Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MATEUSZ ZNANIECKI: Lubię, gdy scena mnie zaskakuje
niedziela 22.04.18

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MATEUSZ ZNANIECKI: Lubię, gdy scena mnie zaskakuje

Aktorstwa uczył się w łódzkiej filmówce. Ćwiczył deklamację wiersza, gdy w tym samym czasie w głowie rodziły się pierwsze pomysły na krótkie metraże. Od 2013 roku zawodowo związany z Teatrem Śląskim. Ledwie rozpoczął pracę w Katowicach, a już zdążył dołączyć do grona studentów reżyserii na Wydziale Radia i Telewizji UŚ. Tworzy także teledyski. Znajomi śmieją się, że wkrótce brak mu będzie tylko dyplomu absolwenta Akademii Sztuk Pięknych.

Mówi, że reżyseria pochłania go coraz bardziej, choć gdyby jeszcze raz miał wybrać pierwszy kierunek studiów, ponownie padłoby na aktorstwo. Kto widział go na scenie, ten wie, że potrafi skupiać na sobie całą uwagę. Został wyróżniony Nagrodą Marszałka Województwa Śląskiego dla młodych twórców, na swoim koncie ma już jedną Złotą Maskę, a rok 2018 przyniósł mu nominacje do dwóch kolejnych – za rolę Kostka-Biernackiego w „Korfantym” (reż. P. Wojcieszek) oraz Hipolita Worobjaninowa w „Dwunastu krzesłach” (reż. N. Kolada). Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a Mateusz Znaniecki sam przyznaje, że wiecznie jest nienasycony.

Jestem… żądny wrażeń. Chcę jeszcze więcej i jeszcze dalej.

Zaczęło się… w Jeżewie. Przepięknej, malowniczej wsi na Kujawach. To tam w którymś momencie z ust wyszedł mi jakiś wierszyk na zajęciach z polskiego. Ale kiedy ostatnio o tym myślałem, doszedłem do wniosku, że chyba jednak zaczęło się jeszcze wcześniej – u babci przed telewizorem. Tylko wtedy byłem cicho. Babcia sadzała mnie na kanapie, a ja godzinami oglądałem na niemieckich kanałach filmy animowane. Pierwsze sygnały późniejszego zainteresowania kinem.

Film czy teatr… Wszyscy mnie pytają, co w końcu wolę. A ja nie potrafię wybrać. Zaczęło się od aktorstwa, od teatru. Ale to kino potrafi mnie wzruszyć, przyprawić o szybsze bicie serca. Uważam, że jest w nim więcej intymności niż w teatrze. Poziom ekscytacji obrazem jest w moim przypadku ogromny, oglądam codziennie filmy, seriale, czasami zarywam noce jak się wkręcę, a to dopiero pierwszy odcinek sezonu.

Minutę przed wyjściem na scenę… lubię być sam. Myślę wtedy: niech to wszystko, co ma się wydarzyć, wydarzy się na scenie, a nie poza nią. Dlatego nie przypominam sobie na szybko roli, nie chcę być przesadnie przygotowany. Lubię, gdy scena mnie zaskakuje. To oczywiście nie zdarza się często, ale gdy się dzieje, jest pięknie.

Stres… wiąże się z obawą, że mógłbym zawieść własne oczekiwania. Nie odczuwam go przed widzem, ani przed wyjściem na scenę. Jest potrzebny, by nakręcać się na dalszy rozwój.

Granice w aktorstwie… Etyczne, związane z własnymi zasadami.

Tegoroczne nominacje do Złotych Masek… Déjà vu. Byliśmy już z moim przyjacielem, Bartkiem Błaszczyńskim, nominowani razem kilka lat temu. Wtedy nagrodę zdobyłem ja, w tym roku on, z czego bardzo się cieszę. Zresztą z Bartkiem razem studiowaliśmy w Łodzi, ciągle pracujemy nad szeregiem wspólnych projektów. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy zaraz zaczęli zajmować się na przykład muzyką…

W związku z Górnym Śląskiem… znalazłem się zupełnie przez przypadek. Na ostatnim roku studiów w Łodzi do akademika wbiegł Piotr Bułka, z którym byłem na roku, i mówi mi, że w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej ktoś nie może zagrać, że do przedstawienia „Mistrz & Małgorzata story” szukają „blondyna z energią”. No i pojechałem. Tam poznałem Roberta Talarczyka i się zaczęło.

Górny Śląsk to przede wszystkim ludzie. Mieszkając tu, poznałem grono ciekawych osób ze środowiska filmowego, teatralnego, muzycznego. Oby tych znajomości było jeszcze więcej i oby wszyscy nie postanowili ostatecznie wyjechać do Warszawy.

Na przyszłość… życzyłbym sobie zdrowia, by móc bez przeszkód robić wszystkie te rzeczy, którymi aktualnie się zajmuję. Plany związane z życiem prywatnym i zawodowym udaje mi się realizować (odpukać!). Zdrowie pozwala iść dalej drogą, na której teraz jestem.

tekst: Agata Kędzia | zdjęcia: Przemysław Jendroska
ultramaryna, marzec 2018








KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
MIROSŁAW NEINERT: Poza bufetem
Aktor, reżyser. Kiedyś namiętnie palił fajkę, dziś od czasu do czasu zapala kubańskie cygaro. Z wyboru, duszy i se... >>>

MATEUSZ ZNANIECKI: Lubię, gdy scena mnie zaskakuje
Aktorstwa uczył się w łódzkiej filmówce. Ćwiczył deklamację wiersza, gdy w tym samym czasie w głowie rodziły się pie... >>>

WALEK NENDZA: Siedem paszportów
Prawdziwy człowiek gór. Wieloletni instruktor Polskiego Związku Alpinizmu, działacz Klubu Wysokogórskiego w Katowi... >>>

KAROLINA OŚKA: W poszukiwaniu różnorodności
Klasycznie przeszła liczącego 1000 metrów wysokości Freeridera na kultowym El Capitanie, ma za sobą pierwsze polsk... >>>

BIURO DŹWIĘKU KATOWICE: Techno to przyszłość
Biuro Dźwięku Katowice to platforma edukacyjna, która poprzez wykłady, warsztaty i koncerty promuje współczesną mu... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2018, wszystkie prawa zastrzeżone