Czy warto było czekać aż sześć lat na kolejny występ jednej z najbardziej niepokornych popowych artystek? Dowiemy się tego w ostatni weekend listopada, kiedy to Jenny Hval znów stanie na deskach Kinoteatru Rialto, by zaprezentować swój najnowszy materiał.
Jeśli byliście na jej poprzednim występie, żadne dalsze rekomendacje nie są wam najpewniej potrzebne – Hval to klasa sama w sobie, artystka spełniona zarówno muzycznie, jak i literacko, która w swojej twórczości przykłada taką samą wagę do dźwięków, jak i snutych ze sceny opowieści. Dekadę temu, przy okazji wspaniałego albumu „Apocalypse, girl” media okrzyknęły ją nową ikoną popowego feminizmu, ale sprowadzanie dokonań Hval do jednej etykiety w żaden sposób nie przygotowuje odbiorców na jej zaskakująca wszechstronność i talent do wymykania się prostym definicjom.
Nie licząc dokonań Laurie Anderson, której mentorski duch od samego początku unosi się nad twórczością Hval, trudno znaleźć inną artystkę, która potrafiłaby złączyć body horror z dream popem, akademicki dyskurs z przebojowością, awangardę z dostępnością i nadać temu wszystkiemu mniej lub bardziej piosenkowy kształt, mieszczący się do radia.
Tym razem poznamy na żywo materiał z jej najnowszej płyty „Iris Silver Mist”, gdzie artystka zgłębia synestezyjne połączenia między muzyką a zapachami, a biorąc pod uwagę, że jest to album w dużej mierze oparty na dźwiękach generowanych przez deszcze, trudno wyobrazić sobie bardziej adekwatny koncert na koniec listopada.
Wydarzenie w ramach 34. Festiwalu Ars Cameralis.
zdjęcie: Jenny Berger Myhre
Zapisz się !
Bądź na bieżąco
Bądź ultra_
Nie przegap najnowszych wydarzeń w regionie. Trzymaj rękę na pulsie.
Zapisując się wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez Administratora Danych Osobowych Ultramaryna s.c. w celu realizacji usługi newsletter. Zgodę możesz w każdej chwili cofnąć. Przeczytaj naszą politykę prywatności.