Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MAREK TUREK: Niewywiad
niedziela 19.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MAREK TUREK: Niewywiad



Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie polskiego komiksu. Czarno-białe opowieści gliwickiego autora pojawiały się w niezliczonych zinach i antologiach, zarówno polskich, jak i zagranicznych, a wydania jego onirycznych albumów, zawierających historie z pogranicza jawy i snu, to zawsze spore wydarzenia. Związany od urodzenia ze Śląskiem, pokazuje w swoich pracach tajemnicze miasta, pełne mniej lub bardziej zagubionych ludzi, tworzy skomplikowane intrygi kryminalne i niejednoznacznych bohaterów, eksploruje terytoria, na których zwidzenia i omamy prowadzą do odkrycia różnych psychologicznych prawd.

Nic więc dziwnego, że gdy przyszło do uhonorowania w komiksowej formie jednego z najbardziej osobnych śląskich artystów, wyklętego przez wielu Hansa Bellmera, to właśnie Marek Turek podjął się tego zadania. Choć Bellmer żył i tworzył w Katowicach od 1902 do 1923 roku, kiedy to rozpoczął swoją tułaczkę po świecie, która zakończyła się dopiero w Paryżu, ślady jego obecności w przestrzeni miasta są nikłe. Nie licząc ufundowanej kilka lat temu za prywatne pieniądze tablicy pamiątkowej przy ulicy Kościuszki i mieszczącego się w dawnej kamienicy, w której mieszkała rodzina Bellmera, działu Muzeum Historii Katowic poświęconego pracom graficznym, Bellmer nigdy nie stał się symbolem miasta, wizytówką jego sztuki, choć jest bez wątpienia jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie twórców, którzy pochodzą z Katowic.

Pamięć o Bellmerze przywracają głównie inni outsiderzy, twórcy wymykający się łatwym kategoryzacjom i zaszufladkowaniu. Inspirował się nim radykalny teatr Suka Off, Teatr A Part przywołał go w swoim spektaklu, echa bellmerowskich prac znajdziemy w dziełach Andrzeja Urbanowicza, teraz zaś możemy cieszyć się wyjątkowym komiksem. Tuż po premierze długo wyczekiwane dzieło, „Bellmer. Niebiografia”, z miejsca zostało uznane przez wielu recenzentów za jedno z najciekawszych wydawnictw komiksowych w tym roku. Potwierdzeniem tej opinii jest nominacja albumu do prestiżowego tytułu „Najlepszego Komiksu Roku”, przyznawanego w trakcie Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi (ogłoszenie nagród 20 września). Z tej to okazji porozmawialiśmy z twórcą „Bellmera. Niebiografii” o pracy nad albumem i trudach odnajdywania śladów artysty.

Ultramaryna: Skąd pomysł na zajęcie się historią Bellmera?
Marek Turek: Inicjatywa stworzenia komiksu o Bellmerze wyszła ze strony Biura ESK, które w 2011 roku zajęło się koordynacją starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury dla Katowic. Wśród licznych propozycji pojawił się również pomysł na stworzenie kilku komiksów poświęconych znanym postaciom z Katowic, w tym właśnie między innymi Bellmerowi. Zgodziłem się bez wahania, niestety wraz z przegraną w wyścigu o tytuł skończyły się również pieniądze na związane z nim projekty i pomysł uległ na kilka lat zawieszeniu. Wróciłem do niego dwa lata temu, gdy po długim namyśle wreszcie wpadłem na to, jaką formę powinna przybrać ta opowieść.

A dlaczego właściwie zdecydowałeś się na dość eksperymentalne podejście do tego tematu: komiks niemy, w chronologicznym układzie, uzupełniony jedynie posłowiem z podstawowymi datami z życia Bellmera? To wcale nie jest jakiś hermetyczny eksperyment i przyznam szczerze, że trochę zaskakują mnie rozbieżności w recenzjach, gdzie z jednej strony słyszę, że zrobiłem coś zbyt prostego i niepotrzebnie wyjaśniam wszystko tym posłowiem, z drugiej zaś docierają do mnie opinie, że bez niego książka byłaby niezrozumiała. Jedni twierdzą, że miałem pociągnąć to jeszcze bardziej, zagłębić się kompletnie w to jądro ciemności otaczające życie artysty, w jego lęki i traumy, inni zaś piszą, że album jest nieczytelny bez posiłkowania się innymi opracowaniami na temat Bellmera. A ja nie wyobrażam sobie, żeby dało się to zrobić prościej, niż spróbować przedstawić kluczowe chwile w jego życiu. Ale nauczony doświadczeniem z poprzednich dwóch albumów, jakie napisałem i narysowałem – „Bajabongo” i „Nest” – zdecydowałem się na zamieszczenie posłowia, które rozwiewa wszystkie interpretacyjne wątpliwości.

Co sprawiło ci najwięcej trudności w pracy nad tym albumem? Uuu… było kilka takich rzeczy, które sprawiały poważny kłopot. Przede wszystkim – brakuje dokumentów, trudno odtworzyć chronologicznie wszystkie fakty z życia Bellmera. Z czasów katowickich tak właściwie najlepiej znamy szczegóły ostatnich lat pobytu Bellmera w tym mieście. Wiemy o wystawie, która zakończyła się olbrzymim skandalem, mamy jakieś strzępy na temat jego wykształcenia i stosunków rodzinnych.

Brakuje wielu podstawowych informacji o tym co robił wcześniej, wiadomo tylko, że ojciec próbował mu zorganizować normalną pracę, wysyłał do huty czy kopalni, ale to wszystko opiera się jedynie na wspomnieniach, bez poparcia w dokumentacji. Nie sposób również odnaleźć akta, które opisywały, jaki był epilog tej osławionej wystawy – wiemy tylko, że został zatrzymany i groził mu wyrok. Podobno miał go odsiadywać w polskim więzieniu we Lwowie, nic jednak tego nie potwierdza, a według ówczesnych uwarunkowań systemu prawnego, jaki obowiązywał na Śląsku, wydaje się to mało prawdopodobne.

A jak dokładnie wyglądały poszukiwania materiałów do komiksu? W Berlinie i Paryżu było to dość przypadkowe, bo będąc tam miałem ciekawsze zajęcia niż myślenie o Bellmerze, choć oczywiście udało się zebrać jakieś materiały (i posprawdzać resztę na Google Maps). Katowice obszedłem całe z aparatem, w Gliwicach nie udało mi się natomiast natrafić na żadne ślady związane z rodziną Bellmera, która mieszkała tam po przeprowadzce z Katowic. Później nastąpił bardzo długi etap wyszukiwania wszystkich strzępów informacji w najróżniejszych językach oraz przekopywania się przez opracowania na temat epoki i okoliczności życia w tamtych czasach.

Jak wygląda obecność Bellmera w Katowicach? Myślisz, że miasto stara się o nim pamiętać? Co można zrobić w tym temacie, poza takimi działaniami, jak konferencje czy wystawy? Starać to się stara, ale nie ma na to właściwie żadnych środków. Jest to trochę dziwne, bo każde miasto, które mogłoby się pochwalić artystą tej miary, wywieszałoby go na wszystkich sztandarach. Tu zaś mieliśmy do czynienia z trwającą kilkanaście lat walką o prawo do umieszczenia tablicy pamiątkowej. Odbywały się też sporadyczne wystawy, ale Bellmer to temat, którego głównie się unika.

Ostatnio coś nieco drgnęło w związku ze sporą wystawą bellmerowskich grafik, na którą po raz pierwszy w historii udało się sprowadzić do miasta jedną z jego legendarnych „Lalek”. Ale to w zasadzie wszystko. Muzeum Śląskie nie ma w zbiorach praktycznie żadnych jego prac, nikt nawet nie myśli o zorganizowaniu w mieście jakiejś stałej ekspozycji. To jeden z przykładów, jak bardzo Katowice nie radzą sobie z promowaniem urodzonych tutaj twórców, choć zaplecze jest olbrzymie i nie sprowadza się jedynie do prymitywistów z Nikiszowca.

Dla mnie to trochę nienormalne, że na wystawę prac Jerzego Dudy-Gracza trafiam w Zamościu, a nie w mieście, z którym był związany przez większość życia. Tu ciągle brakuje na to pieniędzy, a większość działań przechodzi najczęściej bez echa z braku jakiejkolwiek promocji.

Twoim zdaniem Bellmer nadaje się na symbol powstającej w bólach górnośląskiej metropolii? Może niekoniecznie na symbol, ale na pewno jest to twórca, który zasługuje nawet jeśli nie na własne muzeum, to przynajmniej na jakąś stałą wystawę. A z tego co się orientuję, Muzeum wystarczyło środków na zakup pięciu czy sześciu jego grafik, których na dodatek nie wystawia.

Poza tworzeniem komiksów, masz też rodzinę i pracę na etacie. Jak udaje ci się połączyć „normalną” pracę, w dodatku na zmiany, z rysowaniem tak czasochłonnych komiksów jak Bellmer? No… nie bardzo (śmiech). Właściwie to jest ciągły zgrzyt. Trudno znaleźć chwilę spokoju, co chwilę ktoś czegoś chce, a dla mnie rysowanie komiksu wymaga kompletnego skupienia, dokładnie takiego samego, jakiego trzeba do pisania książki. Relatywnie łatwe jest wyszukiwanie materiałów do komiksu, ale samo rysowanie to już ciągły wysiłek i koncentracja, zwłaszcza ze względu na to, że rysuję w technice mieszanej – częściowo analogowo, częściowo na komputerze. Mogę sobie czasem coś naszkicować na kartce, korzystając z wolnej chwili, na przykład w pracy, ale osiągnięcie końcowego efektu wymaga kolejnych godzin pracy przy komputerze. I to się odbywa kosztem wszystkiego innego dookoła.

Masz w pracy takie chwile, żeby siąść i porysować? Pracuję przy linii produkcyjnej, wytwarzamy wełnę szklaną, topimy piasek ze stłuczką, takie cuda. I jak w każdej pracy, zdarzają nam się przerwy, które można wykorzystać na poszkicowanie. Człowiek siada sobie gdzieś w kącie i robi swoje na karteczkach. Przy poprzednim systemie nie było większego problemu, bo miałem naprzemiennie dwa dni pracy na dwa dni wolnego i czas, żeby porysować też w domu, ale teraz przeszliśmy na system 14-dniowy i wolnego zrobiło się znacząco mniej.

A co na to twoi synowie, którzy towarzyszą nam w rozmowie? Też chcieliby rysować komiksy?
Kajetan: Nie!
Igor: Nie!
Marek: W życiu. Mają zakaz!

Co dalej? Po sukcesie „Bellmera” i nominacjach czas na kolejne eksperymenty, czy będziesz szukał czegoś nowego? Teraz próbuję czegoś zupełnie innego. Z kilkoma kolegami mamy plan, by stworzyć serię zeszytówek dla zwykłego czytelnika – cykl sensacyjno-kryminalny z odrobiną grozy, umieszczony w latach głębokiego PRL-u i dziejący się w całej Polsce, od morza po Tatry. Chcielibyśmy wydawać jeden zeszyt co kwartał, w typowym amerykańskim formacie 32 stron i dystrybuować go w kioskach, tak, by człowiek wychodzący po fajki i gazetę mógł sobie kupić komiks za 15 złotych i w ciągu dwóch, trzech lat uzbierać całą serię. Moim zdaniem to nadal najbardziej naturalny format dla komiksów, tak naprawdę jedyny, który może przyciągnąć nowych czytelników. Mamy nadzieję, że się uda i efekty będzie można zobaczyć już niebawem.

tekst: Marceli Szpak
ultramaryna, wrzesień 2017











KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet