Dzień babci

Posted: 26th Styczeń 2013 by Łukasz in biblioteka

„Był to dzień, w którym wybuchła moja babcia”. Powieść, którą otwiera takie zdanie, nie może być powieścią złą, nijaką czy nudną. To czuć od razu – od razu nabiera się mocnego przekonania, że tak sformułowana pierwsza linijka, frapująca, esencjonalna, w której pobrzmiewają tony osobiste, ludzkie i ironiczne, to wstęp do niekiepskiej zabawy, raca rozpoczynająca naprawdę dziki karnawał. No i „Ulica Czarnych Ptaków” Iaina Banksa jest właśnie taka. To długie święto radości, pochwała istnienia, tworzenia i miłości. Również i duchowej.

5dbf07a63cac20d712901cf309f4c42a[1]

„Ulica Czarnych Ptaków” to kilka gatunków w jednym. Banks skwapliwie i z rozmysłem korzysta tutaj z rozwiązań charakterystycznych dla rodzinnych sag (obejmująca kilka ładnych dekad historia szkockiego rodu McHoanów), bildungsroman (dojrzewanie, nauki i inicjacje Prentice’a McHoana, głównego bohatera „Ulicy Czarnych Ptaków”) i powieści obyczajowej (burzliwe półwiecze, 1940-1991, przemian społecznych, kulturowych i estetycznych na Wyspach Brytyjskich). Korzysta acz nie odtwórczo, nie po to by ulepić kolejne sztywniackie i wzniosłe dzieło, kolejną panoramę czy studium narodu, lecz ku pokrzepieniu serc i gruczołów tych, co lubią dobre, pokręcone fabuły, odważne jazdy po cnotach i świętościach, wybitne frazy i humor czarny jak podniebienie redaktora Terlikowskiego. A że Banks to spec nie lada i lepszy magik, więc dzieje się to wszystko bez jakiejkolwiek straty na jakości. Więc nawet przez moment nie będziecie mieli wątpliwości, że w przypadku „Ulicy Czarnych Ptaków” obcujecie z literaturą wysoką.

Intryga w „Ulicy Czarnych Ptaków” nie rozwija się linearnie, wręcz przeciwnie, typowe są dla tej powieści cofki i przeskoki o całe dziesięciolecia, ruchome perspektywy narracyjne, nawroty, repetycje motywów i wątków, co poniekąd utrudnia mi szerszą rekapitulację jej treści. Nie chcę skwasić wam przyjemności czytania i poznawania splątanych losów McHoanów. Tym bardziej, że jednym z istotnych elementów tej niezwykłej story jest rodzinna Tajemnica, wręcz rodzinna Zbrodnia, której odkrycia podejmie się Prentice. Powiem tyle, że Banksowi, jak mało komu przed nim i po nim, udało się pokazać fatum w akcji, siłę zarówno niszczycielską, jak i kreacyjną, i w najdrobniejszych szczegółach odtworzyć – odtworzyć i puścić w ruch – mechanizm tego, co nazywamy życiem, wspólną dolę obcych, przyjaciół i wrogów, kochanków i niechcianych, tych, którzy dopiero uczą się korzystać z hojności świata, gromadzą doświadczenia, dziwią się klęskom i cieszą z triumfów i tych, dla których jest to już tylko wspomnienie gorzkiej lekcji. Możemy jedynie zgrzytać zębami z bezsiły i zazdrości, że w tym naszym pociesznym kraiku nad Wisłą tak rzadko trafia się pisarz podobny Banksowi, który o wydarzeniach ważnych, bolesnych i przełomowych dla pokoleń i jednostek – bo przecież „Ulica Czarnych Ptaków”, to nie wyłącznie chyża nawijka o ekscesach młodego, ale i Niemcy gotujący się do inwazji, i bomba atomowa, i wojna, pierwsza, w Zatoce Perskiej – umie pisać bez patosu, patriotycznego porno i kręcenia czytelnikowi wora.

Bierzcie i czytajcie Banksa. Bo nigdzie indziej nie znajdziecie tak pięknych scen i postaci jak w tej powieści: chrzczenie niemowlaka kroplą whisky, wyznanie miłosne przekazane kodem Morse’a za pomocą mięśni pochwy, chłopiec o czterech oczach, w tym trzech szklanych, wujaszek-herezjarcha, seks z własną ciotką. Postuluję – jako pedagog i redaktor postuluję – żeby „Ulica Czarnych Ptaków” trafiła do szkół w całym kraju. Po pierwsze dlatego, że to znakomita książka. Po drugie – bo promuje takie wartości i postawy prorodzinne jak ateizm, pacyfizm, wolna miłość, miękkie narkotyki.

  1. Barts pisze:

    Ja tego gościa znam tylko z Feersum Endjinn, mocne to było, ale dziwne jak jasna cholera.

  2. Kinga pisze:

    Banks to trochę geniusz, z „M.” jak i bez.

    Czytałeś Fabrykę Os?

  3. kolega Tetrix pisze:

    1. Z obligu – w oryginale jeszcze lepsze.
    2. +1 do wskazania na „Fabrykę os” (ale czemu nie Przetwórnię, to już słodka tajemnica tłumacza)
    3. Nie wszystko warto, „Dead Air” czy „Canal Dreams” dają absmak.

  4. Łukasz pisze:

    @ Kinga

    Tak, czytałem. Tutaj mam ślad po lekturze. Wprawdzie to wpis głównie o Gdańsku, ale zawsze coś.

    http://www.ultramaryna.pl/pzp/?p=267

  5. julo fan z rssow pisze:

    Ojej dzięki za tę recenzję wszystko co ostatnio było to smutek i mrok i już się trochę nie mogłem doczekać. Dobry ten tekst (jak zwykle). Muszę jakoś zdobyć tę książkę, znaczy kupić chyba.

  6. Łukasz pisze:

    @ julo

    Zostaje Ci już tylko allegro lub antykwariat. Nie zanosi się bowiem na jakieś wznowienia tego Banksa. Ale warto za „Ulicą Czarnych Ptaków” pomyszkować.

  7. Kinga pisze:

    Zatem jeśli Ci się podobała Fabryka Os, to bardzo polecam Shirley Jackson ‚We Have Always Lived in the Castle’ (po polsku to wyszło w jakiejś tragicznej okładce dawno temu ,chyba ‚Zawsze mieszkałyśmy w zamku’). Nie wiem jak tłumaczenie wygląda, po angielsku książka jest prze-błyskotliwa. I od razu widać, że Banks się bardzo nią zainspirował przy pisaniu Fabryki Os.

  8. Łukasz pisze:

    @ Kinga

    O, dzięki wielkie za namiar; na pewno sprawdzę. Z kolei inni utrzymują, że Banks przy pisaniu „Fabryki os” zerkał na „Betonowy ogród” McEwana. Tym bardziej ciekawym wydaje się ten Twój typ.

  9. Basia pisze:

    Zachęciło mnie już to pierwsze zdanie, a „chło­piec o czte­rech oczach, w tym trzech szkla­nych” przeważył szalę. Będę czytać Banksa!

  10. […] A do poczy­ta­nia jest też jesz­cze Łukasz […]

  11. thunderball pisze:

    No i nabyłem za sprawa tej recenzji „Ulice Czarnych Ptakow” w antykwariacie. Hosanna dla autora recenzji!