Maestro Marse

Posted: 9th Marzec 2012 by Łukasz in biblioteka

Juan Marse pomału staje się jednym z moich ulubionych hiszpańskich pisarzy. Najpierw była genialna „Dziewczyna w złotych majtkach”, rzecz, która wywróciła mi serce na drugą stronę i do której od tego momentu wracam regularnie co roku, a teraz – świetne „Ogony jaszczurki”, powieść miejscami tak hipnotycznie wciągająca, że w trakcie jej lektury prawie nie zauważyłem, iż w Zgierzu i okolicach anulowano właśnie zimę. Kiedy podniosłem głowę, było więc już po wszystkim. Ani śladu po śniegu – sam kompost.

Od kilku tygodni czytam dużo złej literatury. Bardzo złej. Bardzo dużo. Taką mam pracę. Niekiedy stężenie grafomanii w moim pokoju, organizmie i netbuku bywa tak wysokie, że się zaczynam na serio zastanawiać – i, co zrozumiałe, niepokoić – czy aby jakiś czas temu po prostu nie zszedłem w prędki, schludny i bezbolesny sposób i nie trafiłem do piekła, w którym za karę obcuje się z najgorszymi książkami świata. Wcale nie z Hitlerem, chłopakami z Ku-Klux-Klanu czy z wygasłymi gwiazdami rocka progresywnego, ale z czterystustronicową autobiografią piekarza, nudnymi powieściami historycznymi, ambitnymi debiutami, gargantuicznym monologiem o niedolach i żądzach pracownicy ZUS-u, dziarskimi reportażami luzaków zadających szyku na Wyspach i siejących lęk i odrazę w mieście Luton, mówię wam, sami na maksa zakręceni kolesie, mięsko, piwko, lasencje i koks w ilościach przemysłowych.

Umiem jednak i z takiej sytuacji granicznej wyłuskać solidny profit dla siebie. Otóż im dłużej przeżuwam trociny, tym głośniej mlaszczę, gdy trafi mi się smakołyk. Mogę wreszcie w pełni docenić kunszt, profeskę i moc wyobraźni tych, którzy wiedzą jak poprowadzić narrację przez 200 czy 300 stron i potrafią lepić zapadające w ucho i pamięć frazy, dialogi i sceny. To jednak wielka sztuka uszyć tak, że nie znać szwów i materiał nie puszcza.

Taki Marse, na przykład. Bierze sobie

Barcelonę za panowania generała Franco,

gorące lato roku 1945,

dwunastolatka o imieniu Dawid, który jest nad wyraz wrażliwym i dobrym chłopcem, fantastą, łgarzem i medium, dialogującym jak równy z równym ze zmarłymi i nieobecnymi,

starego, schorowanego, owrzodzonego, głuchego i ślepego jamnika, który wabi się „Iskierka”,

ciężarną Rosę Bartra (ksywa: „Ruda”), najpiękniejszą kobietę w okolicy, matkę Dawida, słomianą wdowę, od której nawiał mąż anarchista,

gadający płód, który w niedalekiej przyszłości zostanie nazwany Victorem i stanie się rodzonym bratem Dawida,

inspektora Galvana, funkcjonariusza reżymu, adoratora Rosy, arcywroga Dawida,

brata Dawida, Juana, który zginął kilka lat temu podczas bombardowania Barcelony i teraz w świecie przedstawionym powieści występuje jako jednonogi duch w uwalanym cegłą ubraniu,

Paulino, serdecznego przyjaciela Dawida, wykorzystywanego seksualnie przez własnego wuja i knującego nań krwawą zemstę,

pilota Spitfire’a, który zstępuje co jakiś czas z okładki niemieckiego pisma „Adler” i uprzejmie dywaguje z Dawidem w jego pokoju,

Amandę

wrzuca do cylindra wszystkie te postacie, elementy i wątki, miesza, wypowiada formułkę i – włala! – wyjmuje kapitalną książkę. „Ogony jaszczurki” to powieść o tym jak bogate w doświadczenia i osobliwości i jak obfite w straty może być dzieciństwo. Prócz tego to gorzka historia zawiedzionej miłości i opowieść o kobiecie, której kilku facetów zjebało życie. No i kolejny, acz oryginalny i frapujący, głos w sprawie hiszpańskiej wojny domowej. Marse opowiada tutaj nie tyle o bitwach i armiach, co o tragicznej schedzie tego bratobójczego konfliktu: dyktaturze, strachu, prześladowaniach, inwigilacji i głębokich bolesnych podziałach pośród mieszkańców jednego kraju.

Co więcej – i tutaj także upatruję dowodów na jego maestrię – Marse z wirtuozerią unika w „Ogonach jaszczurki” wszelkich pułapek i kompromitacji na jakie naraża się autor, który do swojego utworu wprowadza chłopięce inicjacje, przedstawicieli krainy zmarłych, halucynogenną wyobraźnię mówiącego do siebie dwunastolatka i tokowanie wprost z matczynego łona. Nie dość, że unika, to jeszcze i wyzyskuje dla siebie najróżniejsze żywioły i konwencje literackie, by stworzyć energetyczne, wzruszające i nieprzeciętne dzieło.

Przede mną jeszcze „Jeśli powiedzą ci, że padłem” i „Wrócę pewnego dnia”– by całemu Marse po polsku stało się w moim przypadku zadość. Będę więc o nich w przyszłości na Pocztówkach z Paranoi pisał, będę dawał świadectwo.

  1. Barts pisze:

    „kilku face­tów zje­bało życia”

    Życie, chyba. Albo rzyć (mspanc).

  2. Łukasz pisze:

    @ Barts

    Dziękuję za obywatelską czujność. Już poprawione.

  3. Książkozaur pisze:

    Nigdy nie słyszałam o tym autorze, ale mam ochotę zaraz pójść do biblioteki i poszukać książki! Chociaż wczoraj zajęłam wszystkie osiem miejsc na karcie :p

    A pracy współczuję. Ja z kolei brnę przez setki stron pozbawionych interpunkcji, z wcięciami akapitowymi w formie rzędu spacji…

  4. kolega Tetrix pisze:

    ŁukaszŁukasz, a może tak w ramach pedagogiki specjalnej byś tu zarzucał takie The Best of the Worst z tego, co ci praca rzuca na oczy? Bez nazwisk, tylko same gołe płody.
    A względem noci, to znowu, skubańcu, zaintrygowałeś. Dobo, miejże 25h, nadrobię trochę z lekturami…

  5. Dawid pisze:

    Popieram wniosek kolegi Tetrixa – zwłaszcza fragmenty dziarskich reportaży z Luton bym poczytał, a ewentualnie o tych żądzach pracowniczki ZUS. Fajny cykl mógłby być.

  6. zaczytAnia pisze:

    Uwielbiam czytać recenzje, po których chce się rzucić wszystko i lecieć po opisaną książkę… Dzięki. :)

  7. thunderball pisze:

    Marse jeszcze nie znam, natomiast z zachwytem nad frazą, stylem i sposobem opowiadania, czytam Javiera Mariasa, coraz bardziej popularnego nad Wisłą prozaika, a to za sprawa wydawnictwa Sonia Draga. Wg Pamuka hiszpanski-top, gosc absolutnie zaslugujacy na Nobla. Tylko się pod tym podpisać, pulsująca niepokojem i retrospekcjami proza.

  8. Łukasz pisze:

    @ Ksiązkozaur

    Marse często się trafia po taniości na allegro. Proszę próbować.

  9. Łukasz pisze:

    @ kolega Tetrix @ Dawid

    Jednak się nie godzi tak wprost i w cytacie. Ktoś by poznał i narobił draki. Tajemnica obowiązuje.

  10. Łukasz pisze:

    @ zaczytAnia

    Dzięki za miłe słowa. Proszę czym predzej łapać Marse.

  11. Łukasz pisze:

    @ thunderball

    O, tak, muszę koniecznie poznać i Mariasa. Leży u mnie na stosiku do przeczytania od jakiegoś już czasu, ale zawsze ktoś go ubiegnie.

  12. K. pisze:

    „Są rzeczy, które trzeba zdążyć opowiedzieć, zanim ktoś o nie zapyta.” – napisał Marse.
    „Nigdy nie powinno się niczego opowiadać” – napisał Marias.

    Jeśli przypadła Ci, swego czasu, do gustu historia o szpiegu z Cambridge, ta o szpiegach z Oxfordu róznież powinna się spodobać.