Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
wtorek 26.10.21

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
GUTEK: Nie można pisać czarnych scenariuszy

„Uznałem, że to dobry moment, by wyhodować swoje skrzydła. Wiem, że ich nie miałem, kiedy zawieszało się Indios Bravos” – mówi nam Gutek, który w tym roku wypuścił swój solowy debiut „Stan rzeczy”. Rozmawiamy nie tylko o muzyce.

Ultramaryna: Jak minęły ci ostatnie tygodnie wakacji?

Piotr „Gutek” Gutkowski
: Odpoczywałem, ale i występowałem na scenie. Mam dwójkę małych dzieci, z którymi spędzam dużo czasu. Wybraliśmy się więc w kilka nadmorskich miejsc. Miałem dużo jeżdżenia. Dość powiedzieć, że w ciągu około dwóch tygodni zrobiłem samochodem blisko 4 tysiące kilometrów po samej Polsce. W międzyczasie pojawiałem się też na dużych i prestiżowych festiwalach. Zagraliśmy chociażby na imprezie w Jarocinie czy w Węgorzewie.

Archiwum „Ultramaryny” podpowiada mi, że po raz ostatni gościłeś na naszych łamach w 2004 roku. Przez ten czas twoje rodzinne Katowice bardzo się zmieniły… Największą zmianą jest to, że kiedy pojawiam się w knajpie, to nie jestem już najmłodszy (śmiech). Katowice zawsze kojarzyły mi się z rozrywką i sztuką. Nie tylko dlatego, że jest tutaj Akademia Muzyczna czy Spodek. Tu od dawna organizowane są ciekawe festiwale muzyczne. Nasze miasto pod kątem kultury na pewno się zmieniło i poszło do przodu, ale nigdy nie miałem wrażenia, że było w tyle. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że Katowice były stałym punktem na trasie wielu znanych zespołów – nie tylko tych krajowych. Nasze miasto zawsze stało festiwalami różnych gatunków muzycznych – Rawa Blues, Odjazdy, Metalmania czy Mayday. Z czasem pojawiły się oczywiście Nowa Muzyka i Off. Stolica Górnego Śląska z powodzeniem kontynuuje tradycję festiwalową i idzie ścieżką rozwoju. A poza muzyką… Życzyłbym sobie, by została zachowana równowaga pomiędzy nowymi blokami a zazielenianiem przestrzeni miejskich. Nigdy nie wyprowadziłem się z Katowic, więc też ciężko mi spojrzeć z dystansem na te wszystkie zmiany, bo z mojej perspektywy one odbywały się w dość płynny sposób. Jeśli miałbym być szczery, to nie odnotowałem jakichś szokujących zmian.

Masz wrażenie, że ludzie częściej się teraz uśmiechają? Coś w tym jest. Może wzrósł poziom zadowolenia z życia? Katowice zawsze kojarzyły się ze smutnym i szarym krajobrazem, ale trochę niesłusznie. Tutaj zawsze było mnóstwo zieleni i wiele parków, z Parkiem Śląskim – czyli jednym z największych parków miejskich w Europie – na czele. Oczywiście ludzie przejeżdżający pociągiem przez Górny Śląsk nie mieli możliwości tego zobaczyć (śmiech). Myślę, że poziom życia w najbliższych latach wzrośnie. Podobnie jak poziom cen nieruchomości (śmiech). Na Śląsku czuję się bardzo dobrze. Nigdy nie miałem poczucia, że mieszkając w Katowicach, nie będę mógł czegoś w życiu zrobić – rozwijać się czy pracować. Takie dylematy mnie nie dotyczyły.

A jakie dylematy masz teraz, kiedy patrzysz na to, co dzieje się w Polsce? Widzę, jak państwo zaczyna funkcjonować i nie jestem ze wszystkiego zadowolony. Nie przepadam za polityką, ale oczywiście wiem, że ona ma wpływ na nasze życie. Nie mam zamiaru się nad sobą użalać, bo wiem, że są bardziej poszkodowane grupy społeczne niż muzycy. Poza tym moje życie nie kręci się tylko wokół muzyki. Choć nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego można było chodzić do kościoła i supermarketów, a na koncerty już nie. Działalność gospodarcza naprawdę wielu ludzi musiała zostać zawieszona ze względu na niekonsekwencje w rozporządzeniach. Delikatnie mówiąc, było to denerwujące, ale domeną artystów nie jest palenie opon przed Sejmem, tylko sztuka. Wiesz, patrzę na to wszystko trochę szerzej. Przeraża mnie nie tylko sytuacja w Polsce, ale i na świecie. Przeraża mnie też np. widmo klęski klimatycznej. To bardzo szeroki temat, o którym moglibyśmy rozmawiać do jutra. Powiem tylko tyle: nic nie trwa wiecznie.

Jakiś czas temu piosenkarz i dziennikarz Damian Maliszewski skrytykował artystów, którzy wspierają TVP i występują na festiwalu w Opolu. Co myślisz o muzykach, którzy się tam pojawiają? Każdy ma swój rozum i powinien decydować za siebie. Jeśli ktoś nie ma z tym problemu, to nie mnie to oceniać. Ja nie wystąpiłbym w Opolu, bo to moim skromnym zdaniem nie jest miejsce dla twórców alternatywnych czy niezależnych. Tam np. w „debiutach” pojawiają się artyści, którzy zjedli zęby na scenach (śmiech). Nie chcę deprecjonować wielkiej tradycji festiwalu, ale dla mnie pojawienie się tam zahacza o obciach. Podobnie jak granie na Eurowizji. Nic na to nie poradzę, ale tak to odbieram. Z tego, co pamiętam, są artyści podzielający moje odczucia. To miejsca dla wykonawców pop z tzw. radiową muzyką popularną.

A jak oceniasz lata 90. w śląskim hip-hopie, które miałeś możliwość obserwować z bliskiej odległości? Hip-hop w pewnym momencie opanował nasze ulice i bloki. To była moda. Osób, które zajawiły się tą kulturą, było mnóstwo. Chłopaki próbowali przełożyć na język polski to, co narodziło się w Stanach Zjednoczonych. Początki były trudne, ale to tu na Śląsku powstały pierwsze albumy, trochę jakby kamienie milowe dla hip-hopu w Polsce – jak krążki Kalibra 44. Pamiętam, że wtedy odwiedzało nas wielu raperów z innych zakątków kraju, z którymi bujaliśmy się po lokalnych barach – np. chłopaki ze Wzgórza Ya-Pa 3, Tede, WSZ i CNE czy Pih. Podkreślali, że czuli się tu jak u siebie. Panował wtedy niesamowity klimat. Ten hip-hop naprawdę był na ulicach. Ludzie katowali deskorolki pod muzykę A Tribe Called Quest czy freestylowali na przystankach, czekając na tramwaj.



Pamiętam, że był taki moment, kiedy byłeś oceniany głównie przez pryzmat śpiewanych refrenów. Tak jakby ludzie zapominali, że byłeś też członkiem Indios Bravos. Przeszkadzało ci to?
Nie ciążyło mi to, ale w pewnym momencie poczułem, że mam tego po prostu dość. Byłem kojarzony z refrenami, lecz jednocześnie nagrywałem z ludźmi z zupełnie innych muzycznych bajek. Obecnie nie czuję zajawki na dogrywanie refrenów. Od lat konsekwentnie odmawiam takich współprac. Chcę być kojarzony z czymś innym. Tym bardziej że, mówiąc nieskromnie, potrafię się odnaleźć w różnych stylistykach. Od zawsze słuchałem przeróżnej muzyki: bluesa, reggae, muzyki elektronicznej itd. Tak naprawdę dopiero teraz czuję, że jestem artystą, który w pełni samodzielnie stoi na dwóch nogach. Musiałem przewartościować swoje muzyczne życie, bo straciłem kontrolę nad tym, co robię. Uznałem, że to dobry moment, by wyhodować swoje skrzydła. Wiem, że ich nie miałem, kiedy zawieszało się Indios Bravos. Oczywiście, że mogłem iść na łatwiznę i zadzwonić np. do Wojciecha Waglewskiego, by wyprodukował mi solowy album (mam nadzieję, że by się zgodził), ale nie chciałem tak tego rozgrywać. Pewnie wśród ludzi pojawiało się często pytanie: „Ciekawe, co by było, gdyby nagrywał sam?” – no to tegoroczny album jest odpowiedzią. Wziąłem pewnego dnia do ręki gitarę i tak się zrodził nowy projekt, który firmuję swoją ksywą. Od pomysłu do wydania płyty minęły chyba trzy lata.

Czyli artysta z takim dorobkiem jak ty nadal chce coś udowodnić? Tu nawet nie chodzi o to, by coś udowadniać, ale aby znaleźć własną drogę, unikając spektakularnych skrótów. Nie chciałem pójść sztampowo i na łatwiznę. Bo umówmy się, gdybym nagrał ze wspomnianym wcześniej Wojciechem Waglewskim, to jestem przekonany, że zainteresowanie mediów byłoby ogromne. Choć akurat na zainteresowanie mediów przy tym projekcie nie mogę narzekać. Nie chcę, by ludzie uważali mnie za kogoś, kto za wszelką cenę pcha swoją karierę do przodu. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek muzycznie wybrał drogę na skróty.

Jak wobec tego album został przyjęty? Raczej dobrze. Ludzie wypowiadają się o płycie w sposób życzliwy. Ci, którym się nie podoba, są zazwyczaj na tyle kulturalni, że nie obwieszczają tego w dosadny sposób. Nikt mi nie powiedział, że kiepsko śpiewam i mam lipne teksty. Jak dotąd płyta nie osiągnęła złotego statusu. Powiem więcej – jestem trochę zaskoczony, że album sprzedał się w tak stosunkowo niewielkim nakładzie. Miałem nadzieję, że – jak to się ładnie teraz mówi – dynamika sprzedaży zostanie zachowana. Jest mi smutno, ale jak patrzę na artystów, których cenię, to widzę, że borykają się z podobnymi problemami. Czy to sprawia, że są gorsi? Nie sądzę. Muzyka to nie zawody i nie tylko biznes. Należy pamiętać, że żyjemy w niepewnych i zagadkowych czasach.

Żałujesz, że poszedłeś na swoje? Oczywiście, że nie. To najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć. Po drodze musiałem zmierzyć się z wieloma trudnościami, których się nie spodziewałem, a wynikały one z faktu, że pierwszy raz zakładałem zespół. Odrobina dyskomfortu mobilizuje do działania i jest potrzebna do rozwoju. Szczęśliwie trafiłem na wspaniałych ludzi, z którymi świetnie mi się pracuje i przebywam z wielką przyjemnością w ich towarzystwie. A wszystko, co wspólnie udało nam się do tej pory osiągnąć, napawa mnie poczuciem dumy i dodaje skrzydeł do dalszej pracy. Teraz, kiedy nie ciąży na nas presja terminów i obietnic, o wiele lżej pracuje nam się nad nowym materiałem. Nagrywamy nowe pomysły na próbach i szukamy ciekawych koncepcji na zrealizowanie ich jak najlepiej. Chcielibyśmy zaskoczyć kolejnym albumem i pozwolić sobie na trochę więcej odwagi w eksperymentowaniu z brzmieniem i stylistyką.

Może na koniec wlejesz jeszcze do przestrzeni publicznej trochę słońca? Na co dzień mamy go chyba zbyt mało… Chciałbym, by każdy pamiętał o tym, że ma prawo być szczęśliwym człowiekiem. Dbajmy o to, bo wtedy będziemy mieć fajne życie. Niezależnie od tego, co robią politycy i co dzieje się na świecie. Nie można pisać czarnych scenariuszy, lecz należy patrzeć w przyszłość z uśmiechem. Życzę wszystkim głębokiego oddechu, spokoju i nadziei na to, że jeszcze kiedyś będziemy funkcjonować w lepszym świecie, bo przecież obecny nie będzie trwał wiecznie.

tekst: Marcin Misztalski | zdjęcia: Jola Staszczyk
ultramaryna, wrzesień/październik 2021


>>> Gutek na Facebooku








KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej dzień tygodnia zaczynający się na literę s:
teksty
GUTEK: Nie można pisać czarnych scenariuszy
„Uznałem, że to dobry moment, by wyhodować swoje skrzydła. Wiem, że ich nie miałem, kiedy zawieszało się Indio... >>>

SZLAK ŚLĄSKIEGO BLUESA: Wspaniali ludzie ze Szlaku Śląskiego Bluesa
Rysiek Riedel w „Wehikule czasu” śpiewał, że ci wspaniali ludzie z klubu Puls już nie powrócą. W swoich... >>>

MARTA KNOPIK: Głód opowieści
Marta Knopik jest autorką powieści „Czarne Miasto” i „Rok Zaćmienia”, w których najnowszą hi... >>>

DAWID NICKEL: Lubię mącić
Dawid Nickel ma 32 lata i na koncie bardzo oryginalny debiut fabularny. „Ostatni komers” to film, który... >>>

MISZEL: Świeża krew ze Śląska
Szanowany w Katowicach, coraz bardziej zauważany także w innych częściach naszego kraju. Tak w wielkim skrócie możn... >>>

SZLAK NEONÓW: Polskie Las Vegas
W Katowicach powstaje właśnie nowy miejski szlak spacerowy – szlak neonów. Otwarta niedawno jego pierwsza ście... >>>

LETNI CITY BREAK W LIPSKU
Kajakiem po ścieżkach wodnych w Lipsku, zdjęcie: Romeo Felsenreich W Lipsku życie powoli wraca do normalności... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Upper Festival 2019
5.09.2019
Fest Festival 2019
26.08.2019
Off Festival 2019
9.08.2019
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2019
27.06.2019
Off Festival 2018
10.08.2018
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2021, wszystkie prawa zastrzeżone