Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
czwartek 21.11.19

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MUZEUM HISTORII KOMPUTERÓW I INFORMATYKI: Uratowane spod wiaty

Na pierwszym planie pulpit operatora komputera Odra 1304 (rok prod. 1968), na drugim - komputer Odra 1305 (1975) wraz z osprzętem

Katowickie Muzeum Historii Komputerów i Informatyki to miejsce, które nie rzuca się w oczy. Usytuowane skromnie z boku gmachu Miasta Ogrodów, w lokalu zajmowanym uprzednio przez kilka klubów, przyciąga zwiedzających jedynie niewielkim szyldem i witryną prezentującą kilka retromaszyn. Dopiero po wejściu okazuje się, że na niewielkiej powierzchni (670 m2), która wciąż zachowała kilka klubowych elementów (w tym DJ-kę) oraz obrysy biur KMO, mieści się największa w Polsce kolekcja maszyn elektronicznych obrazująca rozwój sprzętu komputerowego przez ostatnie 60 lat.

Po muzealnych zbiorach oprowadza nas założyciel, dyrektor i kustosz w jednej osobie, Krzysztof Chwałowski, a podróż przez historię komputerów zaczynamy od podstawowego pytania: jak się to wszystko zaczęło?

– Nigdy nie było pomysłu tworzenia muzeum – wyjaśnia dyrektor Chwałowski. – Tak jakoś po prostu wyszło. Zaczęło się od tego, że chciałem odkupić komputer, który kiedyś dostałem od taty, jeszcze w latach 90. Wyjątkową dla mnie maszynę, bo był to pierwszy całkowicie mój komputer, tylko dla mnie. Był to jeden z rzadkich komputerów BBC Master Compact, jeszcze ośmiobitowy. Jeden taki egzemplarz mamy aktualnie w naszej sali komputerów ośmiobitowych.

Wspomniana sala na pierwszy rzut oka wygląda jak spełnione marzenie miłośników retrogier, prezentując na kilkudziesięciu maszynach klasyczne tytuły, które kształtowały rynek gier wideo w latach 80. Są tu „International karate” czy „Pac-Man”, ale jak zapewnia nasz rozmówca, muzealna ekspozycja nie służy jedynie celom rozrywkowym.

– Organizujemy specjalnie przygotowane lekcje dla grup szkolnych i zainteresowanych wycieczek. Korzystając z muzealnych zasobów, przygotowujemy prezentacje o historii informatyki, programowania, rozwoju sprzętu komputerowego od najstarszych maszyn liczących po komputery szesnastobitowe, mamy również zajęcia poświęcone bezpieczeństwu w sieci. Gry oczywiście cieszą się olbrzymim zainteresowaniem, zwłaszcza wśród najmłodszej publiczności, ale jako muzeum wpisane na listę państwowych instytucji muzealnych, spełniamy wszystkie zadania statutowe – przede wszystkim gromadzimy i odrestaurowujemy zabytki cyfrowe, którymi są zarówno sprzęty jak i oprogramowanie.

A ich losy bywają niełatwe. Jak wynika z opowieści o początkach muzealnej kolekcji, głównymi dostawcami zapomnianych artefaktów początków komputeryzacji w Polsce są złomiarze, buszujący w opuszczonych przemysłowych budynkach z epoki PRL i dokonujący od czasu do czasu fantastycznych odkryć w rodzaju całych komponentów, rdzewiejących gdzieś pod fabryczną wiatą.

– Ratowanie to najważniejsza z funkcji naszego muzeum – tłumaczy Chwałowski. – Każdy taki element musi być wpisany do muzealnego rejestru, w zgodzie z wytycznymi dla zabytków techniki zwanych zabytkami informatyki. Zdefiniowałem je kilka lat temu, wcześniej bowiem nikt za bardzo nie wiedział, jak traktować te obiekty muzealne. Później wszystkie elementy są restaurowane, przywracamy im pierwotne funkcje, czasem kształty i kolory, by zaprezentować w pełni sprawne urządzenia. Podstawowym problemem w tym przypadku jest przede wszystkim brak dokumentacji serwisowych. Na szczęście możemy się wspierać wiedzą fachowców z epoki, w tym jednego z konstruktorów komputera Odra, pana Romualda Jakubca, który mieszka całkiem niedaleko. Dzięki temu dysponujemy choć częścią wiedzy, jaką posługiwali się serwisanci tych maszyn.

Doskonale odrestaurowane, wyglądające niemal jak nowe i zajmujące mniej więcej jedną trzecią powierzchni muzeum stalowo-niebieskie Odry to zdecydowanie duma założycieli placówki. Każdy element znajdujący się w tej sali to kamień milowy polskiej informatyzacji, maszyny, które w latach 60. wspierały armię, przemysł i transport kolejowy, działając czasem aż po pierwszą dekadę XXI w. Ekspozycja, dzięki której można się poczuć niczym na planie radzieckiego filmu science fiction z ubiegłego stulecia, to wynik długotrwałej, skrupulatnej pracy konserwatorskiej, widocznej najlepiej, gdy zajrzymy do wnętrza tych potężnych szaf. Gęstym oplotom zwojów, które wymagały ręcznego odtworzenia, by komputer odzyskał pełną funkcjonalność, towarzyszy nieustająca, entuzjastyczna opowieść o kolejnych szczeblach rozwoju przemysłu informatycznego w Polsce, który kopiując zachodnie i radzieckie rozwiązania, produkował w kilkunastu lub kilkuset egzemplarzach eksperymentalne, ale funkcjonalne modele.

– Mamy tutaj dwa modele komputera Odra, razem z urządzeniami peryferyjnymi i nawet szafą pendrive’ów – chwali się dyrektor, pokazując na szafę zawierającą wielkie szpule taśmy z oprogramowaniem dla pierwszych komputerów. – Możemy się pochwalić jedynym zachowanym w Polsce fragmentem komputera Odra 1304 z 1969 r., przekazanym nam przez Akademię Górniczo-Hutniczą. Czeka nas jeszcze przy nim ogrom pracy, zwłaszcza z uruchomieniem. Na razie prezentujemy, jak wyglądało stanowisko pracy przy takim komputerze. Mamy wyprodukowany przez Elwro procesor, wraz z pulpitem operatora, czyli maszyną elektryczną Konsul i kilkoma przyciskami sterującymi dodatkowymi urządzeniami. Naprzeciw niego stoi Odra 1305, dwie jednostki procesorowe ze stacją zawierającą czytnik i perforator. Stojąca obok pamięć taśmowa przechodzi właśnie proces renowacji, mamy też dwie maszyny zwane „dezetemkami”, stanowiące ówczesny odpowiednik monitora z klawiaturą. Szafa stojąca obok to urządzenie, które w latach 70. umożliwiało współdzielenie plików i programów pomiędzy jednostkami procesorowymi, a przy niej ustawiliśmy potężną drukarkę, która nim trafiła do nas, rdzewiała przez 18 lat w jednostce wojskowej, stojąc obok czołgów. Kiedy ją zdobyliśmy, okazało się, że wciąż jest sprawna, elektrycznie i mechanicznie, rzecz raczej niewyobrażalna w przypadku współczesnych drukarek.

Pionierska na skalę całego kraju kolekcja zapomnianych komputerów, które wspomagały socjalistyczne wysiłki przemysłowe i wojskowe, zawiera także kilkadziesiąt eksponatów, które obrazują stopniowe umasowienie produkcji krajowego przemysłu komputerowego, sprzęt produkowany przez zakłady Mera-Elzab czy Elwro, który w latach 80. stopniowo trafiał do szkół i zakładów pracy, starając się konkurować z maszynami sprowadzanymi z Zachodu. I stojąc dziś, pośród klasycznych ZX-Spectrum, Amstradów, pierwszych komputerów Atari, poświadczają, że jak na ówczesne okoliczności polska myśl komputerowa nie pozostawała daleko w tyle.

Kolejne eksponaty przypominają o następnym odchodzącym w niepamięć elemencie cyfrowego krajobrazu, który towarzyszył nam aż do początku lat 90. Automaty z salonów gier wideo wypełniających niegdyś przydworcowe blaszaki wzruszą zapewne niejednego widza w średnim wieku, a młodszym opowiedzą o świecie, w którym mikropłatności były podstawowym elementem elektronicznej rozrywki. Obok nich zobaczymy kolekcje pierwszych konsol, pamiętające czasy telewizorów kineskopowych i osiedlowych zbiórek u tego jedynego kolegi, który miał Pegasusa. Dalej przenosimy się w czasie do epoki maszyn szesnasto- i trzydziestodwubitowych, reprezentowanych przede wszystkim przez liczne Amigi. Podobnie jak potężnym Odrom, także i tym sprzętom towarzyszy entuzjastyczna opowieść, tym razem o początkach muzealnych zbiorów.

– Po tym, jak opublikowałem ogłoszenie o poszukiwaniu maszyny z dzieciństwa, zaczęli się zgłaszać do mnie najróżniejsi ludzie, którzy chcieli się pozbyć przestarzałego sprzętu. Zanim się zorientowałem, przestało mi się to wszystko mieścić w mojej firmie. Wtedy też, w 2009 r. powstał pomysł założenia stowarzyszenia i zorganizowania kolekcji. Jako muzeum w 2012 zajęliśmy 1400 m2 w Wyższej Szkole Machtroniki w Szopenicach, później od Miasta Katowice podnajęliśmy obiekt przy POMP 1. Lokalizacja w Szopienicach była trudna od samego początku. Na dzień dobry czekała na nas piwnica zalana po kolana wodą. Sporo czasu musieliśmy poświęcić na przygotowanie pomieszczeń. Od trzech lat działamy tutaj, wciąż powiększając kolekcję i realizując zadania muzealne, nadal jednak brakuje nam powierzchni, by właściwie wyeksponować nasze zbiory, liczące ponad 4 tys. obiektów.

Brak etatowych pracowników sprawia, że muzeum jest czynne dla odwiedzających jedynie w soboty (należy się stawić punktualnie o godzinie 15.00). Zorganizowane grupy szkolne i wycieczkowe mogą zgłaszać się natomiast każdego dnia i liczyć na dwugodzinną wyprawę z fachowym przewodnikiem w przeszłość cyfrowej rewolucji, umawiając się wcześniej przez formularz na stronie muzeum.

– Sądząc po ostatniej Nocy Muzeów, fama naszej placówki powoli się roznosi, a tego jednego dnia odwiedziły nas ponad 3 tys. osób – cieszy się dyrektor Chwałowski. – Chcielibyśmy przyciągnąć jak najszerszą, zróżnicowaną publiczność, nie tylko miłośników historycznych komputerów i ośmiobitowych gier i pokazywać, jak rozwijała się informatyka w Polsce, w czasach ograniczonego dostępu do technologii i wiedzy, gdy zmuszona była do znajdowania eksperymentalnych, innowacyjnych rozwiązań.

tekst: Marceli Szpak | zdjęcia: Aga Psiuk
ultramaryna, listopad 2019












KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej dzień tygodnia zaczynający się na literę s:
teksty
MUZEUM HISTORII KOMPUTERÓW I INFORMATYKI: Uratowane spod wiaty
Na pierwszym planie pulpit operatora komputera Odra 1304 (rok prod. 1968), na drugim - komputer Odra 1305 (1975) wraz... >>>

PIOTR WÓJCIK: Śląskie crime story
Piotr Wójcik debiutuje właśnie jako autor kryminału „Wina”, który zaczyna cykl „Metropolia”... >>>

PAULINA PLIZGA: Od wodzisławskiego hasioka po paryskie trash couture
Tworzyła recyclart, zanim to było modne, choć nie chce definiować swoich projektów przez pryzmat trendów. Kiedy w... >>>

BARTOSZ PILAWSKI: Granice nie istnieją
W 2017 roku pokazał swoją pierwszą kolekcję. Dziś projektant i założyciel marki Pilawski ma za sobą prezentację w... >>>
komentarze: 1

JERZY JAN POŁOŃSKI: Nie pytaj mnie o cyrk
Obejmujący we wrześniu scenę Teatru Miejskiego w Gliwicach Jerzy Jan Połoński znany jest z tego, że nieignorującym... >>>

BARBARA RUPIK: Malarstwo zaklęte w filmie
Spośród ok. 2 tys. zgłoszeń prezentujących dorobek 366 szkół filmowych z całego świata do tegorocznego konkursu... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Upper Festival 2019
5.09.2019
Fest Festival 2019
26.08.2019
Off Festival 2019
9.08.2019
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2019
27.06.2019
Off Festival 2018
10.08.2018
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2019, wszystkie prawa zastrzeżone