Edukacja sensualna (i intelektualna)

Posted: 25th Marzec 2012 by Łukasz in biblioteka

Kto do tej pory nie poznał jeszcze pisarstwa Edmunda White’a, niech to jak najszybciej uczyni. Bo i warto – i wypada. Ale nie dlatego, że White stał się znienacka sznytem tego sezonu, a jego książki obowiązkowym rekwizytem w dłoniach kulturalnego człowieka z wielkomiejskiej klasy latte. Nic z tych rzeczy. Zresztą – czy należy w ogóle podejmować tak absorbującą czynność jak czytanie, żeby w rezultacie osiągnąć jakieś błahe i ulotne korzyści? Przecież w pewnym wieku nie godzi się już obcować z literaturą po to, by dzięki niej coś zyskać w towarzystwie – wywołać dreszcz podniecenia na białych plecach kulturoznawczyń czy pomruk aprobaty u kolegów nihilistów. Obcować z White’em powinno się z przyczyn elementarnych i osobistych: bo Edmund White jest mistrzem, bo „Zuch” to arcydzieło.

„Zucha” zwykło się anonsować i klasyfikować jako powieść o dojrzewaniu. Lecz srodze zawiedzie się ten, kto po nią sięgnie, by otrzymać amerykańską wersję bildungsroman – budującą opowieść o korzyściach płynących z pilnej nauki, wakacyjnej pracy zarobkowej i higieny całego ciała. Tego akurat od White’a nie dostanie. Ale – spokojnie. White jest autorem więcej niż hojnym dla swoich czytelników. Zaskakuje, karmi, obdarza, ubogaca z nawiązką niczym Elvis swoich przyjaciół.

Bohaterem „Zucha” jest pochodzący z dobrej i majętnej rodziny kilkunastoletni chłopiec, który zdaje sobie sprawę z własnej inności – i wyższości nad otoczeniem. Mówi, porusza się, gestykuluje i odczuwa w odmienny sposób niż reszta. Wokół niego dzieje się zachowawcza Ameryka lat pięćdziesiątych. Jego rodzice się rozwodzą. Przez co bywa raz u matki, a raz u ojca. Mimo że na pozór niczego mu nie brakuje, to jednak on sam wcale nie uznaje się za szczęśliwego. Jest pełen sprzeczności. To zadeklarowany laluś – ale laluś spragniony brutalnych przygód z udziałem nieznajomych facetów. Łaknie samotności, dystansu i wyizolowania się z merkantylnej i przyziemnej społeczności, lecz zarazem bardzo chce, żeby inni go polubili i lubili. Czuje się bezpiecznie, gdy otacza go rodzinny dostatek, a marzy o ucieczce w pojedynkę do obcego miasta i egzystencji na własny rachunek. Choć bez końca syci się romantycznymi fantazjami ze sobą w roli głównej i literaturą, to jednak dopiero z czysto fizycznych kontaktów czerpie konkretną przyjemność. Kocha i pożąda mężczyzn – i próbuje wygasić w sobie te oskomy za pomocą wszelkich możliwych środków, jakimi mógł wówczas dysponować chłopiec z zamożnego domu: religia, psychoanaliza, męska szkoła z internatem, randki z dziewczynami, erotyczny trójkąt z nauczycielem i jego żoną.

„Zuch” to jedna z najpiękniejszych książek, jakie czytałem. Po mistrzowsku napisana, zakomponowana i poprowadzona, literacko zrobiona na błysk, czuła, wyrafinowana, perwersyjnie autoreferencyjna i ostentacyjnie arcydzielna. White w „Zuchu” pisze jak Nabokov w swoich najlepszych kawałkach – z niewymuszoną lekkością i powagą geniusza. Bo fraz, które wyszły spod jego pióra właściwie się nie czyta, ale się je zwiedza, bada, lamuje ołówkiem, niespiesznie obchodzi, powraca do nich. Za pomocą kilku wyrazów stwarza bowiem White niepowtarzalne metafory i obrazy – kochający się chłopcy, którzy wydzielają kwaskowaty zapach szalotek w deszczu, chromodruk ukazujący Chrystusa i jego soczyste, odsłonięte serce, gumowe zwieńczenie laski, które to ciemniej, to blaknie ponad głową siedzącego w oszklonej czytelni bohatera.

„Zuch” Edmunda White’a to powieść przewrotna i odważna. To historia bolesnego wyzbywania się złudzeń, gromadzenia przykrych doświadczeń i obserwacji, zaznawania nigdy dość satysfakcjonujących zbliżeń, wprawiania się w perfidii, okrucieństwie i rozczarowaniu. Po prostu – w życie.

  1. nameste pisze:

    Ostentacyjnie arcydzielna? Czyli próżna?

  2. Łukasz pisze:

    @ nameste

    Nie-e. Autor wie, że temat mu leży i że dobrał do niego idealną, mistrzowską stylówkę. Ma świadomość, że pisze dzieło swojego życia, które mocno namiesza w literaturze i zapewni mu chwałę. No i tak też się stało.

  3. nameste pisze:

    Zastanawiam się więc nadal, co mnie zjeżyło w tej (ze zwykłą swadą itd.) recenzji. Może brak choćby jednego zacytowanego zdania? Żeby docenić kunszt… Jarniewicza?

  4. petroniusz pisze:

    No po takiej recce, to nic tylko brać ;) dobry wpis, pozdr!

  5. Łukasz pisze:

    @ nameste

    No ale przecież możesz zajrzeć do „A Boy’s Own Story” i się przekonać, że kunszt Jarniewicza jest odpowiedzią na kunszt White’a.

  6. nameste pisze:

    A jak mam obejrzeć Jarniewicza? (Kupić, pewnie. Ech, ci recenzenci. Im to książki same sfruwają.)

  7. Łukasz pisze:

    @ nameste

    Kochany, od dawna już kupuję knigi za własne piniążki, żeby nie mieć do czynienia z odium wdzięczności. Bo to zaburza percepcję i strategię badawczą. O! Tak to u mnie działa.

  8. Łukasz pisze:

    @ nameste

    To będzie w Polsce rok Edmunda W. Dobry rok. Popatrz:

    http://biuroliterackie.pl/biuro/biuro?site=1B0&news_ID=2011-11-22

  9. nameste pisze:

    @Łukasz

    I know, I know, #marudzenia-dzień. Aha, Biuro L. obiecuje fragmenty Zucha, a u celu piszą bezczelnie: „Przepraszamy, ale w tej chwili nie możemy wyświetlić tej strony…”

  10. lucette_nader pisze:

    pierwszy raz trafiłam na Zucha w liceum, i to była dla mnie strasznie ważna książka, czytało się to bardzo osobiście. podobnie jak poświęcony White’owi numer Lnś. bałam się wracać – wiecie, jak to jest z ważnymi-lekturami-okresu-dojrzewania. jak dobrze, że ciekawość zwyciężyła; czytałam z płonącymi uszkami, już nie przez pryzmat nastol-smutków, tylko radości dorastania/odkrywania/emancypacji. samo dobro! trzeba dzieciakom wciskać. i nie tylko.

  11. Łukasz pisze:

    @ lucette_nader

    Zgadzam się: samo dobro! Świetnie, że BL pociągnie w tym roku z kolejnymi tytułami White’a. Za chwilkę „Hotel de Dream”, a we wrześniu – „Zapominanie Eleny”. Mam nadzieję, że w końcu ktoś u nas wyda i biografię Geneta jego autorstwa.

  12. lucette_nader pisze:

    The Beautiful Room is Empty zawsze ciekawił mnie jako tytuł. Skoro już wróciłam do White’a, a on wciąż działa, to może należy się zainteresować. 1:0 dla allegro

  13. thunderball pisze:

    Moze „Zucha” do kanonu lektur, ale co na patriotycznie wzmozona czesc narodu?

  14. Kinga pisze:

    Nigdy nawet o E. White nie słyszałam, ale muszę sobie kupić, bo już dawno nie czytałam książki, co do której nie miałabym żadnych wątpliwości, że to arcydzieło.

  15. Tosz pisze:

    Dziękuję za polecenie. Wspaniała książka.

  16. a-be pisze:

    Z pewnym poślizgiem czasowym, patrząc na datę publikacji notki, ale co tam.

    Językowo jest to rzecz naprawdę wspaniała, naprawdę cudowna. Fragmenty pełne sprzeczności – umiłowanie samotności i pragnienie bliskości kogoś chociażby (ze znakomitym fragmentem o Orfeuszu i cieniach ludzi) – są niesamowicie przejmujące. A jednak jest to powieść, której czytanie jest… nieprzyjemne pod względem barwy, bo jest to piękno, którego żadnym sposobem nie można polubić, nie można poczuć blisko, jest chłodne i wyrachowane, i może to właśnie to najdoskonalsze piękno.
    Btw i zupełnie przyziemnie, żadnych problemów ze znalezieniem Zucha w bibliotece nie miałam. A do kanonu lektur odradzam, bo mam wrażenie, że największą sensację wzbudziłyby fragmenty o Kevinie, tym dzieciaku – sensację pod tytułem „omujborze, oni się pieprzą!”. Szkoda książki.

  17. Łukasz pisze:

    @ a-be

    Dobrze, jak minister edukacji będzie chciał wepchnać „Zucha” gimnazjalistom, to zaprotestujemy. Ale może tak każdego od licealisty w górę namawiajmy na lekturę E. W., co? Niech ludzie obcują z tym co dobre i piękne.