użyłem wyjątkowych środków. W literaturze nie znoszę tych pisarzy, którzy się podlizują czytelnikowi, terroryzują go kiczowatą dramą i puszę się przed nim ze swoją biedabarokową frazą. A taki właśnie jest autor „Tak jest dobrze”.

  39. Łukasz pisze:

    @ eli.wurman

    on uważa inaczej:

    „Im więcej czytam Ciorana, tym bardziej mnie ten nadęty kabotyn złości. Melancholia Máraiego jest surowa i elegancka, jest melancholią człowieka słusznie dumnego, człowieka klęski i pogardy dla zwycięzców. Cioranowskie rozpacze to poetyka artykułu z plotkarskiej gazety, w której aktoreczka opowiada o tym, jak pokonała depresję. Cioran wdzięczy się do tych, którymi chciałby pogardzać. Irytuje mnie tym bardziej, im bardziej podobny wydaje mi się do mnie samego. Dlatego chyba ciągle go czytam – bo to, co jest w nim autentycznie wartościowe, okrutna antropologia, mizantropiczna wiwisekcja natury ludzkiej – to i tak przepisał w całości od La Rochefoucauld.”

  40. eli.wurman pisze:

    @Lukasz
    no facepalm dupą, dosłownie

  41. Nabokov nie miał racji. Jasne, mózg jest ważny, kręgosłup też, ale proza jako taka ma więcej do zaoferowania. Można przecież polubić głos, który opowiada nam historię, można polubić ton, sposób opowiadania, można polubić bohaterów, można się utożsamiać, mniej lub bardziej, czy to z bohaterami, czy z owym głosem. Nie chodzi mi, żeby od razu uciekał w emo, splin i melancholię zapominając o wszystkim innym. Bez mózgu nie da się pisać i nie da się czytać z przyjemnością. Ale nienawidzę książek, których autorzy wpadają w pułapkę literackiej hipsterki polegającej na unikaniu jak ognia wszelkich emocji, na popisywaniu się, traktowaniu wszystkiego i wszystkich z góry etc. A bez emocji, czy czegoś na ich kształt, nie może być takiego empatycznego powinowactwa czytelnik-autor. Może dlatego nigdy nie czułem takiego powinowactwa z Nabokovem, za to polubiłem ostatnio znienawidzonego przez niego Dostojewskiego.

    Wglądu w umysł Łukasza (na szczęście) nie mam, więc nie wypowiadam się na temat rzekomych innych niż zadeklarowane powodów jego krytyki.

    Czy styl Twardocha jest wysmakowany, czy nie, to pozwólcie mi samemu ocenić.

  42. bart pisze:

    Czy styl Twar­docha jest wys­makowany, czy nie, to pozwól­cie mi samemu ocenić.

    No właśnie, to może idź, przeczytaj, oceń styl, wróć i napisz kontr-recenzję w komentarzu. Mówię serio, jestem ciekaw, zwłaszcza że podoba mi się twoja recenzja „Drogi”.

  43. Adam Gliniany pisze:

    @stephendedalus „a czekam na książkę z pol­ski, która mnie chwyci za serce (nie wsty­dzę się tego) i która będzie przede wszys­tkim sobą, tzn. będzie opowiadać his­torię zami­ast próbować za wszelką cenę zwró­cić na siebie uwagę.”

    Nie wiem, może se polską interpretację Biblii zarzuć albo coś?

  44. dr_judym pisze:

    Powinieneś częściej czytać takie książki, a potem na konkretnym wkurwie siadać do pisania własnych rzeczy. Zdobyłbyś sławę, bogactwo, a narkotyki zacząłbyś dostawać za darmo :)

  45. ka pisze:

    Niezałeżnie od tego co Łukasz będzie czytał zostawiam sobie luzik na jednej półce na wciśnięcie tam „Najderowych wkurwów”. Może być obok Siedleckiej?

  46. galopujący major pisze:

    @Łukasz – ranty wychodzą ci zdecydowanie najlepiej. A te pożalsiębosze felietony polskich pisarzy w Polityce. Jezujezu jakie straszne.

    @stephendedalus

    „Ale nien­aw­idzę książek, których autorzy wpadają w pułapkę lit­er­ack­iej hip­sterki pole­ga­jącej na unika­niu jak ognia wszel­kich emocji, na popisy­wa­niu się, trak­towa­niu wszys­tkiego i wszys­t­kich z góry etc. A bez emocji, czy czegoś na ich ksz­tałt, nie może być takiego empaty­cznego powinowactwa czytelnik-autor. Może dlat­ego nigdy nie czułem takiego powinowactwa z Nabokovem, za to pol­u­biłem ostat­nio znien­aw­id­zonego przez niego Dostojewskiego.”

    Ale może najpierw przeczytaj jeszcze raz tego Nabokova. Jeśli Ty u niego nie widzisz emocji (jego własnych) to naprawdę chyba Szczepan Twardoch zostanie Twoim targetem. Nie widzisz emocji w Lolicie, w Ultima Thue, w Pninie(!), a widzisz jedynie w gościu, który zaciukał siekierą lichiwarkę albo chciał zarżnąć starego – to może jednak, ja wiem, nie z Nabokovem jest coś nie tak?

  47. @ galopujący major

    Z tym brakiem emocji piłem w stronę młodszej literatury, nie Nabokova – niezręcznie mi się napisało. Co do tego ostatniego, masz rację, powinienem go sobie powtórzyć, bez dwóch zdań. Chciałem tylko zaznaczyć, że autorzy inni niż akurat Nabokov są dla mnie w tej chwili kandydatami na takich, dzięki którym poczuję to mrowienie, dzięki którym roztopi się mój wewnętrzny lód etc. Każdy ma swoich ulubionych i czasem trudno wytłumaczyć dlaczego jest to ten a nie inny. Dla mnie akurat emocje, czy jakiś ich typ, ma tu też m.in. znaczenie.

    Poza tym nie podoba mi się ten protekcjonalny ton, w jakim piszesz o targecie Twardocha, jakikolwiek by on nie był. Ok, komuś podoba się Twardoch, komuś innemu JK Rowling. Czy on jest jakimś gorszym czytelnikiem tylko dlatego, że lubi tego a tego pisarza, albo że nie nazywa się Nabokov albo galopujący major?

  48. galopujący major pisze:

    No jak tak, to ok., każdy ma swoje porno i jego sprawa, choć, jak widać z powyższej notki, porno Twardocha słabe. Ja sobie poczytałem właśnie „Podróż do kresu nocy” Celine’a i omójborze, o mójborze jakie zajebiste i ile współczesnej stylistyki z niego. Cud, miód i w ogóle.